Istotnym elementem współczesnego dyskursu politycznego są narracje spiskowe. Obecnie nasila je m.in. wojna w Ukrainie. Dr Agata Olszanecka-Marmola, politolożka z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, zbadała odbiór stereotypów spiskowych wobec Ukraińców w Polsce.
„My” i „oni”
– Teorie spiskowe odnoszą się do wrogich sił, które rzekomo nam zagrażają. Opierają się na dychotomii „my–oni”, w której „oni” chcą nam odebrać coś dla nas istotnego – wyjaśnia badaczka.
Może się wydawać, że żyjemy w erze teorii spiskowych. Tak naprawdę jednak istniały one zawsze, ale nie mówiło się o nich tak głośno. Kiedyś teorie spiskowe były przekazywane z ust do ust. Dzisiaj internet daje nam nowe możliwości ich transmisji. Rozwój mediów społecznościowych sprawił, że narracje spiskowe rozprzestrzeniają się szybciej i na większą skalę, co daje złudzenie ich gwałtownego przyrostu. Niektóre grupy społeczne czy narodowe częściej stają się obiektem takich narracji, szczególnie nasilających się w chwilach poczucia zagrożenia. W przypadku Ukraińców chodzi zarówno o realny lęk związany z wojną, jak i o obawy, że mogą odebrać Polakom pracę czy dostęp do usług publicznych. Tymczasem, jak wyjaśnia naukowczyni z UŚ, realne dane wyraźnie wykazują, że Ukraińcy zatrudniani są głównie w branżach, w których brakuje pracowników.
Narracje spiskowe są powielane nie tylko przez użytkowników mediów społecznościowych, lecz także wykorzystywane przez polityków. W Polsce nie jest to jeszcze tak bardzo widoczne, ale np. polityka Stanów Zjednoczonych w dużej mierze opiera się na konstruowaniu teorii spiskowych odnoszących się do wrogów wewnętrznych i zewnętrznych.
Narracje spiskowe jako narzędzie polityczne
Z podobną sytuacją, jak teraz w przypadku Ukraińców, mieliśmy do czynienia w 2010 roku.
– Tuż po katastrofie smoleńskiej nastąpiło ocieplenie relacji z Rosją. Jarosław Kaczyński nagrał nawet spot do „przyjaciół Rosjan”. Z czasem jednak pojawiły się narracje spiskowe, często absurdalne, które trafiły na podatny grunt, głównie do wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Ich nasilenie zawsze dziwnym trafem zbiegało się z różnymi kampaniami wyborczymi – zauważa dr A. Olszanecka-Marmola.
W przypadku wojny w Ukrainie początkowo nastąpił zryw pomagania – Polacy zjednoczyli się i zdecydowana część społeczeństwa włączała się w akcje pomocowe. Istnieje kilka teorii, dlaczego pomagamy innym ludziom. Spora część z nich mówi, że pomagamy, żeby poczuć się lepiej. Daje nam to chwilowy zastrzyk energii, a inni postrzegają nas jako dobrych ludzi.
– Po jakimś czasie jednak zmęczyliśmy się pomaganiem. Jeden z moich studentów trafnie porównał to do wizyty cioci: na początku się cieszymy, ale po tygodniu zaczynamy mieć dość. Myśleliśmy, że wojna potrwa chwilę, a została na dłużej – mówi naukowczyni.
Przyzwyczailiśmy się do tego, że za wschodnią granicą jest wojna, tak jak swego czasu przywykliśmy do pandemii i podawania komunikatów o tym, ile osób zmarło. Na początku robiło to na nas ogromne wrażenie, z czasem jednak kolejne osoby zamieniły się w dane statystyczne. Tak samo stało się w przypadku wojny w Ukrainie.
– Po pewnym czasie każdy zaczyna mieć tego dosyć, chce wrócić do tzw. normalnego życia. To jest całkowicie naturalne, bo nie bylibyśmy w stanie zbyt długo funkcjonować w takim zawieszeniu. To wszystko zbiegło się w czasie z pojawianiem się narracji spiskowych w mediach społecznościowych, które szybko podchwycili też politycy, m.in. o tym, że Ukraińcy są uprzywilejowaną grupą – wyjaśnia dr A. Olszanecka- -Marmola.
Uwidoczniło się to chociażby w głosowaniu nad ustawą o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. Konfederacja była przeciwna ustawie, co od razu pokazało, w którą stronę pójdzie narracja polityków tej partii. Ale już w Prawie i Sprawiedliwości, jak zauważa politolożka, początkowo wszyscy mówili jednym głosem o pomocy, a dopiero potem zaczęło się to zmieniać. Było to wyrazem zmiany stosunku do uchodźców z Ukrainy w polskim społeczeństwie.
– Proszę zauważyć, w jakim położeniu znalazł się Rafał Trzaskowski w kampanii prezydenckiej z 2025 roku. Można powiedzieć, że został zapędzony do kąta przez swoich przeciwników i też zmienił narrację. Czy wyszło mu to na dobre? Nie wydaje mi się. W pewnym momencie w jego postulatach pojawiły się ograniczenia chociażby pomocy socjalnej dla Ukraińców. To pokazuje, jak ważna politycznie stała się to kwestia – mówi badaczka.
