Przyjdź do biblioteki

Biblioteka Śląska jest instytucją o ponad stuletniej tradycji, która w zbiorowej wyobraźni mieszkańców regionu może wciąż funkcjonować jako gmach pełen woluminów. Dzisiejsza biblioteka okazuje się jednak czymś więcej niż wypożyczalnią książek. To tętniące życiem centrum, otwarta przestrzeń debaty o świecie oraz miejsce, w którym można nie tylko spotkać swojego ulubionego pisarza, lecz także spróbować wydać własną twórczość. O ewolucji tej instytucji, wyzwaniach związanych z cyfryzacją oraz o tym, dlaczego wejście do biblioteki może czasem wymagać od nas odwagi, mówi dyrektor Biblioteki Śląskiej dr Artur Madaliński.

Dr Artur Madaliński
Dr Artur Madaliński

Panie Dyrektorze, na początek przyjrzyjmy się słowu biblioteka. Grecki βιβλίον (biblion) oznacza po prostu… książkę. Moje pierwsze skojarzenie wiąże się więc w naturalny sposób z miejscem, w którym mam dostęp do ogromnej wiedzy zapisanej na milionach stron. Im bardziej przyglądam się jednak ofertom bibliotek, tym częściej myślę o nich jak o centrach, w których książka jest zaledwie początkiem rzeczy niezwykłych. To wokół niej toczą się debaty, organizowane są spotkania, a nawet festiwale. Książka może być elementem pracy terapeutycznej, może też sprawić, że – paradoksalnie – będziemy tej terapii potrzebować. Książka łączy, ale bywa, że i dzieli. Prawda, że warto wybrać się do biblioteki?

Warto, i to z wielu powodów. Wspominam czasy moich studiów, kiedy spędziłem tutaj, w murach Biblioteki Śląskiej, prawie połowę swojego ówczesnego życia. Zamawiałem książki wtedy jeszcze w tradycyjny sposób, za pomocą papierowych rewersów. Dziś rzeczywistość wygląda inaczej – mieszkańcy i mieszkanki regionu mają dostęp do całkiem sporej części zbiorów bez wychodzenia z domu. Stało się to możliwe między innymi dzięki udostępnionej niedawno aplikacji mobilnej, którą śmiało moglibyśmy nazwać biblioteką w telefonie. Postęp technologiczny sprawił więc, że nie trzeba przychodzić do biblioteki, aby czytać książki. Rozwój internetu oraz nowych mediów, w tym społecznościowych, znacząco przyspieszył procesy digitalizacji, choć warto zaznaczyć, że trwają one u nas od lat. W przyszłym roku – choć może trudno w to uwierzyć – Śląska Biblioteka Cyfrowa będzie obchodziła dwudziestolecie działania. Dziś ta platforma oferuje dostęp do ponad 970 tys. zdigitalizowanych obiektów i jest obecnie drugą biblioteką cyfrową w Polsce pod względem wielkości, zaraz po Bibliotece Narodowej POLONA.

Choć można powiedzieć, że idziemy z duchem czasu, nie sposób jednak odciąć się od korzeni. Biblioteka Śląska jest najstarszą tego typu instytucją w regionie. To już ponad sto lat wspaniałej historii. Status biblioteki naukowej, który otrzymaliśmy dość wcześnie, utrzymujemy do dziś – regularnie przechodzimy proces akredytacji, co potwierdza naszą rolę w świecie badawczym. Zaryzykuję twierdzenie, że prawie wszyscy śląscy naukowcy choć raz tutaj byli, a nawet jeśli nie, to zakładam, że wiedzą o jej istnieniu i bez trudu rozpoznaliby gmach, w którym się obecnie znajduje.

Skoro o nim mowa – nie da się ukryć, że znajdujemy się w budynku o charakterystycznym, zapadającym w pamięć kształcie…

W moim przekonaniu jest to architektura, która po prostu się broni. Budynek zaprojektowany przez wspaniałych śląskich architektów wytrzymuje próbę czasu. Został wzniesiony w latach 1991–1998 według projektu grupy ARAR, którą tworzyli Marek Gierlotka, Jurand Jarecki i Stanisław Kwaśniewicz. Co ciekawe, wielu osobom wydaje się, że to całkiem nowy obiekt, a przecież funkcjonuje on na Placu Rady Europy od ponad 20 lat i myślę, że wpisał się już w krajobraz Katowic.

