Minęło już prawie 15 lat, odkąd przyjeżdżałem z jednym z synów w sprawie jego potrzeb do pewnego budynku dawnej szkoły. Był to solidny powojenny obiekt na dość dużym osiedlu blokowym. Szkoły podstawowej, w której edukację zdobyło tysiące młodych ludzi, w tym budynku już wtedy nie było. Pełnił inne funkcje, które były powodem naszej wizyty. Jak się okazało, pełnił je nie cały budynek. Wyższe piętra były niezagospodarowane. Powodowany zawodową ciekawością, oczywiście w granicach dostępności tej przestrzeni, postanowiłem obejrzeć obiekt.
Puste sale widoczne przez uchylone drzwi, a przede wszystkim pozostający na zawsze w myślach szkolny sklepik, z niemal kompletnym wyposażeniem i gdzieniegdzie widocznymi jeszcze przeterminowanymi od 3 lat produktami w oryginalnych opakowaniach. Kurz, cisza i półmrok panujący w tym miejscu przypominały scenografię filmów grozy, ale zdystansowany do tego typu fabuł grozę dostrzegłem gdzie indziej. W czymś, co doskonale znałem z własnych badań – permanentnego ubytku ludności i jeszcze bardziej dramatycznego ubytku ludzi młodych, dzieci. Refleksja w tym opustoszałym miejscu mogła być tylko jedna: takich miejsc, w których po dzwonku na przerwę już nigdy nie rozlegnie się uczniowski gwar, będzie w regionie przybywać.
Ten budynek miał i tak szczęście. Znaleziono mu nowe funkcje, podobnie jak położonej nieopodal dawnej zawodowej szkole górniczej, w której powstało hospicjum. Mniej szczęścia miał jeszcze inny budynek szkolny, który w przenośni i dosłownie przecięto w poprzek na pół. Jedną stronę zagospodarowano na hostel, drugą zburzono, z przeznaczeniem na drogę i parking sklepowy (fot.). I tak nie najgorzej, bo niemal w tym samym czasie kilka kilometrów dalej zburzono cały obiekt szkolny. Był już niepotrzebny. Ten bardzo krótki i niepełny obraz pustoszenia obiektów szkolnych w jednym tylko mieście był następstwem pierwszej dużej fali depopulacji regionu w latach 90. XX wieku i początkach lat 2000. To zjawisko jednak nie zwalnia, a już niedługo przyjdzie nam się zmierzyć z falą kolejną, która uderzy jeszcze mocniej.
Nie chcąc tu epatować negatywnymi danymi, mogę wskazać na jedno. Region już za 20 lat będzie bardzo inny od tego, który znamy. Truizm? Niby tak, gdyby nie fakt, że koszty tej zmiany będą w przyszłości ogromne. Cały czas mam też wrażenie, że nie do końca stosownie na nią reagujemy. Tak jakby miało się wydarzyć nie u nas i dopiero w bardzo odległej przyszłości. Przede wszystkim brakuje mądrej i powszechnej narracji, że odpowiedzialne rodzicielstwo to dobro samo w sobie. Ów brak wynika chyba trochę z „indywidualnych, życiowych stref komfortu” i tego, że dziś już „nic nie musimy”. Można mieć w tej kwestii oczywiście inne zdanie, tylko nasuwa się pytanie: Czy mamy alternatywę dla nas samych? Oczywiście brakuje tej narracji nie tylko w naszym regionie, ale i w całej Polsce. Regionów, w których rodzi się jeszcze względnie wiele dzieci, jest coraz mniej. Nie urodzi się w nich jednak na tyle dużo dzieci, by w przyszłości ich część mogła przyjechać do naszego województwa. Poza tym regionów chętnych na ich przyjęcie jest więcej. W tym wszystkim nie wystarczy też samo wsparcie finansowe kolejnych wersji programu „XXX+”, chociaż dla zdecydowanej części rodziców jest ono bardzo ważne, a czasem przesądza o podjęciu decyzji o rodzicielstwie. W obliczu widma coraz bardziej dramatycznych sytuacji, miejsc i wyzwań związanych z problemem depopulacji i starzenia się społeczeństwa osobiście najbardziej cenię jednak wolność opartą na społecznej odpowiedzialności. Na lokalnym i regionalnym podwórku problem niskiego współczynnika urodzeń pogłębia i pogłębiać będzie też inny. Mianowicie już teraz w przykładowym Sosnowcu jedna na dziesięć osiemnastoletnich dziewcząt jest w pełni przekonana, że chce resztę życia spędzić w rodzinnym mieście. Nawet jeśli w innych miastach jest ich dwa, trzy razy mniej, to możemy się jedynie pocieszać, że jest w nich tylko „mniej źle” i bardzo daleko od „jako tako”. Wiele miast, miejsc i miejscowości w województwie nie jest atrakcyjna na tyle, by młode pokolenia, a szczególnie młode kobiety, myślały o nich z nadzieją. Szczególnie z tą nadzieją, w której chociażby minimalny dobrostan będą mieć nie tylko one, ale też ich rodziny z dziećmi. To już wyzwanie jak najbardziej wojewódzkie – najważniejsze wyzwanie województwa śląskiego.