– kraina żółtego kamienia, omletu z truflami i byków ochrą malowanych

Dolina Wezery i Dordogne

Koło Naukowe Kulturoznawców co roku organizuje letnią wyprawę, a wcześniej - majową wycieczkę kulturoznawczą. Wyjazd do Francji w 2002 roku należał do tej drugiej kategorii. Był krótkim spojrzeniem na krajobraz, ślady różnych epok w historii (kultury i sztuki) i mieszkańców tego obszaru środkowej Francji, jakim jest region Perigord. Dodajmy, że nie zwiedziliśmy całego Perigord, a tylko jego najciekawszą część Perigord Noir. Skupiliśmy nasze wysiłki poznawcze na rejonie dolin dwóch rzek - Dordogne i Wezery.

Bogactwa tego regionu można podzielić na kilka grup. Pierwsza i chyba najważniejsza (w każdym razie dla historii sztuki) to jaskinie, ozdobione przez paleolitycznych łowców malowidłami i rytami w skale. Drugim, i nie mniej cennym rodzajem tutejszych zabytków są schroniska skalne, rodzaj nisz i progów, jakie wytworzyły się dzięki erozji warstw skał różnej twardości. Stanowiły one nie tylko płaszczyzny, na których rzeźbiono przez wieki symbole i wizerunki zwierzęce, ale i ściany domostw, a często i całych miast skalnych, zasiedlonych od paleolitu aż po początek XX wieku. Trzecią kategorią zwiedzanych przez nas obiektów są warownie i zamki, pełniące role obronne często już od średniowiecza, a zwłaszcza w dobie potyczek Francuzów z Anglikami. Do kategorii czwartej zaliczyłabym natomiast same miasta i miasteczka tego regionu "słodkiej Francji", które tworzą niezwykła oprawę i ów słynny klimat owej krainy.

W takiej alejce spotkać można Piękną i Bestię
W takiej alejce spotkać można
Piękną i Bestię
O kategorii piątej i ostatniej, jaką są: wina, sery i uroki życia pośród tubylców rozwodzić się nie będę, tego trzeba zakosztować samemu, i żadne opisy nie są w stanie oddać owych rozkoszy... zwłaszcza podniebienia. Do rozdziału zjawisk niepowtarzalnych zaliczyłabym także Babette, czarną grubą kozę, zdolną zjeść wszystko i wszystkich, naszą ulubienicę... ale to już zupełnie inna historia. W każdym razie ta obywatelka Francji nie ma zbyt wyszukanego gustu, jeśli mowa o kulinariach... Jeśli pragniecie poznać bardziej szczegółowo ją samą, jak i nasze wspólne perypetie - zapraszamy na wystawę zdjęć.

Podziemne katedry i galerie

Człowiek prehistoryczny w niewyobrażalnym dla nas stopniu uzależniony był od natury. Okolice współczesnego Les Eyzies okazały się dlań bardzo dogodnym środowiskiem życia. Oczywiście, mowa tu o łowcy doby późnego paleolitu, zwanym często człowiekiem z Cro-Magnon (homo sapiens). Był to drugi typ ludzki po Neandertalczyku, o bardzo dużym mózgu, tak dużym, jak nasz... w istocie człowiek z Cro-Magnon, żyjący 35-30 tys. lat p.n.e. niczym się od nas nie różnił. No, może poza sposobem życia: zdobywał pożywienie przy pomocy kościanych narzędzi, ubierał się w skóry niedźwiedzi i mamutów... Ale jak piszą niektórzy znawcy tematu, nie był on ani brzydszy, ani głupszy od nas...

Klimat jego czasów, wbrew potocznym wyobrażeniom o epoce lodowcowej, nie był taki straszny - jak twierdzą archeolodzy na podstawie wykopalisk, przypominał on klimat dzisiejszej Skandynawii. Były to czasy, gdy na terenach środkowej Francji spotkać można było nie tylko tabuny dzikich koni i byków, ale i stada mamutów, reniferów, górskich kozic, włochatych nosorożców oraz niedźwiedzie jaskiniowe. Czasem także zaplątał się tu niedźwiedź polarny... (choć to raczej za czasów Neandertalczyka).

W cieniu falezy nadal toczy się codzienność
W cieniu falezy
nadal toczy się codzienność
Mylne jest także wyobrażenie o człowieku jaskiniowym, jako mieszkańcu zimnych i wilgotnych grot. Co prawda, już Neandertalczyk sprawia swym krewnym pochówki w jaskiniach (człowiek z Cro-Magnon kontynuuje tę tradycję), ale nie oznacza to, iż jaskinie były zasiedlane. Co bardziej prawdopodobne, służyły one jako miejsca kultu - stąd ogrom zdobień, które najprawdopodobniej miały moc magiczną. I choć dziś można tylko spekulować, czy w istocie dla człowieka pierwotnego zwierzę namalowane oznaczało zwierzę upolowane (istnieje wszak między nimi pewna drobna różnica w postaci dychotomii pomiędzy pustym i pełnym żołądkiem), to faktem jest, że przestrzenie jaskiń musiały mieć dlań dużą wartość duchową. Jeszcze dziś w tych autentycznych (w przeciwieństwie do betonowej repliki Lascaux) czuć pewną atmosferę "sakralną". Zapewne są to najstarsze w Europie, a może i na świecie świątynie. Przykuwająca uwagę jest także palimpsestowa konstrukcja owych dzieł sztuki. Malowidła i rzeźby często nałożone są na siebie w sposób wielowarstwowy, czasem wizerunki zwierząt układają się w łamigłówkę form i kształtów: brzuch jednego zwierzęcia okazuje się grzbietem drugiego, zad konia staje się szyją byka, przednie nogi bawołu na malowidle są tylnymi nogami bawołu na reliefie... To doprawdy niesamowite, jak prości łowcy sprzed tysięcy lat potrafili wydobyć niuanse barw i kształtów. Przypatrywanie się tym obrazom ma w sobie pewne podobieństwo do kontemplacji rzeźbień katedr gotyckich. Artyści zamienili uczucie w kształt.

