ODY DO MŁODOŚCI KŁOPOTY Z CENZURĄ

W pamiętnym roku 1848, roku Wiosny Ludów, ukazało się oryginalne, ostatnie za życia Mickiewicza wydanie Ody do młodości, jak w wielu innych zresztą przypadkach nawet bez jego wiedzy o tym edytorskim przedsięwzięciu. Oryginalność wydania nie ograniczała się do niebłahego przecież faktu dwujęzyczności utworu sygnalizowanej już w tytule: "Oda do młodości" przez Adama Mickiewicza. Ode an die Jugend. [Lwów 1848] (autorem prze-kładu wiersza na język niemiecki był Karol Malisz znany wówczas w Galicji adwokat i działacz polityczny, entuzjasta współpracy polsko-słowiańskiej); potęgował ją tajemniczy adres wydawniczy: "W Księgarni i składzie sztuk pięknych Braci Jeleniów w Przemyślu. Z wolnej prasy Instytutu Stauropigiańskiego", w którym jak widzimy ważne dla tłumacza i edytora okazało się podkreślenie chwilowej, jak się miało później okazać, "wolności prasy"; z dziewiętnastowiecznych słowników możemy się dziś dowiedzieć, iż 'stauropigia' to klasztor lub inna instytucja obrządku wschodniego, wyjęta spod jurysdykcji cerkiewnej, podlegająca bezpośrednio patriarsze.

Prawdziwie kuriozalne jednak, nie waham się tu w kwestii użycia określenia aż tak drastycznego, jest poprzedzenie tekstu Ody i jej przekładu również dwujęzycznym, polsko-niemieckim mottem, w wersji polskiej o brzmieniu "Bywaj mi zdrowa biedna Cenzuro! / Coś mię tak długo męczyła!" z podpisem Pożegnanie Child Harolda (kursywa wg oryginału), w wersji niemieckiej, co poddaję pod rozwagę germanistom "Zihet in Frieden arme Zensoren! / Habt ihr auch sehr mich gemartet." Ten wariant tekstu okalającego Odę sygnuje nader lakoniczny podpis Altes Lied. (Jakiekolwiek skojarzenia z Lordem Byronem zostają tu zatarte; motto to zresztą jest jedynie parafrazą tekstu Byrona, co często się zdarzało w ówczesnej praktyce literackiej.) Kuriozalność owego motta a raczej dwóch niemal takich samych, a jednak odmiennie podpisanych mott polega przede wszystkim na tym, iż cechą strukturalną owej cząstki, mającej zgodnie z wolą autora ukierunkować lekturę swego utworu, jest posiłkowanie się przezeń myślą innego niż on sam autorytetu literackiego; tu z woli tłumacza zabiera głos uosobiona Oda, w dodatku w pierwszym wersie pojawia się pozornie starannie, na sposób oświeceniowy upersonifikowana, znienawidzona (a jednak 'szanowana' jako instytucja?) Cenzura. Z drugiej jednak strony odczytujemy równocześnie pewne akcenty pobłażliwości względem bezradnej, godnej politowania, w chwili wolności Wiosny Ludów "biednej" Cenzury. Sytuację przekazu komplikuje ponadto fakt, iż niemal taka sama, osobna odbitka dwujęzycznej wersji Ody ukazała się w Przemyślu już cztery lata wcześniej, wówczas jednak okoliczności zewnętrzne, społeczno-polityczne nie dawały żadnego pretekstu do przywoływania kwestii niecenzuralności tego druku.

'Do Młodości' (strona pierwsza)
"Do Młodości" (strona pierwsza)

Dzisiaj, po ponad dekadzie od zachłyśnięcia się wolnością, w tym również wolnością słowa, co przekłada się na wydawniczą prozę życia bez cenzury prewencyjnej, trudno sobie nawet wyobrazić, jak głęboko i dotkliwie owa ideologiczna (w tym religijna) i obyczajowa kontrola tekstów ingerowała niegdyś w daleki od swobody obieg społeczny myśli i doznań. Nieoceniony w takich przypadkach właściwie, powinienem był napisać "przygodach" intelektualnych Słownik języka polskiego pod red. Witolda Doroszewskiego (t. V, Warszawa 1963, s. 21) podaje dwie definicje słowa 'niecenzuralny': po pierwsze, "budzący zastrzeżenia obyczajowo-moralne; nieprzyzwoity, sprośny", po drugie, "niezgodny z przepisami cenzury; nielegalny". Sięgam do tak dawnego, 'kultowego' w kręgach filologicznych leksykonu, gdyż we współczesnym Słowniku poprawnej polszczyzny pod red. Andrzeja Markowskiego (PWN, Warszawa 1999) słowo to już się nie pojawia.

