Wspólne promotorstwo (co-tutelle) brzmi prestiżowo, ale w praktyce często przegrywa ze skomplikowaną biurokracją i miesiącami negocjacji. Z kolei zwykły tutoring nie zawsze zaspokaja ambicje młodych badaczy. Odpowiedzią na tę lukę są T4EU PhD Tracks – nowa, elastyczna forma współpracy międzynarodowej wypracowana na Uniwersytecie Śląskim w ramach sojuszu Transform4Europe. Jak dzięki roli zagranicznego advisora doktoranci mogą rozwijać swoje badania bez formalnych ograniczeń? O nowym modelu opowiadają współautorzy pomysłu: dr hab. Magdalena Pacwa-Płociniczak, prof. UŚ z Wydziału Nauk Przyrodniczych oraz dr Ryszard Knapek, kierownik Biura Szkoły Doktorskiej UŚ.
Chyba nie trzeba nikogo przekonywać do tego, że współpraca międzynarodowa ma wielką wartość dla osób, które wybrały naukową ścieżkę rozwoju. Dziś jest wiele możliwości nawiązywania takiej współpracy, a do tej listy dopisujemy zupełnie nową formę, jaką są PhD Tracks. Na czym polega jej nowość?
Dr Ryszard Knapek: Zaproponowane przez nas rozwiązanie to powrót do istoty tradycyjnej wymiany akademickiej, którą staramy się odnawiać w nowoczesny sposób. W Europie przez lata wiele mówiono o popularnym modelu co-tutelle, czyli wspólnym promotorstwie. W praktyce jednak, na przykład w Polsce, okazuje się on niezwykle trudny przede wszystkim pod względem administracyjnym. Sprowadza się to do skomplikowanych, wielomiesięcznych negocjacji między uczelniami, które próbują pogodzić często niespójne, a bywa, że i sprzeczne ze sobą przepisy. Naszą odpowiedzią na ten problem są PhD Tracki. Chcieliśmy dać doktorantom możliwość nawiązywania bezpośredniej, samodzielnej współpracy z naukowcami z uczelni sojuszu na wzór co-tutelle, ale bez konieczności pokonywania wszystkich barier biurokratycznych. Kluczowa jest dla nas rzeczywista współpraca naukowców i doktorantów z całej Europy na możliwie wczesnym etapie szkoły doktorskiej. Prof. Magdalena Pacwa-Płociniczak: Dlatego stworzyliśmy gotowy wzorzec. W przypadku PhD Tracks zagraniczny partner pełni w projekcie doktorskim rolę advisora, czyli doradcy. Nie jest formalnie promotorem. Nie bierze pełnej odpowiedzialności i obowiązków, jakie wiążą się z oficjalną funkcją promotorską, lecz wspiera doktoranta merytorycznie.
Jakie są największe korzyści z nawiązywania międzynarodowej współpracy na tak wczesnym etapie przygotowywania rozprawy doktorskiej?
M.P.P.: W trakcie studiów doktoranckich miałam okazję wyjechać za granicę i wiem z własnego doświadczenia, jak bardzo zmienia to perspektywę. Gdy przez lata studiujemy w jednym miejscu, przyzwyczajamy się do określonych schematów, realiów i warunków. Tymczasem kontakt z innym ośrodkiem pokazuje, że badania można planować, prowadzić i interpretować na wiele różnych sposobów. To poszerza spojrzenie nie tylko na dany temat badawczy, ale w ogóle na naukę, a same doświadczenia są cenne niezależnie od reprezentowanej dyscypliny naukowej. Dzięki wyjazdom możemy później przenosić część tych doświadczeń do własnego środowiska naukowego i wdrażać poznane rozwiązania. W moim przypadku było to wprowadzenie do naszego laboratorium metod molekularnych wykorzystywanych w badaniach mikroorganizmów. W tamtym czasie nie były one jeszcze u nas stosowane, a z biegiem lat stały się popularne i zaczęło z nich korzystać wielu naukowców. Patrząc z kolei z perspektywy promotorki doktoranta, który odbył staż zagraniczny, mogę dodać, że to buduje ogromną pewność siebie i samodzielność. Daje to wyraźną przewagę rynkową i jest potężnym impulsem do rozwoju. Wyjazd to także relacja, która procentuje na każdym etapie kariery, chociażby przy wspólnych badaniach. W moim przypadku dokładnie tak się stało – po obronie doktoratu zaprosiłam poznanych naukowców do udziału w kolejnym projekcie. R.K.: Mobilność studencka jest dziś czymś naturalnym. Środki unijne pozwalają już w trakcie studiów poznać wiele europejskich ośrodków naukowych, dołączając do organizowanych tam zajęć. Inaczej wygląda to w przypadku doktorantów, których kształcenie jest znacznie bardziej zindywidualizowane. Na miejscu pracują w zespołach badawczych i z naukowcami własnej uczelni zgodnie z własnym planem badań. Ich mobilność powinna być kontynuacją takiego działania.
Z czego wynikają bariery biurokratyczne w przypadku modelu co-tutelle i jak problem ten rozwiązuje forma PhD Tracks?
R.K.: Ustawodawstwo na poziomie krajów europejskich jest niespójne, a czasem sprzeczne. Rozchodzą się terminy, wymogi formalne i zasady recenzowania. Na przykład w niektórych krajach przewiduje się, że recenzenci mogą sugerować poprawki, a w innych złożona do recenzji rozprawa jest już nienaruszalnym artefaktem. W Polsce gotowa rozprawa wraz z recenzjami musi być upubliczniona na miesiąc przed obroną, a w niektórych krajach obrona musi mieć miejsce jak najszybciej, ponieważ jest formalnym zakończeniem kształcenia. Doktorant w polskiej szkole doktorskiej musi otrzymywać stypendium, a we włoskiej czasami zewnętrzne stypendia są prawnie wykluczone. Kiedy rezygnujemy ze wspólnego postępowania o nadanie stopnia, a skupiamy się na wspólnej pracy naukowej, te wszystkie trudności znikają. Niemniej, to przedsięwzięcie także wymaga wsparcia i wiele zależy od tego, na ile europejskie uczelnie są otwarte na mobilność. Ale mobilność w ramach PhD Tracks pod wieloma względami przypomina inne znane formy wymiany akademickiej, więc obie strony są na nią przygotowane. Obecnie w naszej Szkole Doktorskiej pracujemy także nad stworzeniem przejrzystych ram dla osób przyjeżdżających do nas na staże. Chodzi o takie kwestie, jak wynagrodzenia opiekunów, nadawanie uprawnień, bezpieczeństwo i odpowiedzialność cywilna, wprowadzenie do uczelnianych systemów informatycznych, przetwarzanie danych osobowych czy ochrona własności intelektualnej.
Współpraca międzynarodowa w ramach PhD Track polega zatem na tym, że doktorant nadal ma swojego opiekuna naukowego z macierzystej uczelni zwanego supervisorem oraz advisora pochodzącego z zagranicznej uczelni. Advisor nie jest promotorem, ale nie pełni też roli tutora. Jakie są jego zadania?
R.K.: Mówiąc najprościej – advisor doradza doktorantowi, nie biorąc bezpośredniej odpowiedzialności za ostateczny kształt i powstanie samej pracy doktorskiej. M.P.P.: Rola advisora jest sformalizowana – strony podpisują porozumienie, w którym jasno określa się zakres jego zaangażowania oraz zadania poszczególnych osób uczestniczących we współpracy. Warto też dodać, że jeden doktorant może mieć więcej niż jednego advisora. Taka aktywność może być następnie formalnie wykazywana w dorobku naukowym osoby pełniącej tę rolę. R.K.: Ogromnym ułatwieniem jest fakt, że pracujemy w ramach konsorcjum Uniwersytetu Europejskiego Transform4Europe. Przyjęliśmy zasadę, że advisor jest wynagradzany przez swoją uczelnię, co umożliwia struktura sojuszu. Gdyby nie to, za każdym razem musielibyśmy tworzyć osobne, skomplikowane umowy ramowe. Pod względem formalnym to rozwiązanie lokuje się więc gdzieś pomiędzy współpracą typu co-tutelle a tutoringiem, który także jest ciekawą formą, rozwijaną w naszej Szkole Doktorskiej dzięki wsparciu chociażby z Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej.
Co zyskują, a co tracą osoby wybierające PhD Track zamiast co-tutelle?
R.K.: W kontekście strat należy wspomnieć o dyplomie dwóch uczelni. Doktoranci wybierający PhD Tracks otrzymują certyfikat o współpracy, a to nie to samo. Warto jednak podkreślić, że udział w PhD Track w żaden sposób nie wyklucza równoległego podpisania umowy co-tutelle. Co ciekawe, wiele ścieżek naturalnie zmierza w tym kierunku. Zespoły współpracują ze sobą już od dawna, podczas gdy formalna procedura podpisania umowy co-tutelle dzieje się niejako w tle. Pokazuje to, że elastyczność PhD Tracków jest bardzo atrakcyjna i po prostu potrzebna.
M.P.P.: Warto również dodać, że w przypadku umów co-tutelle wymogiem jest spędzenie co najmniej sześciu miesięcy na uczelni zagranicznej, co dla wielu osób bywa trudne do zrealizowania. W PhD Trackach wystarczy jedna mobilność, której długość nie jest odgórnie narzucona. Mogą to być więc wyjazdy krótkoterminowe – czasem wystarczą dobrze zaplanowane dwa tygodnie, aby zbudować podstawy międzynarodowej współpracy.
Wiemy, że w tym przypadku mobilność jest jednak bardzo ważna, ponieważ ułatwia współpracę. Czy doktorant sam musi zadbać o środki na wyjazdy zagraniczne w przypadku formy PhD Track?
M.P.P.: Niekoniecznie. Oferujemy programy przeznaczone stricte na mobilność. Doskonałym przykładem jest oczywiście program Erasmus+. Młodzi naukowcy często są również angażowani w projekty swoich opiekunów naukowych oraz promotorów, i mogą korzystać z przewidzianych w nich środków na mobilność. Mogą też samodzielnie składać wnioski o finansowanie własnych badań i w ramach uzyskanych grantów przeznaczyć część środków na wyjazdy zagraniczne. Znamy również przypadki, w których taki wyjazd został sfinansowany przez advisora. Możliwości jest więc wiele.
W ramach PhD Track doktoranci muszą znaleźć advisora. Takie podejście wymaga samodzielności. W jaki sposób można im to zadanie ułatwić?
M.P.P.: Przygotowaliśmy specjalny poradnik, w którym krok po kroku wyjaśniamy, jak rozpocząć taką współpracę. Na każdej uczelni wyznaczono osoby do kontaktu, które w razie potrzeby mogą pomóc w znalezieniu odpowiedniego naukowca lub skierować doktoranta do właściwej jednostki. Zachęcamy jednak przede wszystkim do samodzielnego poszukiwania naukowców z uczelni należących do sojuszu, na przykład poprzez strony wydziałów i instytutów czy bazy i platformy naukowe. Również w takim przypadku warto jednak skorzystać ze wsparcia koordynatorów – dzięki temu taka wiadomość ma większą szansę dotrzeć do właściwej osoby i nie zginąć w gąszczu innych. W poradniku podpowiadamy również, jak profesjonalnie przygotować pierwszą wiadomość i jak się przedstawić. Poradnik prowadzi także przez kolejne etapy aplikacji, a na końcu zawiera praktyczną checklistę, która pozwala sprawdzić, czy wszystkie wymagane elementy zostały przygotowane.
R.K.: Jestem optymistą. Mało które środowisko jest tak otwarte na współpracę, jak akademickie. Choć skrzynki mailowe naukowców są często zalewane wiadomościami, badacze z europejskich uczelni potrafią wyłowić te od osób ze swojego środowiska. Na pewno duże znaczenie ma adres e-mail doktoranta w oficjalnej domenie uniwersyteckiej. Warto wspomnieć też o marce T4EU. Reprezentowanie uczelni partnerskiej buduje zaufanie i znacząco zwiększa responsywność.
M.P.P.: Mogę to potwierdzić z perspektywy odbiorcy. Sama dostaję wiele wiadomości z zapytaniami o współpracę, również od doktorantów. Jeśli w tytule lub treści widzę nazwę Transform4Europe, mam pewność, że jest to konkretna propozycja i na pewno na nią odpowiem.
