Dlatego książka, którą czytamy, nosi tytuł Archai, czyli początki, autor bowiem podejmuje w jedenastu esejach wysiłek przedstawienia nam pierwszego momentu, pierwotnego impulsu sprawiającego, że oto powstaje rzecz, rodzi się jakieś zjawisko, na skale pojawia się rysunek w czasie tak zamierzchłym, że sprawia kłopot ludzkiej chronologii. Zadaniem Béli Hamvasa jest więc próba przywrócenia człowiekowi zmysłu „sytuacji prymarnych”, takich, których doświadczamy, zanim włączymy klasyfikacje i kategorie nieodzownego dla nas kalkulującego rozumu. Pytanie, jakie stawia, jest tym samym, które pojawiło się na początku Waldena Henry’ego Davida Thoreau: co nam jest istotnie potrzebne, by życie było pełne życia i nie było życiem „w cichej rozpaczy” (to fraza Thoreau). Dla Hamvasa być bliżej rzeczywistości to doceniać i szanować wspólnotę człowieczego z nie-człowieczym, czyli z konieczności cofnąć się ku źródłom, ku archai. To znaczy ku temu, co jeszcze nieobrobione przez człowieka, nieukształtowane ludzką ręką, nieoswojone żadnym prawem czy przepisem. A to, co nieobrobione, jest właśnie tym, czego unikamy w coraz bardziej opływowym i wysmuklonym życiu. Taka elementarna niekształtność objawia się w indiańskim śpiewie żałobnym będącym „kosmicznie monumentalnym, nieociosanym wołaniem (…). Człowiek cywilizowany płacze lub szlocha (…). Z Indianina zawodząca lamentacja wydobywa się bezpośrednio i bez żadnych hamulców” (s. 123). Podobnie Stonehenge, „dzikie i elementarne bloki skalne”, bramy do nieznanych nam światów, w których odnajdujemy istotę każdej świątyni: „ekstazę kamienia” (s. 144) pokonującego własny ciężar i płomieniście unoszącego się w niebo.
Świętuje więc Hamvas „plenność” i „bujność życia”, ale kreśli też przewiny historii człowieka i jej nieludzkości: dzieje to nie zanik ducha, lecz jego metamorfoza w demona, czyli triumf nienawiści wyzwalającej radość z cierpienia drugiego człowieka. Jakże słuszna jest diagnoza węgierskiego mędrca mówiącego, iż „demoniczność nie oznacza zniszczenia czegoś, tylko radość z powodu tego zniszczenia” (s. 153). Czy to właśnie nie „triumfalny rechot na widok cierpienia” (s. 154) dochodzi nas dzisiaj z Kremla? Sięgajmy więc do początków, by zrozumieć. A zrozumieć to „przełknąć umysłem, dotknąć i ujrzeć umysłem” (s. 39).
Béla Hamvas, Archai, czyli początki, tłum. Teresa Worowska, Wydawnictwo Próby, Warszawa 2025, 165 ss.