STUDIA W TOSKAŃSKIM SŁOŃCU

Wyjazd na studia do Włoch dla przeciętnego studenta z Polski wydaje się czymś nieosiągalnym, co oscyluje tylko w sferze marzeń i pragnień - podobnie było dla mnie.

Osiemnastogodzinnej podróż autokarem do Florencji na pewno nie mogę określić mianem komfortowej - moim sąsiadem był "uroczy" pan o posturze i wyglądzie sienkiewiczowskiego Zagłoby, co, ma się rozumieć, nie zwiększało mojego siedzeniowego "labensraum" - ale co tam, w końcu celem było miasto Dantego. Przyjechałem do Florencji około 9 godziny. Wysiadłszy na stacji Autostazione Citta Via Santa Caterina di Siena musiałem stawić czoło najtrudniejszemu pytaniu podczas całego mojego pobytu - "i co teraz?". Nauczony doświadczeniem warszawskiego dworca zapakowałem cały swój bagaż do skrytek i poszedłem kupić mapę. Dobra tzn. pełna mapa Florencji niestety nie jest dostępna w południowej Polsce ani nawet w internecie. Dzierżąc w dłoni adres mojej przyszłej uczelni postanowiłem właśnie tam skierować swoje pierwsze kroki, jak się później okazało słusznie wierząc, że moja nowa szkoła może mi najwięcej pomóc. Niestety, już samo dotarcie do uczelni było trudniejsze niż myślałem. Okazało się bowiem, że ulica, na której miała znajdować się tak naprawdę nie istnieje. Całkowicie przypadkowo zapamiętałem, z którymi ulicami poszukiwana uczelnia miała graniczyć i tylko dzięki temu odnalazłem właściwą drogę.

Ponte Vecchio (zwany też Mostem Złotników) jest najstarszym mostem Florencji
Ponte Vecchio (zwany też Mostem Złotników)
jest najstarszym mostem Florencji

Polo di Scienze Sociale (Wydział Nauk Społecznych), a dla tutejszych studentów po prostu "Novoli" okazało się być kompleksem kilkunastu nowych budynków oznaczonymi symbolami od D1 do D15. Na moim nowym wydziale już na początku musiałem zmierzyć się z jakże znanym z polskich uczelnianych realiów zjawiskiem - biurokracją. Do biura międzynarodowego programu Socrates, znajdującego się w budynku D15, prowadziła kolejka około 70 osób. Zdawałem sobie sprawę, że niektórych rzeczy po prostu "przeskoczyć się nie da", więc grzecznie ustawiłem się w długim ogonku "erasmusów" (tak powszechnie określa się studentów programu Socrates-Erasmus). Ten, kto powiedział, że stanie w kolejkach jest stratą czasu kłamał - to właśnie tam usłyszałem przypadkowo polski głos. Zareagowałem momentalnie. Po szybkiej wymianie imion drżącym głosem zacząłem zadawać tysiące pytań, co jakiś czas powtarzając to jedno najważniejsze - "gdzie dzisiejszej nocy będę spał?". Ku mojemu zdziwieniu dowiedziałem się, że przy Uniwersytecie Florenckim działa specjalna instytucja zajmująca się zakwaterowaniem "erasmusów" - Integra 2000. Bez namysłu rzuciłem bezproduktywne stanie w kolejce dla znalezienia bezpiecznego miejsca do spania.

Na Via Michelli 57, gdzie znajduje się siedziba Integry 2000, przywitała mnie następna długa kolejka. Po odczekaniu kolejnej godziny dostałem się do biura by załatwić nocleg. Okazało się, że panie obsługujące zdesperowanych "erasmusów" są świetnie przygotowane językowo, więc jeśli tylko mówisz po włosku, angielsku, francusku, portugalsku, hiszpańsku czy niemiecku, na pewno doskonale cię zrozumieją i pomogą. Kamień spadł mi z serca, gdy dowiedziałem się od przemiłej pracownicy Integry - Christiny, że na następne kilkanaście dni mam pewny nocleg we włoskim akademiku.

W katakumbach kościoła Santa Croce pochowanych jest 250 przedstawicieli elity Florencji
W katakumbach kościoła Santa
Croce pochowanych jest 250
przedstawicieli elity Florencji
Dodatkowo, za dwa tygodnie miał zostać otwarty specjalny nowy akademik dla "erasmusów", do którego wedle życzenia mogłem się przeprowadzić. Trudno opisać radość, z jaką opuszczałem biuro na Via Michelli, wiedząc, że przez następne czternaście dni, a być może nawet cały rok, będę miał gdzie spać.

Po uporaniu się z najważniejszym problemem - zakwaterowaniem - postanowiłem upomnieć się o kolejną istotną dla mnie kwestię - możliwość studiowania. Aby studiować na Uniwersytecie Florenckim konieczne jest uzyskanie tzw. matricolii - tymczasowego indeksu, okraszonego specjalnym numerem. Żeby otrzymać upragnioną matricolę musiałem najpierw uzyskać zgodę (czyt. podpis) mojego włoskiego opiekuna na przedstawiony przeze mnie program studiów (Learning agreement). I o ile ze zgodą włoskiego opiekuna nie było problemu - przemiły profesor Luciano Segreto swoimi informacjami pomógł mi bardzo dużo - to z uzyskaniem matricoli nie było już tak łatwo. Okazało się bowiem, że Uniwersytet Śląski nie figuruje w komputerowym spisie uczelni partnerskich Uniwersytetu Florenckiego, dlatego też matricoli uzyskać nie mogłem. Jednakże pani z biura Socratesa, nieustannie powtarzając mi "tranquillo, tranquillo" (wł. spokojnie, spokojnie) stwierdziła, że jest to na pewno wina komputera i po prostu muszę poczekać około tygodnia. Jakież było moje zaskoczenie, gdy po tygodniu dowiedziałem się, że Uniwersytet Śląski znalazł się, jednak miasto moich narodzin (Dąbrowa Górnicza) nie istnieje. Po kolejnych kilku dniach i nieszczęsna Dąbrowa Górnicza się znalazła, a ja w końcu otrzymałem upragnioną matricolę. Szybko nauczyłem się (już po kilku pierwszych dniach) we Włoszech, to nie stresować się niczym i spokojnie czekać na rozwiązanie problemów.

Foto: Marcin Kozłowski

Włosi uwielbiają elektronikę. Wszędzie, gdziekolwiek chcesz coś załatwić, musisz mieć specjalną kartę magnetyczną. I tak w niedługim czasie po przyjeździe otrzymałem kilka specjalnych kart magnetycznych - do akademika, do biblioteki, do sieci studenckich stołówek, do uniwersyteckiego centrum sportowego, do uniwersyteckiego ksero, do darmowych uniwersyteckich punktów internetowych. Ciekawostką jest fakt, że kserokopia jednej strony formatu A4 w uniwersyteckim ksero kosztuje 2 eurocenty a więc o wiele tańsza niż na polskim uniwersytecie. Innym zaskoczeniem był dla mnie sposób wypożyczania książek, gdyż nie funkcjonuje tutaj system tzw. zamówień. Żeby wypożyczyć książkę po prostu wchodzisz do pięciopiętrowego, okrągłego gmachu biblioteki, znajdujesz książkę dzięki komputerowemu systemowi określającego jej położenie i ją wypożyczasz - a pretensje za wszelką zwłokę możesz mieć tylko do siebie. Kolejnym zaskoczeniem był fakt, że niektóre placówki uniwersytetu są czynne całą dobę, siedem dni w tygodniu - wszystko zrobione tak, by studentowi było lepiej, wygodniej.

Sam system studiowania zdziwił mnie nie mniej niż inne włoskie "wynalazki". Mianowicie, na Novoli w ramach każdego przedmiotu semestr dzieli się na trzy części tzw. moduli (moduły).

Jeden z najsłynniejszych mieszkańców Florencji - Dante Alighieri. Na zdj. pomnik znajdujący się przed Santa Croce
Jeden z najsłynniejszych mieszkańców
Florencji - Dante Alighieri.
Na zdj. pomnik znajdujący się
przed Santa Croce
Każdy moduł kończy się egzaminem cząstkowym, oceniony na konkretną liczbę punktów CFU (crediti). Moduły są niezależne od siebie, także student może zdawać np. tylko dwa moduły, jeśli akurat takiej liczby punktów potrzebuje. W ramach jednego modułu w tygodniu realizowane są trzy zajęcia po dwie godziny każde.

Wachlarz przedmiotów, jakie oferuje "erasmusom" Polo di Scienze Sociale, jest naprawdę imponujący - poczynając od tak klasycznych przedmiotów, jak nauka polityczna czy historia współczesna poprzez literaturę anglo-amerykańską czy marketing interkulturowy, a na historii teatru czy fotografii profesjonalnej kończąc. I jeśli na cokolwiek florenckie "erasmusy" mogą narzekać, to na pewno nie na brak interesujących przedmiotów. Zdarza się tutaj często, że studenci chodzą na zajęcia nie po to, żeby zdawać z nich egzaminy (bo punktów mają wystarczająco), ale dlatego, że zajęcia są tak interesujące - ich klasę potwierdzają nazwiska takich profesorów jak Sartori, Tarchi czy Morlino.

