Reportaż na staż

Wydział Filologiczny Uniwersytetu Śląskiego oraz Studenckie Koło Naukowe Językoznawców byli organizatorami konkursu dla studentów wszystkich śląskich uczelni na reportaż prasowy, radiowy i telewizyjny: "Reportaż na staż". Nagrodami były staże w katowickim oddziale Gazecie Wyborczej, Polskim Radiu Katowice i katowickim oddziale TVP. W ramach imprezy wszyscy zapaleńcy, marzący o karierze dziennikarskiej, mogli wziąć udział w spotkaniu z udziałem Aleksandra Trzaski, które odbyło się 18 listopada na Wydziale Nauk Społecznych.

Znany z Radia Katowice (Klub Masztalskich) i "Dziennika Zachodniego" (Akademia Humoru)

Foto: Marta Cembrzyńska
Aleksander Trzaska
- a nielicznym szczęśliwcom także z warsztatów dziennikarskich - redaktor, nie tylko zaprezentował jeden ze swych reportaży, ale też, jako żywy propagator tego rodzaju działalności zawodowej, gorąco zachęcał audytorium do wzięcia udziału we wspomnianym konkursie. Dzieło jego autorstwa - Tylko jedna matka płacze - nagrodzone w konkursach: "Polska i Świat" (1986) i "Prix Italia" (1987), trudno streszczać słowami. Gwoli przybliżenia jednak powiem (nieśmiało ), że reportaż dotyczył jednej z pierwszych w Polsce prób transplantologii. Jego bohaterami są: Zygmunt Chruszcz - pacjent zabrzańskiego szpitala oraz prof. Zbigniew Religa - znany kardiochirurg, inicjator przedsięwzięcia. W ciągu dwudziestu minut zostały w nim pokazane: rodzina, miłość, strach, ludzkie bolączki, sylwetka lekarza, słowem, życie w możliwie najbardziej esencjonalnym znaczeniu tego słowa. Zbyteczne wydaje się przekonywanie kogokolwiek, jak gorący aplauz wywołał ów reportaż. Sam jego twórca zdawał się na nowo przeżywać wydarzenia w nim zawarte.

W nawiązaniu do tego wydarzenia miałam przyjemność porozmawiać z Aleksnadrem Trzaską. Cierpliwy interlokutor odpowiadał na moje (i nie tylko) pytania, przybliżając swoją sylwetkę oraz działalność (nie tylko jako reportażysty, ale i humorysty).

MARTA CEMBRZYŃSKA: Gdzie i w jaki sposób uczył się Pan warsztatu reportażysty?

ALEKSANDER TRZASKA: Na to pytanie doskonałą odpowiedzią jest anegdota o tym, jak słynny dziennikarz Zygmunt Broniarek, zapytany o tajemnicę swego mistrzostwa odpowiedział, że nigdy nie pytał o to, jak się robi reportaż. I ja również nigdy nikogo o to nie pytałem. Jednak zawsze byłem tam, gdzie o reportażu dyskutowano, przysłuchiwałem się, podpatrywałem doświadczonych dziennikarzy. Z początku absorbowały mnie krótkie formy dziennikarstwa, poznawałem ludzi, słuchałem. W końcu powiedziałem sobie: "Dość, teraz będę tworzył." Bo reportaż to rodzaj twórczości i to najszlachetniejszy.

A na czym ta szlachetność polega?

Na tym, że podobnie jak w książce czy filmie, mam coś do powiedzenia i przekazuję to. Wybieram temat, który mnie interesuje i chcę go komuś pokazać; chcę, aby ludzie zwrócili na niego uwagę. Pamiętając oczywiście, że w każdym rodzaju twórczości są inne środki wyrazu artystycznego. Dla reportażu istotnych jest kilka zasad: temat, obserwacja, aktualność, akcyjność, subiektywizm. Kompozycja reportażu jest indywidualną sprawą autora. W reportażu radiowym może ją kształtować: westchnienie, pauza, płacz. Jedną z moich ulubionych form reportażu jest prowadzenie czegoś w czasie. A znamiona aktualności można nadać także faktom dawnym poprzez wspomnienia uczestników owych wydarzeń. Reportażyści często korzystają z tego sposobu.

Do którego reportażu ma Pan największy sentyment?

