Przeczytajmy tę książkę

To książka wybitnego pisarza, toteż świadomość słowa pisanego wybija się na plan pierwszy. Ja piszę (on pisze, ona pisze) nie jest ani pochwałą, ani nie sugeruje niecierpliwego wyczekiwania na to, co dalej. Ja piszę (on/ona pisze) wprowadza pewien poziom rzeczywistości, w który czytający winien uwierzyć, jeśli zechce oddać swój czas do dyspozycji opisanych wydarzeń. Ale to dopiero początek, ten poziom bowiem najczęściej nie jest jedyny; rychło dowiadujemy się o zdarzeniach, o których ktoś w tekście opowiada, faktach zasłyszanych, którym musimy wierzyć na słowo (oczywiście, słowo zapisane). A już sam czasownik wierzyć stawia nas w delikatnej sytuacji: wszak wiara czytelnika nie ma wiele wspólnego z wiarą pojmowaną religijnie. Może słusznie będzie rzec, że czytelnik nie wierzy w coś, lecz wierzy czemuś, to znaczy – nieuchronnie – temu, co napisane. Lub jeszcze ostrożniej: zawiesza swoją ewentualną niewiarę, przyjmując gościnnie to, co stwarza przed nim i dla niego zapisane słowo. Cały ten labirynt poziomów rzeczywistości jest dziełem owego ja piszę (on/ona pisze), które może być ukryte, nie musi otwarcie pojawić się w tekście, ale nawiedza to, co napisane, jak duch starego Hamleta nawiedza zamek w Elsynorze. Syntetyczny schemat różnic między tymi poziomami zawiera autor w zdaniu „Ja piszę, że Homer opowiada, że Odyseusz mówi: słuchałem śpiewu Syren” (s. 382). Rozważanie statusu różnych poziomów rzeczywistości to już zadanie dla filozofa. Bo też literatura splata się z filozofią: „fenomenologia i egzystencjalizm sąsiadują z literaturą i dzielące ich granice nie zawsze są wyraźnie zaznaczone” (s. 183). Właśnie takie pogranicza kwestionujące kategoryczność rozgraniczeń i podziałów są źródłem nadziei nie tylko na literaturę niebędącą jedynie lennikiem jakiejś dogmatycznie pojętej filozoficznej szkoły, nadziei na filozofię nie satysfakcjonującą się analizowaniem abstrakcyjnych pojęć, lecz tworzoną ze świadomością ludzkiego życia osadzonego w konkretnych historycznych realiach. Jeśli dodać do tego kreującą modele świata naukę, otrzymamy „ménage a trois: filozofii, literatury i nauki”, trzy potężne strumienie energii pozwalające zdiagnozować stan świata, wyrazić na niego niezgodę i zaproponować zmiany.

Aktualność uwag autora jest szczególna dla sytuacji, w której się znaleźliśmy po pandemii, rozpadzie dotychczasowego politycznego ładu, skruszeniu prawa międzynarodowego i lekceważeniu podstawowych zasad etycznego postępowania w sferze publicznej. Mówi nam włoski pisarz, że szansę na przetrwanie w sytuacji głębokiego kryzysu daje właśnie sztuka krytycznego i odpowiedzialnego namysłu, w której na zasadzie kulturowego trójpodziału władz nauka, filozofia i literatura nie będą ani unikały się wzajemnie, ani obdarzały bezgranicznym i naiwnym zaufaniem, lecz będą krytycznie badać pojęcia i praktyki, jakie proponują światu: „Tylko wtedy będziemy mieli do czynienia z kulturą zdolną stawić czoła sytuacji, kiedy nauka, filozofia i literatura będą się nawzajem nieustannie kontrolować” (s. 187). Gdy rozum zasypia, nie muszą się budzić demony, rozum filozoficzny może bowiem cudownie śnić na jawie, gdyż to „począwszy do Lewisa Carrolla ustanawia się nowa więź między filozofią a literaturą”, a pisarze, tacy jak Raymond Queneau czy Jorge Borges, szukają inspiracji filozoficznych dla swych wizjonerskich światów. Mówiąc jeszcze inaczej, przetrwamy, jeśli nasza kultura zachowa potencjał niezgody i sprzeciwu, do tego zaś nieodzowne jest owo głębokie siostrzeństwo literatury, nauki i filozofii. Wszak „literatura uświadamia nam, jak toczy się świat, na naszych oczach wysadza moralny ładunek faktów dokonanych, żebyśmy zareagowali” (s. 44).

Czy uniwersytet nie jest miejscem idealnym, wręcz stworzonym do podjęcia takiej ratującej misji? Kto, jak nie uniwersytet, ma lepsze dane po temu, by ratować, co się da, w przeświadczeniu, że „Nie można stanąć poza historią, nie można zaniechać tego, co możemy zrobić, żeby nadać ludzki i rozumny wymiar światu, im bardziej świat jawi się nam jako niedorzeczny i okrutny” (s. 48). Kontestacyjny charakter literatury znajduje bratniego ducha w kontestacyjnym charakterze uniwersytetu: chodzi o „próbę ufundowania antyautorytarnej kultury i literatury, sondowanie ideologicznej rewolucji, która nie odwoływałaby się do czegoś poza czasem i przestrzenią, lecz zdołałaby wybuchnąć wewnątrz, w ramach kultury uprzemysłowionego Zachodu” (s. 233).

Italo Calvino, I na tym koniec. O literaturze i społeczeństwie, tłum. Joanna Ugniewska, Anna Wasilewska i Monika Woźniak, PIW, Warszawa 2024, 447 ss.