RANY, KTO MI TO NAPISAŁ

Jestem niezwykle mile zaskoczony, a nawet podbudowany przebiegiem inauguracji nowego roku akademickiego. Nie tyle nawet samą uroczystością, co relacją z tejże zamieszczoną w katowickim dodatku "Gazety Wyborczej" 3.10.00. Jeśli wierzyć autorce (a czemuż by nie?), to okazuje się, że młodzież przyjęła całą tę ceremonię niemal entuzjastycznie. Absolwenci szkół średnich - pisze pani Anna Stańczyk - krzywią się na myśl o nudnym wykładzie inauguracyjnym. Nie wiedzą jeszcze co ich czeka. Umiejętnie stopniowane napięcie każe czytelnikowi spodziewać się teraz istnych fajerwerków. No a przynajmniej tego, że na scenę w rytm tętniącego z głośników The Show Must Go On, w świetle tnących ciemności laserów wbiegnie w otoczeniu Senatu rektor i zarzucając poły długiego, bordowego płaszcza, zamiast niezrozumiałych łacińskich formułek krzyknie do mikrofonu: Odjaaaazd! Nic z tego. Powodem euforii młodzieży był właśnie ów inauguracyjny wykład. Na sali wybuchają gromkie brawa. Rektor grzmi jak z ambony (...). Siedzący obok chłopak z wypiekami na twarzy z niedowierzaniem kręci głową - Rany kto mu to napisał. Proszę powstrzymać się od ironicznych, kąśliwych uwag. Ostatecznie nie każdy młody człowiek, miał do tej pory szansę zobaczyć na żywo inteligentnego mówcę, który potrafi sam sobie coś napisać. To nie jego wina, że miarą inteligencji w Polsce stało się przejście do drugiej rundy teleturnieju "Milionerzy". Więcej tolerancji panie i panowie profesorowie. Niektórzy z tych młodych entuzjastów wiedzy i tak już przeżyli szok, gdy dotarła do nich tragiczna wiadomość, że egzaminy na studiach nie odbywają się metodą audiotele. Wyobrażacie sobie państwo te pytania. Podaj imię rektora Uniwersytetu Śląskiego: a) Tadeusz b) Sławek c) Janeczek. Podzielam entuzjazm młodzieży, ale niepokoją mnie pewne nutki sceptycyzmu pojawiające się od czasu do czasu w wypowiedziach rektora. Raz już słyszałem o tym, że ukończenie studiów nie daje przepustki do raju. A teraz Pan rektor zadaje okrutne pytanie: Czy słowo sukces opromienione blaskiem papieru kredowego magazynów zastąpiło już słowo "misja"?

I jak tu niedawny maturzysta,- zadający sobie właśnie inne, równie dramatyczne pytanie, którą muszkę założyć, jadąc do Sztokholmu po odbiór Nobla- ma optymistycznie patrzeć w przyszłość?

Oczywiście nie mnie gryzipiórkowi o małym rozumku wdawać się w dyskusje na szczycie Olimpu. Ale gdyby żył któryś z bohaterów "Ziemi obiecanej" (mamy wszak rok Reymontowski), choćby Moryc Welt, to kto wie czy nie miałaby miejsca taka polemika:

Szanowny Panie Rektor! Mnie się bardzo przykro zrobiło, kiedy usłyszałem co Szanowny Pan mówiłeś na tem otwarciu. To za przeproszeniem, nie jest po kupiecku. Ja wiem, że uniwersytet, to nie tak dobry interes, jak nie przymierzając handel sukiennym towarem. Ale czemu zaraz o tym głośno mówić?Czemu straszyć taki młody człowiek, że on wyjdzie na tych studiach jak ostatni pachciarz. Jeśli Szanowny Pan Rektor da mnie te głupie 1,5 nnno 1,7% od taki jeden student (konto na Lipsk), to ja udowodnię, że to może być jeszcze całkiem niezły geszeft ten cały uniwersytet.

Państwo oczywiście czytacie to z wielkim niesmakiem, bo tu z jednej strony "misja", a ja wyjeżdżam z jakimiś prostackimi pieniąchami. Muszą jednak milczeć muzy, gdy napotykamy takie oto smutne fakty: Opracowanie najnowszego produktu firmy Gillette - nożyków Mach3- zajęło lata prac badawczych i kosztowało setki milionów dolarów (mniej więcej tyle, ile cały budżet polskiej nauki).[E.Bendyk,Wielkie drobiazgi,"Polityka",30.09.00 s.90].

Ze złości nie może człowieka nawet krew zalać, jako że owe nożyki są ponoć wielce bezpieczne w użyciu.

Muzy nie tylko milczą, ale pokrywają się rumieńcem wstydu, kiedy słyszą i takie opinie: Nauka stała się towarem. Skończyło się twórcze studiowanie, a zaczął supermarket, gdzie najlepiej kupować w promocji, a obsłudze zależy tylko na tym, by klient dotarł do kasy i zapłacił..[W.Staszewski,Studia w trybie olewczym,"Gazeta Wyborcza",30 09-1.10.00 s.20].

Jakby mało było tej sromoty, to na dodatek wiekopomna praca magisterska "Modelowanie przepływu gazu w szybie wielkiego pieca" nie stanie się bestsellerem, jako że jej autor przepadł z kretesem w wyborach.

Nie wpadaj w panikę młody studencie. Jest i akcent optymistyczny. Jak bowiem podał "Wieczór Wrocławia" 22-24.09.00 - co zresztą skrzętnie przedrukowały inne gazety - Odrzucenie naukowej publikacji w poważnym naukowym wydawnictwie stało się prawdopodobnie powodem napaści autora artykułu na redaktora polonistycznego periodyku. Rozsierdzony napastnik, profesor, były pracownik naukowy polonistyki, pobił i znieważył profesora filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego.Z incydentu tego należy wysnuć dwa wnioski: 1) Jeszcze nie jest tak źle, skoro warto się o coś bić. 2) Jeśli nie sprawdzają się Schopenhauerowskie sposoby rozwiązywania sporów, trzeba sięgać do innych "klasyków" choćby takich jak Pershing, Dziad czy Nikoś. Kto wie, kto wie, czy nie doczekamy się kiedyś i takiego komunikatu: Wczoraj w godzinach wieczornych mieszkańcy Katowic byli świadkami kolejnych porachunków tzw. "profesorskich gangów". Z nieznanych nam jeszcze powodów, w okolicach ulicy Bankowej doszło do gwałtownej wymiany argumentów pomiędzy profesorami Uniwersytetu Śląskiego a ich konkurentami z Akademii Ekonomicznej. Zamieszki przeniosły się na centralne ulice miasta. Bezpardonowy atak zwietrzałą już na szczęście nieco koncepcją, spowodował znaczne straty moralne. Zdecydowana akcja oddziałów specjalnych policji zapobiegła dalszym awanturom. Mimo to, do późnych godzin nocnych słychać było jeszcze serie długich polemik. Mieszkańcy katowickiej dzielnicy Zawodzie, nie kryją swego oburzenia. "Kto położy kres naukowemu gangsterstwu w naszej dotychczas spokojnej okolicy?" Pytają zatroskani zawodzianie".

Nie lękaj się młody studencie, to tylko niewybredny żart. Nadal obowiązuje zasada: Plus ratio quam vis - niech rozum zamiast siły rządzi. Tylko... Rany, kto to napisał?