Igrzyska zaczęły się od trzęsienia ziemi, bo tak można nazwać fatalny upadek Lindsey Vonn, legendy narciarstwa alpejskiego, zakończony przewiezieniem do szpitala. Niektórzy oskarżają Vonn o to, że ukradła show i w związku z jej pechem, o którym mówili wszyscy, nikt prawie nie pamięta o tych rywalkach, które ukończyły zjazd.
Inna refleksja z minionych igrzysk: zakaz występów sportowców z Rosji i Białorusi zaowocował pojawieniem się zawodników o rosyjskobrzmiących nazwiskach w ekipach wielu krajów. Można by wręcz powiedzieć, że Rosjanie wszystkich krajów połączyli się w wysiłkach i zdominowali te igrzyska. Nie udało się Malininowi, ale powiedziałbym, że to była spektakularna porażka. Absolutny faworyt, który miał wygrać jazdę figurową panów, niestety nie popisał się i ostatecznie był ósmy. Nie pomógł nawet raspberry flop, czyli salto. To tylko trochę lepiej niż nasz ,,Rosjanin” (Samojłow), który był 21. Inny nasz ,,Rosjanin” (Siemirunnij) ostatecznie zdobył srebrny medal w łyżwiarstwie szybkim.
I jeszcze jedna refleksja: ludzie dokładają wielu starań, by wymyślić, jak by tu jeszcze udziwnić konkurencje i rozdać więcej medali (potem okazuje się, że ilość medali przeszła w niską ich jakość – w sensie dosłownym medale się kruszą i łamią). Ponadto widać, że te udziwnienia oddalają zawody od ich źródła, jakim były zmagania człowieka z zimową naturą. Stąd się wzięły biegi, skoki, a przede wszystkim biatlon, gdzie zawodnicy (-czki) biegają i strzelają. Jako że zima w tym roku sroży się nieco bardziej niż jeszcze niedawno temu, sięgnąłem po książkę słynnego polarnika Fridtjofa Nansena, Norwega, który opisał rejs statku Fram w Arktyce. W opisie tego wyczynu, a zwłaszcza pokonywania lodów na piechotę, po tym, gdy statek utknął w lodach, oprócz niezwykłych dowodów męstwa i wytrzymałości, moją uwagę zwróciła… rola zwierząt. Na początku podróżnicy korzystali z psów, które ostatecznie zastrzelili, by nie musieć ich wozić ze sobą. Nie było psów, nie było komu ciągnąć zapasów żywności. Trzeba było polować; książkę wypełniają opisy polowań na białe niedźwiedzie i morsy, które dawały spore ilości mięsa i tłuszczu. Zanim czytelnicy zaczną się oburzać, dodam, że rejs Frama odbył się w latach 1893–1896, a Nansen został bohaterem narodowym Norwegii. Trochę się oddaliliśmy od tamtych czasów sprzed 130 lat. Dziś białe niedźwiedzie są przedmiotem ochrony, podobnie jak morsy czy psy. Oczywiście rozwinął się przemysł konserw i dziś nie trzeba by już polować. Ale konkurencje nawiązujące do tamtych wyczynów wciąż się odbywają.
Nie ma co prawda wyścigów zaprzęgów psich ani wyścigów kumoterek tak popularnych na Podhalu. Ze świata zwierzęcego występowali tylko ludzie. A szkoda. Przypomnę tylko, że konkurencje hippiczne stanowią stały element igrzysk letnich. Kontynuujmy ten wątek zwierzęcy. W połowie lutego jak grom z jasnego nieba (to taka publicystyczna przesada) spadła na naszą społeczność wieść o utworzeniu nowego kierunku studiów: weterynarii – pierwszego takiego kierunku w województwie śląskim. Osobiście, jako stary koń, życzę kierunkowi wielu sukcesów, zwłaszcza w specjalności końskiej.