Ziemia obiecana Władysława Reymonta (1899) należy do kanonu literatury polskiej, a film w reżyserii i według scenariusza Andrzeja Wajdy (1974, nowa wersja powstała w 2000 roku) stanowi niezbywalny składnik polskiego kanonu filmowego. Niejednokrotnie była teatralizowana, by wymienić bardzo różne dokonania reżyserskie z ostatnich lat: Jana Klaty w Teatrze Powszechnym w Warszawie (2011), Wojciecha Kościelniaka w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie (2011) w wersji muzycznej, Remigiusza Brzyka w Teatrze Nowym w Łodzi (2015).
Poza postaciami pierwszo- i dalszoplanowymi bohaterem powieści jest Łódź, centrum rodzącego się polskiego włókiennictwa, a w istocie ponadnarodowego kapitalizmu. Podobna jest historia Sosnowca i Zagłębia Dąbrowskiego. Sosnowiecka Ziemia obiecana Kleczewskiej może dziać się wszędzie, gdziekolwiek – bo dzieje się we współczesnym zglobalizowanym, usieciowionym świecie; nieodzownym urządzeniem gwarantującym bohaterom bycie online jest najnowszy model smartfona. Są w spektaklu akcenty lokalne, np. kiedy Mueller i jego córka Mada z dumą pokazują Karolowi Borowieckiemu wnętrza swojej siedziby, przechodząc przez ociekające przepychem sale sosnowieckiego pałacu Heinricha Dietla (wybudowanego ok. 1900 roku), by dojść do jego chluby, czyli zaskakującego wyrafinowaną stylistyką salonu kąpielowego, który grał już w kilku filmach. Rolę nowej siedziby magnata przemysłowego w filmie gra łódzki reprezentacyjny pałac Izraela Poznańskiego (1888–1903). Oba pełnią podobną funkcję – symbolu fortuny właściciela.
Ważnym miejscem w powieści jest teatr. Bo w rozwijającej się żywiołowo i burzliwie przemysłowej Łodzi istniał Teatr Victoria (wybudowany w 1877 roku). Główne miasto zagłębiowskie także miało swój teatr, powstały w 1897 roku, zanim jeszcze Sosnowiec otrzymał prawa miejskie (uzyskał je w 1902 roku). Fundatorem był przedsiębiorca, hrabia Mortimer Renard. Kilkakrotnie przebudowywany gmach istnieje i funkcjonuje do dziś pod nazwą Teatr Zagłębia.
Ale Ziemię obiecaną oglądamy w niekonwencjonalnej, zrewitalizowanej przestrzeni zabytkowej budowli z lat 1922–1924, zajmowanej dotychczas przez kilka kolejnych instytucji bankowych, przypominającej czystą architekturą w stylu neoklasycystycznym „świątynię pieniądza” o trzynawowej strukturze. Od 2021 roku nowym właścicielem stał się zagłębiowski przedsiębiorca Marcin Majchrowicz. Mieści się tam instytucja kultury o intrygującej nazwie Bank Sztuki. Na prowizorycznej widowni może zasiąść około 100 osób. Ponad kameralną sceną umieszczono ekran, na którym wyświetlane są sceny grane na żywo przez aktorów za kulisami. Widzowie oglądają na nim też sceny zarejestrowane wcześniej w plenerze lub wykreowane przez AI. Widzą multimodalny spektakl teatralny, wykorzystujący najnowsze technologie cyfrowego świata, opowiadający w dawnym gmachu banku o ludziach w okresie schyłku kapitalizmu czy może już żyjących w postkapitalizmie.
Skrajny minimalizm przestrzeni scenicznej współtworzonej światłem stanowi doskonałe tło dla wymownego rekwizytu, jakim jest obraz Marka Rothki (1903–1970). Jedno z wielkoformatowych, budzących zachwyt, niepokój i kontrowersje dzieł – zamalowane barwne pola o rozmazanych konturach – obnosi z dumą nabywca z baaardzo zasobnym portfelem, najpierw opakowane papierem, potem z niego odarte. Ale też artysta powiedział: „Interesuje mnie jedynie ekspresja oparta na ludzkich emocjach”. A spektakl Mai Kleczewskiej jest głównie o emocjach. Powiedziałabym za Williamem Faulknerem: to „wściekłość i wrzask”. Tak, to przerażająca i hipnotyzująca wizja człowieka czasu sieci. Emocje bohaterów budzą emocje widzów, bardzo intensywne.
Ziemia obiecana Reymonta to obraz człowieka w początkach polskiego kapitalizmu. Od czasu jej powstania upłynęło ponad stulecie. Czas rewolucyjnych zmian i przemian, niebywałego przyspieszenia technologicznego… Nowa opowieść o trzech przyjaciołach, a właściwie raczej wspólnikach i tym samym rywalach, w realiach XXI wieku staje się Ziemią obiecaną 3.0, z zapowiedzią Web 5.0.