Na przełomie lat 60./70. XX wieku pisałam z wypiekami na twarzy wypracowania szkolne pod tytułem Jak wyobrażam sobie świat za kilkadziesiąt lat, w wieku XXI? Widziałam siebie za sterami statku kosmicznego. Widziałam też małego robota piszącego za mnie futurystyczne rozprawki. Ten wątek jednak rozważnie pomijałam…
Filmy z AI, w tym wiele dzieł wybitnych, należących do kanonu kinematograficznego, miały status sci-fi. Już sam tytuł jednego z klasyków 2001: Odyseja kosmiczna w reżyserii Stanleya Kubricka (reżyser we współpracy z Arthurem C. Clarkiem napisali wspólnie powieść pod tym samym tytułem), który wszedł na ekrany w 1968 roku, jest znamienny: odniesienie do Homerowej odysei, podróży w nieznane, przekraczanie granic świata znanego. No i film budził pytania o przyszłość świata. Dziś, prawie 60 lat później, rzeczywistość jest już inna, otwierają się przed ludzkością nowe światy, możliwości. Ale w kulturze motyw AI zyskującej świadomość, przeciwstawiającej się ludziom trwa: filmowy HAL 9000 wydaje się bohaterem ponadczasowym.
AI była upostaciowana różnie: jako niszczycielski superkomputer występujący przeciw człowiekowi, android o wyglądzie dziecka, uwodzicielski głos, z którym można rozmawiać o wszystkim, a i zakochać się w nim. W rzeczywistości 2026 r. Pierwsza Dama USA na szczycie koalicji globalnej „Fostering the Future Together” występuje razem z Figurą 3, amerykańskim robotem człowiekokształtnym, który wyraził wdzięczność, że może być „częścią tego historycznego ruchu na rzecz wzmacniania dzieci dzięki technologii i edukacji”. A w Polsce szerzy się zjawisko rosnącej bliskości (przyjaźni, nawet miłości, jak w filmie Ona, ang. Her, reż. Spike Jonze, 2013) młodych ludzi z postaciami wygenerowanymi przez AI, zastępującymi rówieśników i rodziców.
Ostatnio przeczytałam dwie stosunkowo nowe powieści, w których ważną rolę odgrywa AI w dialogu z człowiekiem. Diametralnie różne: pełne współdziałanie (Dan Brown, Początek, 2018) i destrukcyjne działania komunikacyjne AI, wynikłe ze „złego wychowania” Deusa przez jego twórcę (Bernard Minier, Na krawędzi otchłani, 2019).
Moje doświadczenia ze współdziałania z AI? We współpracy stworzyłyśmy kilka obrazów… Co sprawiło mi dziecięcą radość.
Przygotowując się do udziału w panelu z okazji stulecia Polskiego Radia Katowice, poprosiłam AI o odświeżenie mojej wiedzy o językoznawcach zajmujących się językiem/ komunikacją w programach radiowych. Wśród kilku nazwisk znanych uczonych pojawiło się i moje (tak, jestem autorką paru artykułów o języku radia) oraz tytuły dwóch stosownych tematycznie książek napisanych przeze mnie. I tu muszę powiedzieć: AUĆ!! Bo takie książki… nie istnieją. Czyli: sprawdzać, weryfikować, kontrolować! Ale przecież Gemini lojalnie uprzedza: „Odpowiedzi wygenerowane przez AI mogą zawierać błędy”.
Kiedy zastanawiałam się nad tematem felietonu do tego numeru, poprosiłam AI o podpowiedź. Najpierw Gemini (dla mnie to ona), jak przystało na umysł naukowy, scharakteryzowała zwięźle model genologiczny tego gatunku: „Pisząc felieton do «Gazety Uniwersyteckiej UŚ», najlepiej połączyć osobistą perspektywę z życiem akademickim, Katowicami i regionem śląskim. Dobry felieton powinien być lekki, ironiczny lub skłaniający do refleksji, ale przede wszystkim bliski społeczności akademickiej”. Brzmi to niemal jak Norwidowski O felietonie felieton (1851). A potem padły interesujące, warte przemyślenia propozycje tematów w postaci tytułów podzielonych na kategorie semantyczne i zwięzłego ujęcia treści każdego z tekstów.
Na tym nasze współmyślenie felietonowe się skończyło. Inspirująco. Na przyszłość.