Cyfrowy humanista

Zapytany o to, jak nazywają go złośliwi, ChatGPT wymienił m.in.: stochastyczną papugę, emocjonalnego tostera oraz nic niewiedzącego wszechwiedzącego. Jedni się go obawiają, drudzy traktują jako ciekawostkę, wielu – jako narzędzie, które wyręczy ich w codziennej pracy. Tymczasem jest to jeden z wielu nowych produktów cyfrowych, który, umiejętnie użyty, może zrewolucjonizować pracę nie tylko fizyków czy matematyków, ale też filologów, filozofów czy kulturoznawców. O tym, jak stworzyć z dostępnych narzędzi własny cyfrowy warsztat, opowiadają dr hab. Anna Matysek oraz dr hab. Jacek Tomaszczyk, prof. UŚ z Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Dr hab. Anna Matysek oraz dr hab. Jacek Tomaszczyk, prof. UŚ
Dr hab. Anna Matysek oraz dr hab. Jacek Tomaszczyk, prof. UŚ

Na początku jest pomysł

– Każde badanie naukowe składa się z kilku etapów. Zawsze zaczynamy od pomysłu, poszukując luk w znanej i dostępnej nam wiedzy. Robimy notatki. Te tradycyjne, liniowe, ograniczają jednak naszą wyobraźnię, dlatego warto rozważyć przygotowanie mapy myśli. Tu z pomocą przychodzą takie narzędzia, jak Miro czy MindMaster – mówi prof. Jacek Tomaszczyk.

Mapa myśli pozwala przedstawić zarówno przegląd kluczowych pojęć i ich wzajemnych powiązań, jak i wykaz publikacji związanych z danym zagadnieniem. Wizualne uporządkowanie materiału ułatwia dostrzeżenie luk, które mogą stać się inspiracją do podjęcia nowego tematu badawczego.

– Ostatni raz korzystałam z Miro, gdy opisywałam proces badawczy związany z publikacją swojej książki. Zależało mi na uwzględnieniu wszystkich etapów, zadań i czynności, co pozwoliło spojrzeć na nie niejako z góry, dostrzec nowe zależności i lepiej rozplanować pracę w czasie. Mapa myśli w moim przypadku świetnie sprawdziła się też przy projektowaniu produktów cyfrowych, gdzie z kolei mogłam uwzględnić wszystkie potrzebne narzędzia – mówi dr hab. Anna Matysek.

Eksperci podkreślają, że zaledwie jednym kliknięciem można zamienić taką mapę w gotowy konspekt, spis treści czy prezentację, co znacząco przyspiesza pracę. Dodatkowo wprowadzenie funkcji AI w produktach pozwala uzupełniać luki i wskazywać inne możliwe kierunki, o których wcześniej nie pomyśleliśmy.

– Traktujemy je jako podpowiedzi, czasem bardzo ciekawe, zawsze jednak wymagające weryfikacji. Myślę też, że jest to etap najmniej problematyczny etycznie, w którym możemy korzystać z pomocy sztucznej inteligencji – podkreśla badacz z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

W poszukiwaniu źródeł

Gdy mamy pomysł, rozpoczyna się drugi etap procesu badawczego związany z gromadzeniem literatury przedmiotu. Każdy, kto tego doświadczył, wie, że jest to proces żmudny. Humanista, i nie tylko on, mierzy się też nierzadko z nadmiarem informacji.

– Jak pokazują liczne badania, wiele osób zaczyna wyszukiwanie od Google Scholar. Warto jednak pamiętać o tym, że jedna wyszukiwarka naukowa to stanowczo za mało. Jest to kwestia ograniczonych zasobów – mówi dr hab. A. Matysek. – Dzięki rozwojowi technologii cyfrowych zakres wyszukiwania informacji wykracza poza katalogi bibliotek i obejmuje inne źródła indeksowane i udostępnione na całym świecie w różnych wyszukiwarkach naukowych czy repozytoriach cyfrowych. Mamy pewność, że widoczne tam publikacje istnieją naprawdę, trzeba jednak pamiętać o tym, że ich jakość bywa różna. Wszyscy znamy problem „czasopism drapieżnych”, można tam również znaleźć wiele prac dyplomowych studentów, które nie zawsze są dla nas właściwym punktem odniesienia – dodaje.

W przypadku wyszukiwarek opartych na współpracy ze sztuczną inteligencją warto natomiast każdorazowo sprawdzać zakres i pochodzenie proponowanych źródeł. Obecnie najlepiej ocenianą pod względem wiarygodności jest przeglądarka Perplexity AI. W przypadku pozostałych modeli językowych halucynacje są już o wiele bardziej widoczne. Analizy pokazują, że wiarygodne mogą wydawać się tytuły czasopism czy nazwisko autora, często okazuje się jednak, że sam artykuł jest „zmyślony”. W tym wypadku nie ma dróg na skróty, należy weryfikować źródło i zawsze sięgać do oryginału. Im bardziej niszowy temat, tym więcej halucynacji. Ponadto nie wszystko jest udostępnione w wersji cyfrowej, niewykluczone zatem, że niejeden badacz nadal będzie musiał udać się do fizycznie istniejących archiwów.

– Duża odpowiedzialność spoczywa na nas, nauczycielach akademickich. Uczymy studentów i studentki, że nie należy się ograniczać wyłącznie do przestrzeni cyfrowej. A to dziś nie jest łatwe zadanie – mówi ekspertka.

Naukowcy podpowiadają, że warto na etapie gromadzenia źródeł sięgnąć także po takie narzędzia, jak Research Rabbit czy Litmaps. Są to aplikacje, które po wczytaniu materiału od razu wyświetlają całą bibliografię. Możemy się również dowiedzieć, kto i gdzie daną publikację cytował. Zaledwie jedno kliknięcie dzieli nas od sieci powiązań bibliograficznych. Na tej podstawie w o wiele szybszy sposób budujemy własną bazę danych. – Nazwa pierwszego z wymienionych narzędzi nie bez powodu kojarzy się z „Alicją w Krainie Czarów”. Poszukiwanie źródeł przypomina w pewnym sensie eksplorowanie króliczej nory. Myślę, że Research Rabbit czyni tę eksplorację znacznie przyjemniejszą – mówi prof. J. Tomaszczyk.

Kiedy królicza nora staje się zbyt głęboka

Korzystanie z narzędzi cyfrowych sprawia, że szybciej możemy zgromadzić listę interesujących nas pozycji bibliograficznych. To jednak może sprawić, że naukowcy będą czuć się przytłoczeni ogromem dostępnego materiału. Na szczęście i w tym przypadku, jak podkreślają eksperci, możemy skorzystać z różnych narzędzi wspomaganych sztuczną inteligencją, które pozwalają szybciej zapoznać się z esencją wybranych publikacji. Dobre podsumowanie pomaga w ocenie, czy dana pozycja zasługuje na pełną lekturę. Do grupy tych produktów należy Semantic Scholar, pozwalający nie tylko filtrować w zaawansowany sposób wyniki wyszukiwania, ale też generować krótkie streszczenia i tworzyć grafy powiązań pomiędzy publikacjami. To znakomite uzupełnienie Google Scholar czy Web of Science.

– Ryzyko pominięcia naprawdę istotnych materiałów jest raczej niewielkie, ponieważ publikacje dostępne w postaci wizualnych map od razu pozwalają nam w łatwy sposób wychwycić te, które są cytowane najczęściej. Pomaga także filtrowanie według słów kluczowych czy wyszukiwanie tylko w obrębie autorów, co do których mamy pewność, że są najważniejszymi badaczami danego obszaru – dodaje dr hab. A. Matysek.

Ponadto jeśli mamy dostęp do pełnych artykułów, warto sięgnąć po narzędzie Google’a – NotebookLM. W wersji darmowej może pomieścić 50 pozycji, w płatnej – 300 i służy do analizowania i podsumowywania wgranych materiałów, a także przygotowywania notatek. Jest to rozwiązanie oparte na technologii RAG (Retrieval-Augmented Generation), która niemal całkowicie eliminuje ryzyko halucynacji.

– Jeśli czegoś w tych dokumentach nie ma, sztuczna inteligencja „uczciwie” nas o tym poinformuje, co nie jest takie oczywiste w przypadku innych narzędzi – mówi prof. J. Tomaszczyk.

Warto również korzystać z aplikacji do zarządzania bibliografią. Jedną z nich jest Zotero. Dzięki niemu wszystkie zgromadzone przez nas informacje czy dokumenty nie zginą. Można w nim dodawać m.in. etykiety czy hiperłącza, co ułatwia poruszanie się w zgromadzonych materiałach.

– Widzimy, że produktów cyfrowych, które usprawniają proces badawczy, jest już całkiem dużo i będzie ich coraz więcej. Dlatego podzieliliśmy się naszą wiedzą we wspólnej publikacji Cyfrowy warsztat humanisty. Choć w tytule wymieniamy humanistów, pisaliśmy z myślą o naukowcach reprezentujących wszystkie dziedziny nauki i sztuki – mówi dr hab. A. Matysek. – Zdecydowaliśmy się jednak na takie zawężenie, ponieważ z naszych obserwacji wynikało, że to właśnie ta grupa najrzadziej sięga do narzędzi cyfrowych, nie wykorzystując ich szerokich możliwości – dodaje badaczka.

Eksperci podkreślają na koniec, że nawet najlepsze produkty cyfrowe nie zastąpią oczywiście badacza. Pewne zadania mogą stać się mniej uciążliwe. Asystent podpowiada, ale to człowiek dokonuje wyboru i ostatecznie za ten wybór odpowiada swoim nazwiskiem. Wiedza ekspercka, kontekst kulturowy, precyzyjność użytych terminów, znajomość niuansów charakterystycznych dla danego tematu – to wszystko sprawia, że w centrum procesu badawczego, jeszcze przez jakiś czas, pozostanie człowiek.

Narzędzia cyfrowe wykorzystujące sztuczną inteligencję są nieustannie rozwijane. Krytyczne korzystanie z nich może znacząco usprawnić codzienną pracę badawczą i otworzyć nowe perspektywy poznawcze w różnych obszarach nauki.

Autorzy: Małgorzata Kłoskowicz
Fotografie: Małgorzata Kłoskowicz