– Zawód tłumacza będzie z pewnością ewoluował, ale nie zniknie całkowicie – przekonuje dr Arkadiusz Badziński, tłumacz przysięgły języka angielskiego oraz adiunkt pracujący na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Ma wykształcenie filologiczne oraz stopień doktora nauk o zdrowiu. Specjalizuje się w tłumaczeniach pisemnych, symultanicznych i konsekutywnych ze szczególnym uwzględnieniem tematyki medycznej oraz farmaceutycznej. W jego dorobku tłumaczeniowym znajduje się wiele pozycji – od książek z zakresu histologii czy psychiatrii po bogaty zbiór artykułów o tematyce medycznej. Choć przyznaje, że sztuczna inteligencja (SI) znacząco usprawniła proces przekładu, podkreśla, że wciąż wiele jego aspektów pozostaje obecnie poza zasięgiem maszyn.
Panie Doktorze, Pana dorobek jest imponujący. Czy Pan się jednak nie obawia, że w niedalekiej przyszłości sztuczna inteligencja będzie z powodzeniem wykonywać zadania, w których Pan się dziś specjalizuje?
W 2025 roku twórcy sztucznej inteligencji zostali ludźmi roku tygodnika „TIME”. Jej rozwój skutkuje radykalną transformacją świata, co pociąga za sobą o wiele szersze konsekwencje. Postęp jest nieunikniony i z pewnością będzie wpływał na ekonomię, gospodarkę czy dobrostan społeczny. Dane nie pozostawiają wątpliwości. Według analizy przedstawionej przez senatora Berniego Sandersa prawie 100 milionów miejsc pracy w USA może zniknąć w ciągu najbliższych 10 lat. Podaje on, że zagrożonych jest wiele zawodów – nawet 40% dyplomowanych pielęgniarek, 64% księgowych, 65% nauczycieli i 89% pracowników restauracji typu fast food. To tylko przykłady. Niepokojące są również zdania ekspertów, w tym opinia dr. Geoffreya Hintona, uważanego za „ojca chrzestnego” współczesnej sztucznej inteligencji, który wskazuje, że w niedalekiej przyszłości może ona przewyższać ludzi pod względem inteligencji i w wielu zawodach zająć miejsce człowieka. Zdaniem prof. Aleksandry Przegalińskiej, specjalistki od SI, gdyby spełniła się wizja dr. Hintona dotycząca masowego bezrobocia spowodowanego wdrożeniem SI, faktycznie mogłoby dojść do niepokojów i kolosalnych turbulencji społecznych, nawet na granicy rewolucji.
Te opinie nie są odosobnione. W kontekście tego, co powiedział sam Elon Musk, według którego „SI i robotyka zastąpią wszystkie prace”, a sama praca „będzie opcjonalna”, czy Bill Gates, którego zdaniem ludzie nie będą potrzebni do większości prac, obecna sytuacja faktycznie może budzić spory niepokój. Przywołam jeszcze głos kolejnego polskiego naukowca, prof. Andrzeja Dragana, uważającego, że człowiek „hoduje sobie twory, które już rozwijają się w takim tempie (…), w którym będziemy w tyle pod każdym względem za sztuczną inteligencją”. Czy tak będzie? Czas pokaże.
Jak widać, nie mówimy więc wyłącznie o przyszłości tłumaczy, ale o zjawisku globalnym. Już teraz model SI opracowany przez naukowców z Uniwersytetu w Southampton we współpracy z badaczami z Chin przewyższył radiologów w analizie obrazów tomografii komputerowej zmian w drogach oddechowych, osiągając poziom 74% skuteczności w porównaniu do 53% w przypadku pracy lekarzy. To argument potwierdzający potrzebę pogłębionej, interdyscyplinarnej refleksji nad skutkami rozwoju SI.
W odniesieniu do sztucznej inteligencji używa się często określenia asystent. W jaki sposób już teraz modele językowe wspomagają pracę tłumaczy?
