Z UŚMIECHEM PRZEZ SESJĘ

Szerzy się pogląd, że student, który nie przeżył poprawki, to żaden student. Jak głosi starodawne żakowe przysłowie: Zdasz w pierwszym terminie i czar studiów cię ominie. Tłumy wyruszyły więc na fronty kampanii wrześniowej, by zasłużyć sobie na szlachetne miano STUDENTA.

Jak wiadomo, sesja egzaminacyjna to czas wytężonej nauki, nieprzespanych nocy, podkrążonych oczu i wzmożonej ilości spożywanej kawy oraz innych napojów dopingujących. Poszkodowanym jest tu naturalnie student. Pewnej nocy o czwartej nad ranem u profesora dzwoni telefon. Profesor odbiera i słyszy: - Śpisz? - Śpię…- odpowiada zaspany profesor. -A my się k…. jeszcze się uczymy! No tak, ze studentem jak z psem ogrodnika - sam nie może (pospać), to drugiemu też nie da. Wbrew pozorom, sesja to także okres wielkiej zabawy (w kotka i myszkę), który w dziwny sposób wpływa na wzrost poczucia humoru tak wśród studentów, jak i wykładowców. Dominującą formą dowcipu jest humor, tzw. czarny. No bo przecież czasami już nic innego nie pozostaje, jak uśmiechnąć się nad głupotą własną czy też egzaminacyjnych przeciwników oraz bezsilnością wobec miliona napotykanych absurdów. W sesji poprawkowej zabawa wchodzi na wyższy stopień wtajemniczenia i zwiększa swe obroty. Studenci stają się jeszcze bardziej pomysłowi, bo po piętach depcze im wizja komisu albo warunku - już nie wiadomo, co gorsze. Ale profesorowie nie pozostają im dłużni. Niektórzy zrobią wszystko, by urozmaicić sobie ten potwornie nudny czas przepytywania i poprawiania testów (Czyż nie najlepszym sposobem byłoby podrzucenie tej kupy makulatury i wystawienie ocen według systemu: co wyląduje na biurku - dobry, na krześle - dostateczny, podłoga - zapraszamy ponownie? Piątek nie przewidziano).

PROFESOR- LEGENDA

Jednak wykładowca wykładowcy nie równy. Chyba na każdym wydziale każdej z uczelni jest chociaż jeden profesor-postrach. O takiej sławie krążą legendy godne mitów greckich wziętych razem z rzymskimi. Przed egzaminem wszyscy trzęsą się niczym w malignie przed wejściem do pieczary smoka. Często okazuje się, że nie taki diabeł straszny… Czasem jednak najgorsze sny stają się jawą. Przykładowo, studia politologiczne w Uniwersytecie Śląskim wcale nie trwają pięć lat, jakby się mogło wydawać. W rzeczywistości wystarczy przebrnąć przez pierwsze trzy, by uzyskać upragniony tytuł magistra. Pierwsza poprzeczka do pokonania to egzamin z historii powszechnej XX wieku - rok pierwszy. Gdy nam się powiedzie, mamy już literkę "M". "G" zdobywamy rok później, zdając egzamin ze współczesnych teorii polityki. Finałowe "R" osiągamy na trzecim roku dzięki systemom politycznym państw UE i USA. Pozostałe dwa lata to już sielanka. Oczywiście każdy z tych egzaminów przeprowadza profesor - chodząca legenda. Niektórzy z wykładowców ciężko zapracowują sobie na swą sławę. Serwują studentom szeroką gamę niespodzianek i nieprzewidzianych "przyjemności". Do takich możemy zaliczyć nakaz odpowiadania na pytania w języku niemieckim czy propozycję schowania się studentki za szafę, bo: pani taka brzydka. No, ale nikt nie protestuje, bo przecież, co wolno wojewodzie… Poza tym istnieje niepisana zasada, iż: Co powinien wiedzieć student?- Wszystko! Co powinien wiedzieć asystent?- Prawie to wszystko, co student. A adiunkt?- W jakiej książce jest to, co powinien wiedzieć student. Docent?- Gdzie jest ta książka. A co powinien wiedzieć profesor?- Gdzie jest docent.

SPRYT TO PODSTAWA

Student jednak nie z jednego pieca jadł chleb i wie, jak sobie poradzić. Grunt to spryt i odrobina inteligencji. Podobno studia uczą głównie kombinowania. Pewnego razu na egzaminie z botaniki student z minuty na minutę pogrążał się coraz bardziej. Profesor jednak postanowił dać mu ostatnią szansę: -Zadam panu ostatnie pytanie, jak pan nie odpowie, to będziemy musieli się pożegnać. Ile jest liści na tym drzewie za oknem? Student pomyślał chwilkę i bez zająknięcia odpowiedział -Pięćdziesiąt dwa tysiące osiemset czterdzieści osiem. -A skąd pan to wie?- pyta zdezorientowany profesor. -A to miało być ostatnie pytanie.

