Odc.2.

Astygmatyczne oko patrzy

Czas to jedynie strumień, w którym łowię ryby.
Czerpię z niego, lecz pijąc , dostrzegam piaszczyste dno.
Płytka woda toczy się leniwym nurtem, wieczność jednak nie przemija.
Napiłbym się, czerpiąc głębiej, łowiłbym ryby w niebiosach, których dno
usiano gwiazdami.
Nie potrafię zliczyć do jednego. Nie znam pierwszej litery alfabetu.
(H.D.Thoreau: Walden)

Grafika
Patrząc na grafiki Józefa Knopka widzę najpierw jego pogodną twarz, słyszę wygwizdywaną melodię i śmiech uroczy roznoszący się niczym upragniona woń po sterylnych korytarzach Instytutu. I wszyscy tego wypatrują... portier, student, ja....

Mam ten przywilej spotykania go w korytarzowej przestrzeni, jak i artystycznej. Początkowo denerwująca dobroć była pierwszym skojarzeniem z jego osobą. Denerwująca, bo o nierozpoznanej genezie. Już taka jestem, że chcę usprawiedliwić i uzasadnić każdy atom istnienia. Dobre uczynki stają się nimi w pełni, kiedy nie tylko okoliczności nadają im taki charakter.

Lecz tym razem sam Bohater jednak jest świadomy, i kiedy brnie po kolana w śniegu, by dotrzeć do paśnika osaczonego przez zgłodniałe sarny, to czyni to nie dla zadowolenia własnego 'ego'.

czekają na niego trochę z przyzwyczajenia,
trochę z miłości
WIEDZĄ , że przyjdzie, bo obiecał sto lat
temu, jeszcze przed swoim narodzeniem
i można na niego liczyć. Mądry nie zostawi,
bo Słowo wypowiedział według sił.
Roztropnie obliczył rachunek, by na koniec
pozostać bez długu.

Pracownia jego rozciąga się między Naturą, a pokoikiem z kratami, gdzie zmuszony jest poddawać Świat technicznym zabiegom. I gdyby tak można było Słońce poprosić o wypalenie płyty metalowej, a kwasy Ziemi o wytrawienie... lecz te nie do przebłagania, zmuszają do kolejnej próby odbicia żywiołu życia w pejzażu.

Grafika
Kiszka pracowniana prowokuje do czytania. Na każdym kawałku ściany odnajduję pozostawione ślady. Notatki obrazkowe przypominające o tym, co na drugim końcu tak rozciągniętej "kuźni", tajemne szafki i półki, które kryją obok poważnych buteleczek i pojemników, także pamięć myśli tak wielu studentów, realizujących zadania. Pokoik malutki tylko w metrach... bo kiedy rozkładamy prace poszerza się w nieskończoność, która jest bardziej przyjazna niż owa zamkniętość i ograniczoność. U Knopka za każdym razem pojęcia związane w potoczności z ograniczeniem czy granicami ujawniają swoją drugą naturę - pokazują ambiwalencję zakresu.

Optycznie mocniejsze są szlabany... świecą
swoją paskowatą naturą
i wielu zatrzyma wzrok na tym ostrzeżeniu.
A dalej... milimetr obok, który zdaje się być
oddalony setki kilometrów,
przestrzeń uwolniona, pulsująca
namiętnością wolności.

I już dryfuję na maleńkiej, z gazety utkanej łódeczce Meeeej, by wypłynąć poza "kiszkę", ignorując zabezpieczające, metalowe kraty, by doświadczyć graficznego śladu po przeszłości, autoportretu artysty jako małżonka Natury, jedynej, której pozwolił na zaślubiny.