Z zewnątrz nie wygląda na miejsce, które może pomieścić ponad 2 miliony obiektów, a przecież państwa zbiory są niezwykle różnorodne – oprócz książek są tutaj grafiki, mapy, plakaty i inne rozmaite artefakty.

To prawda, pojemność może zaskakiwać. Nietypowym rozwiązaniem jest na pewno magazyn zlokalizowany w górnej części budynku, który zajmuje aż 10 pięter. To tam działa też słynny system transportu książek i obiektów, który w najbliższym czasie planujemy zmodernizować w ramach dużego projektu europejskiego.

Obserwując media społecznościowe, zauważam, że wiele osób niezwiązanych zawodowo z instytucjami kultury znajduje w swej cyfrowej przestrzeni miejsce na polecanie przeczytanych książek. Co istotne, na zdjęciach są to zawsze książki papierowe. Niektóre z tych osób mówią wprost, że wypożyczają je ze „swoich”, najczęściej lokalnych bibliotek, odkrywanych czasem przypadkiem w sąsiedztwie, a potem regularnie odwiedzanych. Wspomniał Pan Dyrektor o tym, że Biblioteka Śląska ma status naukowy. Jest również biblioteką publiczną i wojewódzką, doskonale łącząc obie role. Myśląc o tych trendach, zastanawiam się, czy także mieszkańcy regionu mogą Bibliotekę Śląską nazwać swoją.

Podczas 9. ŚFN Katowice dr Artur Madaliński poprowadził spotkanie
z pisarzem Piotrem Pazińskim
Podczas 9. ŚFN Katowice dr Artur Madaliński poprowadził spotkanie z pisarzem Piotrem Pazińskim

Oczywiście. Choć procesy związane z cyfryzacją, o której mówiliśmy, są ważne, wciąż wielu ludzi nie wyobraża sobie świata bez papierowej książki. Przyznam szczerze, że ja również należę do tej grupy. Być może zjawisko, które Pani zaobserwowała, jest częścią szerszego trendu polegającego na powrocie do uważności. Jestem przekonany, że czytanie papierowej książki to zupełnie inne doświadczenie, angażujące wiele zmysłów jednocześnie. To nie tylko wzrok, ale też zapach czy dotyk, a nawet słuch, jeśli zwrócimy uwagę na szelest przewracanych palcami kartek. Czas spędzony z fizyczną książką trzymaną w rękach możemy potraktować jako moment odcięcia się od nadmiaru bodźców, które nieustannie bombardują nas w świecie cyfrowym.

Drugi wątek, o którym Pani wspomniała, to poczucie „swojskości”, powiązałbym z rolą Biblioteki Śląskiej, która w moim odczuciu jest szkołą empatii i budowania relacji. To instytucja o tożsamości dychotomicznej. Z jednej strony mamy zbiory specjalistyczne przeznaczone dla badaczy, z drugiej – jesteśmy biblioteką publiczną działającą na rzecz ludzi niezajmujących się zawodowo nauką. Mam wrażenie, że mimo rozmaitych zmian dotyczących znaczenia bibliotek w przestrzeni społecznej ciągle dysponujemy sporą siłą symboliczną, która przyciąga mieszkańców. Staramy się wychodzić naprzeciw ich potrzebom. Prowadzimy m.in. wykłady i warsztaty dla seniorów i młodzieży. Zapraszamy do udziału w Dyskusyjnych Klubach Książki, w ramach których można porozmawiać z autorami i autorkami. Ostatnio na przykład dyskutowaliśmy o Aglo. Banką po Śląsku ze Zbigniewem Rokitą. Dziś z kolei będę miał przyjemność poprowadzić rozmowę o wielu wymiarach drogi z o. Romanem Bieleckim OP – w ramach Klubu „Tygodnika Powszechnego”. Warto dodać, że nagranie z wydarzenia będzie można obejrzeć w serwisie YouTube. W naszych murach gościli m.in. Marek Bieńczyk, Mira Marcinów, Szczepan Twardoch, zapraszaliśmy znakomitych krytyków literackich, takich jak Dariusz Nowacki czy Przemysław Czapliński.

Organizujemy także Festiwal Przestrzeń Słowa – w tym roku odbył się już po raz piąty, a po raz pierwszy w całości w Bibliotece Śląskiej. W grudniu odwiedził nas noblista Abdulrazak Gurnah, który opowiadał między innymi o swoim osobistym doświadczeniu chodzenia do pierwszej biblioteki jako o czymś, co miało wymiar tożsamościowy. Gościliśmy również Santiago Roncagliolo, jednego z najwybitniejszych pisarzy południowoamerykańskich. Był u nas Antonio Scurati, włoski autor głośnej pięciotomowej sagi o Mussolinim, w której dotyka on aktualnego tematu zagrożenia związanego z powrotem faszyzmu. Nie zabrakło oczywiście ważnych polskich nazwisk, takich jak: Urszula Honek, Justyna Sobolewska, Grzegorz Jankowicz, Krzysztof Siwczyk, Jerzy Jarniewicz czy Paweł Sołtys. Muszę przy tym dodać, że tych wydarzeń nie udałoby się zorganizować, gdyby nie ogromne zaangażowanie wielu zespołów pracujących na co dzień w naszej bibliotece.

Wszystkie te spotkania, rozmowy, debaty mają swoje źródło w książce.

Tak, książka rzeczywiście jest początkiem rzeczy niezwykłych, jak wspomniała Pani w pierwszym pytaniu. Literatura poszerza nasz punkt widzenia, zmusza do myślenia. Konfrontuje nas z doświadczeniami innych ludzi. Uczy głębszego rozumienia rzeczywistości. W tym sensie biblioteka staje się szkołą empatii. Ale jest także miejscem, w którym budujemy i pielęgnujemy relacje ze światem, tym dalszym i bliższym. Jesteśmy archiwum pamięci. Reagujemy na to, co dzieje się dzisiaj, i jednocześnie bardzo dbamy o tożsamość lokalną.

Patrzę na listę bestsellerów Wydawnictwa Biblioteki Śląskiej. Ona zdaje się potwierdzać ten kierunek. Jest tam debiutancki tomik poezji psycholożki Marii Sitarskiej, jest i opowieść Godajōm mi Helmut Alojzego Lysko. A pomiędzy nimi Opowieści kanterberyjskie Geoffreya Chaucera w tłumaczeniu Jarka Zawadzkiego z ilustracjami Macieja Sieńczyka.

Wydawnictwo Biblioteki Śląskiej to niezwykle ważny punkt naszej działalności. Ma swoją markę i tradycję. Nasza filozofia jest jasna: chcemy wydawać książki wartościowe, które niekoniecznie mogą zainteresować komercyjne wydawnictwa. Mam na myśli chociażby poezję debiutantów. Rolą instytucji kultury, w moim przekonaniu, jest ułatwianie takiego debiutu.

Pamiętamy także o tym, skąd mówimy i gdzie się znajdujemy. Oprócz wspomnianego przez Panią tekstu Alojzego Lyski wydaliśmy również jego książkę Mianujōm mie Hanka. Zajmujemy się szeroko rozumianą lokalnością obejmującą także Zagłębie, Częstochowę czy Śląsk Cieszyński. Przykładem łączenia klasyki z regionalizmem jest fakt, że ostatnio nakładem Wydawnictwa Biblioteki Śląskiej ukazał się Kordian Juliusza Słowackiego w języku śląskim, w świetnym przekładzie Mirosława Syniawy. Chcieliśmy w ten sposób pokazać, że język śląski jest w stanie „udźwignąć” teksty kanoniczne naszej kultury wysokiej. Dzisiaj młodzi ludzie chcą się uczyć tego języka, są także dumni z twórczości osób pochodzących stąd – wystarczy wspomnieć sukcesy Szczepana Twardocha, Zbigniewa Rokity czy Darii ze Śląska.

Nie zapominamy o świecie. Wydajemy też zagraniczną literaturę klasyczną. Przykładem może być, obok wspomnianych Opowieści kanterberyjskich, nowe tłumaczenie Raju utraconego Johna Miltona, wykonane przez Jacka Zawadzkiego. Chciałbym wspomnieć także o naszej nowej serii eseistycznej, której pierwszą odsłoną będzie zbiór esejów Twarze przeciwnika. Zagadka walki z Aniołem Roberto Esposito, jednego z najważniejszych współczesnych filozofów we Włoszech. To nowość zaplanowana na początek 2026 roku. Warto dodać, że współpracujemy również z wykładowcami i wykładowczyniami Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W 2024 roku wydaliśmy Opowieści kobiet z rodzin górniczych – znakomitą książkę pod redakcją Moniki Glosowitz. Pozycja ta wpisuje się w popularny obecnie i ważny nurt herstorii, będąc zbiorem narracji kobiet ze środowiska górniczego.

Gdy myślę o tak różnych inicjatywach, odnoszę wrażenie, że w Państwa działaniach można wykorzystać każdy fragment przestrzeni biblioteki.

To prawda. Okazuje się, że nawet korytarze są miejscem budowania relacji. Wspomnę chociażby o współorganizowanej przez nas w lipcu ubiegłego roku wystawie Fitoglosje w ramach projektu „Postindustrialny słownik roślinno-ludzki” realizowanego przez Joannę Soćko z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach oraz Joannę Zdzienicką-Obałek i Pawła Szeibla reprezentujących Akademię Sztuk Pięknych w Katowicach. Była to interesująca próba poszukiwania wspólnego języka z przyrodą z górnośląskim krajobrazem w tle.

Nie zamykamy się jednak całkiem w fizycznej przestrzeni naszego budynku. Na pewno chciałbym wspomnieć o obecności Biblioteki na Śląskim Festiwalu Nauki Katowice. Podczas 9. edycji tego wyjątkowego wydarzenia tworzyliśmy program sceny literackiej pn. Przestrzeń słowa Biblioteki Śląskiej. Hasło festiwalu – Eksperymentuj! – zainspirowało mnie do rozmowy z Piotrem Pazińskim o jego zbiorze esejów Atrapy stworzenia. Dyskutowaliśmy między innymi o statusie sztucznej inteligencji, porównując ją do Golema. Ludzie wymyślili ją jako narzędzie i dziś zastanawiają się nad jej rolą, próbując budować mosty pomiędzy światem rzeczywistym a wirtualnym.

Rozmawialiśmy już o tym, że początkiem wszystkiego zawsze jest książka. Bez względu jednak na to, czy chcę ją wypożyczyć, wziąć udział w spotkaniu z ulubioną autorką, podebatować w klubie dyskusyjnym czy też posłuchać wykładu, muszę wyjść z domu i dotrzeć do biblioteki. Muszę być również otwarta na relację i naukę empatii. Nie tak łatwo „spotykać się” z opiniami innych – czy to autorów i autorek, czy też czytelników i czytelniczek. Wyjście z domu jest dziś rodzajem wysiłku, a otwarcie się na inne poglądy wymaga… odwagi?

Zdecydowanie tak. Czasem sam czytam książki po to, aby uciec od świata, szczególnie wtedy, gdy jestem nim tak po ludzku zmęczony. Rzeczywistość za oknem bywa dość trudna, rozchwiana, pełna niepokojów. Wtedy chętnie sięgam – pewnie nie tylko ja – po lekturę, która mnie całkowicie „wciągnie”. Muszę jednak przyznać, że jeszcze bardziej cenię tę literaturę, która sprawia, że chcę spotkać się z ludźmi i o niej rozmawiać. Podzielić się swoimi myślami, ale też posłuchać innych. Wymaga to jednak otwarcia się na odmienny czasem punkt widzenia. W dobie polaryzacji społeczeństwa jest to coraz trudniejsze. Tymczasem znajdujemy się w miejscu radykalnej otwartości na wszystkich, gwarantującej wolność słowa i dostęp do wiedzy. Dlatego czasem rzeczywiście trzeba mieć w sobie odwagę, aby przyjść do biblioteki.

Bardzo podoba mi się ta konkluzja. Dziękuję za rozmowę.

Autorzy: Małgorzata Kłoskowicz
Fotografie: archiwum prywatne, Monika Wieczorek