Jak tu nie odwiedzić w tym czasie zamku pszczyńskiego, którego najsłynniejszą panią była piękna i tajemnicza Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless, nazywana Daisy von Pless (1873–1943), wnętrza bywają scenerią filmową, a Pszczyna jest uroczym miejscem na niepowtarzalny i uważny spacer, romantyczny park zachęca do zagłębienia się w kameralne alejki odchodzące od monumentalnych alei, wieża ciśnień zaprasza do steampunkowych wnętrz restauracyjnych? Gęsta poranna, jakby londyńska mgła początku grudnia przydaje tym miejscom nastroju i czaru.
Na ławeczce na rynku przed Muzeum Zamkowym w Pszczynie (w wyniku przebudów w XVIII i XIX wieku zamek zyskał charakter rezydencji pałacowej) siedzi pogrążona w zadumie filigranowa jak porcelanowa figurka księżna Daisy von Pless (Fürstin von Pless), w lekkiej, delikatnej sukni – tegodniowy przymrozek zdawał się nie rozpraszać jej myśli.
Wchodząc do muzeum, minęłam krzew róży księżnej Daisy; w 1911 roku znany niemiecki hodowca róż z Trewiru, Peter Lambert, oczarowany urodą pani na zamku, nazwał jej imieniem białą różę o bladoróżowym środku. Sadzonki róży zostały sprowadzone do Pszczyny jesienią 2007 roku. Od kilkunastu lat można podziwiać jej subtelne kwiaty
Nie pierwszy raz odwiedzam pszczyński pałac, ale ta wizyta okazała się wyjątkowa. Ponieważ weszłam tuż po otwarciu, byłam jedyną zwiedzającą… Co ważniejsze, pałac przybrał już wygląd świąteczny: dyskretnie oświetlony westybul zdobi udekorowana z klasyczną elegancją ogromna choinka, która zaprasza gości do oglądania pełnych wdzięku wnętrz. A w salach na piętrze: w salonie i zwłaszcza w sali lustrzanej zachwycają kolejne Małgorzata Kita Poświątecznie o świątecznym pałacu bożonarodzeniowe drzewa ubrane na biało-czerwono- -zielono. Pod choinką w salonie na dywanie leżą porozrzucane zabawki i orzechy włoskie, gdzieś porzucono dziadka do orzechów, na fotelu rozsiada się swobodnie pluszowy miś. Stoliki uginają się od łakoci, kuszących wyglądem i zapachem. Długi stół czeka na gości… Geridony zdobią okazałe czerwone poinsecje i wazony z różami. Tu i ówdzie dostrzec można rzucony niedbale szal, odłożoną na chwilę książkę. Reprezentacyjna sala lustrzana imponuje udekorowanymi choinami, mieniącymi się gigantycznymi kryształowymi żyrandolami, a wszystko odbija się w nieskończoność w zwierciadłach.
Chodząc po zamku, patrząc na dyskretnie luksusowe i eleganckie wnętrza, myślałam o filmach, które kręcono w tej urzekającej przestrzeni. A były to m.in. Pamiętnik Pani Hanki (1963, reż. Stanisław Lenartowicz), Magnat (1987, reż. Filip Bajon), Szuler (1991, reż. Adek Drabiński), Dolina Bogów (2019, reż. Lech Majewski), niedawno kręcony Chopin, Chopin! (2025, reż. Michał Kwieciński). Zastawione stoły (wprawdzie bez makowców!) przywoływały najsłynniejszą chyba w polskiej kinematografii scenę erotyczną, tzw. scenę makową, w której grali Grażyna Szapołowska i Bogusław Linda (dla porządku: kręcono ją w kuchni będącej scenografią skonstruowaną na potrzeby filmu, nie w Pszczynie czy Książu). Jak pisała na Instagramie aktorka, cytując swoją filmową postać: „»Cała jestem w maku«… Tak trochę świątecznie i rodzinnie”.
Przechadzając się po zabytkowych salach pszczyńskiego muzeum, widziałam jednocześnie przestrzenie, w których kręcono nieco wcześniej nowy świąteczny film Muzeum Zamkowego w Pszczynie pt. Lexel (prawie) sam w zamku. Tytułowy Lexel to drugi z trzech synów Daisy i Hansa Heinricha XV, ukochany Aleksander (film można zobaczyć na kanale YouTube Muzeum Zamkowego w Pszczynie). Dzięki drobiazgom, takim les choses de la vie, tradycyjne w formie muzeum ożywa i uwodzi, budzi wyobraźnię.