Jego grafiki są z jednej strony dowodem na niemalże całkowite panowanie nad materią i narzędziem, a z drugiej na bezradność wobec wibracji Ukochanej. Za każdym razem próbuje ją ujarzmić matematycznym wyliczeniem kompozycji i za każdym też razem przyznaje się do przegranej, co wyraża w ciągłym drążeniu, "męczeniu" jednej matrycy i ewolucji języka. Zaprzecza sobie, naturze grafiki i samej Ukochanej... Na styku tych negacji rodzi się siła i nowe spojrzenie. Oto jedyne przestrzenie jego wygranej, usprawiedliwienie dla przemożnej potrzeby wyrazu niewyjaśnialnego, które nie jest ostatecznym wzorem czy uspokajającym rozwiązaniem. Odnowione widzenie zwyczajności przypomina, że w tej zdarzają się cuda godne wyrycia pamiątkowej tablicy graficznej.

"Mówili mi nie patrz, bo zwariujesz. Nie posłuchałem". To jakby credo artysty, które zachęca do współuczestniczenia w dalszej wędrówce odtąd Obłąkańca. Wykupuję bilet i już siedzę na krawędzi otworu by wpaść do kolejnego pejzażu. Patrzę mimo ostrzeżenia Babci Knopka. Patrzę, bo wolę zwariować i nie być jak zdrowo żyjąca przeciętność i miernota - i ograniczyć pejzażu do czerwono białej, czy w tym przypadku czarnej poduszki, zabezpieczającej przed czeluścią odkrycia. Artysta w sposób subtelny, przy użyciu bardzo komunikatywnego języka wyprowadza mnie w inny świat i - jak się dowiaduję - tylko dla mojego bezpieczeństwa okrojony parergonem. Mogę wybrać leniwe oglądanie powierzchni, kończące się zapamiętaniem ładnego obrazka, bądź wypłynięcie w nierozpoznane, które odwdzięcza się poszerzeniem świata. Przekroczenie obramowienia, to przejście przez bramę, która wyprowadza łódeczkę poznania na wody szerokie. Im więcej pytań w kołczanie rozumu, im więcej pocałunków w sercu, tym więcej ta woda opowie swoimi łuskowatymi wargami. Knopek rozciąga przed nami tak naprawdę ciągle ten sam pejzaż - otoczenie "swojego" domu, które jest samym domem. Lecz nie tym, w którym mieszka czy stara się mieszkać, ale tym, którego pragnie, który powołuje do życia z każdym wyjściem nad staw czy poza codzienność uznaną. Tylko to, co określi jako "swoje miejsce" ma prawo do zaistnienia, do uaktywnienia go, aż do roli artysty, przywołującego obraz pierwotnej i trwałej tęsknoty. Ryby i woda są ową bramą dla artysty. Nie one są celem... ich zadaniem jest porwanie ku wiecznej rozkoszy.

Grafika
"Mógłbym zamieszkać wszędzie, gdzie tylko na chwilę usiadłem i popatrzyłem na roztaczający się przede mną krajobraz. Czymże jest dom, jak nie "sedes", czyli siedzibą? (...) Nagle stwierdzałem: tam mógłbym mieszkać - i mieszkałem przez godzinę."
(H.D.Thoreau: Walden)

Wszystkie prace Knopka pozwalają na dialog, który nie był celem w trakcie stwarzania, ale który - przez wpisany w ich naturę dualizm - sam się zgłasza do podpowiedzi i otwarcia własnych ust. Prowokuje do zadania pytań o wszystkie elementy stanowiące przekaz wizulany i chętnie też odpowiada poprzez, z czasem coraz większą , prostotę języka.
noc - dzień
obrzeże - wnętrze
patrzenie - widzenie
oglądanie - przeżywanie

Po której stronie nie staniemy, czeka nas nagroda. Osobiście wolę chwycić rączkami Meską sprawę i naciągnąć otwór tak, by zmieścić jedną nogę i drugą, by w końcu wpaść w Miejsce "godzinnego domu", gdzie znajdę kuter Meeeej, który popłynie tam, gdzie kończy się bezpieczeństwo obyczajowości. Tym samym nadam sobie prawo rozdziewiczenia męskości wody i podania dłoni Naturze - jedynej Kochance twórcy. Ta otworzy przede mną całą swoją pamięć i tylko z tą różnicą, że poprzez obrączkę nałożoną przez J.K., dlatego ciągle kątem oka odczuwać będę obecność kształtu "lunety" (owe geometryczne okrojenia widoków). Lecz nie narzekam, bo tym samym widzę prawdę... tyle, ile można dostrzec nocą, stojąc po uda w wodzie oczekując suma, bądź kiedy jest się skupionym na tym, co chlupocze na osi wzroku 20 metrów przed czołem. Knopek nie kłamie! Czerpie z prawdy bytu materialnego, przenosząc go wprost na papierm - lecz nie jak konceptualiści, czyniąc z niego zagadkę, marginalizując przy tym własne istnienie, nie jak artyści krytyczni, prowokując do współudziału w konstatacji znaczenia, lecz jak budowniczy domu. Każdy w takim znajdzie pokój dość przyjazny dla siebie.

To nie są zwykłe odbicia - kopie, beznamiętna rejestracja, ale roz-poznanie, które zamyka się pewnym tworzeniem, konstrukcją, wzbogaconą o historię samego twórcy, a oczekujące na wnikliwe spojrzenie, będące skomplikowanym procesem interpretacji. Trzeba widzieć, słyszeć, odczuwać to wywołane do rezonansu echo... Be free... Echo, będące nacechowane symboliką i tradycją, staje się epifanią zwyczajnej rzeczywistości, uświęcając ją na sposób protestancki, aż do pozyskania Okruchów radości. Możliwość ślizgania się pomiędzy tytułami jest tylko dowodem na dążenie do spójnego obrazu Miejsca, w którym przynajmniej artysta będzie zdolny postawić piec i zadomowić się; jest też dowodem na dialog pomiędzy różnymi poziomami egzystencji, a które składają się w ostateczności na jedno UNIVERSUM.

a my cóż... możemy się domyślić, że to jakiś staw , jezioro
TAFLA niczym lustro odbija słońce i pamięć Rybaka
przegląda się taki w trakcie łowienia
ryba do złapania niczym kobieta do dotknięcia
i wypuszcza taką zaraz po osadzeniu na jej łuskach przelotnego spojrzenia.
Jeśli za dnia - pozorne bezpieczeństwo
Jeśli nocą - ograniczone widzenie, ale jakże skupione nie tylko na przedmiocie, ale i na otoczeniu.
Nie daj się jednak zwieść Drogi Patrzący.
Jest tylko to, co sam widzisz i nie masz obowiązku wiedzieć, co kryje się za tym
parergonowym wykrojem.
Wystarczy, że widzisz.
Zadaj pytania "obrazowi"
on się odwdzięczy swoim komunikacyjnym językiem.
Łuska to łuska, pejzaż to pejzaż, siewca to siewca, a dno to dno...
Wystarczy wypełnić rubrykę: znaczenie, związać z sobą, tym, co wiem o mężu Natury i otrzymuję w prezencie "godzinny dom", który będzie mi dostępny mimo złudzeń, aż ... do Świtu...

Tytuły są jak konieczne drogowskazy, zresztą one są początkiem:
- pierwszym rytem na płycie
- pierwszą kwestią w dialogu z odbiorcą.

Tłumaczą zmianę parergonu z nocnego na dzienny. Inne bowiem będzie szaleństwo, kiedy utopię się w widoku porannym, kiedy zgubą jest mgła i jasność oziębiająca i tak intensyfikująca wyziew Przepitej nocy. Inne będzie obłąkanie, kiedy w strachu nocnym, w wyniku szukania punktu oparcia dla astygmatycznego oka...

Józef Knopek - urodził się w 1955 r. Studiował w latach 1975-1980 w Instytucie Wychowania Plastycznego na Wydziale Pedagogiczno-Artystycznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach - Filia w Cieszynie. W 1999 sfinalizował przewód artystyczny I stopnia z grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Od 1980 r pracuje w macierzystej Uczelni w Katedrze Grafiki, od 1999 r na stanowisku adiunkta, prowadząc pracownię druku wklęsłego. Zajmuje się grafiką warsztatową, rysunkiem i fotografią. Do prawd dociera doświadczając Natury, najczęściej wody i tego, co w niej odnajduje...

Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania