Czy ktoś mnie słyszy? – to pytanie pobrzmiewa między wierszami osobistych notatek Józefa Szajny, które przez lata pozostawały w domowym archiwum jego spadkobierców. Dziś, po latach milczenia, stały się podstawą doktoratu wdrożeniowego realizowanego na Uniwersytecie Śląskim we współpracy z Muzeum Śląskim w Katowicach. Magdalena Kędzierska, łącząc badania literaturoznawcze z praktyką muzealną, pokazuje, że humanistyka może nie tylko badać przeszłość, lecz także przywracać jej głos.
Nieznane archiwum
Punktem wyjścia dla doktoratu była praca przy wystawie poświęconej 100. rocznicy urodzin Józefa Szajny – malarza, scenografa, reżysera teatralnego, twórcy koncepcji teatru narracji plastycznej, w czasie II wojny światowej więźnia obozów koncentracyjnych w Auschwitz i Buchenwaldzie. Magdalena Kędzierska była asystentką kuratora wystawy i współpracowała ze spadkobiercami artysty. Okazało się wówczas, że w ich posiadaniu jest obszerne prywatne archiwum Szajny, na które składały się różnego rodzaju dokumenty piśmiennicze związane nie tylko z twórczością plastyczną i teatralną, lecz również rękopisy o charakterze osobistym – notatki, refleksje i teksty autobiograficzne, w tym m.in. trzy listy z Auschwitz i jeden nieoficjalny z Buchenwaldu. Materiał ten nie był wcześniej opracowany ani udostępniony badaczom.
– Choć Szajna jest uznawany za jednego z najważniejszych polskich artystów XX wieku, a jego twórczość była wielokrotnie analizowana, to zapiski osobiste pozostawały na marginesie badań – mówi doktorantka.
Opublikowane teksty teoretyczne skupiały się głównie na jego dorobku artystycznym. Odkrycie rękopisów, które stanowią źródło wiedzy o doświadczeniu i sposobie postrzegania świata przez Szajnę, ujawniło istotną lukę badawczą i stworzyło potrzebę jej zapełnienia.
– Jeden ze spadkobierców powiedział: „Tata dużo pisał dla siebie do szuflady, ale my nawet tego nie czytaliśmy, bo trochę się boimy”. Oni żyli z tym człowiekiem na co dzień, więc wiedzieli, co w nim „siedzi”. Często potrzebny jest dystans do przetworzenia takich osobistych zapisków – przyznaje badaczka.
Od opracowania do wdrożenia
Pierwszym celem projektu stało się uporządkowanie i opisanie rękopisów oraz włączenie ich do dorobku artysty jako pełnoprawnej części jego twórczości. Pojawiło się jednak pytanie, w jaki sposób udostępnić ten materiał współczesnemu odbiorcy. Tak narodził się pomysł na doktorat wdrożeniowy, który przekracza ramy tradycyjnej rozprawy literaturoznawczej.
– Praca w muzeum naturalnie kieruje mnie w stronę odbiorcy i tego, jak najlepiej upowszechnić wiedzę. Zawsze zastanawiam się, jak przekazać coś osobom o różnym poziomie przygotowania i kompetencji kulturowych. Doktorat wdrożeniowy pozwolił mi połączyć dwa wymiary: naukowy i praktyczny – wyjaśnia M. Kędzierska.
Tak pojawił się pomysł na projekt badawczy pt. „Za losy świata wszyscy jesteśmy odpowiedzialni. Opracowanie koncepcji ekspozycji sensorycznej na podstawie niepublikowanych tekstów źródłowych i Dna Józefa Szajny”. W ramach niego powstała wystawa Ciężar ocalenia. Artyści po Auschwitz, którą do 28 czerwca 2026 roku można oglądać w Muzeum Śląskim w Katowicach.
– Osoby doświadczone II wojną światową, a szczególnie osoby doświadczone pobytami w obozach koncentracyjnych, niosły ciężar traumy ze sobą, przekładając go na odpowiedzialność przekazania doświadczeń kolejnym pokoleniom. Założeniem wystawy było to, że całkowicie oddajemy głos świadkom. Wszystkie elementy ekspozycji to ich dzieła plastyczne, fragmenty tekstów oraz kilka oryginalnych przedmiotów, pamiątek po pobycie w obozie. Wystawa skłania do indywidualnego doświadczenia. Komponent sensoryczny wynika również z treści wyczytanej z rękopisów i jest on bardzo mocno oparty na pamięci ciała o traumie – mówi doktorantka.
Projekt od początku zakładał myślenie o bardzo zróżnicowanym odbiorcy, także o osobach, które nie mają dużej wiedzy historycznej.
– Na wystawę przyszła klasa z liceum, dla której był to pierwszy kontakt z tematem obozów koncentracyjnych. Uświadomiło mi to, jak różny jest dziś poziom przygotowania młodych ludzi do odbioru tak trudnych treści. Tym bardziej potrzebne są formy komunikacji, które nie opierają się wyłącznie na komentarzu naukowym, ale pozwalają na osobiste doświadczenie i refleksję – zaznacza M. Kędzierska.
Rękopisy jako zapis doświadczeń
Szczególną wartość rękopisów stanowi ich osobisty charakter. Są one zapisem doświadczeń, emocji i refleksji, których na próżno szukać w oficjalnych publikacjach. W wielu przypadkach są fragmentaryczne i pozbawione konkretnego adresata. Niektóre przypominają szkice przemówień, inne zaś przybierają formę wewnętrznego dialogu autora z samym sobą.
– W wielu fragmentach pobrzmiewa coś na kształt pytania skierowanego w przyszłość, jakby autor nie był pewien, czy jego głos kiedykolwiek zostanie usłyszany. Te zapiski można czytać jak ciche wołanie: czy ktoś to jeszcze przeczyta, czy ktoś to zrozumie, czy ktoś to usłyszy? – mówi badaczka.
Analiza tych materiałów wymaga szczególnej wrażliwości badawczej, ponieważ rękopisy nie są jedynie tekstem, lecz świadectwem procesu przeżywania trudnych doświadczeń i próbą nadania im sensu. M. Kędzierska podkreśla, że opracowanie ich wymaga podejścia interdyscyplinarnego, łączącego narzędzia literaturoznawcze, badania nad pamięcią oraz refleksję nad sposobami komunikowania się poprzez sztukę.
Praca z tak osobistym materiałem wiąże się także z odpowiedzialnością.
– Badacz powinien unikać nadinterpretacji i zachować wierność intencji autora. Istotne jest uwzględnienie kontekstu powstania rękopisów. Język, którym posługiwał się autor, oraz forma zapisu odzwierciedlają realia epoki i indywidualne doświadczenia. Powinniśmy zachować równowagę między dystansem naukowym a szacunkiem wobec osoby, której świadectwo analizujemy – uważa doktorantka.
Szczególnie ważne jest to w przypadku materiałów, które mają charakter osobistych notatek, powstałych bez intencji publikacji. M. Kędzierska podkreśla również, że ważne jest, aby badacz zastanowił się, jakie emocje mogły towarzyszyć autorowi w danym momencie, co nim kierowało, kiedy np. na kawałku serwetki zapisywał konkretną myśl, jak w przypadku Józefa Szajny.
Humanistyka w działaniu
Realizacja doktoratu wdrożeniowego przez M. Kędzierską wymaga ścisłej współpracy pomiędzy uczelnią a instytucją kultury. Uniwersytet zapewnia zaplecze metodologiczne i naukowe, muzeum natomiast umożliwia praktyczne zastosowanie wyników badań. Taka współpraca pozwala przekroczyć tradycyjny podział między teorią a praktyką.
– Mój projekt był pierwszym doktoratem wdrożeniowym w Muzeum Śląskim, teraz jest już ich kilka. Połączenie badań akademickich z działalnością muzealną przynosi wymierne korzyści obu stronom. Instytucja kultury zyskuje szansę na rozszerzenie prowadzonych badań na grunt interdyscyplinarny znacznie wykraczający poza ramy kolekcji, choć nadal wpisujący się w jej założenia programowe – uważa badaczka.
Projekt nie kończy się na samej ekspozycji. Towarzyszy mu program wydarzeń poświęconych m.in. zagadnieniu zespołu stresu pourazowego (PTSD), arteterapii i współczesnym sposobom pracy z traumą. W planach są spotkania z psychoterapeutami i lekarzami praktykami, a także debata poświęcona diagnozie i terapii PTSD.
– Doświadczenia artystów po Auschwitz pokazują, że twórczość bywała dla nich formą autoterapii, sposobem przepracowania traumy i próbą nadania jej sensu – zauważa M. Kędzierska.
Doktorat wdrożeniowy to przykład szerszej zmiany w podejściu do badań humanistycznych, w których humanistyka staje się zaangażowana, odpowiedzialna i obecna w życiu społecznym, a nie wyłącznie zamknięta w publikacjach naukowych. Coraz większą rolę odgrywa nie tylko samo odkrywanie i interpretowanie źródeł, lecz także poszukiwanie nowych sposobów ich udostępniania i prezentowania. Opracowanie rękopisów Józefa Szajny pozwala lepiej zrozumieć jego twórczość oraz ukazuje, jak indywidualne doświadczenie może stać się częścią zbiorowej pamięci. Badaczka zachęca środowisko akademickie do odważniejszego podejmowania projektów wdrożeniowych w humanistyce.
– Innowacyjność nie zawsze musi oznaczać technologię. Czasem polega na pomyśle i sposobie myślenia. Chodzi o to, by łączyć badania z ich realnym upowszechnieniem – podkreśla doktorantka.
Projekt M. Kędzierskiej pokazuje, że odpowiedzialność wobec pamięci nie kończy się na jej archiwizowaniu, lecz zaczyna się wtedy, gdy próbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy potrafimy jeszcze słuchać i czy chcemy usłyszeć to, co zostało zapisane na serwetce.