Czym jest audyzm i co leży u jego podstaw? Jakie są formy tego rodzaju dyskryminacji? Jak wygląda relacja między językiem migowym a językiem narodowym? Dr Małgorzata Myl-Chojnacka z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach w ramach konkursu „Swoboda badań” Inicjatywy Doskonałości Badawczej realizowała projekt poświęcony sytuacji osób g/Głuchych w Polsce i w Wielkiej Brytanii. Badaczka chciała przede wszystkim ustalić, jakie są przyczyny dyskryminacji osób g/Głuchych. Audyzm ma wiele twarzy – bardziej oczywistych i zupełnie ukrytych.
– W swoich badaniach założyłam, że odnoszę się zarówno do osób, które identyfikują się jako społeczność Głuchych, czyli zapis jest wielką literą G, jak i osób, które nie identyfikują się z kulturą Głuchych, tylko mają jakąś formę niedosłuchu lub wady słuchu, i wówczas zapis jest małą literką g – wyjaśnia badaczka.
Ludzie są powszechnie zaznajomieni z ogólnym pojęciem dyskryminacji, a nawet szczególnymi jej formami, takimi jak dyskryminacja kobiet, osób starszych czy z niepełnosprawnościami, ale zdaniem dr M. Myl-Chojnackiej na poziomie bardziej szczegółowym pojawia się myślenie stereotypowe.
– Mnie uderzyło, że my jako ludzie często nie mamy świadomości, z czym osoby g/Głuche muszą się mierzyć. Dotknęło mnie to osobiście, ponieważ gdy zaczynałam pracę z osobami g/Głuchymi, wydawało mi się, że każda osoba g/Głucha w Polsce potrafi czytać i pisać w języku polskim. Tymczasem tak nie jest – przyznaje prawniczka.
Pewna grupa osób g/Głuchych nie ma znajomości języka polskiego w piśmie lub ma ją w ograniczonym stopniu. Dopiero zrozumienie tego faktu pozwala uświadomić sobie wagę języka migowego dla tych osób. Ważne jest właściwe uregulowanie i ugruntowanie statusu języka migowego w polskim systemie prawnym. Zdaniem badaczki dopiero nadanie odpowiedniej rangi temu językowi pozwoli poprawić sytuację osób g/Głuchych, m.in. w edukacji, dostępie do informacji i ochronie zdrowia. W Polsce istnieje ustawa poświęcona językowi migowemu, co jest konsekwencją faktu, że jesteśmy jako państwo stroną międzynarodowej Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych.
– W tej konwencji wprost stwierdzono, że język migowy jest pełnoprawną formą komunikacji i spełnia wymogi języka. Jako strona tej konwencji musieliśmy przyjąć odpowiednie regulacje – wyjaśnia naukowczyni.
Dr M. Myl-Chojnacka badała sytuację w Wielkiej Brytanii, gdzie pod względem podejścia do osób g/Głuchych jest lepiej niż w Polsce. W naszym kraju – w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii – dostęp do tłumacza języka migowego jest ograniczony. Przyjęto tam dotyczące tej kwestii specjalne regulacje, które mogą stać się inspiracją do wprowadzenia zmian w polskim prawie. U nas również są określone regulacje prawne pomagające dyskryminowanym osobom z niepełnosprawnościami – mamy ustawę o języku migowym i innych środkach komunikowania się osób g/Głuchych oraz ustawę o zapewnieniu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami. Język migowy został w niej uznany za narzędzie dostępności. Pierwsza z tych ustaw jest aktualnie poddawana ocenie.
– Warto wspomnieć, że w Polsce tak naprawdę funkcjonują równolegle dwa języki: język polski i polski język migowy, którym posługują się osoby g/Głuche, a do tego funkcjonuje system językowo-migowy – mówi badaczka z Wydziału Prawa i Administracji.
Polski język migowy ma swoją gramatykę, leksykę, natomiast system językowo-migowy polega na wspomaganiu wypowiedzi dźwiękowo-artykulacyjnej określonymi znakami migowymi. Nie jest to naturalny język osób g/Głuchych – to tak naprawdę sztuczna forma, której często nie znają. W ustawie polski język migowy uznano za naturalny sposób komunikowania się, system językowy natomiast uznano za podstawową formę. Wprowadza to pewien dysonans, ponieważ nie wiadomo, którym językiem powinni się posługiwać np. urzędnicy czy zatrudnieni tłumacze w jednostkach publicznych. Dr M. Myl-Chojnacka podkreśla potrzebę zmiany tych regulacji prawnych. Nad nowelizacją ustawy pracują nie tylko prawnicy, lecz również osoby g/Głuche.
Ustawa o dostępności odnosi się do organów publicznych i jednostek finansowanych w znaczącym stopniu ze środków publicznych. Nie są to jednak wszystkie miejsca, w których osoby g/Głuche potrzebują wsparcia tłumacza. Tej ustawie nie podlegają np. sądy. Zapewnianie dostępności przez organy ochrony prawnej określają odrębne regulacje.
