Kilka uwag na początek nowej ery

Trudno mi się skupić w ten „majówkowy” czas, kiedy przystępuję do kolejnego wyzwania, czyli podejmuję próbę napisania felietonu dla „Gazety Uniwersyteckiej”. Ma to być felieton nieco dłuższy (o czym parę słów poniżej) i starczający na dwa miesiące.

Wspomniane dwa miesiące to zapewne jedna z akcji podjętych przez społeczność akademicką w celu ratowania sytuacji finansowej Uniwersytetu. Podobno sytuacja jest poważna, ale nie beznadziejna. Mogłoby być gorzej: sytuacja mogłaby być dobra, ale nie beznadziejna. Albo beznadziejna, ale nie poważna. Wszystkie warianty takiej wypowiedzi były ćwiczone w monarchii austrowęgierskiej przed laty. À propos „mogłoby być gorzej”. Przed wojną, którą już coraz mniej ludzi pamięta lub kojarzy, był taki dowcip: Po południu wpada do biura Kowalski i od progu woła: Słyszeliście, co za straszna historia? Około 13 Zieliński wpadł do domu i zastał swoją żonę w niedwuznacznej sytuacji z Kargulem. Sięgnął po rewolwer i zastrzelił na miejscu oboje, czyż to nie straszne? Na to Pawlak: Mogło być gorzej! Co znaczy gorzej? – pyta Kargul. – Ja byłem u Zielińskiej godzinę wcześniej – odpowiada Pawlak.

A więc głowa do góry: zawsze może być jeszcze gorzej. Istnieje wszak wiele sposobów na wyrównanie strat. Można np. uciec się do crowdfundingu. Można poprosić o zainicjowanie zbiórki niejakiego Łatwoganga lub innego rapera. Można wreszcie powołać do życia instytucję Jałmużnika Rektorskiego – nieśmiało sugeruję kandydaturę mojej osoby na tę funkcję. Zbierałbym z dużym zaangażowaniem i wszystko co do grosza oddał Magnificencji. Nie liczę przy tym na godność kardynała: jak rozumiem, mianowanie takie nie mieści się w najszerzej nawet pojętych kompetencjach Magnificencji. Może wystarczy odznaka zasłużonego dla Uniwersytetu Śląskiego.

Zresztą pomysłów byłoby więcej. Na przykład można by sprzedać srebra rodowe. Tak radził rabin pewnemu zdesperowanemu Żydowi, który szedł się wieszać z powodu braku środków do życia. Ale ja nie mam żadnych sreber rodowych – wykrzyknął potencjalny wisielec. A to rzeczywiście masz problem – skomentował rabin. Inny rabin doradzał hodowcy kur, któremu zdychało stado, czym ma je karmić, żeby się zregenerowało. Niestety, nic nie pomagało i drobiarz w końcu oświadczył, że ostatnia kura zdechła. A szkoda, ja jeszcze tyle pomysłów miałem. Że to są stare szmoncesy? Hugo Steinhaus, matematyk, ale i autor Słownika racjonalnego, napisał: „Podstawą symbiozy polsko- -żydowskiej była słabość Żydów do charme’u antysemitów i słabość Polaków do żydowskiego esprit”.

Nie będę więc mnożył pomysłów, od tego mamy uczonych mężów i niewiasty mężne. Mam pełne zaufanie, że coś wymyślą i będzie dobrze. Tak dobrze, że dobrze nam tak. Jednak na serio: sytuacja jest poważna i nie ma się co śmiać. Mam nadzieję, że nie dojdzie do ostateczności i nie trzeba będzie odwołać się do Donalda. Oczywiście mam na myśli Kaczora Donalda. Przed laty oglądałem kreskówkę Disneya, w której legendarny kaczor otrzymał od amerykańskiego rządu misję walki z osią Berlin–Rzym–Tokio, a konkretnie z Hitlerem, Mussolinim i Hirohito. O ile pamiętam, dał sobie radę.

Bieżący numer jest ostatnim przed wakacjami, więc nie mogę pominąć milczeniem najprzyjemniejszego okresu w ciągu roku akademickiego. Lato czeka, żebyż ono wiedziało, jak my tu na nie czekaliśmy tegorocznej zimnej wiosny! Korzystajmy więc z okazji i realizujmy kolejny etap roku akademickiego. Rok akademicki jest czymś odmiennym od roku kalendarzowego, podobnie jak godzina lekcyjna nie jest równa godzinie w sensie astronomiczno- chronometrycznym. Szkoda, że od paru lat zaniknęły kwadranse akademickie. Może to jest prawdziwa, aczkolwiek ukryta przyczyna trudności finansowych? Rok akademicki dzieli się na semestry, które jednak nie trwają sześciu miesięcy, jak na to wskazuje nazwa. Na szczęście mamy jeszcze czas na letnie wakacje, które wykorzystujemy do lepszego startu w nowy rok akademicki zaczynający się 1 października (lub wtedy, gdy profesorowie zdecydują o powrocie do uczelni – tak to było kiedyś podobno na Uniwersytecie Jagiellońskim). Gdy piszę te słowa, w całym kraju uczniowie zasiadają do pisania matur dających przepustkę do studiowania. Choć teraz rekrutacja trwa na okrągło, to tradycyjnie wśród maturzystów wyglądamy następców. Powodzenia (za to się nie dziękuje, by nie zapeszyć).

Po raz pierwszy od wielu, wielu miesięcy, oddając niniejszy felieton do druku, nie zastanawiam się, jak też skomentuje moje słowa nasz rysownik. Zawsze czynił to doskonale, a niekiedy pointa była zdumiewająco celna. Niestety śp. Janusz Kożusznik odszedł, cześć Jego pamięci, wyrazy współczucia dla p. prof. Barbary Kożusznik.