Przeczytajmy tę książkę

W ostatnio czytanej przez nas wspólnie książce Jerzy Limon zapisał zdanie, które winno przewodzić uniwersytetowi , a szerzej – każdej działalności edukacyjnej : „Nie na wszystkie pytania znajdują odpowiedź, ale wierzę do końca, że obowiązkiem człowieka myślącego jest pytania zadawać” (Szekspir: siedem grzechów głównych…, s. 58). Na czym polega wartość owego niestrudzonego i niekończącego się zapytywania? Zapewne na tym, że dzięki niemu zaczynamy nie spieszyć się z oznajmieniem: „Już wiem!”. Wszak owo wiem za chwilę zapewne okaże się niepewne, dziurawe, przeobrazi się w kolejne pytanie. Możemy więc powiedzieć, że zapytywanie uczy nas doceniać pozornie nieefektywnie spędzony czas (np. lektury) i myślenie. W zapytywaniu dzieją się czas i myśl. Dzieją się one właśnie w tej przestrzeni między pytaniem a próbą odpowiedzi; w nas (którzy pytamy) i w innych (którzy, być może, liczą na naszą odpowiedź). Tak też pisze nasz dzisiejszy autor: „myśl dzieje się w ludziach i pomiędzy ludźmi” (s. 172). Myśl jest więc przygodą między-ludzką i społeczeństwo karleje, gdy staje się bez-myślne; coraz mniej łączy ludzi, coraz bardziej każdy z nich staje się osobnym, egoistycznym bytem, coraz łatwiej poddaje się zabiegom politycznych manipulatorów. Jak można strzec myślności człowieka? Choć autor nie wraca do Platona, nie zabrania nam przecież tego uczynić, a w Eutyfronie Sokrates daje nam radę iście podstawową. Gdy rozgorzeje spór na temat tego, czym jest „zbożność”, Sokrates przywoła wszystkich do porządku, wołając: „Zabierzmy się więc do zbadania naszych słów” (przeł. J.M. Bocheński). Eric Griffiths, bo o nim dzisiaj rozmawiamy, nada Sokratejskiemu pryncypium kształt ostrzeżenia (a ma ono nader istotne znaczenie w dzisiejszym świecie): kiedy ktoś oznajmia, że „nie chce wchodzić w szczegóły”, „to na ogół chce nam podrzucić własny punkt widzenia na jakąś kwestię czy wydarzenie; odziera więc temat ze wszystkiego, co nie służy jego celom” (s. 139).

Zbadajmy nasze słowa, czyli nie dajmy się odwieść od czułej i czujnej uwagi poświęconej szczegółom. Nigdy potrzeba taka nie była pilniejsza niż dzisiaj, kiedy zagarnia nas zamęt słów, które podsuwa się nam do szybkiej, bezkrytycznej akceptacji, bo w ten sposób konsoliduje się ideologiczne pospolite ruszenia budujące słupki poparcia. Ostrożność to niezbędna wobec tych, którzy działają w „logice Jedynego” niedopuszczającej do prawdy innej niż własna, i posługują się w tym celu „Wielką Ideą”, czasem nazywaną „Wielkim Projektem”. Człowiek myślący przeciwstawia temu szczegół, uważnie obserwowany i badany, słowo, którego znaczenie starannie przemyśli, by dostrzec wszystkie jego odcienie. Patosowi „Wielkiej Idei” przeciwstawiamy mądrą komedię szczegółu. Griffiths, krytyk wybitny i dogłębny, mówi właśnie o „komedii”, lecz może słuszniej byłoby mówić o „tragikomedii” szczegółu, „tragikomedii” słowa, które dzisiejszy dyskurs publiczny przeobraża w bilon znajdujący się w obiegu interesu władzy. Dlatego trzeba czytać Dantego, bo – oddaję głos Griffithsowi – ukochana poety, Beatrycze, to nic innego jak figura dbałości o język i odpowiedzialność za jego użycie. Kiedy Dante zabiera głos, Beatrycze pyta „Czy to całkiem poprawne?” (s. 189). Gdy dzisiaj można powiedzieć właściwie wszystko, nie ponosząc żadnych konsekwencji, Boska komedia jest arcy-lekturą, z powodu „obaw o mowę, obaw pisarza, że źle napisze” (s. 190). Obawa, czy „dobrze mówię”, to znaczy, czy mówię odpowiedzialnie i czy gotów jestem ponieść skutki mojej mowy, zanikła, ustępując przed hałaśliwymi pokrzykiwaniami o własnej racji. Płynie stąd jeszcze jedna nauka: nie wolno lekceważyć żadnego z tych szczegółów; ważny jest każdy przecinek, kolejność słów i rodzaj ich uporządkowania, bo to tam właśnie zostaje zakodowany nasz świat. Gdy stracimy tę ostrożność, damy sobie narzucić obraz cudzej rzeczywistości, który ochoczo i bez-myślnie przyjmiemy za własny. Ale wtedy „nasz” świat będzie w istocie już „ich” światem”. Przekonuje nas o tym Griffiths we wnikliwych odczytaniach szczegółów tworzących Hamleta, Gargantuę i Pantagruela, opowiadania Kafki, ale także Ewangelie i Boską komedię. A kiedy wybitny krytyk zapyta o Oświecenie, jego wiarę w racjonalność i postęp, dopisze właściwe sobie ostrzeżenie: „Ale jeśli coś takiego jak postęp oświecenia istnieje, to możemy być pewni, że kiedyś postęp także nas usunie w cień” (s. 112). Warto mieć te słowa w pamięci.

Eric Griffiths: Jedynie jako krytyk, przeł. Barbara Kopeć- Umiastowska, posłowie Jacek Gutorow. Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 2021, ss. 379.