Obie definicje w Słowniku… Doroszewskiego opatrzone zostały z różnych powodów smakowitymi przykładami; pierwsza ilustrowana jest zdaniem z Kartoteki Tadeusza Różewicza (pierwsze wyd. i wyst. w teatrze Warszawa 1960): "Wygrażałem mu pięścią i wykrzykiwałem różne polskie i węgierskie niecenzuralne słowa" oraz zdaniem Tadeusza Boya Żeleńskiego z jego zbioru Słowa cienkie i grube (Warszawa 1931): "Najtęższa mądrość ludu kryje się właśnie w tych odrobinę sprośnych, 'niecenzuralnych' porzekadłach. Jędrna i zdrowa myśl okazuje do nich szczególną, niepojętą predylekcję." Z kolei po drugiej definicji przytoczono zdanie z Nocy i dni Marii Dąbrowskiej (z t. IV, Warszawa 1934): "Wyłowili u mojego ciotecznego brata (…) niecenzuralną książkę, jakąś zresztą niewinną socjologię, ale z notatkami na marginesach…" oraz jako drugi przykład użycia słowa w tym znaczeniu cytat ze Wspomnień Leona Krzywickiego (Warszawa 1947), nawiasem mówiąc, co pięknie nam koresponduje z poprzednim przy-kładem, wybitnego polskiego socjologa, zmarłego w roku 1941: "Nie tyle treść odczytów była nielegalna, choć nie brakło tam pojęć niecenzuralnych, ile sam fakt ich urządzania." Wniosek nasuwa się oczywisty: o ile niecenzuralność w sensie 'sprośności' jest ponadczasowa, o tyle w sensie 'niezgodności z przepisami' i 'nielegalności' dotyczy raczej zdecydowanie czasów przedwojennych. Jakby cenzura za PRL-u nie funkcjonowała. To też, jak mniemam, efekt cenzury, a może nawet autocenzury redakcji Słownika.

"Pewien metodyzm", jak by powiedział Juliusz Słowacki, w działaniach cenzorskich, znanych przecież od wieków (toż już Konstatntyn Wielki, ulegając życzeniom pierwszego soboru nicejskiego, zabronił pod karą śmierci ukrywania pism Ariusza), zaprowadził papież Innocenty VIII, a to nie bez udziału szlachetnych w intencjach, jednak jakże opłakanych w skutkach niemieckich ośrodków uniwersyteckich; papieska bulla Inter multiplices nostrae sollicitudinis curas z roku 1487 wprowadzała cenzurę prewencyjną wobec pism i książek nowych oraz konieczność uzyskania aprobaty władz duchownych dla dzieł już wydanych. Tak więc postawiono poważną barierę wolności wypowiedzi (w trosce zresztą, jak to zawsze bywa w takich przypadkach, o "dobro" czytelnika): z jednej strony, nie mogły się ukazywać pod karą klątwy i sporych sum pieniężnych żadne pisma zawierające myśli przeciwne wierze katolickiej, myśli bezbożne ani też gorszące (to dość pojemna formuła), z drugiej strony, gdyby ukazało się coś sprzecznego z tymi regułami, książkę należało w stosownym terminie spalić, zaś drukarza i wszystkich posiadaczy takiego zakazanego dzieła ukarać.
Wydawane w Polsce edykty królewskie rychło poczęły wspierać papieskie regulacje i w pierwszej kolejności zostały skierowane przeciwko księgom "luterskim". Działania kontrreformacyjne, wzmacniane autorytetem postanowień (dekretów) soboru trydenckiego, obrodziły spisami ksiąg zakazanych (Index librorum prohibitorum) oraz spisami ksiąg, które należało oczyścić z treści "szkodliwych" (Index expurgatorius librorum). Pierwszy polski Indeks ksiąg zakazanych ukazał się w Krakowie w roku 1604. Stał się jednym z dotkliwszych argumentów Świętej Inkwizycji, przy czym odstępstwo od ortodoksyjnie pojmowanej wiary katolickiej (na rzecz wyznań reformowanych) wydaje się z punktu widzenia naszej dzisiejszej wiedzy "przestępstwem" o niebo łagodniejszym w stosunku do konsekwencji oskarżeń o ateizm.

Bulle papieskie starały się regulować również kwestie kompetencyjne, między innymi o to przecież początkowo chodziło uczonym z uniwersytetów niemieckich; w gestii biskupa pozostawało czy na cenzora powoła doktorów zakonnych, czy świeckich (spośród mistrzów teologii i tak podlegającej mu w pewnym stopniu wszechnicy). Z kolei uprawnieni do desygnowania na to stanowisko uczonych spośród grona uniwersyteckiego czuli się niektórzy rektorzy uczelni. Sporom nie było końca. Klimat tego aspektu rozwoju (a raczej regresu) kultury najlepiej oddaje erudycyjna książka Pauliny Buchwald-Pelcowej o dziejach cenzury od czasów powstania do wieku XVIII: Cenzura w dawnej Polsce. Między prasą drukarską a stosem (Warszawa 1997). Oczywiście, w pamięci wspólnej dotkniętych cenzurą pokoleń zapisały się o wiele wyraźniej spektakularne całopalenia ksiąg, absurdalne domagania się "karania gardłem" autora, który naraził się królowi angielskiemu Jakubowi I Kasper Cichocki wywołał taką reakcję posła Dickensona łacińskim dziełem Rozmowy osieckie (Alloquiorum Osiecensum sive variorum familiarum sermonem libri V, Kraków 1615; przedmiotem obrazy było przypisywanie władcom Anglii licznych zbrodni), czy carowi Aleksiejowi posłowie moskiewscy, bracia Puszkinowie, domagali się spalenia książek i ich autorów za zniewagę narodu, chodziło m. in. o wyrażenie "durna Moskwa" we Władysławie IV Samuela Twardowskiego.

Gdy poruszamy kwestię niecenzuralności Ody Mickiewicza, na plan pierwszy wysuwa się problem naruszenia interesów i dóbr osobistych władcy Rosji, jego administracji, problem niepodległości Polski wcielonej do sytemu innego, zaborczego państwa. Zapominamy wówczas o rzeczy dość istotnej, iż wszelkie przepisy cenzuralne w pierwszej kolejności umieszczały na indeksie "przede wszystkim publikacje sprzeczne z duchem panującej religii bądź też występujące przeciw klerowi", dopiero dalej ustawowo zakazywano dopuszczania "do druku dzieł, które w najmniejszym nawet stopniu mogły osłabić uczucie szacunku należne rządowi oraz jego instytucjom" (Mieczysław Inglot: Carska cenzura w latach 1831-1850 wobec arcydzieł literatury polskiej. [W:] tegoż: Wieszcz i pomniki. W kręgu XIX i XX-wiecznej recepcji dzieł Adama Mickiewicza. Wrocław 1999, s. 103-104). Najdziwniejsze w interesującym nas tu przypadku wydaje się dzisiaj to, iż niecenzuralność Ody do młodości uwikłana była w konteksty nie tylko polityczne, co można uznać za oczywistość, ale również w konteksty religijne. Co więcej sama kwestia, nie bez winy badaczy i edytorów obrosła w pewną legendę, której charakter sensacyjny odbiera dopiero najnowsze Wydanie Rocznicowe.

Kiedy w roku 1961 prof. Konrad Górski ogłosił w "Pamiętniku Literackim" obszerne studium Historia tekstu "Ody do młodości" i próba jego ustalenia, pomieścił w nim i takie zdanie: "Powszechnie przyjmuje się, że Ody nie puściła do druku cenzura, a choć nie ma na to żadnego źródłowego świadectwa, hipoteza ta jest najbardziej prawdopodobna." Dalej zaś stwierdzał, że nie ulega wątpliwości fakt przygotowywania przez poetę Ody do druku w obrębie pierwszego, wileńskiego tomu Poezyj w roku 1822; Mickiewicz liczył na to, że mu się uda ją ogłosić wraz z Balladami i romansami ("Pamiętnik Literacki." R.: 52, z. 3, s. 3). Już w następnym zeszycie tegoż "Pamiętnika Literackiego" prof. Stanisław Pigoń, sumitując się, replikował: "Otóż takie świadectwo źródłowe jest i nakazuje wyjść poza hipotezę. Że się nim dotąd nie posłużono, winę muszę wziąć na siebie. Mickiewicz, przesyłając Czeczotowi tekst Upiora przy liście z 8/20 lutego 1823, na ostatniej stronie autografu tuż pod zwrotką końcową dopisał parę słów: Wiersz do malarza i Hymn do młodości pokazać Joachimowi z ostrzeżeniem, że były w cenzurze; ostatni może coś odmieniwszy mógłby przejść." ("Pamiętnik Literacki." R.: 52, z. 4, s. 551). Przytoczmy jeszcze fragment, jakże niepełnego co do przyczyn i intencji edytora, tłumaczenia się Pigonia: "Zdanie to powinienem był umieścić w tomie 14 Dzieł [zawierającym korespondencję poety M.P.], dając je czy to jako dopisek do wspomnianego listu, czy też jako pozycję osobną. Nie zdołałem tego zrobić." Tu następują całkowicie w świetle ówczesnego stanu badań uzasadnione wnioski, że po raz pierwszy Odę zatrzymał pełniący w roku 1821 funkcję cenzora ks. prof. Jędrzej Kłągiewicz, po raz drugi w roku 1822 "mimo życzliwości" prof. Joachim Lelewel. Kwestia niecenzuralności Ody zyskuje źródłowe udokumentowanie, a jednak nie rozwiewa to wszystkich naszych obiekcji.

Przede wszystkim nie rozwiewa wątpliwości, dlaczego Pigoniowi nie przyszło na myśl rozwiązanie dzisiaj jesteśmy "mądrzejsi", podkreślam to raz jeszcze, o rozstrzygnięcia edytorów Wydania Rocznicowego najprostsze, dlaczego nie ogłosił w Wydaniu Jubileuszowym całego listu Mickiewicza, w którym czytamy dziś pełny, liczący 100 wersów tekst wiersza Upiór, wraz z ocenzurowaną później przez Lelewela strofą o "epoce przeznaczeń knuta" oraz zamykające list zdanie przytoczone przez Pigonia. Czy przed rokiem 1955 Pigoń nie chciał dodatkowo drażnić Wielkiego Radzieckiego Brata (dzisiaj te określenia czytamy "inaczej", na szczęście nie ma już powrotu do ówczesnych konotacji), czy też po prostu oszczędzał miejsce i nie chciał powtarzać tekstu z tomu III Dzieł (tam Upiór miał "cenzuralną" postać, wersy zakwestionowane przytoczono w aparacie krytycznym).

Z kolejnego listu Mickiewicza do Czeczota (z19 lutego / 3 marca 1823) dowiadujemy się, iż Lelewel zakwestionował w Dziadów części IV "strofę pocałunkową, lubo najpiękniejszą"; jak się domyślamy, nie chciał narażać poety i siebie na zarzut obrazy religii, z racji pojawiającego się w tekście porównania pocałunku do sakramentu komunii. Ale jest jeszcze jeden aspekt problemu, na który nie zwrócili uwagi ani Górski, ani Pigoń. Przepisy dotyczące cenzury często się zmieniały i chociaż w latach dwudziestych XIX nie były jeszcze tak drastyczne jak w Kodeksie kar głównych i poprawczych z roku 1847, który wprowadzał jako ważną nowość: kary dla cenzorów dopuszczających do druku pisma zawierające niedozwolone treści równe karom dla autorów owych pism do 10-12 lat ciężkich robót (pisze o tym Krzysztof Kopczyński: Mickiewicz i jego czytelnicy. Warszawa 1994, s. 19), przecież właśnie wówczas nadeszły do Wilna kolejny raz zaostrzone przepisy, regulujące działanie cenzury; prof. Czesław Zgorzelski (w wyd.. Dzieł wszystkich, Wrocław 1971, t. 1, s. 260) słusznie domniemywa, iż Czeczot, zaabsorbowany przeprowadzaniem przez cenzurę Dziadów (miejscami "niepoprawnych" i politycznie, i religijnie), nie rozmawiał nawet z Lelewelem o druku Ody i Wiersza do malarza. Mielibyśmy niewątpliwie o tym jakąś wzmiankę w korespondencji przyjaciół.

Tak więc z całą pewnością wiemy, iż napisany w grudniu 1820 roku wiersz noszący wówczas jeszcze tytuł Do młodości (zobacz zdjęcie) i-dwukrotnie przygotowywany przez Mickiewicza do druku (jako Hymn do młodości bądź też Oda do młodości), do pierwszego i drugiego Wileńskiego wydania Poezyj, był stanowczo niecenzuralny, wiemy, że odrzucił go cenzor Kłągiewicz. Za drugim jednak razem, być może to sam Czeczot uznał, że nie należy tekstu przedstawiać cenzorowi Lelewelowi.

Autorzy: Marek Piechota