Kilka uwag na początek roku akademickiego

Ostatnio coraz częściej spaceruję. Czynię to z trzech powodów: po pierwsze chcę nawiązać do starożytnej metody perypatetyki propagowanej przez Arystotelesa w Likaonie. Po drugie, sprawiłem sobie krokomierz i w ten sposób wpadłem w uzależnienie: muszę co dnia pokonać pewną liczbę kroków, bo… bo tak. Po trzecie, staram się zachować formę i jako taki wygląd. Spotkałem niedawno podczas jednego ze spacerów mojego znajomego, który z całą otwartością wyznał: Schudłem ostatnio pół kilo. Na moje pytające spojrzenie dokończył: Na mózgu. Tego bym nie chciał, ale obawiam się, że z wiekiem uszczuplenie mózgu przychodzi samo. Moja inteligencja staje się coraz bardziej niepracująca.

Młodszym czytelnikom ku poszerzeniu wiedzy historycznej, a starszym gwoli przypomnienia dodam, że przez cały peerel byliśmy edukowani, iż społeczeństwo dzieli się na robotników, chłopów oraz inteligencję pracującą. Dwie pierwsze warstwy były uprzywilejowane, również w dostępie do studiów. Obowiązywał wówczas system rekrutacji oparty na egzaminach wstępnych oraz kwalifikacji. W ramach tej ostatniej dzieci robotników i chłopów otrzymywały dodatkowe punkty. Było to nieraz kontestowane, sam pamiętam artykuł, w którym pisano, że przed pierwszą wojną światową na Uniwersytecie Jagiellońskim studiowało więcej dzieci chłopskich niż w latach 70. minionego wieku. I to bez dodatkowych punktów „za pochodzenie”. Wymagało to oczywiście znacznego wysiłku ze strony kandydatów oraz ich rodziców czy też innych dobrodziejów wspierających edukację młodego pokolenia.

Do takich dzielnych młodzieńców należał Stanisław Pigoń, literaturoznawca pochodzący ze wsi Kombornia niedaleko Krosna. Skończył UJ, studiował filologię polską i uzyskał stopień doktora. Potem pracował na Uniwersytecie Wileńskim, gdzie nawet pełnił funkcję rektora, a od 1931 roku był profesorem UJ; był aresztowany przez Niemców podczas sławetnej akcji Sonderaktion Krakau i do 1940 przebywał w obozie w Sachsenhausen. Przez wszystkie lata, choć już nie wrócił na stałe do rodzinnej wsi, spędzał wakacje w Komborni. Dziś jest tam odrestaurowany jego dom rodzinny, w którym znaleźć można dobudowany gabinet profesora. Byłem tam i widziałem przez okno, bo niestety poza tablicą okolicznościową nie sposób natknąć się na nikogo, kto by mógł więcej opowiedzieć o Pigoniówce.

Pigoń został uwieczniony w wierszu Gałczyńskiego pt. Ofiara świerzopa. Czytamy tam bowiem: „Bo gdy spytałem Kridla, co to takiego świerzop, Kridl odpowiedział: – Hm, może to jaki przyrząd? Potem pytałem Pigonia, a Pigoń podniósł ramiona”. Dalej poeta pisał: „Potem ryłem w cyklopediach, w katalogach i słownikach, i w staropolskich trajediach, i w herbarzach i w zielnikach... Idzie jesień i zima. Ale świerzopa ni ma”. Biedny Konstanty Ildefons, gdyby żył dzisiaj, to wystarczyłoby spytać AI, czyli sztuczną inteligencję. Przeczytałby w komputerze, że to „dawna ludowa nazwa uciążliwego chwastu polnego o złocistożółtych kwiatach, najczęściej utożsamiana z gorczycą polną (ognichą)”.

I tu dochodzimy do punktu najważniejszego w niniejszym tekście: sztuczna inteligencja – bać się jej czy obserwować ją i z niej korzystać? Istnieje wiele wskazań na wady sztucznej inteligencji: powoduje bezrobocie, zaciemnia autorstwo tekstów, generuje fałszywe wiadomości, potrafi wykorzystywać głos lub sylwetkę realnych osób do produkowania nieprawdziwych przekazów, podaje błędne lub nieistniejące źródła, w końcu – to zarzut części uczonych – rozwiązuje problemy, nad którymi ludzie biedzą się latami. Mógłbym tu podawać wiele przykładów, ale ze względu na brak miejsca ograniczę się tylko do paru. W sklepie wielkopowierzchniowym, w którym często robię zakupy, damski głos ogłasza jakąś informację, a następnie męski dodaje: Głos, który Państwo słyszeli, został wygenerowany przez sztuczną inteligencję – oba głosy brzmią równie wiarygodnie. Oskarża się też AI o „księgożerstwo”, czyli niszczenie całych zasobów bibliotecznych, by nakarmić algorytmy wiedzą zawartą w książkach. Co do obaw uczonych: trzeba by spytać, czy chodzi im o to, by dowiedzieć się, jak jest naprawdę, czy też zależy im na osobistym sukcesie? Iluż matematyków chciałoby się dowiedzieć, jak jest naprawdę z hipotezą Riemanna, i jeśli nie uda im się znaleźć odpowiedzi za życia, odkładają to pytanie do spotkania ze Stwórcą? Z drugiej strony media trąbiły w sierpniu o niesławnym raporcie autorstwa AI, a podpisanym przez pewną panią profesor.

Jak to jest z AI? Nie wiem, ale raczej skłaniam się do zastosowania w tym przypadku rosyjskiego przysłowia, które brzmi: Доверяй, но проверяй, czyli: Ufaj, ale sprawdzaj.