Podobnie na egzaminie z zoologii profesor dał studentce dość nietypowe zadanie. Otóż miała rozpoznać gatunek ptaka siedzącego w klatce przykrytej szmatą. Przed jej oczyma pozostawały tylko nogi zwierzęcia. Naturalnie studentka od razu zrezygnowała z prób udzielania jakichkolwiek odpowiedzi. Profesor poprosił więc o indeks w celu wpisania niedostatecznego i zapytał: -Jak się pani nazywa? -Poznaj se pan po nogach!- odpowiedziała. Wyszła z tróją. Szczęście sprzyja odważnym.

Lecz nie każdy student wykazuje się tak zbawienną inteligencją. Niejednokrotnie zdarza się, że po wiecznej absencji na wykładach, student ma okazję pierwszy raz ujrzeć swego "prześladowcę" na egzaminie. Wielu ze braci politologicznej dopiero po długich miesiącach nauczyło się rozwijać tajemniczy skrót WTP (dla wciąż niewtajemniczonych- Współczesne Teorie Polityki). Nie mówiąc już o przypadku, gdy student wyleciał z egzaminu, bo nie miał wpisanego nazwiska profesora i wrócił z uzupełnionym indeksem, tyle że zamiast profesora od historii, wpisał tego z socjologii.

PROFESOR TEŻ CZŁOWIEK

Jednak nie każdy wykładowca podchodzi tak nerwowo do kwestii egzaminów i całego procesu edukacyjnego. Wielu z nich zadaje najbardziej oczekiwane pytanie: -Z czego pan/pani chce odpowiadać? Toż to raj na ziemi! Znane są też przypadki, gdy dukającego studenta wysyła się po prawidłową odpowiedź do kolegów koczujących na korytarzu tuż pod drzwiami. Wraca, odpowiada i po sprawie.

Profesor do studentów w czasie wykładu: -Gdyby ci na końcu zachowywali się tak cicho jak ci na środku, co rozwiązują krzyżówki, to ci z przodu mogliby spokojnie spać. Profesor jednak też człowiek.

SŁOWNIK

Społeczność studencka, jak każda grupa zamknięta, ma swój własny język, zrozumiały jedynie dla niej. Zwroty, wydawałoby się powszechnie znane, nabierają zupełnie odmiennego znaczenia. Oto kilka przykładów:

Egzamin - moment, w którym egzaminator próbuje udowodnić, że student nic nie wie, zaś student wykładowcy, że wie cokolwiek (w historii znane są przypadki, kiedy to student wyszedł z tego doświadczenia obronną ręką)
Grupa - najmniejsza komórka społeczna na uczelni. W skład grupy wchodzą tzw. wspólnicy niedoli
Imprezy - zasadnicza treść studiów. Naukowcy zaobserwowali, że wzrost częstotliwości imprez jest wprost proporcjonalny do ilości materiału, który studenci muszą przyswoić i odwrotnie proporcjonalny do ilości czasu, który pozostał do egzaminu
Indeks - jawny wyrzut sumienia (na szczęście jego konstrukcja jest na tyle nieprzejrzysta, że można zainteresowanym rodzicom wytłumaczyć, że wpis warunkowy oznacza pochwałę dziekana na szczególne osiągnięcia naukowe)
Kampania wrześniowa - specjalne wakacyjne spotkanie dla zaawansowanych (okazja do pochwalenia się opalenizną)
Ksero - narzędzie poszerzania wiedzy nabytej, a wcześniej zapożyczonej
Lektury - dobra okazja dla wykładowców do pochwalenia się przed studentami swoją dotychczasową twórczością
Rok akademicki - przykra przerwa między wakacjami
Sesja - (ocenzurowano dla równowagi psychicznej studentów)
Warunek- czyn społeczny studenta w stosunku do podupadającej finansowo uczelni.

Dziękuję bardzo za rozmowę

Pre-text
Autorzy: Marta Chodacka
Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania
Z CieszynaWydawnictwo Uniwersytetu ŚląskiegoOgłoszeniaNiesklasyfikowaneZ CieszynaW sosie własnymNiesklasyfikowaneKronika UŚStopnie i tytuły naukoweNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneOgłoszeniaZ Cieszyna
Zobacz stronę wydania...