W dziedzinie tłumaczeń wykładniczy rozwój SI rzeczywiście może wywoływać pewne obawy. Z jednej strony SI usprawniła proces przekładu, z drugiej – nadal wiele aspektów wymaga pogłębionej refleksji i znajomości kontekstu. Systemy automatycznego tłumaczenia całkiem dobrze radzą sobie z tekstami technicznymi, jakimi są instrukcje, formularze czy raporty. To treści powtarzalne – umowy najmu czy zaświadczenia, i one, w mojej ocenie, mogą być zautomatyzowane. Tłumaczenia wysokospecjalistyczne, na przykład medyczne, wymagają szerszego kontekstu. W tym miejscu liczą się: precyzja, elastyczność i wyczucie. Uważam zatem, że zawód tłumacza będzie z pewnością ewoluował, ale nie zniknie całkowicie. Choć muszę również mocno podkreślić, że wszystkie moje obserwacje opierają się wyłącznie na aktualnym stanie wiedzy na początku 2026 roku, a zmiany te są niezwykle dynamiczne.
Porozmawiajmy o tej ewolucji. Prowadzi Pan Doktor kancelarię tłumaczeń. Czy dostrzega Pan już zmiany w rodzajach otrzymywanych zleceń?
W mojej kancelarii nie zauważyłem spadku liczby zleceń – wprost przeciwnie. Myślę, że jest to efekt rozwijanej przez wiele lat specjalizacji medycznej i zdobytego doświadczenia. Natomiast u moich kolegów z branży widać zmiany w liczbie i rodzaju zleceń. Zadania techniczne związane z prostymi dokumentami czy instrukcjami są coraz częściej wykonywane przy wsparciu technologii. Jednocześnie rośnie zapotrzebowanie na tłumaczenia bardziej złożone (prawno-medyczne). Dotyczy to także tłumaczeń mocno osadzonych w kontekście międzynarodowym, w których także mam doświadczenie. Wykonywanie tłumaczeń dla firm medycznych i farmaceutycznych umożliwiło mi odwiedzenie 62 krajów na wszystkich siedmiu kontynentach.
Zastanawia mnie kwestia prawna i związana z nią ochrona danych. Tłumacz przysięgły jest zobowiązany prawem do zachowania tajemnicy. Zaryzykuję twierdzenie, że w przypadku SI jeszcze długo temat bezpieczeństwa danych będzie przedmiotem dyskusji. Czy to nie jest aspekt, który ochroni jednak pozycję człowieka?
Odpowiedzialność prawna tłumaczy przysięgłych zyskuje na znaczeniu. Wykonujemy zadania o mocy prawnej. Błędy w dokumentach urzędowych czy sądowych mogą prowadzić do poważnych konsekwencji. Co więcej, tłumacz przysięgły może ponosić odpowiedzialność karną i cywilną, a model językowy już nie. To jest kluczowa różnica. Warto również pamiętać o tym, że instytucje publiczne wymagają pewności co do dokładności, czego przekład maszynowy nie zagwarantuje. Halucynacje, czyli fałszywe wytwory SI, mogłyby skutkować błędnymi orzeczeniami sądowymi czy naruszeniem praw jednostek. SI w tym kontekście pozostaje narzędziem w rękach człowieka.
Na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach prowadzi Pan Doktor zajęcia z przekładu, w tym uczy Pan, jak wykonywać tłumaczenia symultaniczne, szczególnie w obszarze medycyny. To Pana pasja i główny obszar badawczy. Domyślam się, że osoby, które wybrały taki kierunek, także czują niepokój, gdy myślą o swojej przyszłości. Czy odpowiedzią na ich obawy jest konieczność łączenia kompetencji językowych z konkretną niszą? Nieważne, czy będzie to medycyna, prawo, sport czy np. rozwój… sztucznej inteligencji.