Zapierające dech w piersiach wydają się też barwy, zwłaszcza w Lascaux i Font de Gomme. Naturalne barwniki mineralne: mangan i pigmenty, tworzące kolorystyczne dominanty w odcieniach czerwieni, ochry i czerni, pomieszane z tłuszczem zwierzęcym, wydmuchiwano przez wąskie słomki i kości na skalną ścianę. W istocie można by rzec, że było to prehistoryczne graffiti, a w każdym razie plamy barwne miały podobną kropkowaną naturę.

Jak podkreślają archeolodzy - o wadze tych malowideł (Lascaux, Font de Gomme) i rytów (np. Cap Blanc, Rouffignac) świadczy także ich usytuowanie - większość z nich jest trudno dostępna, a odkrycie nastąpiło przypadkowo, bądź też kosztowało wiele wysiłku ze strony poszukiwaczy. Najsłynniejszym chyba przypadkiem w dziejach historii sztuki było odnalezienie Lascaux: trzech gimnazjalistów szukało w lesie psa i odnalazło go w podziemnej jamie, pokrytej cudnymi malowidłami... Dziś mówi się o Lascaux, że jest Kaplicą Sykstyńską prehistorii.

Sielanka, jak z ułańskich fantazji
Sielanka, jak z ułańskich fantazji
Największe dzieła "stylu jaskiniowego" wiąże się zresztą właśnie z okresem, w jakim powstało Lascaux - kulturą magdaleńską. Można śmiało uznać tę epokę za kulturogenną dla dziejów całej Europy. Dominują tu wprawdzie przedstawienia zwierzęce, ale powoli pojawiają się też pierwsze przedstawienia ludzkie (a więc autorefleksja!) i znaki graficzne w postaci symboli i figur geometrycznych (początki myślenia abstrakcyjnego). Ich piękno, doskonałość wykonania, różnorodność technik niezmiennie pobudzają ludzką wyobraźnię.

W cieniu falezy

Wspominałam jednak, że paleolityczni twórcy nie mieszkali w jaskiniach. Częściej dawały one schronienie niedźwiedziom jaskiniowym, niż ludziom. Homo sapiens zamieszkiwał otwartą przestrzeń, klecąc na niej prowizoryczne schronienia lub (częściej) chroniąc się od wiatru pod tzw. schroniskami skalnymi, a więc przy pionowych klifach wapiennych, w których wiatr i woda z łatwością rzeźbiły zagłębienia i nisze. Najczęściej owe falezy stanowiły podstawę domostwa (tj. ścianę i dach), do której dobudowywano ścianę zewnętrzną. Niezwykłym przykładem tego typu schroniska skalnego jest Saint Christoph, wielopiętrowy, kilometrowej długości klif, zamieszkiwany bez przerwy już od późnego paleolitu aż do czasów średniowiecza (a potem czasowo w razie napadów i wojen). Nazwa pochodzi od średniowiecznego kościoła, jaki zbudowano w cieniu falezy. W istocie bowiem jej wielkość spowodowała, że w tym wypadku można mówić o mieście skalnym, zamieszkiwanym w porywach przez kilka tysięcy ludzi (wraz z liczną armią zbrojnych). Podziw budzi nie tylko doskonałe wykorzystanie naturalnych form skalnych, ale i pomysłowość w dziedzinie rozwiązań sanitarnych.

Ważny jest punkt widzenia...
Ważny jest punkt widzenia...
Co ciekawe, zwłaszcza dla przybysza z "Dalekiego Wschodu Europy", większość owych schronisk przeznaczona jest dla turystyki dziecięcej - prawie w każdym znaleźć można figury woskowe człowieka prehistorycznego, niedźwiedzia czy mamuta (istnieje nawet tzw. Prehisto-parc, w którym mamut pije wodę i trąbi...). Można tu także samemu wypróbować paleolityczne techniki malarskie. Tak więc okazuje się, że nawet dla dzieci historia nie musi być nudna. Dobrze byłoby stosować ten pomysł i u nas w kraju, zamiast ciągnąć znudzone wycieczki szkolne po muzeach, gdzie dziecko często nie widzi obrazu, bo jest on za wysoko... Oczywiście dla dorosłego widza takie plastikowe figury są strasznym kiczem, ale wprowadzają też pewien element radości...