Jakie znaczenie dla budowania takiej współpracy mają inicjatywy T4EU?
M.P.P.: Przekonaliśmy się o tym bezpośrednio podczas T4EU Week w Lizbonie. Spotkania twarzą w twarz mają ogromną wartość. Pamiętam doktorantkę zajmującą się biologią żywności. Okazało się, że ta dziedzina świetnie rozwija się w Porto, w jednym z ośrodków naszego partnera – Universidade Católica Portuguesa. Od razu padły konkretne nazwiska i zaoferowano jej pomoc w nawiązaniu kontaktu. Podobnie było podczas Matchmaking Event na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Jedna z badaczek z Portugalii po rozmowach z naszymi naukowcami zaczęła szukać na naszej uczelni advisorów dla swoich doktorantów. Zauważamy wyraźne ożywienie po każdym spotkaniu twarzą w twarz. To mobilizuje nas do działania i pokazywania korzyści płynących z zaproponowanej przez nas formy współpracy.
Wiemy, że już ponad dwadzieścia osób z UŚ zdecydowało się na doktorat w formie PhD Track. Czy to rozwiązanie cieszy się równie dużym zainteresowaniem w innych uczelniach sojuszu?
R.K.: Jego popularność dopiero się rodzi. My daliśmy mu pewien impuls i u nas inicjatywa rozkwitła. Obserwujemy jednocześnie, że na uczelniach partnerskich pomysł ten budzi coraz większe zainteresowanie, choć jak na razie tam domknęliśmy dopiero kilka takich współprac. Liczymy na to, że z czasem będzie się zgłaszać coraz więcej osób – zarówno doktorantów, jak i advisorów. Im częściej będziemy mówić o tej możliwości, tym łatwiej będzie ją wdrażać na kolejnych uczelniach. To wciąż nowość, dlatego dajemy sobie czas. Nie jesteśmy na etapie, w którym moglibyśmy powiedzieć, że PhD Tracks stały się powszechną praktyką i na dobre zagościły nie tylko w przestrzeni T4EU, ale też innych sojuszy uniwersytetów europejskich.
Jakie znaczenie w rozwijaniu takiej formy współpracy mają Uniwersytety Europejskie?
R.K.: Gdybym miał wskazać największą wartość sojuszy, byłby to przede wszystkim wzrost wzajemnego zaufania. Dobrym przykładem jest moje pierwsze spotkanie z badaczką z Uniwersytetu Witolda Wielkiego podczas jednej z edycji T4EU Week w Katowicach. Zwykła rozmowa przerodziła się w stałą współpracę. Nawiązała z nami relację i później wielokrotnie przyjeżdżała na Uniwersytet Śląski, by prowadzić zajęcia z naszymi doktorantami.
Każdy z sojuszy ma swoją misję i wizję. W przypadku T4EU mówimy o kształceniu przedsiębiorców wiedzy, którzy reagują na wyzwania cyfrowe, środowiskowe i społeczne. Na koniec chciałabym zapytać, czy te trzy filary, mimo szerokiego zakresu, nie są ograniczeniem dla doktorantów zainteresowanych formą PhD Tracks?
M.P.P.: Oczywiście istnieją dziedziny naukowe, które na pierwszy rzut oka nie pasują do tego podziału. Na szczęście wskazane obszary są na tyle szerokie, że jak dotąd większość zainteresowanych bez problemu się w nie wpisuje. Świetnym przykładem jest praca mojego doktoranta, który bada właściwości przeciwdrobnoustrojowe pajęczych kokonów. Na pierwszy rzut oka trudno dostrzec tu transformację, ale gdy dodamy, że materiał pozyskuje on z terenów zrewitalizowanych, jego badania dobrze wpisują się w obszar transformacji środowiskowej. Bywa i tak, że choć nasze badania nie dotykają tych tematów bezpośrednio, ich wyniki inspirują innych naukowców pracujących nad rozwiązaniami w tych obszarach. I to jest w nauce najpiękniejsze. Więcej o zasadach PhD Track można przeczytać na stronie: www.transform4europe.eu/phd-tracks/.
Dziękuję za rozmowę.