Ale studia we Florencji to nie tylko nauka na Novoli; to także w dużej mierze inny świat. Nie na darmo Florencja określana jest mianem "perły Włoch". Przekonałem się o tym świetnie, gdy po raz pierwszy zobaczyłem jej wizytówkę, czyli katedrę Santa Maria del Fiore określaną przez florentczyków krótko: "Duomo" (wł. katedra). Jej bogactwo i przepych zaparły mi dech w piersi. Obok niej znajduje się Baptysterium, którego złote drzwi Michał Anioł określił jako "bramy raju". Małe sklepiki, znajdujące się na najczęściej fotografowanym moście Italii - Ponte Vecchio - urzekają swoim pięknem. Liczba zabytków, znajdujących się we Florencji jest ogromna, a do tego miasto jest na tyle skoncentrowane, że prawie wszystkie atrakcje turystyczne można zwiedzić poruszając się pieszo.

Herkules i Kakkus - dzieło Baccio Bandinellego usytuowane przy wejściu do Palazzo Vecchio na Piazza della Signoria
Herkules i Kakkus - dzieło Baccio
Bandinellego usytuowane przy
wejściu do Palazzo Vecchio
na Piazza della Signoria
Jest to niesamowite miejsce, gdzie niemalże każdy róg uliczny stanowi pomnik historii. I gdyby nie sklepy i ruch uliczny można by przysiąc, że czas w tym mieście zatrzymał się w XV wieku.

Kiedyś, zupełnie przypadkowo, wracając z wycieczki do jednych z najpiękniejszych i największych ogrodów we Włoszech - Giardino di Bobboli - skręciłem w mała uliczkę Via dello Sprone, by na chwilę oderwać się od samochodowego tumultu. Przystając, ku mojemu zdziwieniu, na przeciwległym budynku zobaczyłem małą zaśniedziałą tabliczkę z napisem "W tym budynku w latach 1868 - 1869 Fiodor Dostojewski napisał utwór romantyczny Idiota. Niespodzianek takich, jak ta jest we Florencji naprawdę mnóstwo.

Kolejnym zaskoczeniem było dla mnie samo miasto, które jak się szybko przekonałem "nigdy nie śpi". I nie można tu tylko mówić o niezliczonej liczbie barów, klubów i dyskotek; zwykłe sklepy są zamykane około godziny pierwszej w nocy, a dziesiątki charakterystycznych straganów wokół kościoła San Lorenzo "śpią" tylko pomiędzy godziną czwartą a ósmą rano. Dodatkowo we Florencji nie jest popularne zjawisko popołudniowej sjesty, co wyjątkowo kłóci się z jakże popularnym stereotypem leniwych Włochów.

To, co w "mieście Dantego" uderza najbardziej to jego internacjonalny charakter - to tutaj właśnie swoje filie mają uniwersytety z Camberidge, Princeton czy Yale. To tutaj koncerty grają największe gwiazdy muzyki, jak Robert Plant czy Natalie Imbruglia. Tu również na każdej ulicy można usłyszeć, niczym w wierzy Babel, prawie wszystkie języki świata, od angielskiego przez etiopski, a na mandaryńskim kończąc. Ta aura wielokulturowości dotknęła mnie osobiście, kiedy na różnych kolacjach "erasmusów" uczyłem się gotować katalońską tortilla de patate, portugalskie baharar czy hiszpańskie torrejas.

Panorama Florencji
Panorama Florencji

Oprócz tego florentczycy mają szereg swoich "wynalazków" i tak np. do autobusów wsiada się tylko skrajnymi drzwiami, bo środkowe są tylko do wysiadania, zaś w niedziele wszystkie sklepy są pozamykane (nawet te najmniejsze z artykułami spożywczymi) i jeśli w sobotę nie zrobiło się zakupów, to z pewnością w niedzielę czeka nas przymusowy post.

Zarówno Florencja jak i cała Toskania pełna jest niezwykłych niespodzianek i małych dziwactw, które dla Polaków wydają się być egzotyczne. Do krainy cyprysów i miasta Dantego warto przyjechać, choćby, dlatego aby zobaczyć ten inny świat.

MARCIN KOZŁOWSKI

Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania
NiesklasyfikowaneBez przypisówW sosie własnymStopnie i tytuły naukoweNiesklasyfikowaneKronika UŚNiesklasyfikowaneWydawnictwo Uniwersytetu ŚląskiegoNiesklasyfikowaneZaproszeniaNiesklasyfikowane
Zobacz stronę wydania...