– Kiedyś pomagałam koleżance, która jest osobą g/Głuchą. Chciałyśmy sprawdzić, jak pewne rozwiązania wyglądają w praktyce. Na stronie internetowej urzędu była informacja o dostępności tłumaczy, ale z adnotacją, że takie zapotrzebowanie zgłasza się kilka dni wcześniej. Pierwszą podstawową formą kontaktu zgłoszenia był telefon. Pojawia się pytanie: Jak osoba g/Głucha samodzielnie ma zadzwonić do urzędu i zasygnalizować, że potrzebuje tłumacza języka migowego? Zadzwoniłam więc do urzędu, gdzie stwierdzono, że jeśli jest to osoba pełnoletnia, ma to załatwić sama, np. poprzez wysłanie e-maila. I tu pojawia się kolejny problem: nie każda osoba g/Głucha wyśle wiadomość, ponieważ nie potrafi jej napisać. Zatem teoretycznie mamy dostępność, a w praktyce wygląda to różnie – opowiada dr M. Myl-Chojnacka.
Badaczka zwraca również uwagę, że tak naprawdę każda osoba może się zgłosić jako tłumacz języka migowego – kwalifikacje nie są weryfikowane. Nowelizacja ustawy może pomóc ustalić jasne ramy kwalifikacji tłumaczy, ale nie rozwiąże wszystkich problemów. Jednym z nich jest niedostateczna jakość kształcenia tłumaczy języka migowego, a także brak jasnych wymagań dotyczących ich kompetencji oraz kwalifikacji nauczycieli pracujących z osobami g/Głuchymi. Obecnie brakuje tłumaczy mających odpowiednią praktykę i kwalifikacje do tłumaczenia w specjalnych dziedzinach, np. prawo, medycyna.
– Sytuacja osób g/Głuchych była całkowicie ignorowana przez wiele lat. Tak naprawdę dopiero teraz się o tym mówi. Pojawiają się nawet publikacje popularnonaukowe, które doskonale nagłaśniają ten temat – mówi prawniczka.
Dr M. Myl-Chojnacka zaznacza, że niestety nadal brakuje świadomości, z czym zmagają się osoby g/Głuche i jakie są ich potrzeby. Do tego dochodzi strach i niepewność – niektórzy nie wiedzą na przykład, jak zainicjować kontakt z osobą g/Głuchą, co powiedzieć, jak się zachować. Kluczowe jest uświadamianie społeczeństwa i szerzenie wiedzy na ten temat.
Badaczka zauważa, że w Wielkiej Brytanii i Szwecji jest też inna świadomość osób g/Głuchych – znają one swoje prawa, wiedzą na przykład, ile godzin tłumaczeń przysługuje im w tygodniu. W Polsce natomiast nie jest to zagwarantowane i cały czas trzeba pisać różne wnioski. Inna sytuacja jest również na uczelniach – dr M. Myl-Chojnacka uczestniczyła w spotkaniach ze studentami na Uniwersytecie Manchesterskim i Uniwersytecie Sztokholmskim, gdzie w biurach dostępności stale obecni są tłumacze języka migowego, dzięki czemu osoby g/Głuche bez problemu mogą w pełni uczestniczyć w zajęciach, co później przekłada się na zwiększenie ich szans na rynku pracy.
W Polsce wciąż istnieją jednostki publiczne, które nie zapewniają wsparcia dla osób g/Głuchych nawet na minimalnym poziomie. Zdaniem badaczki problem ten nie wynika ze złej woli władz, lecz ma charakter systemowy i często wiąże się z niedostatecznym finansowaniem.
W budynkach Uniwersytetu Śląskiego, także na Wydziale Prawa i Administracji, są zamontowane pętle indukcyjne umożliwiające słyszenie w aparatach słuchowych. Istnieje również możliwość skorzystania z tłumacza języka migowego. Tymi kwestiami zajmuje się na naszej uczelni koordynatorka ds. dostępności Anna Nawrot.
– Cieszyłam się, kiedy nasz uniwersytet rozpoczął kursy podstawowe polskiego języka migowego. Sama brałam w nich udział. To był pierwszy etap mojej nauki, którą później kontynuowałam na własną rękę. Stwierdziłam, że pracując z osobami g/Głuchymi, badając sytuację audyzmu w Polsce, muszę posługiwać się ich językiem. Myślę, że nauczenie się podstawowych zwrotów, nawet tylko grzecznościowych, nie wymaga dużego wysiłku, a na pewno byłoby pierwszym krokiem do zwiększenia wiedzy i świadomości. A to już będzie duży sukces, który może przyspieszyć zmiany prawne – konkluduje dr M. Myl-Chojnacka.