Stereotypy dotyczące Ukraińców pod lupą
W mediach pojawiły się narracje o zabieraniu pracy, dostępu do usług publicznych, a nawet mężczyzn (przez Ukrainki przyjeżdżające do Polski). Te kwestie dr A. Olszanecka-Marmola zbadała wspólnie ze studentką, Sandrą Malikowską, w ramach grantu otrzymanego z Europejskiego Miasta Nauki Katowice 2024. W ogólnopolskim badaniu sondażowym sprawdzano m.in. nastawienie Polaków do dwóch stereotypów spiskowych wymierzonych w Ukraińców. Pierwszy z nich dotyczył zabierania pracy Polakom, a drugi tego, że Ukrainki, wchodząc w relacje z polskimi mężczyznami, odbierają Polkom możliwość związania się z nimi i założenia rodziny.
– Zafascynowało mnie badanie prof. Piotra Długosza, które sugerowało, że młode Polki są bardziej negatywnie nastawione do Ukrainek, ponieważ boją się, że ich napływ spowodowany wojną utrudni im budowanie relacji romantycznych i zakładanie rodzin – wyjaśnia naukowczyni.
Po przeprowadzeniu badań okazało się, że płeć nie różnicowała wiary w stereotypy spiskowe wymierzone w Ukraińców, w tym również te odnoszące się do relacji romantycznych. Co ciekawe, także inne zmienne demograficzne (wiek i miejsce zamieszkania) nie odgrywały dużej roli, w przeciwieństwie do preferencji politycznych i identyfikacji partyjnej.
– To rzeczywiście było zaskakujące, że te dwie kwestie aż tak bardzo różniły naszych badanych. W przypadku preferencji wyborczych pytaliśmy, na kogo dana osoba głosowała w wyborach parlamentarnych w 2023 roku, jeśli natomiast chodzi o identyfikację partyjną, to mierzyliśmy ją na tzw. termometrach uczuć. Ankietowani mieli odnieść się do tego, na ile żywią pozytywne uczucia w stosunku do sześciu partii politycznych. Osoby, które identyfikowały się z Konfederacją, częściej zgadzały się z twierdzeniami, że Ukraińcy zabierają nam pracę, a Ukrainki mężczyzn. W przypadku PiS związki także były istotne statystycznie, ale nie aż tak silne – mówi dr A. Olszanecka-Marmola.
Różnica była również zauważalna w przypadku wykształcenia – osoby z wyższym wykształceniem nie są tak skłonne wierzyć w narracje spiskowe. Badaczka z UŚ zwraca więc uwagę, że powinniśmy kształcić w dzieciach już od najmłodszych lat umiejętność krytycznego myślenia, która pozwoli nam chronić się przed dezinformacją. Dużą rolę w szerzeniu przekazów dezinfomacyjnych odgrywają też sami politycy.
– Grzegorz Braun w swoich mediach społecznościowych publikował mnóstwo postów wymierzonych w Ukraińców. Czy osoby, które się z nim utożsamiają, będą sprawdzać, w jakich branżach Ukraińcy pracują i czy faktycznie odbierają nam pracę? Oczywiście, że nie, ponieważ osoby silnie identyfikujące się z danym politykiem rzadko weryfikują przekazywane przez niego informacje – wyjaśnia politolożka.
Żyjemy w czasach niepokoju, lęków społecznych, od kilku lat czujemy zagrożenie wojną. To sprawia, że stajemy się bardziej podatni na teorie spiskowe.
– Potrzebujemy kogoś, kto łatwo wytłumaczy nam świat i zapewni bezpieczeństwo. Na tym grał Karol Nawrocki w kampanii prezydenckiej w 2025 roku. Być może 15 czy 20 lat temu nie miałby szans na prezydenturę, wszystko zmieniły jednak globalne kryzysy, takie jak pandemia czy wojna za naszą wschodnią granicą – zauważa badaczka.
Co nam grozi?
Dr A. Olszanecka-Marmola zwraca uwagę, że zaufanie instytucjonalne w Polsce jest bardzo niskie, a rozwój sztucznej inteligencji i przede wszystkim deepfake’ów może dodatkowo przełożyć się na zmniejszenie wzajemnego zaufania, ponieważ będzie nam trudno odróżnić prawdę od fałszu. To natomiast może spowodować radykalizację polityki i tworzenie się wrogich obozów.
– W Stanach Zjednoczonych w latach 60. XX wieku poproszono Amerykanów, aby wyobrazili sobie sytuację, że ich syn lub córka bierze ślub z osobą o odmiennych poglądach politycznych. Około 5% demokratów i republikanów stwierdziło, że byliby niezadowoleni. Gdy w 2016 roku powtórzono badanie, liczba ta wzrosła aż do 60%, a ostatnie analizy świadczą o tym, że problem się pogłębia. W Polsce nie przeprowadzono takich badań, ale biorąc pod uwagę, że nie jesteśmy tak silnie spolaryzowani afektywnie, wydaje się, że wyniki byłyby zgoła inne. Miejmy nadzieję, że negatywne emocje wobec oponentów politycznych nie będą w polskim społeczeństwie silne i powszechne, bo im bardziej będziemy skłóceni, tym łatwiejszym celem się staniemy dla naszych wrogów – podsumowuje naukowczyni.