Krwawe fortece

Okolica Les Eyzies obfituje także w zamki, fortece i miasta obronne. Tym razem, zdecydowaliśmy się na obejrzenie Beynac i Domme. Pierwsze miasto to wioska na wzgórzu, otaczająca kołem wysoki zamek. Całość ma kolor ciepłej żółci wapieni i piaskowca. Obecny kształt zamku pochodzi z XVII wieku, jednak całość założenia pod względem planu przypomina o średniowiecznym układzie zamku górnego, dolnego i otaczającego je miasta. Poszczególne fragmenty zamku pochodzą zresztą jeszcze z XIII i XIV wieku. W czasie wojny stuletniej pełnił on funkcje obronne, jako że właśnie wzdłuż Dordogne przebiegała granica angielsko-francuska.

...i kąt padania światła
...i kąt padania światła
Beynac już na pierwszy rzut oka wygląda jak prawdziwy zamek, o jakim śni każde dziecko. mnóstwo tu wież, a mury obronne, wzmocnione strażnicami, szczerzą się gęstwiną blanek. Całości dopełnia barwna, soczysta i krwawa opowieść Pascala, najgenialniejszego przewodnika, na jakiego można trafić. Polecamy go tym wszystkim, którzy mają ochotę zakosztować prawdziwej grozy i humoru rodem z zamkowych lochów... Jest to też okazja na dokonanie obserwacji antropologicznej na temat sposobu palenia papierosa przez posiadacza wąsów... To zapewne francuska metoda, nikomu bowiem z nas nie była dotąd znana. A zapewniam, że mrozi krew w żyłach na równi z opowieściami o kamienowaniu wrogów tuż za bramą zamku...

Innym budzącym grozę miejscem jest miasteczko na wzgórzu, o nazwie Domme: miasto-twierdza. Przedziwna brama strzegąca jednego z wejść, zaopatrzona w dwa bastiony była w przeszłości świadkiem tortur templariuszy. Na ścianach tego miniaturowego więzienia, w którym byli przetrzymywani, pozostawili oni liczne rysunki i tajemne znaki... Jednak mimo tej strasznej historii dzisiejsze Domme o zachodzie słońca przypomina raczej sycylijską wioskę pogrążoną w letargu. Gdyby jednak coś lub ktoś próbował wyrwać z niego mieszkańców Domme, są oni zawsze przygotowani - miasto nadal jest twierdzą, mimo obecności supermarketu na dolnym placu. Wciąż istnieje jeszcze tajne przejście - jaskinia, łączące szczyt wzgórza z jego podstawą... to droga ucieczki.

Żółte wioski

Ostatnią z wizualnych przyjemności płynących z przebywania we Francji jest obcowanie ze wspaniałymi krajobrazami, gdzie zabudowa miejska nie burzy spokoju duszy tak, jak dzieje się to na naszym rodzimym Śląsku. Chodząc po takich prowincjonalnych miasteczkach, jak Sarlat, Domme czy Montignac, a zwłaszcza po La Roque-Gageac zapomina się o przemyśle, brudzie i zagonionych mieszkańcach dużych miast. Cała okolica, o której tu mowa, to tradycyjne domy, niekiedy pamiętające średniowiecze, częściej jednak zbudowane na tradycyjną modłę przez dziadków ich dzisiejszych mieszkańców. Żółty wapień króluje wszędzie, winorośl i kolorowe kwiaty bugenwilli, chińskich róż i innych pnączy oplatają werandy i balkony. Dachy pokryte kamienną (tutejsza specjalność) lub ceramiczną dachówką. Do tego błękit nieba... i la douce France jawi się przed nami w pełnej krasie, choć jej opis wydaje się banalny.

Takie miasteczka warto odwiedzić zwłaszcza w dzień targowy, gdy mieszczanie kupują włoszczyznę i owoce, a sprzedają swe produkty domowe: wina, nalewki z orzechów i gruszek, octy, słodkie orzechy, pachnące trufle i śmierdzące niewybrednie przepyszne sery pleśniowe... warto też zagubić się w tych miasteczkach, zaułki okazują się bowiem różnie piękne, co główne atrakcje i place. Zawsze można tam też natknąć się na przedziwny sklepik z miejscowymi specyfikami czy koralikami z Maroka... Koniecznie też należy zejść nad rzekę i przyjrzeć się odwróconemu portretowi miasta, przeglądającego się w Dordogne lub w Wezerze.

Bogatą kolekcję fotografii dokumentujących wycieczkę Studenckiego Koła Naukowego Kulturoznawców (działającego przy Zakładzie Teorii i Historii Kultury UŚ), nad którym opiekę sprawuje dr Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, podziwiać będzie można od marca w Miejskim Domu Kultury w Katowicach Bogucicach (przy ul. Marcinkiewicza 13), potem najprawdopodobniej w siedzibie Alliance Francaise. Na stronach internetowych "Gazety Uniwersyteckiej" wybór zdjęć prezentujemy bezterminowo.

Autorzy: Anna Maj
Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania