Stańczyk Polski Ludowej

Stefan Kisielewski był bodaj najbardziej lubianym, ale chyba najmniej słuchanym publicystą II połowy XX wieku. Dla rzeszy swoich czytelników stał się jednak ważną postacią – symbolem oporu wobec wszelkich prób zniewolenia umysłów i postaw. Jerzy Waldorff napisał kiedyś: „Kisiel brzmiał jak Wawel”, a Stanisław Stomma widział w nim Stańczyka Polski Ludowej. Był autorem cykli felietonów Pod włos, Bez cenzury, Łopatą do głowy, Gwoździe w mózgu, Głową w ściany, Bez dogmatu, Wołanie na puszczy, Widziane inaczej i Sam sobie sterem ukazujących się w „Tygodniku Powszechnym” od 29 kwietnia 1945 do 25 marca 1990 roku. To dzięki nim stał się legendą. Nikt nie dorównał mu w wyrafinowanej ironii i mistrzowskim wykorzystaniu ezopowego języka.

Dr hab. Monika Wiszniowska, prof. UŚ
Dr hab. Monika Wiszniowska, prof. UŚ

Przedwojenny absolwent Konserwatorium Warszawskiego, polonistyki i filozofii zadebiutował jako krytyk muzyczny na początku lat 30. ubiegłego wieku. W 1939 roku stanął do walki przeciwko okupantowi, a po rozformowaniu 85. Pułku Piechoty powrócił do Warszawy. Ranny trzeciego dnia Powstania Warszawskiego uciekł z transportu ludności cywilnej w Skierniewicach, gdzie spędził resztę wojny. Po jej zakończeniu osiedlił się w Krakowie i przez blisko 50 lat był publicystą i felietonistą w „Tygodniku Powszechnym”. Spod jego pióra wyszło także wiele książek o tematyce muzycznej i utworów literackich publikowanych w kraju i za granicą, często pod pseudonimami: Teodor Klon, Tomasz Staliński, Julia Hołyńska i innymi, był również autorem kilku powieści, m.in. Sprzysiężenie, Zbrodnia w dzielnicy północnej, Widziane z góry, oraz słynnego Abecadła Kisiela. W latach 1957–1965 był posłem na Sejm PRL.

Twórczość fenomenalnego felietonisty doczekała się wielu naukowych opracowań. W 2025 roku ukazała się monografia zatytułowana Sam sobie sterem. O twórczości Stefana Kisielewskiego autorstwa dr hab. Moniki Wiszniowskiej, prof. UŚ. z Instytutu Nauk o Kulturze Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Śląskiego. To czwarta w dorobku naukowym literaturoznawczyni publikacja poświęcona mistrzowi małej formy. Wcześniejsze prace to: dysertacja doktorska pt. Stefan Kisielewski. Legenda – rzeczywistość – fikcja (2002), następnie Stańczyk Polski Ludowej… (2004) oraz Sztuka felietonu Stefana Kisielewskiego (2013), która miała być zwieńczeniem pracy nad twórczością autora Sprzysiężenia. Badaczkę pochłonęła praca nad reportażem. Kisiel powrócił niespodziewanie.

– Zawładnęło mną pytanie: jak zareagowałby Kisielewski na dzisiejszy świat, jak by o nim pisał? W poszukiwaniu odpowiedzi powstała monografia „Sam sobie sterem…”. Uznałam, że młodemu pokoleniu warto przypomnieć Kisiela, że potrzebny jest ktoś tak stały w myśleniu o świecie, jak autor Bajki o nieznajomej, proponujący powrót do podstawowych wartości, które gdzieś nam się pogubiły – wyjaśnia prof. Monika Wiszniowska.

W książce znaleźć można biografię i analityczne omówienie najważniejszych pól wypowiedzi felietonisty, to także swoiste kompendium wiedzy o otaczającym nas świecie i o nas samych.

Stefan Kisielewski, fotografia z kwestionariusza paszportowego (1987)
Stefan Kisielewski, fotografia z kwestionariusza paszportowego (1987)

– Chciałam pokazać Kisielewskiego jako opisywacza świata, człowieka o niebywałym słuchu społeczno- -polityczno-ekonomicznym, którego podstawowym celem stało się oddanie charakteru funkcjonowania systemu, w jakim przyszło mu żyć. Główną ideą zawartą w monografii jest analiza dorobku felietonisty, pisarza, który zawsze bronił godnego życia. Był człowiekiem o niezłomnym charakterze i trwałym, niezmiennym światopoglądzie. Pomiędzy tym jak żył, w co wierzył i co pisał, nie ma – cytując Jerzego Waldorffa – żadnej szczeliny. Dowodził, że w czasach niewolnych można być człowiekiem wolnym, odważnym, uczciwym i przenikliwym. Chciałam także przedstawić uniwersalną i ponadczasową wymowę wielu jego diagnoz i spostrzeżeń dotyczących kwestii moralnych czy społecznych. Uznałam to za swoją powinność – konkluduje autorka pierwszej autorskiej monografii spuścizny słynnego felietonisty.

Tropiciel absurdów

Pochodził z pokolenia ważnego dla naszej literatury i kultury. Ludzie urodzeni około 1910 roku (Kisielewski urodził się w 1911 roku) to pod wieloma względami było pokolenie niezwykłe. Jak przypomina prof. Monika Wiszniowska, jego przedstawiciele byli osobami niepospolitymi, przejawiali żywotne zainteresowanie sprawami publicznymi, częstokroć szli pod prąd głównych nurtów społeczno-politycznych. Nazwiska mówią same za siebie: Witold Gombrowicz, Jerzy Andrzejewski, Konstanty Ildefons Gałczyński, Kazimierz Wyka, Stefan Żółkiewski… W poczet tych niezwykłych osobowości znakomicie wpisywał się Stefan Kisielewski – felietonista, pisarz, krytyk, polityk i muzyk w jednej osobie. Bogaty wachlarz zainteresowań i kompetencji zdominowały jednak krótkie formy. Powieści, choć autor marzył o sławie w tym gatunku, literaturoznawcy oceniają niezbyt wysoko. Natomiast cięty język, dowcip, niedościgniona metaforyka i umiejętność dostrzegania wielkich spraw w małych rzeczach czy zdarzeniach sprawiły, że stał się mistrzem felietonu. Przez blisko pół wieku pozostawał wierny imponderabiliom, które wyniósł z domu, konsekwentnie bronił wartości zakorzenionych w międzywojniu, nigdy nie zmienił poglądów. Pochwalał liberalizm i pluralizm artystyczny, apelował o autonomię kultury, walczył z wszelką ideologizacją. Słynna wypowiedź o „dyktaturze ciemniaków” przysporzyła mu wielu problemów, mimo to z uporem tropił absurdy systemu.

Kisielizm

Dla pokolenia Stefana Kisielewskiego kwestie etyczne były ważne. Refleksje Kisiela często krążą wokół takich kwestii, jak poczucie odpowiedzialności nie tylko za siebie, wierność zasadom czy niezłomność i honor. Niezbywalną wartością była dla niego ciągłość kultury. Dawał temu wyraz w powieściach, publicystyce, felietonach. W Bajce o nieznajomej – jednym z najbardziej znanych i poruszających esejów publicystycznych – w metaforyczny sposób opisał zmagania artysty i inteligencji z peerelowską rzeczywistością. Tekst powstał na przełomie lat 40. i 50. ubiegłego wieku. Felieton ten jest gorzkim portretem konformizmu, oportunizmu i strachu, które zmuszały ludzi do wypierania się własnej tożsamości, by dostosować się do narzuconych odgórnie prymitywnych wzorców.

– Ten tekst jest aktualny do dzisiaj – podkreśla badaczka. – Nie chcemy słuchać prawdy. Kisielewski, który nie był filozofem, pojmował prawdę zgodnie z definicją Arystotelowską, opierającą się na zgodności sądów z rzeczywistym stanem rzeczy. Przekaz Kisiela był jasny: „Ludziom żyje się gorzej, prawda jest taka, że kogoś wsadzili do więzienia…”. Katastrofą była dla niego niemożność mówienia prawdy i wciąż się o prawdę upominał. Z tą samą siłą domagał się wolności słowa, wartości niezbywalnej, był piewcą wolności w każdym jej aspekcie.

Dla systemu filozoficznego, który stworzył, przyjaciele wymyślili nazwę: kisielizm. System ten obejmował zasięgiem wszystkie dziedziny życia ludzkiego z polityką, ekonomią, kulturą, sztuką i sportem na czele. W kolejnych dekadach kisielizm kojarzył się jednak bardziej ze sposobem zachowania autentyczności, odrębności, bezinteresowności duchowej; walki z głupotą i absurdem, obroną rzeczy najprostszych, samej substancji ludzkiego istnienia, pochwałą zdrowego rozsądku i trzeźwego myślenia, a w okresie dewaluacji słów – z obroną ich prawdziwego znaczenia.

Cenzura

W czasach PRL cenzurze podlegało niemal wszystko: począwszy od prasy codziennej, po prywatne spotkania. Pod bacznym okiem cenzora znalazły się teksty kabaretowe, piosenki, a także dowcipy. Życie w PRL stało się nieprzebranym źródłem twórczości satyryków, a żart, satyra, ironia były nie tylko próbą oderwania się od szarości dnia codziennego, ale stały się przede wszystkim wyrazem buntu. Trudno więc się dziwić, że Kisielewski zyskiwał coraz szersze grono czytelników, skoro w swoich felietonach co tydzień toczył potyczki z władzą partyjną. Cenzorzy nie mieli wobec niego litości, cieli teksty, skreślali, wyrzucali. Zmęczony ingerencjami napisał więc kiedyś – wspomina autorka monografii – felieton o… niczym. Cenzorzy jednak w obawie, że nie odczytali ukrytych sensów, na wszelki wypadek wstrzymali cały tekst. Słynny artykuł 22 tzw. małego kodeksu karnego karzący za szeptaną propagandę był w stałym użytku: „Kto rozpowszechnia fałszywe wiadomości mogące wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego bądź obniżyć powagę jego naczelnych organów, podlega karze więzienia do lat 5 lub aresztu”. Cytowany dekret z 13 czerwca 1946 roku o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa pozostawał w mocy do 1 stycznia 1970 roku.

Normalność

Kisiel miał dwa wzorce normalności. Pierwszym było wszystko, co pamiętał sprzed wprowadzenia nowego systemu: inne stosunki międzyludzkie, inne formy postępowania, inna obyczajowość, inne normy rozumowania, czyli cała przedwojenna rzeczywistość. Drugim wzorcem była cywilizacja Zachodu, czasem przesadnie gloryfikowana i dość stereotypowo postrzegana. Opisywanie zgrzebnych realiów PRL nie było dla Kisielewskiego najważniejsze – jego zadaniem było odkrywanie mechanizmów socjalizmu w nadwiślańskiej wersji, a przypominanie za pomocą różnorodnych, mało ważnych zdarzeń czy okoliczności o wartościach najważniejszych było jego swoistą obroną normalności. Słynne stwierdzenie, że „herbata nie robi się słodsza od samego mieszania” pełniło funkcję ostrzeżenia dla sprawujących władzę. Stefan Kisielewski zmarł w 1991 roku. W jego ostatnich publikacjach radość przeplatała się z obawą, czy poradzimy sobie z wolnością. Wtedy jednak mało kto go już słuchał – przyznaje prof. Monika Wiszniowska.

Autorzy: Maria Sztuka
Fotografie: Agnieszka Sikora, autor nieznany, z zasobów IPN, domena publiczna