Proces redukcji miejsc pracy i ewolucji zakresu obowiązków dotknie wszystkie sektory w każdej branży. Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana – dotyczy to również tłumaczy. Konieczne jest biegłe opanowanie narzędzi CAT integrujących pamięć tłumaczeniową i bazy danych z SI, co pozwala przyspieszyć pracę i zwiększyć jej efektywność. Elastyczność i otwartość na zmiany to warunek sine qua non. Celem przekładu jest osiągnięcie takiego stopnia ekwiwalencji, aby odbiorca nie był w stanie odróżnić tekstu tłumaczonego od oryginału. W mojej ocenie ogromne znaczenie ma także interdyscyplinarność. Uwzględniamy to w pracy dydaktycznej na Wydziale Humanistycznym UŚ. Wspólnie z: dr hab. Ewą Gumul, prof. UŚ, prof. dr hab. Magdaleną Bartłomiejczyk, dr Ewą Myrczek-Kadłubicką, dr Joanną Sycz-Opoń oraz mgr Iwoną Wojtalą tworzymy zespół, który kształci przyszłych tłumaczy w ramach komplementarnych ścieżek, z uwzględnieniem tematyki medycznej, prawnej oraz ekonomiczno- biznesowej. Jest to niewątpliwy ogromny atut tej oferty edukacyjnej. Uważam za niezwykle istotne, aby tłumaczenia specjalistycznego uczyły osoby, które są nie tylko teoretykami, ale również praktykami w swoich dziedzinach – tak jak ma to miejsce wśród osób, które wymieniłem. Interdyscyplinarność to klucz do sukcesu.
Pan Doktor z powodzeniem łączy filologię angielską z wiedzą medyczną. Jak do tego doszło?
Na drugim roku studiów filologii angielskiej dr Romuald Wojnicz (dziś już profesor) poprosił mnie o przetłumaczenie artykułu. Jak się okazało, jego współautorem był późniejszy minister zdrowia prof. Marian Zembala. Ponieważ zawsze interesowała mnie medycyna (choć nie planowałem zostać lekarzem), pomyślałem, że mogę połączyć wiedzę filologiczną z innymi zainteresowaniami. Artykuł został opublikowany w „American Journal of Cardiology” o wysokim współczynniku cytowań, co stało się moją trampoliną do sukcesu. Potem otrzymywałem coraz więcej zleceń z obszaru medycyny i tak jest do dziś.
Zawsze uważałem, że sama znajomość języka angielskiego jest niewystarczająca, że trzeba czegoś więcej. Obecnie, po przetłumaczeniu ponad 25 tysięcy stron samych tekstów medycznych, po wydaniu kilku słowników medycznych, będąc współautorem wielu artykułów medycznych i prac naukowych z zakresu przekładu, nadal natrafiam na fragmenty, które wymagają dłuższego zastanowienia. Cały czas musimy się więc uczyć, w tym także współpracy ze sztuczną inteligencją.
W jakim zakresie korzysta Pan Doktor z SI w swojej pracy?
Sztuczna inteligencja pomaga w analizie tekstów, wyszukiwaniu paralelnych treści w literaturze i znajdowaniu istotnych źródeł, co pozwala na szybkie przetwarzanie dużych zbiorów danych, zmniejszając obciążenie, które mógłbym określić jako biurokratyczne. Mogę zatem poświęcić więcej czasu na analizę i badania.
Tu dochodzimy do paradoksu czasu. Jako pierwszy autor, wspólnie z prof. Justyną Paprocką i prof. Moniką Adamczyk-Sową, opracował Pan Doktor monografię z kolokacjami medycznymi i terminologiami do tłumaczeń specjalistycznych z zakresu neurologii. To efekt trwających siedem lat analiz językoznawstwa korpusowego i medycyny opartej na dowodach. Przygotowanie takiej publikacji wymaga ogromnej wiedzy, doświadczenia oraz interdyscyplinarnej współpracy. Na to trzeba mieć czas. Tymczasem sztuczna inteligencja przyzwyczaja nas do natychmiastowego efektu, otrzymywania odpowiedzi w ułamku sekundy. To jest przepaść.
Współpraca z ekspertami jest bezcenna. Jako filolog konsultuję się ze specjalistami z zakresu medycyny. Ich wyczucie terminologiczne zawsze okazuje się kluczowe tam, gdzie nie ma gotowych odpowiedników, lub w wypadku istnienia kilku synonimów. Osoba działająca w pojedynkę może popaść w rutynę. Gdybyśmy użyli sztucznej inteligencji do pisania monografii, zrobilibyśmy to znacznie szybciej, ale ucierpiałaby na tym weryfikacja danych. SI podpowiada schematy, opiera się na algorytmach, ale ostateczna decyzja zawsze należy do autorów. Świat zna już przypadki, że naukowcy skompromitowali się, bezkrytycznie kopiując treści podsuwane przez modele językowe. My bazowaliśmy na wiedzy bez komponentu SI, z czego jestem szczególnie dumny.
Korzystajmy zatem z SI, ale bądźmy wobec niej wyjątkowo krytyczni. Internet zawiera treści naukowe i pseudonaukowe. Bezrefleksyjne kopiowanie doprowadza do pomieszania faktów z halucynacjami, czyli treściami wygenerowanymi przez SI, które wydają się wiarygodne, ale nie mają oparcia w rzeczywistości. W medycynie może to być katastrofalne w skutkach. Obecnie SI nie jest nieomylna, dlatego kluczowa jest weryfikacja, a to wymaga cierpliwości i czasu. Tutaj nie ma drogi na skróty, jeśli mamy zachować precyzję i wiedzę opartą na dowodach.
Cierpliwość bywa jednak wynagrodzona. Które ze swoich dotychczasowych wyzwań tłumaczeniowych ocenia Pan Doktor jako najciekawsze?
Spośród moich najbardziej interesujących projektów, oprócz słowników medycznych, jakie stworzyłem, i najnowszego projektu z dziedziny neurologii, chciałbym wspomnieć o tłumaczeniu sześciu poradników Sekretariatu Rady Państw Morza Bałtyckiego dotyczących wdrażania Konwencji o prawach dziecka. Wymagało ono współpracy z Rzecznikiem Praw Dziecka oraz ministerstwami zdrowia i spraw społecznych Finlandii, Szwecji, Łotwy, Estonii, Norwegii i Wielkiej Brytanii. Fantastyczne doświadczenie w mojej karierze.
Z jakim nastawieniem patrzy Pan w przyszłość, w której technologia trochę jednak odbiera nam poczucie przewidywalności i kontroli nad własną ścieżką zawodową?
Zalecałbym daleko posuniętą ostrożność. Zakończmy wywiad metaforą, która doskonale oddaje moje podejście – życie przypomina podróż pociągiem, w którym zmieniają się pasażerowie i ich role, a kierunek podróży nie zawsze jest w pełni przewidywalny. Ufam, że tłumaczenia pozostaną trwałym „wagonem” mojej podróży, przy jednoczesnej świadomości, że jedyną stałą rzeczą w życiu są zmiany. Nie jesteśmy w stanie precyzyjnie przewidzieć trajektorii tych zmian. Pozostaje jednak nadzieja, że ich kierunek będzie zgodny z oczekiwaniami i nie zmaterializują się wyłącznie pesymistyczne scenariusze związane z rozwojem sztucznej inteligencji. Technologia ta, podobnie jak wiele czynników, może być zarówno narzędziem wspierającym, jak i źródłem ogromnych zagrożeń – kluczowe znaczenie mają zakres i sposób jej zastosowania. Jako doktor nauk o zdrowiu posłużę się analogią medyczną – woda jest niezbędna do życia, lecz spożyta w nadmiarze w bardzo krótkim czasie (powyżej 5 litrów) może prowadzić do gwałtownego spadku stężenia sodu, obrzęku mózgu i zgonu. Analogii tej można użyć także w odniesieniu do relacji między tłumaczeniami a SI. Jak będzie w praktyce, pokaże czas. Przyszłość pozostaje nieprzewidywalna, co tym bardziej skłania mnie do oczekiwania jej z przekonaniem, że najlepsze i najciekawsze jest jeszcze przede mną.
Bardzo dziękuję za rozmowę.