Przeczytajmy tę książkę

Latem dyskutowaliśmy o Odysei Christophera Nolana, ciesząc się nowym przekładem Anny Maciejewskiej, któremu trzeba by poświęcić osobny, pochwalny komentarz. Zrządzeniem losu przyszło mi czytać Homerową epopeję o dramatycznych losach tych, co po wojennej zawierusze chcą powrócić do domu jednocześnie z opowieścią o tragicznych dziejach polskich Odyseuszy wyzwolonych z niewoli i robót przymusowych i wracających z Niemiec tuż po zakończeniu II wojny światowej. Wracali kolejowym szlakiem, najczęściej w bydlęcych wagonach, marnych odpowiednikach tratwy Odysa; ale był to szlak równie ciemny i wrogi, jak morze, którym wędrował Odys, tracąc stopniowo wszystkich towarzyszy podróży.

Otwieramy książkę wstrząsającą, w której malownicze pejzaże podkarpackiej prowincji nawiedzają duchy przeszłości. Zjawiają się one w różnych figurach: niekiedy miejsc zatrważających już samym fizycznym wyglądem („las Dębrzyna wydawał mi się takim tajemniczym, ponurym lasem”, s. 123), innym razem przyjmujących kształt znanych od lat budowli (stojący obok torów budynek nastawni czy bażantarnia w dawnym majątku Lubomirskich), jeszcze kiedy indziej to nieoznaczone kopczyki ziemi usypane przez nie wiadomo kogo („nawet pięćset osób straciło tam życie. [Świadek – T.S.] sam z dzieciństwa pamięta te kopczyki w lesie”, s. 132). Do jednego z takich miejsc udzielający wywiadu prowadzi autorkę, która tak relacjonuje: „Schodzimy w porośnięty suchymi chaszczami jar. Gdy patrzę na jego strome zbocza, dociera do mnie, że sprowadzone tu ofiary nie miały szans na ucieczkę. Zastanawiam się czy nadal spoczywają tutaj ich szczątki, co mogłaby wskazywać rosnąca tu roślinność. Skład organiczny gleby zmienia się w połączeniu z ludzką tkanką…” (s. 9).

Lasy pod Dębrzynem, wsi opodal Przeworska, są miejscem „zwidmowionym” przez to, co dokonywało się w nich w czasie II wojny światowej i w pierwszych kilku latach po jej zakończeniu. Jak wyznaje jedna z rozmówczyń autorki: „jak przez ten las miałam iść, to płakałam, bo coś się ze mną działo. Straszny niepokój i lęk mnie osaczał w tym lesie. I ja jestem teraz dorosłą kobietą i ja do tego lasu nie idę. Ten las mnie przerażał od dzieciństwa” (s. 456). Książka Magdaleny Lubańskiej, będącej także autorką dwóch filmów poświęconych historii zbrodni na powojennym Podkarpaciu, jest lekturą trudną: strona po stronie, relacje świadków i dokumenty IPN-u układają się w opowieść o okrucieństwie (mordowano ludzi powracających z robót w Niemczech, wpierw zatrzymując pociąg pod semaforem, wyprowadzając wybranych pasażerów do domniemanej kontroli dokumentów, w istocie prowadząc ich do lasu, gdzie zabierano im skromny dobytek i pozbawiano życia), chciwości i barbarzyńskim pragmatyzmie morderców. „Z tych pociągów byli wyciągani ludzie, prowadzeni do lasu przez osoby, które przedstawiały się jako przedstawiciele jakiejś władzy. I później te osoby mordowały tych ludzi” – zeznaje świadek (s. 124). Trauma pozostaje i jest przekazywana kolejnym pokoleniom. Zarówno dwa filmy, jak i towarzyszące im dyskusje z lokalnymi społecznościami, wykazały, że „robiąc coś dla ofiar, które już dawno nie żyją, pokazali [miejscowi mieszkańcy – T.S.], że sami potrzebują pomocy, uporania się z nawiedzającymi ich duchami przodków” (s. 488). Czasy wojenne przynoszą dokumentację, w której las dębrzyński i jego okolice powracają jako miejsca tragicznych wydarzeń. Za Ewą Domańską autorka nazywa ów las „kluczowym eko-świadkiem mordów, co najlepiej wyraża stwierdzenie «mówią i mówili, że jakby Dębrzyna umiała mówić, to by dużo powiedziała». W ramach tej perspektywy rosnące w lesie drzewa nie tylko są niemymi świadkami mordów, lecz są także organicznie połączone ze szczątkami pomordowanych. Las w tym przypadku zyskuje zatem wrażliwość moralną” (s. 475).

Sama autorka przedstawia swą pracę jako studium „pospolitych mordów”, ale zastrzega się, że choć posługuje się kategoriami zaproponowanymi przez Hannah Arendt, to nie podziela „koncepcji banalności zła”, uznaje bowiem zło za wciąż powtarzający się skandal, którego nie można uzasadniać „uwarunkowaniami społecznymi, takimi jak wojna czy bieda” (s. 239). Aby pojąć zjawisko zła, trzeba zastosować Derridiańską zasadę podchodzenia do problemu „bez warunków wstępnych” tak, aby dopuścić jak największą liczbę świadectw, najszerszą perspektywę historyczną. Zło jawi się bowiem jako element relacji międzyludzkich, często w obrębie jednej wspólnoty nie tylko językowej, ale i narodowej („Polacy mordowali Polaków”, „jak przyszli Niemcy, to najgorsi byli nasi”, s. 140).

Za Hannah Arendt autorka uważa, że „za to, co uczynili nasi przodkowie, zawsze jesteśmy odpowiedzialni, ale nie ponosimy winy za ich złe uczynki ani w sensie moralnym, ani prawnym” (s. 483). Warto przypomnieć tę zasadę odpowiedzialności, gdy mnożą się w Polsce odrażające przypadki agresji wobec cudzoziemców, często współczesnych Odyseuszy wygnanych z krajów ojczystych przez wojnę i nędzę.

Magdalena Lubańska, I na co ci to wiedzieć?! Pamięć i milczenie o powojennej przemocy na podkarpackiej wsi, słowo/obraz/terytoria, Gdańsk 2025, 525 ss.