Najbardziej zaangażowałem się w Tylko jedna..., ponieważ poznałem mojego bohatera, zaprzyjaźniłem się z nim. Z początku w ogóle nie mówił, nie chciał się przede mną otworzyć (i tak jest zawsze). Potem traktował mnie jak przyjaciela. Cały czas byłem przy nim, widziałem jego serce, gdyż uczestniczyłem w operacji. Poznałem także lekarzy, rodzinę pacjenta. Był też inny reportaż: Dom uczuć jak najlepszych, gdzie wszedłem w życie pewnej, stuosobowej niemal rodziny. Były to czasy przeobrażeń ustrojowych w Polsce i ja tę rodzinę przeprowadzałem przez te wydarzenia. I tutaj także nie było łatwo ich otworzyć, ale z czasem mnie zaakceptowali, stałem się przyjacielem.

Czy Pańskie reportaże cechuje jakiś stały element, czy można Pana rozpoznać?

W reportażu jest tak, że autora nie słychać, nie widać etc., bohaterem jest ktoś inny. Autor oczywiście istnieje poprzez wybór tematu i formy, ale się nie eksponuje. Ja zaś w swych reportażach umieszczam swój głos. Poza tym czasem pomijam pewne fakty, bo są one nieistotne dla udowodnienia mej tezy. Na przykład jakąś wadę bohatera pozostawiam dla siebie.

Czy reportaż może zmienić świat?

Myślę, że tak; podobnie jak każda inna forma twórczości. Gdy słucham reportażu, wyzwala się we mnie nieodparta chęć poznania jego bohaterów lub choćby miejsc, o których opowiada.

Rada dla młodych dziennikarzy, to...

...aby nie szukali wzniosłych tematów, bo one wcale nie muszą być wielkie. Czasem to coś bardzo niepozornego, a jakże poruszającego. Muszą także pamiętać, żeby dyskutować o swoich pomysłach, słuchać uwag innych ludzi, które są bardzo pomocne. Nie mogą jednak zapomnieć o własnym zdaniu, o własnej wizji kształtu tego reportażu (subiektywizm!). Słuchając - wybieramy i w ten sposób realizujemy siebie. Gorąco zachęcam do zwrócenia się o pomoc do pani Anny Sekudewicz (Radio Katowice), która pomaga początkującym reportażystom.

Zajmuje się Pan także szeroko pojętym humorem. Zatem proszę powiedzieć, po czym poznać dobry dowcip?

Dobry dowcip poznasz nie po dowcipie (śmiech). Bo żart to tyko tworzywo. Wszystko zależy od opowiadacza. Żarty są po prostu i lepsze i gorsze. Pamiętamy przypadki wędrujących po historii wątków, jak na przykład motyw łysego. Najpierw był Cyrankiewicz, potem Urban, a w końcu Oleksy, który sam powiedział, że nic mu tak w życiu nie wyszło, jak włosy.

Jak wobec tego wygląda selekcja dowcipów do " DZ"?

Może to zabrzmi okropnie, ale jeśli się uśmiechnę, to znaczy, że jest dobry. Po pierwsze, chcę, aby to, co robię było naznaczone moim poczuciem humoru. Więc publikujemy te właśnie. Po drugie, spośród tysiąca nadesłanych, nie znam może dwóch, jeden mi się podoba. Sprawa jest więc przesądzona.

Czy jest Pan optymistą?

Myślę, że bez optymizmu nie mógłbym robić tego, co robię. To wynika z mojej filozofii życia. Więcej we mnie uczuć pozytywnych niż negatywnych. Po tym poznać humorystę, który zasadniczo różni się od satyryka. Bo satyryk walczy ze swym pesymizmem, jest w tym nieznośny. Humorysta, mimo problemów jest radosny.

Kabaret to...

...wspaniała forma dla dowcipu, uwielbiam kabaret. Choć myślę, że na powrót dowcipu politycznego nie możemy liczyć. Jeśli jeszcze są takie, to są one gorzkie. Zdecydowanie bardziej gustuję w dowcipie abstrakcyjnym. Spełnia on podstawową funkcję żartu - wywołuje śmiech. A o to w tym wszystkim chodzi. Kto tego nie zrozumie, nie będzie potrafił się śmiać.

Dziękuje za rozmowę.

Termin składania prac u organizatorów "Reportaż na staż" minął z ostatnim dniem grudnia. Jeśli jednak ktoś odkrył w sobie żyłkę dziennikarza właśnie teraz, to nie musi czekać aż rok, by spróbować swych sił. Bowiem, oprócz wyżej wymienionego, są też inne konkursy: "Polska i Świat" (konkurs o charakterze otwartym); konkurs przy Redakcji Dokumentu i Reportażu Polskiego Radia; Stypendium im. Jacka Stwory (gdzie nagrodą jest suma pieniężna, pozwalająca zrealizować kolejny reportaż z pomocą jury); Prix Italia (przyznający nagrody w trzech kategoriach: reportaż, słuchowisko, audycja muzyczna).

Ten artykuł pochodzi z wydania: