Wystawa ceramiki Małgorzaty Skałuby - Krentowicz

Zazwyczaj, z oczywistych powodów, na łamach "Gazety Uniwersyteckiej UŚ" recenzujemy wystawy odbywające się w cieszyńskiej Galerii Uniwersyteckiej, która mieści się na terenie Uczelni i jest jej częścią, a odbiorcami sztuki prezentowanej w Galerii, siłą rzeczy, jest przede wszystkim społeczność uniwersytecka. Wystawa ceramiki Małgorzaty Skałuby - Krentowicz, otwarta 11 stycznia br. i trwająca do 12 lutego, nie była prezentowana na terenie Uczelni, lecz w salach ekspozycyjnych cieszyńskiego Zamku Sztuki (przy okazji współpraca tej instytucji z cieszyńskim Wydziałem Artystycznym zasługuje na oddzielny artykuł). Jednakże adiunkt Małgorzata Skałuba - Krentowicz od wielu lat jest związana z cieszyńskim Instytutem Sztuki (prowadzi tam pracownię ceramiki w Katedrze Rzeźby), a wystawa miała dość szczególny wymiar w jej dorobku artystycznym. Dlatego, robiąc precedens w pewnej tradycji, warto na łamach "GU" poświęcić tej wystawie i twórczości artystki, nieco uwagi.

Znakomicie zaaranżowana przez Krzysztofa Kulę ekspozycja prac ceramicznych, a właściwie instalacji artystki, poświęcona była jej nieżyjącym Rodzicom, którym niestety nie dane było zobaczyć ani jednej z jej indywidualnych prezentacji. Ta swoista dedykacja to forma osobistego im podziękowania i nie bez znaczenia był również fakt, że wystawa odbyła się, w Cieszynie. Małgorzata Krentowicz jest bowiem z Cieszynem wyjątkowo związana. Tu się urodziła i kształciła, a od momentu ukończenia swoich studiów w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu (pracownia ceramiki unikatowej prof. Ireny Lipskiej - Zworskiej, ceramiki użytkowej prof. Rufina Kominka i litografii prof. Andrzeja Basaja) pracuje w cieszyńskim Instytucie Sztuki. Wystaw miała już wiele, w Polsce i za granicą. Należy do najbardziej znanych twórców form ceramicznych w Polsce.

Jest jeszcze jeden powód, który przesądził o wyjątkowości cieszyńskiej ekspozycji - była to ostatnia prezentacja pewnej grupy prac artystki, bowiem część z nich wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, do prywatnej kolekcji, część, decyzją ich twórczyni, nie będzie już definitywnie pokazywana.

Foto: Jerzy Pustelnik
  Czuło się (w dużej mierze była to zasługa kameralnego światła i odnalezienie właściwego miejsca dla rzeźb w przestrzeni wystawienniczej), że ekspozycja ma charakter bardzo osobisty. Oglądane rzeźby, integralnie związane z życiem artystki, wyznaczają w jej biografii prywatnej i artystycznej, ważne etapy, jednak etapy już skończone. Wystawa w jej zamyśle miała być poniekąd takim symbolicznym zamknięciem pewnych rozdziałów życiorysu. Zgromadzeni na Zamku widzowie, najbliżsi, współpracownicy i studenci, uczestniczyli więc w akcie niezwykle prywatnym i ważnym dla autorki, nie tylko z punktu widzenia czysto estetycznego.

Niemal wszystkie oglądane instalacje pochodziły z bardzo rozciągniętego w czasie cyklu Rzeźba Ziemi. Gdyby sprowadzić ideę tego cyklu do jakiejś prostej, uchwytnej narracji, można by powiedzieć, że dotyczy ona wszystkich życiodajnych, ale też niszczących aspektów egzystowania, w dosłownym i przenośnym znaczeniu, na ziemi - w symbiozie z ziemią i w zmaganiu z nią. Tworzywo, jakim posługuje się tradycyjny ceramik, jak chyba żadne inne, jest z ziemią związane. Wszak to glina. Ta swoista genealogia czyni dzieła ceramiczne niezwykle nośnymi w procesie przekazywania istoty opowieści o ziemi, o związkach człowieka z Ziemią - i tych biologicznych i metafizycznych. Ta egzystencja niesie z sobą zarówno ból, tragizm i rozpacz, jak i nadzieję. Bywa bezwzględna w swoim fizycznym wymiarze, trudna do zaakceptowania, ale jakby niepomna na złe doświadczenia, każdorazowo pełna nadziei i dziecięcej radości przed otwierającym się nowym jutrem. Znakomicie stan ten oddaje rzeźba Wilgoć, w której suchość spękanej powierzchni, żużlu, kojarzącego się ze śmiercią i uwiądem, artystka przeciwstawia rodzącej się nadziei, którą jest tu zieleń porostów, pojawiająca się choćby na skrawku wilgoci. Taką wymowę ma też instalacja Ptasia góra - gdzie symbolem nadziei, ale i ulotności, efemeryczności, są zielone ptaki. Stany samotności obrazują samotność człowieka i to zarówno w sensie emocjonalnym, ideowym, religijnym, jak i czysto fizykalnym - wobec niemocy własnego ciała, problemów, które niesie życie, ale i wobec żywiołów, które rodzi nam ziemia, niebo, powietrze.

Właściwie wszystkie rzeźby - instalacje Małgorzaty Krentowicz, poza krótkim mariażem z formami naczyniowymi, które szybko znalazły nabywców wśród amerykańskich wielbicieli jej talentu, łączą w sobie co najmniej trzy wątki. Impulsem do ich powstania jest zawsze intymność, prywatne życie i przemyślenia artystki. Są tak zrośnięte z jej życiem, że niemal stanowią swoistą, artystyczną biografię, są tej biografii kamieniami milowymi. Drugi wyraźny wątek, to ich egzystencjalna wymowa, zobaczona jednak w perspektywie szerszej - ziemi, żywiołów, sił, jakie zmagają się z sobą. Człowiek jest wobec nich nikłą łupiną, ziarnkiem piasku, a jednak owa istota żywiołów jest wielka metaforą życia, zarówno w bardzo osobistej jak i ontologicznej perspektywie.

Jest wreszcie aspekt trzeci, o którym nie sposób nie powiedzieć - to fizyczny kształt prac artystki. Ceramika jest współczesną, artystyczną alchemią. Wymaga wiedzy z zakresu nauk ścisłych - fizyki, chemii, talentu rzeźbiarza, ale też ogromnej samodyscypliny i cierpliwości niezbędnych podczas żmudnego, nieraz kilkugodzinnego, a i dłuższego, procesu wypału. Ktoś, kto nie zetknął się nigdy z bezpośrednim procesem wypału ceramiki, nie zdaje sobie sprawy jak ogromnej wiedzy technologicznej on wymaga. Warsztat ceramika kształtuje się w nieustannym procesie doświadczenia. Jednak nie wszystko jest możliwe do przewidzenia. Ogień, powietrze, ziemia, czyli żywioły, które są istotą ceramiki, ciągle zaskakują. Ten przypadek, przewidywalny, ale nie do końca kontrolowany, jest właśnie tym, co w tej dyscyplinie tak bardzo fascynuje. Rozgrywa się on na powierzchni form ceramicznych. Rzeźbiarska forma, czyli to co trwałe i niezmienne i przeciwstawny jej przypadek, magia, efemeryczność, stanowią istotę ceramiki. Przenikają się one, czasem z sobą walczą. Ale z tego rodzi się ich niepowtarzalne piękno. Językiem sztuki wyrażają jakże odwieczną, a może i banalną prawdę o świecie utkanym z przeciwieństw, z dobra i zła, z nadziei i smutków. W tę perspektywę wpisany jest człowiek.

ALEKSANDRA GIEŁDOŃ - PASZEK

Autorzy: Aleksandra Giełdoń-Paszek, Foto: Jerzy Pustelnik
Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania
NiesklasyfikowaneBez przypisówW sosie własnymStopnie i tytuły naukoweNiesklasyfikowaneKronika UŚNiesklasyfikowaneWydawnictwo Uniwersytetu ŚląskiegoNiesklasyfikowaneZaproszeniaNiesklasyfikowane
Zobacz stronę wydania...