Dekadę temu w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej odbyło się referendum, w którym 51,89% głosujących opowiedziało się za opuszczeniem Unii Europejskiej. Tak zwany brexit wpłynął na niemal każdy aspekt życia społecznego i gospodarczego na Wyspach – w tym w Irlandii Północnej, która jako jedyna część Królestwa dzieli granicę lądową z UE. Eksperci od początku zastanawiali się, czy ta historyczna zmiana nie zaogni sytuacji w regionie od lat doświadczanym przez konflikty o podłożu etnoreligijnym i narodowowyzwoleńczym. Jej znaczenie w kontekście pamięci kulturowej bada prof. dr hab. Leszek Drong, literaturoznawca z Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Śląskiego oraz dyrektor Śląskiego Centrum Badań nad Pamięcią Regionalną i Transgraniczną.
– Kiedy po raz pierwszy przekroczyłem tę granicę w 1992 roku, Irlandia Północna była pogrążona w krwawym konflikcie między nacjonalistami brytyjskimi i irlandzkimi. Pierwsi chcieli pozostać częścią Zjednoczonego Królestwa, drudzy dążyli do zjednoczenia z Republiką Irlandii. Te trwające około trzydziestu lat niepokoje, znane jako The Troubles, zakończyło dopiero podpisanie porozumienia wielkopiątkowego 10 kwietnia 1998 roku w Belfaście – wspomina prof. Leszek Drong.
Brexit stał się źródłem uzasadnionych obaw o przyszłość wyspy. Sytuacji nie ułatwiał fakt, że większość mieszkańców Irlandii Północnej głosowała w referendum za pozostaniem w strukturach unijnych. Nad wyspą znów zawisło widmo twardej granicy. Ludzie obawiali się, że powrót infrastruktury granicznej – nieunikniony po wyjściu Zjednoczonego Królestwa z UE – doprowadzi do odrodzenia dawnych konfliktów, które tylko w drugiej połowie XX wieku pochłonęły niemal cztery tysiące ofiar.
– Na początku rzeczywiście docierały do nas sygnały o wzmożonej aktywności grup paramilitarnych. Na szczęście ostateczny moment opuszczenia UE przez Wielką Brytanię w 2021 roku nie stał się zapalnikiem dla nowej fali agresji – komentuje badacz.
Naukowiec zwraca uwagę, że nastroje mogła nieco ostudzić pandemia koronawirusa, która zbiegła się w czasie z brexitem. Skutecznym buforem okazał się również tzw. protokół północnoirlandzki. Choć na jego mocy Irlandia Północna formalnie opuściła unijny rynek, w praktyce zachowała część unijnych przepisów celnych oraz zasadę swobodnego przepływu towarów. Ceną za ten kompromis było jednak przeniesienie kontroli na linię oddzielającą obie wyspy. W ten sposób na Morzu Irlandzkim wyrosła nowa, niewidzialna granica – rozwiązanie kluczowe gospodarczo, ale mające też ogromne znaczenie polityczne i symboliczne. To ono pozwoliło nieco uspokoić nastroje.
Porozumienie wielkopiątkowe gwarantuje, że o ewentualnym zjednoczeniu Irlandii Północnej i Republiki Irlandii mogą w dowolnym momencie zdecydować sami mieszkańcy w drodze referendum.
– Na razie nic jednak nie wskazuje na to, by taki scenariusz był bliski realizacji – zauważa naukowiec. – Główną barierą są ogromne koszty, jakie niósłby za sobą proces połączenia obu części wyspy. Ponadto Irlandczycy z Północy dostrzegają realne zalety przynależności do Zjednoczonego Królestwa. Z badań opinii publicznej wynika, że wysoko cenią sobie brytyjską służbę zdrowia czy media. Ewentualne zjednoczenie wywróciłoby do góry nogami rynki pracy i nieruchomości. Nie bez znaczenia dla obecnej sytuacji na wyspie pozostaje także kryzys migracyjny. Wszystko to w dużej mierze tłumaczy, dlaczego na horyzoncie nie widać dziś żadnych zdecydowanych kroków w stronę pełnego zniesienia granicy – podsumowuje literaturoznawca.
To właśnie pojęciu granicy prof. Leszek Drong poświęcił znaczną część swoich badań. Inspiracją stały się dla niego m.in. prace fińskiego geografa Anssiego Paasiego, który już w latach 90. analizował granice jako zjawisko społeczne i kulturowe.
– Jako jeden z pierwszych podkreślał, że są formowane przez dyskursy takie, jak sztuka, literatura czy, szerzej ujmując, narracje, szczególnie te, które związane są z wyobrażeniami przeszłości – mówi naukowiec.
Temat granicy – szczególnie w tak interesującym przypadku, jak na wyspie Irlandii – inspiruje autorów, którzy co jakiś czas podejmują ten temat.
Prof. Leszek Drong zaczyna od reportażu Bad Blood: A Walk along the Irish Border autorstwa Colma Tóibína, jednego z najważniejszych współczesnych pisarzy irlandzkich. Książka została opublikowana w 1987 roku. Tóibín opisał swoje doświadczenia z podróży wzdłuż granicy w czasach The Troubles, w momencie ogromnych napięć społecznych. Rozmawiał z mieszkańcami żyjącymi przy granicy. Opisywał domy, przez które fizycznie przebiegała linia graniczna. Zwracał uwagę na odczuwany strach, nieufność i głęboko zakorzenioną traumę. Ślady konfliktu były jeszcze wtedy wciąż świeże.
Z kolei niedługo po referendum, w 2017 roku, ukazała się książka The Rule of the Land: Walking Ireland's Border Garreta Carra. Także i ten pisarz, a zarazem kartograf, postanowił pokonać prawie 500 km granicy pieszo i kajakiem (w miejscach, w których nie można było wędrować), aby opisać życie tamtejszych mieszkańców. Łączy historię z uwagami na temat niepewnej postbrexitowej przyszłości, a teksty wzbogacone są wykonanymi przez niego mapami.
– Zdarza się, że literatura potrafi także przepowiedzieć przyszłość. Przykładem jest poezja Seamusa Heaneya, laureata Nagrody Nobla, który przeczuł zawieszenie broni w Irlandii Północnej z 1994 roku – mówi naukowiec.
– W wydanym cztery lata wcześniej poemacie dramatycznym The Cure at Troy, osadzonym w realiach końcówki wojny trojańskiej, starożytny mit stał się trafną metaforą konfliktu na wyspie. Obie strony, skrajnie wycieńczone walką, znajdują wreszcie czas na refleksję, analizując, czy dalszy przelew krwi ma jakikolwiek sens.
– Na zakończenie konfliktu wpłynęła m.in. perspektywa inwestycji gospodarczych ze strony Unii Europejskiej. Kluczowe okazały się też naciski zza oceanu. W proces pokojowy osobiście zaangażował się prezydent Bill Clinton, wspierany przez silne lobby irlandzko-amerykańskie, które składało obietnice dużego wsparcia ekonomicznego – wyjaśnia prof. Leszek Drong.
Pokój miał jednak swoją cenę. Jak podkreśla badacz, na porozumieniu zyskali w dużej mierze sami terroryści, którzy wywalczyli przedterminowe zwolnienia z więzień (nawet zamachowcy czy zabójcy), a wielu wcześniejszych członków organizacji paramilitarnych zajęło eksponowane stanowiska rządowe.
– Świetnie opowiada o tym pisarz z Belfastu David Park w powieści The Truth Commissioner. Autor stworzył fikcyjny scenariusz, w którym w Irlandii Północnej, podobnie jak w RPA, powstaje Komisja Prawdy i Pojednania. Książka brutalnie obnaża, jak trudna do uchwycenia jest prawda w podzielonym społeczeństwie, jak głębokie rany zostawia konflikt i jak wysoką cenę trzeba zapłacić za polityczny kompromis – przyznaje naukowiec.
O tym, że podpisanie traktatów pokojowych nie leczy automatycznie ludzkich dramatów, przypomina także rekomendowany przez prof. Leszka Dronga film Olivera Hirschbiegela Five Minutes of Heaven z 2009 roku. To poruszająca historia Joego, który jako dziecko był świadkiem zabójstwa swojego brata, a po latach ma się spotkać z mordercą przed kamerami telewizyjnymi w akcie medialnego „pojednania”.
Choć od tamtych wydarzeń minęły dekady, dawne podziały wciąż rezonują w kulturze, przybierając dziś głównie wymiar symboliczny.
– Jedną z najważniejszych i moich ulubionych od lat książek o tej tematyce jest Mleczarz Anny Burns z 2018 roku, pierwsza północnoirlandzka powieść nagrodzona Nagrodą Bookera – mówi naukowiec. Jest to opowieść o hermetycznej społeczności w Belfaście, choć warto dodać, że nazwa miasta ani razu nie pada w tekście. Główna bohaterka, bezimienna dziewczyna, próbuje przetrwać w opresyjnej rzeczywistości, w której Mleczarz, wysoko postawiony członek organizacji paramilitarnej, staje się jej cieniem.
Prof. Leszek Drong podkreśla, że w tej powieści granice są wyczuwalne wszędzie:
– Wszystko definiuje się tam przez pryzmat podziału na „my” i „oni”. To kolejny dowód na to, że oficjalny koniec wojny stał się zaledwie początkiem znacznie dłuższego procesu budowania pokoju w codziennym, wciąż jeszcze podzielonym świecie. Czy to się uda? Czas pokaże.