Przeczytajmy tę książkę

„Gdzie znajdziesz krainę lepszą dla takich chłopaków jak my? Nie ma tam szkoły, nie ma nauczycieli, nie ma tam książek. (…) Do szkoły nie chodzi się w czwartki, a każdy tydzień składa się z sześciu czwartków i jednej niedzieli. Wyobraź sobie, że wakacje zimowe zaczynają się pierwszego stycznia, a kończą w ostatnim dniu grudnia. Tak powinno być we wszystkich cywilizowanych krajach!” (tłum. Jarosław Mikołajewski). To jeden z kilku przykładów ideału, o jakim marzy Pinokio. Cytowany opis odnosi się do Krainy Zabawek, ale wcześniej jest miasto Huzia-Na-Głupka, występ Teatru Marionetek, gigantyczny rekin, a wszystko to odciąga uwagę od lekcji i obowiązków. Collodi opowiada historię, w której drewniany pajacyk chciałby zostać człowiekiem, i tego, jak liczne przeszkody czyhają na niego na tej drodze. Pinokio to coś więcej niż dydaktyzująca powiastka – to traktat filozoficzny poszukujący przyczyn, dla których wcześniej czy później w umyśle ucznia pojawia się pytanie: A gdyby tak nie trzeba było się uczyć? Książka, którą czytamy, stawia tę kwestię nieco inaczej – pyta: A gdyby tak można było zacząć uczyć inaczej: tak, by nie minima programowe, listy lektur, zaliczone testy, punkty przyznawane za wygrane olimpiady, ale byśmy my-nauczyciele i my-uczniowie stali się podmiotem szkolnej – czyli życiowej – praktyki. To pragnienie, by nie nauczanie jako takie, a zwłaszcza nie to, które daje wymierne wyniki stanowiące podstawę do często przyjmującej nieznośne formy konkurencyjności, lecz uczłowieczanie wyznaczało kierunek pracy szkolnej. Trudno nie przyznać wraz z autorem, że „edukacja dzieje się nie wtedy, gdy realizujemy program, zdobywamy świadectwa, certyfikaty oraz paragrafy w CV i miejsca na listach rankingowych, tylko wtedy, gdy szukamy wyjścia, odstępu, de-koincydencji – słowem: uchodzimy? Tak, sens edukacji to dać drapaka z tej klatki” (s. 173). De-koincydencja, szukanie alternatyw, nowych możliwości, czyli wiążąca się z tym niezgoda na zaprogramowanie i sformatowanie w obrazie jakiejkolwiek kariery zawodowej czy poczucie silnej, ekskluzywistycznej, czyli antagonizującej, tożsamości.

Żegna się z czytelnikiem autor „czarnym przekonaniem”, iż obecna edukacja bardziej zajmuje się wznoszeniem Wieży Babel niż jej budowniczymi, zwłaszcza tymi, którzy pochłonięci mozolnym pięciem się do góry, porzucają wszystko „poza własną konstrukcją”. Stawką edukacji jest bowiem „uczłowieczające współczucie” (s. 176).

O niczym innym, jak o daniu drapaka z klatki, nie marzy bohater Collodiego, mistrz ucieczek i niedotrzymywania obietnic danych sobie i innym. Powróci do szkoły dopiero po uczłowieczających doświadczeniach współczucia i spieszenia z pomocą. Innymi słowy, gdy odkryje, że w relacjach ludzkich zobowiązanie etyczne nie jest tożsame z regułą prawną: ta ostatnia jest bezosobowa i czyni z jednostki funkcjonariusza zasad, natomiast zobowiązanie etyczne ujednostkowia, personalizuje i uwrażliwia. Czy zatem zadanie, które postawił sobie Autor, nie jest troską o to, jak dopracować się szkoły, z której Pinokiowie tej ziemi nie chcieliby uciekać? Kraina Zabawek to nic innego, jak wielki jarmark internetowego świata, do którego drzwiami jest trzymany w ręku telefon, a za tymi drzwiami – czarująca kraina obrazów, zdarzeń, w najmniejszym stopniu słów. Dzisiejsi Pinokiowie uciekają w nieczytanie, a ponieważ, jak dowodził Kant, „świat czytający” jest niezbędny dla dobrego życia publicznego, zatem to właśnie nieczytelnikami winni zająć się nauczyciele, by uratować ludzką wspólnotę. Potrzeba do tego wyobraźni, a ta podpowiada, że nauczyciel winien być inscenizatorem namysłu nad odczytanym w klasie tekstem: „Nauczyciel, który chce się zatroszczyć o nieczytelnika musi być inscenizatorem, artystą zdolnym ucieleśniać znaczenia” (poruszające określenie zawodu na s. 113).

Wyobraźnia uczy, że stawką działań edukacyjnych nie jest samo powiadomienie adepta o prawdzie, ale wywołanie jego osobistego stosunku do tejże prawdy, splecenie jej z życiem i doświadczeniami ucznia. Nie chodzi „nigdy o same wiadomości, lecz zawsze o potrzebę i umiejętność wplatania ich w egzystencjalnie istotną narrację” (s. 99). Zbliża to wyobraźnię pedagogiczną do socjologicznej wyobraźni opisanej znakomicie przez Wrighta Millsa jako zdolność do rozumienia i przeżywania problemów i trosk jednostkowych w połączeniu z problemami i dramatami, jakich doświadczają wspólnoty społeczne.

Ta książka to pochwała uchodzenia przed jakimkolwiek systemowym zamknięciem, a więc i studiowania rozumianego nie jedynie jako okres nabywania umiejętności zawodowych, ale jako „czegoś na wskroś egzystencjalnego i więziotwórczego”, czas wychodzenia z „egotycznej skorupy planów i zainteresowań” po to, by można było wystawić się „na dotknięcia i inspiracje oraz uważnie śledzić otwierające się możliwości” (s. 79). Takiego Uniwersytetu sobie życzmy.

Krzysztof Maliszewski, Wyobraźnia pedagogiczna w Babel. Wprowadzenie do filozofii edukacji, PWN, Warszawa 2025, 201 ss.