Kiedyś głównie za sprawą telewizji, dziś przede wszystkim dzięki platformom streamingowym, możemy oglądać nie tylko seriale i filmy, lecz także koncerty, spektakle teatralne czy operowe. Wiele z tych wydarzeń transmitowanych jest na żywo, przy ogromnym zaangażowaniu całej ekipy realizatorskiej. Czy ich zadanie sprowadza się jedynie do wiernego zarejestrowania tego, co dzieje się na scenie, czy też realizacja wielokamerowa takich transmisji pozostawia miejsce na twórczą interpretację i artystyczną ekspresję?
Realizacja wielokamerowa
Zanim odpowiemy na tytułowe pytanie, musimy określić, czym jest realizacja wielokamerowa. To sposób realizacji obrazu wykorzystujący jednocześnie kilka kamer, stosowany wszędzie tam, gdzie wydarzenie trzeba pokazać z różnych punktów widzenia. Oprócz wspomnianych koncertów czy spektakli teatralnych będą to więc także wydarzenia sportowe, programy informacyjne czy publicystyczne.
– Od samego początku istnienia telewizji pojawiła się potrzeba opowiadania wydarzenia z wykorzystaniem kilku kamer. Na początku zwykle były to trzy kamery, które ktoś (czyli realizator lub reżyser telewizyjny) musiał odpowiednio rozstawić i zdecydować, co dokładnie i w jakim momencie powinny one pokazywać, zwłaszcza gdy chodziło o wydarzenia na żywo, jak prezentowanie newsów czy transmisja spotkań sportowych. Ktoś zawsze musiał dbać o to, który obraz, z jakiej kamery, będzie w danym momencie emitowany – tłumaczy dr hab. Dariusz Pawelec, prof. UŚ ze Szkoły Filmowej im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego.
Wykładowca przez wiele lat był związany z Telewizją Polską, w której odpowiadał za realizację licznych programów, spektakli czy koncertów. Swoim wieloletnim doświadczeniem w byciu realizatorem telewizyjnym, operatorem i reżyserem dzieli się m.in. w dwóch publikacjach wydanych nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Śląskiego: Sztuka (w) realizacji wielokamerowej (2025) oraz Sztuka telewizyjna. Teatr Telewizji w świetle rozwoju technologii (2026). Już w tytułach tych publikacji sugeruje, że w realizacjach wielokamerowych bez wątpienia jest miejsce na sztukę – w treści i formie. Dotyczy to zwłaszcza stricte artystycznych przedsięwzięć, jak teatr, balet lub opera. W przypadku sportu i pasm informacyjnych chodzi przede wszystkim o przejrzystość przekazu i utrzymanie przyjętych standardów.
– W programach newsowych zawsze musimy pokazać prezentera, potem materiał filmowy, w którym zawsze dodane są wizytówki, następnie znowu samego prezentera i tak dalej. Tutaj nie ma żadnego odstępstwa. Z kolei gdybyśmy podczas transmisji meczu piłkarskiego nie pokazali bramki, to będzie karygodne. Mamy więc sztywne zasady. Inaczej jest w przypadku programów artystycznych, gdy realizator dysponuje znacznie większą swobodą twórczą. Choć nadal obowiązują pewne zasady – na przykład zbliżenie na solistę, gdy rozpoczyna pierwszą zwrotkę – wiele decyzji pozostaje kwestią interpretacji. To właśnie wybory dotyczące kadru, rytmu montażu czy sposobu prowadzenia narracji mogą sprawić, że realizacja wykracza poza rzemiosło i staje się sztuką – mówi prof. Dariusz Pawelec.
Między błędem a przebłyskiem geniuszu
„Naucz się zasad jak profesjonalista, abyś mógł je łamać jak artysta” – ten cytat z Pabla Picassa pojawia się w Sztuce (w) realizacji wielokamerowej i jest doskonałą wskazówką dla reżyserów czy operatorów. Musisz opanować najpierw podstawy, dobrze przyswoić język filmu, by móc się nim później bawić, poszukując swojej wizji albo własnych środków artystycznego wyrazu. Bezpośrednim impulsem do napisania tych dwóch książek była pandemia, w czasie której w intrenecie pojawiło się dużo realizacji wielokamerowych próbujących zrekompensować twórcom brak możliwości bezpośredniego kontaktu z widzem.
– Trzy lub więcej kamer, mikser wizji i komputer do streamingu to koszty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych i praktycznie większość instytucji kultury miała w posiadaniu taki sprzęt telewizyjny. Sam sprzęt to jednak za mało i nawet największe polskie teatry potrafiły prezentować widowiska, których jakość była daleka od poprawności – twierdzi wykładowca i dodaje, że niedoskonałość wykonania takich realizacji z pewnością dostrzeże nie tylko znawca, ale też widz, który nawet niekoniecznie w pełni świadomie zdaje sobie sprawę z tego, że w obserwowanym obrazie coś jest nie tak. To ma znaczenie i przekłada się na oglądalność, bo rozczarowany widowiskiem odbiorca po prostu wyłączy pokaz albo skieruje swoją uwagę w inne miejsce.
Obie publikacje autorstwa prof. Dariusza Pawelca można zatem traktować jako podręczniki z zestawem najważniejszych reguł, jakimi rządzą się realizacje wielokamerowe. Czytelnicy znajdą tu wiele informacji o dostępnym sprzęcie, aspektach technologicznych, a także elementarz języka filmu (plany filmowe, kompozycje kadru itp.). W Sztuce telewizyjnej zawarto fragmenty analizy znakomitych przedstawień teatralnych.
Wśród interesujących realizacji wielokamerowych spektakli teatralnych wykładowca ze Szkoły Filmowej wskazuje m.in. Dziady w reżyserii Jana Englerta (1997). Za zdjęcia odpowiedzialny był Witold Adamek, który w jednej ze scen wykorzystał efekt odbić w lustrach, co miało wywoływać w widzu niesamowite wrażenie. Innym przykładem jest Mieszczanin szlachcicem w reżyserii Jerzego Stuhra (1994) w realizacji telewizyjnej Stanisława Zajączkowskiego. Zdecydowano się tu na dość nietypowe wówczas ujęcia zza kulis pokazujące zmianę dekoracji czy przebierających się aktorów. Z kolei w Wyzwoleniu w reżyserii Konrada Swinarskiego (1979) w pewnym momencie pojawia się ujęcie z kamery, która niejako wnika w środek sceny, co jednocześnie łamie czwartą ścianę i pozwala widzowi przyjąć perspektywę inną niż zazwyczaj.
Poza tymi analizami w Sztuce telewizyjnej czytelnik znajdzie również obszerny fragment poświęcony rozmowom z wieloma uznanymi twórcami telewizyjnymi, w tym m.in. z Agnieszką Holland, Jerzym Antczakiem czy Jerzym Gruzą.
Tiktokowy teatr i koncerty „z ręki”
W swoich pracach wykładowca UŚ dużo miejsca poświęcił kwestiom technicznym realizacji wielokamerowych, ale mocno podkreśla również to, jak przez lata zmienił się sposób dystrybucji treści. Dziś to nie telewizja, ale przede wszystkim internet jest miejscem, w którym poszukujemy informacji i obcujemy z kulturą.
Jednocześnie zmieniły się oczekiwania odbiorców, które w dużej mierze kształtowane są obecnie przez media społecznościowe. Coraz częściej mówi się o malejącej uwadze odbiorcy i trudnościach w skupieniu na dłuższych formach. Na „tiktokizację” narzekają aktorzy filmowi i reżyserzy, ale problem dotyka również pozostałych form wyrazu. Z wyzwaniem muszą się mierzyć zespoły przygotowujące spektakle teatralne czy operowe, a wszystko po to, by zatrzymać przy sobie stałych widzów i przyciągnąć nowych. Eksperymentuje się więc z liczbą kamer, ich ustawieniem czy ujęciami.
Wiele pomysłów pozostaje jednak raczej w sferze ciekawostek, rzadko wytyczających nowe trendy. Tak było choćby z koncertem Radiohead w Pradze, który w 2009 roku fani zarejestrowali za pośrednictwem telefonów. Prof. Dariusz Pawelec wspomina, że inicjatywa spodobała się zespołowi, który zaaprobował projekt i całość wydano na DVD. Podczas oglądania materiału rzucają się jednak w oczy rozchwiane ujęcia, brak zbliżeń na wokalistę czy niedostateczna zmienność planów. Tymczasem komunikatywność pozostaje najważniejszym celem wszystkich realizacji wielokamerowych, a tę da się zachować, stosując przyjęte standardy.
Warto na koniec podkreślić rolę samego realizatora telewizyjnego, który decyduje o sposobie prezentacji danego widowiska muzycznego, operowego lub teatralnego. To w końcu niezwykle wymagająca praca, do której nie każdy ma predyspozycje. Konieczna jest umiejętność niezwykłej koncentracji, podzielność uwagi, poczucie rytmu, zdolność do podejmowania błyskawicznych decyzji i łatwość komunikowania się ze współpracownikami.
– W Szkole Filmowej im. Krzysztofa Kieślowskiego prowadzę zajęcia z realizacji telewizyjnej na kierunku operatorskim i zauważyłem, że dość szybko, bo po kilku zajęciach, da się stwierdzić, kto ewentualnie ma bardzo łatwą drogę, żeby zostać realizatorem, a kto będzie musiał bardzo ciężko nad tym pracować. Niektórzy nigdy się w tym nie odnajdą, ale niejednokrotnie mogą zostać np. znakomitymi operatorami. Podstawą jest tutaj pewna konstrukcja psychofizyczna mózgu. To jak ze słuchem muzycznym: albo się go ma, albo nie – uważa prof. Dariusz Pawelec.
W realizacjach wielokamerowych nie brakuje miejsca na kreatywność i z pewnością może być ona sztuką samą w sobie. Żeby jednak za taką ją uznać, twórca musi przedtem doskonale opanować podstawy, by – pamiętając radę Picassa – móc przekroczyć granicę prostego relacjonowania zdarzenia na rzecz twórczej ekspresji.