Taka „cegła” budzi czytelniczy respekt już samą swoją objętością. Silnie kontrastuje z nią lapidarny i esencjonalny tytuł złożony z trzech liter/dźwięków. Te dźwięki to dwie spółgłoski – obie twarde, l – sonorna, t (graficznie d) zwarto- -wybuchowa oraz samogłoska u (graficznie ó) – zaokrąglona. A więc w trakcie wymawiania dwóch pierwszych głosek powietrze przepływa przez usta swobodnie, bez przeszkód, by przy artykulacji ostatniej po pełnym zablokowaniu spokojnego nurtu powietrza w jamie ustnej nastąpiło jego gwałtowne uwolnienie. Wyraz jest dźwiękowo kontrastowy, końcowa eksplozja potęguje dramatyzm zjawiska klimatyczno-kulturowego nazwanego słowem lód.
Hamlet mówi: „Słowa, słowa, słowa”, zbywająco odpowiadając na pytanie Poloniusza: „Cóż to czytasz, mości książę?”.
Ile słów liczy Lód, ponadtysiącstronicowa powieść o lakonicznym tytule? AI, nie mając gotowej odpowiedzi na to pytanie, przypuszcza, że jej objętość, znacznie wykraczająca poza normy typowej powieści (ok. 80–100 tys. słów), przekłada się na setki tysięcy słów. Językoznawca kwantytatywny, gdyby zajął się twórczością Jacka Dukaja, udzieliłby odpowiedzi dokładniejszej i głębszej.
Do legend literackich należy obiegowa opowieść o tym, że sześć angielskich słów Ernesta Hemingwaya: „For sale: baby shoes, never worn”, czyli ‘Sprzedam: buciki dziecięce, nigdy nienoszone’, stanowi najkrótsze opowiadanie, realizując zasadę: minimum słów, maksimum treści. Jaką historię opowiadają te słowa mogące nieść w sobie niewypowiedziane eksplicytnie wydarzenia, emocje?
Pisarze czasem boją się zacząć nowy utwór: to syndrom pierwszego zdania. Bohaterka powieści Christine Kerdellant Dziesięć minut po miłości (2004), dziennikarka pisma kobiecego, nazywa je „przeklętym”. „Byle tylko przezwyciężyć strach przed pierwszym zdaniem” – powtarzał Jerzy Andrzejewski, nim napisał Bramy raju (1960). Pierwsze zdanie weszło do historii literatury polskiej jako najdłuższe, rozwijające się na około 100 stronach. Andrzej Wajda, który planował ekranizację powieści Andrzejewskiego, wspomina spotkanie z pisarzem: „[...] zaczyna czytać mi opowiadanie. Ze zdumieniem się orientuję, że ta fraza nabiera rozpędu, nabiera, coraz bardziej, coraz bardziej… Myślę: do czego to zmierza?, ja z tego nie zrobię żadnego filmu!, o co chodzi? No i nagle jest kropka, a potem »I szli całą noc«” (https://culture.pl/pl/artykul/krotka-historia-najdluzszego-zdania-w-literaturze-polskiej). To było drugie, ostatnie zdanie dzieła.
Zdanie otwierające Lód intryguje: „14 lipca 1924 roku, gdy przyszli po mnie czynownicy Ministerjum Zimy, wieczorem tego dnia, w wigilję syberjady, dopiero wtedy zacząłem podejrzewać, że nie istnieję.” (s. 7). I do końca czytelnik tkwi w ciekawości. A ostatnie zdanie: „-Ja.”, lapidarne, brzmi siarczyście! Lód mocno trzyma w swoich okowach.