Ojczyzna? To dwóch, trzech ludzi których znam. Jean Genet

PODRÓŻE PO MNIEJSZYM NIEBIE

Ojczyzna prywatna – ojczyzna lokalna

Od kilkunastu już lat jesteśmy świadkami "odżywania lokalizmów i regionalizmów", ożywienia ruchów samorządowych, mniejszości etnicznych czy wyznaniowych. Innymi słowy, stając się obywatelami Europy i świata nierzadko pozostajemy wciąż przypisani do "małej ojczyzny prywatnej", zwanej niekiedy metaforycznie mniejszym niebem, a zatem do niepowtarzalnego miejsca na ziemi kształtującego naszą osobowość. Rodzinna wieś, miasteczko czy miasto, istniejące tu i teraz, są ludziom zazwyczaj bliższe niźli nieskonkretyzowany, nieczytelny i obcy w istocie świat czy kontynent. I nie zmienia tego fakt, iż ludzie z takiej ojczyzny doskonale znani i bliscy, potrafią być dokuczliwi, natrętni, zajęci kolportażem lokalnych plotek. Z całą niemal pewnością można zatem powiedzieć, iż mała ojczyzna, symbol miejsca oraz społeczności lokalnej, stanowi naturalne dopełnienie i continuum zarazem ojczyzny wielkiej, ideologicznej. Warto na marginesie przypomnieć, że upowszechnione przez Stanisława Ossowskiego pojęcia ojczyzna prywatna (mała) i ideologiczna (wielka) mają niemiecki rodowód. W tym właśnie języku istnieje terminologiczna diada: heimat oraz Vaterland, precyzyjnie referująca istotę obu ojczyzn.

Dowartościowanie małych społeczności ważne jest z wielu powodów. Otóż powojenne losy Polski, deformujący wpływ realnego socjalizmu, polityka władz centralnych wobec rodzimych regionów, sprawiły, iż wielu mieszkańców rozluźniło lub postradało związki z ojczyzną prywatną. Jednocześnie ich dzieci są już – lub w najbliższej przyszłości stać się mogą – ludźmi bez ojczyzny prywatnej. Prawdę o tej ojczyźnie warto przeto – i trzeba – im wszystkim przypominać. Nie można jednocześnie zaniedbywać solidnej i starannej edukacji obywatelskiej, dotyczącej zwłaszcza udziału Polski w przyszłych strukturach i instytucjach europejskich, w społeczeństwach wielokulturowych, opartych na pierwiastku tolerancji. Jedynie równoczesne i równoległe kształcenie prywatnoojczyźniane i kontynentalne daje młodziankowi z szkoły podstawowej i ponadpostawowej szanse dobrego funkcjonowania w zmieniającej się rzeczywistości europejskiej, polskiej i regionalnej. Warto może pamiętać, iż pojęcie "ojczyzna prywatna" pochodzi najprawdopodobniej od starogermańskiego "heimskepija", oznaczającego pierwotny związek między domem i wielkim kosmosem, cywilizacja planetarną.

Gmina i ojczyzna prywatna

"Gmina – pisał przed stu pięćdziesięciu laty Alexis de Tocqueville – to jedyny związek, który posiada tak bardzo naturalny charakter że powstaje samorzutnie wszędzie tam, gdzie gromadzą się ludzie. Społeczność gminna pojawia się więc u wszystkich ludów, niezależnie od ich zwyczajów i praw. Człowiek stworzył monarchię i ustanowił republiki, gmina zaś zdaje się pochodzić wprost od Boga". Ta historyczna już pochwała lokalizmu dobrze ilustruje wciąż aktualny pogląd na potencjalną rolę społeczności lokalnych, ojczyzny prywatnej czy „zaścianka" w procesach rozwojowych. To co w nauce i eseistyce przez lata odkrywali Platon, A. Tocqueville czy później Alvin Toffler, a co metaforycznie nazywać można „mniejszym niebem", w literaturze najpiękniej opisywali Iwan Turgieniew, John Steinbeck, William Faulkner, Wasyl Szukszyn, Władysław Reymont czy inny laureat literackiej nagrody Nobla – Gabriel Garcia Marquez. Wydaje się nawet, iż wymyślone przez Marqueza miasteczko Macondo, z niepowtarzalną galerią zaściankowych postaci, takich jak Urszula, Jose Arcadio, Amaranta, jest idealnym wyobrażeniem ojczyzny prywatnej i miejsca. Fizycznie Macondo nie istnieje, ale jednocześnie dostrzec je można wszędzie, w Chorzowie, Bieruniu, na Rynku Wieluńskim, Zawodziu, w Wyrach, Gostyni, Kobiórze czy Piasku. Wciąż bowiem powszechne jest tam przypisanie do oswojonego miejsca, tworzenie jego historii, nobilitowanie ojczyzny prywatnej i – przez to – wartości regionalnych, czasem nawet ich mitologizowanie.

Nie wdając się w tyleż wyczerpujące co jałowe spory definicyjne można jednak wyeksponować kilka cech ojczyzny prywatnej, spośród których jedna jest najistotniejsza. Przede wszystkim ten typ ojczyzny przypisany jest konkretnym miejscom. Powszechnie dziś stosowane w nauce rozróżnienie między „miejscem" i „przestrzenią" przeprowadził Yi-Fu Tuan, amerykański geograf chińskiego pochodzenia. "Przestrzeń – pisał – jest w zachodnim świecie powszechnie przyjętym symbolem wolności. Przestrzeń stoi otworem, sugeruje przyszłość i zachęca do działania […]. Zamknięta i uczłowieczona przestrzeń staje się miejscem. W porównaniu z przestrzenią, miejsce jest spokojnym centrum ustalonych wartości. Istotom ludzkim potrzebne jest zarówno miejsce, jak i przestrzeń […]. Miejsce to bezpieczeństwo, przestrzeń to wolność: przywiązani jesteśmy do pierwszego i tęsknimy za drugą. Nie ma lepszego miejsca niż dom". Przestrzeń symbolizuje przeto daleki świat, mało znany, chociaż kuszący rozmiarami i wyobrażaną wolnością; miejsce zaś – uosabia mikroświat uporządkowany, swojski, nieco krępujący ale za to całkowicie bezpieczny. Miał zatem racje Horst Bienek, pisarz niemiecki urodzony na Górnym Śląsku, iż ojczyzna to w pierwszej kolejności dzieciństwo i dom rodzinny. Taką ojczyzną dla mnie samego pozostała Częstochowa, a układem emocjonalnego odniesienia nie tylko dom rodzinny, ale także groby moich najbliższych, znaczące i symboliczne elementy związków z konkretnym miejscem. Cmentarz zawsze jest bowiem zwornikiem trzech grup społecznych: tych którzy już odeszli, tych którzy żyją i tych wreszcie, którzy dopiero się narodzą.

Społeczności lokalne cechuje – gdyby użyć terminologii teatralnej – ograniczona liczba aktorów, a zachodzące między nimi relacje mają charakter bezpośredni, określany mianem kontaktów twarzą w twarz. Ludzi z lokalnej sceny łączy pewna wspólnota celów i środków wynikająca ze wspólnoty życia codziennego. Chodzi tutaj o zbiór wartości i norm opierających się w znacznym stopniu historycznym przemianom i regulujących zachowania codzienne, ustalających ich rytmy czy cykle. Na koniec wreszcie, społeczności lokalne charakteryzuje swoista samowystarczalność i całe niemal życie tworzących je ludzi upływać może w ich obrębie. Z nostalgią wspominam jedne z pierwszych moich badań prowadzonych w Bogucicach, stanowiących przecież dzielnicę Katowic. Ale dla mieszkających tam starzyków wyjazd do centrum, był – jak to określali – wyprawą do miasta, uciążliwą i podejmowana niechętnie. Wszak w najbliższym otoczeniu był kościół, cmentarz, szpitalik, kopalnia, niezbędne sklepy i punkty usługowe. Życie w takiej – umarłej już – klasycznej społeczności lokalnej toczyło się zatem zgodnie z rytmem życiowym człowieka, który najpierw rodzi się, uczy, pracuje, choruje i na końcu umiera pośród bliskich oraz najbliższych, doskonale znanych osób z lokalnej sceny społecznej.

Ludzie bez ojczyzny prywatnej?

Badania socjologiczne prowadzone w nowych zespołach i „osiedlach" miast górnośląskich, zagłębiowskich czy częstochowskich dowodzą jednoznacznie, iż mieszkający w nich ludzie i ich dzieci w skromnym stopniu identyfikują się z blokowiskami, zbudowanymi z wielkiej płyty, pozbawionymi wartości symbolicznych i treści kulturowych, amorficznymi i nieznacznie zróżnicowanymi. Genius loci, czyli duch miejsca, który jest zawsze decydującym elementem składowym ojczyzny prywatnej został z blokowisk-sypialni wyrugowany. Można zatem przyjąć, iż nauka o takiej właśnie ojczyźnie będzie w Jastrzębiu, Tychach i w większości nowych "osiedli" Górnego Śląska, Zagłębia Dąbrowskiego czy całej Polski poważnie utrudniona, choć z całą pewnością możliwa. Przestrzeni kraju nie zapełniają bowiem wyłącznie wielkie zespoły mieszkaniowe – kojarzone często przez młodzież jako symbole nowoczesności – ale wpisane są w nią również ginące już stare kwartały o znacznych walorach historycznych i symbolicznych, muzea, pomniki przyrody, miejsca o dużych treściach kulturowych i symbolicznych. Nawet ponure hałdy skały płonnej, przepastne wyrobiska górnicze i zapadliska mogą być pomocne w nauczaniu o ojczyźnie prywatnej i jej historii. Nieodzowna jest jednak wysoka wrażliwość nauczyciela i ucznia, której nie można wykształcić wyłącznie w wyniku formalnej edukacji. W znacznej bowiem stopniu wynosi się ją ze środowiska rodzinnego, zwłaszcza rodzicielskiego, społeczności lokalnej i zbiorowości pozaszkolnych. Trudno w tym miejscu nie przywołać refleksji znakomitego artysty Franciszka Starowowieyskiego, świadczącym o tym jak inaczej postrzegać i opisywać można trwałe elementy górnośląskiego pejzażu. "Hałdy – powiada Franciszek Starowieyski, potomek Georga von Gische’go, fundatora katowickiego Giszowca – świadczą o tym, że zdarzył się w XIX wieku wielki wybuch przemysłu i taki właśnie pejzaż stworzył. Hałdy – dodaje – tak jak katedry, zamki należą już do zabytków. Przed Piekarami znalazłem cudowne miejsce, tam ostały się hałdy z huty metali, kolorowych, jest tam przepiękna szlaka wymieszana z żużlem. Piękne hałdy, intensywnie czerwone, ze wspaniałą strukturą spękań, małymi grotami. Dookoła tych hałd wytworzył się dziwny mikroklimat, dziwna rozbuchana flora. Na przedmieściach Katowic były wełnowieckie hałdy – nieduże, lano je na gorąco. Wyglądały jak skały ulubione przez chińskich malarzy epoki Kang-Szi. Były to ażurowe formy z prześwitami, jakieś pnącza się tam snuły, zielska. Hałdy były szaro-czarno-brązowe. Swego czasu namawiałem swojego byłego teścia – powiada dalej F. Starowieyski – który był tutaj architektem miejskim, aby zachować te hałdy jako rzeźby. Niestety te hałdy wyrównano".

Waga tej indywidualnej i profesjonalnej wrażliwości w edukacji regionalnej trudna jest do przecenienia. Jej brak oznacza bowiem konieczność psychologicznych, pedagogicznych czy socjotechnicznych nacisków na nauczyciela, ucznia, rodziców i instytucje pozaszkolne w upowszechnianiu tego typu edukacji. Tym samym w procesie wymuszonego kształcenia tworzy się – jak można powiedzieć z pewną dozą przesady i przewrotności – ojczyznę prywatną bez ludzi, zaspokajając tym samym potrzeby regionalistów, entuzjastów ojczyzn lokalnych, ale nie rzeczywistych odbiorców takiego przekazu.

Edukacja regionalna a ojczyzna prywatna

Edukacja regionalna, określana niekiedy mianem edukacji środowiskowej, ma na Śląsku, w Wielkopolsce i całym kraju bogate tradycje do których można i należy sięgać bez względu na stale zmieniające się projekty oraz programy nauczania przygotowywane w MEN. W Polsce międzywojennej i powojennej bez trudu dostrzec można stale zmieniające się – zazwyczaj ze względów politycznych – zainteresowanie tym typem kształcenia. Z jednej bowiem strony, separatystyczne tendencje dostrzegalne w „Rzeczypospolitej Kresowej", jak i propagowane w Polsce realnego socjalizmu hasło o jedności narodu, nie mogły pozostawać bez wpływu na ograniczanie czy wręcz rugowanie – z programów kształcenia – wielu treści regionalnych i lokalnych. Te historyczne już doświadczenia są pouczające, albowiem dowodzą one iż politycznie uwarunkowane ingerencje w system edukacji zmierzające do minimalizowania przekazów regionalnych prowadzą niemal zawsze do rezultatów odwrotnych od zamierzonych. Zamiast ograniczać czy pacyfikować separatyzmy, jeszcze bardziej je wzmacniają, zamiast wyciszać konflikty etniczne w regionach pogranicza przyczyniają się do ich eskalacji. Ułatwiają też procesy dystansowania się znacznej części ludności z takich właśnie regionów od kultury narodowej i poszukiwania nowej ojczyzny ideologicznej, ulokowanej poza granicami Polski.

Wszystkie te okoliczności jednoznacznie przemawiają za powrotem do szkół albo przedmiotu zatytułowanego Wiedza o ojczyźnie lokalnej, albo też poważnego wzmocnienia treści lokalnych i regionalnych w procesie kształcenia geograficznego, historycznego, polonistycznego, obywatelskiego, katechetycznego czy bibliotecznego. Konieczne są także równoległe zabiegi zmierzające do upowszechniania wiedzy o regionach polskich poza ich granicami. Podręcznikowa historia kraju nie może, i nie powinna być jedynie historią Kongresówki, ale uwzględniać musi losy Śląska, Wielkopolski, Małopolski, Pomorza czy Warmii.

Projektowany przedmiot, wiedza o ojczyźnie lokalnej, winien składać się z przynajmniej sześć elementów: mikroekologii czyli wiedzy o lokalnym środowisku przyrodniczym i możliwościach ekorozwoju, mikrogeografii czyli wiedzy o lokalnej topografii, historii społeczności lokalnej czyli wiedzy o lokalnych wydarzeniach i lokalnych bohaterach, lokalnych strukturach i rozwiązaniach politycznych, lokalnym sporcie, socjologicznej wiedzy o społeczności lokalnej, w tym wiedzy o krainach kulturowych Polski, o koniecznych przeobrażeniach gospodarczych i cywilizacyjnych poszczególnych krain, wiedzy o literaturze regionalnej oraz gwarze i jej lokalnych odmianach, wiedzy o lokalnej kulturze materialnej (urbanistyka, architektura), lokalnej twórczości artystycznej (muzycznej, malarskiej, rzeźbiarskiej) i rzemieślniczej.

Mikroekologia winna dostarczać uczniom podstawowej wiedzy o środowisku przyrodniczym regionu, traktowanym wszakże jako swoista wartość kulturowa, współtworzącą lokalną tożsamość społeczną. Przyroda nie może być postrzegana przez ucznia jako zbiór niewyczerpalnych wręcz zasobów eksploatowanych na Śląsku od dwustu już lat. Kulturalistyczne, a nie instrumentalne, pojmowanie środowiska w mikroekologii bliskie jest lansowanemu przez wiele instytucji międzynarodowych podejściu określanemu mianem ekorozwoju. Najogólniej ujmując, chodzi o taki rozwój społeczny, który jest skoordynowany z warunkami środowiskowymi, nie prowadzi do dalszej degradacji przyrody, choć wykorzystuje jej zasoby.

Nauczanie mikrogeografii winno prowadzić do znajomości lokalnej topografii, ukształtowania terenu, nazw wzgórz, biegu i nazw rzek, poznania pomników przyrody. Niezwykle ważne jest również odtworzenie lokalnych legend i podań związanych z miejscowymi nazwami geograficznymi. Wysoce wartościowe okazać są mogą również poszukiwania etymologicznego, tym bardziej, iż w wielu regionach kraju mają one długą i dobrą tradycję.

Edukacja z zakresu historii lokalnej winna pozwolić uczniom na: rekonstruowanie najważniejszych wydarzeń z życia rodziny i najbliższego środowiska, objaśnianie zabytków historycznych w najbliższej okolicy, rozumienie związanych z nim legend i podań.

Wydaje się jednak, iż ten typ edukacji powinien również pozwalać wychowankom na rozumienie lokalnej ikonografii, zwłaszcza zaś herbu miasteczka czy miasta, ułatwiać rekonstrukcję rodzinnej genealogii czy poznawać etymologię własnego nazwiska. W rezultacie kształcenie mikrohistoryczne budzić może: autentyczne, a nie wymuszone zainteresowanie losami własnej rodziny, zbiorowości i społeczności lokalnej, regionalnej, postawy ochronne wobec zabytków postrzeganych przez ucznia jako nośniki wartości symbolicznych i kulturowych, związanych nierzadko z jego własną rodziną.

Socjologiczna wiedza o społeczności lokalnej winna ułatwiać uczniowi rekonstrukcję kluczowych elementów tożsamości kulturowej społeczności lokalnych, ukazywać społeczną historię ojczyzn prywatnych, ich wielokulturowość i tradycję. Ważnym elementem Wiedzy o ojczyźnie lokalnej jest wiedza o literaturze regionalnej oraz o gwarze i miejscowych jej odmianach. Ten typ kształcenia w najmniejszym jednak stopniu nie może oznaczać jakiegokolwiek zaniedbywania nauki o literaturze polskiej i języku literac-kim. Winien natomiast być wobec tej nauki komplementarny. Elementy wiedzy o miejscowej gwarze, znaczeniu najważniejszych jej pojęć winny utrwalać u ucznia przekonanie, iż znajomość gwary nie jest niczym wstydliwym, a w wielu przypadkach stanowić może powód do dumy i podkreślania indywidualnej tożsamości.

Ostatnim choć wcale nie najmniej ważnym elementem strukturalnym projektowanego przedmiotu jest wiedza o lokalnej kulturze materialnej (urbanistyka, architektura), lokalnej twórczości artystycznej (muzycznej, malarskiej, rzeźbiarskiej) oraz rzemiośle artystycznym i reliktowym. Winna ona ukazywać niepowtarzalne cechy i ryty historycznych rozwiązań urbanistyczno-architektonicznych rzutujących na współczesne układy przestrzenne miasta, miasteczka czy wsi, dostarczać podstawowych informacji o stylach w architekturze, w tym zwłaszcza obecnych w ojczyźnie lokalnej, eksponować dokonania profesjonalnych i nieprofesjonalnych artystów oraz przedstawicieli rzemiosła artystycznego i reliktowego (np. metaloplastyków, ludwisarzy, rusznikarzy).

Finis mundi czyli zakończenie

W literaturze z gatunku science fiction zawierającej opisy cywilizacji światowej i przyszłej jej ewolucji znaleźć można oceny niezwykle pesymistyczne i katastroficzne. Coraz bardziej dominująca staje się teza o apokaliptycznym końcu świata lub co najmniej o jego zmierzchu (finis mundi). Nawiasem mówiąc pojęcie Europa, pochodzące zapewne z języka akadyjskiego erebu także oznacza zmierzch i schyłek. Jednocześnie w literaturze pięknej poświęconej zaściankowi, „ojczyźnie prywatnej", stosunkowo częste są opisy pochwalne i wyidealizowane. Podobnie jest w nowszej eseistyce naukowej. Tworzący ją autorzy zalecają zarazem przesunięcie rozwojowych punktów ciężkości z wielkich systemów społecznych do układów lokalnych, prywatnoojczyźnianych. Nie oznacza to bynajmniej lekceważenia sprawczej roli wielkich społeczeństw kontynentalnych i planetarnych; dowartościowuje natomiast zbiorowości lokalne i regionalne. Dla wielu z nas to one są rzeczywistością podstawową.

MAREK S. SZCZEPAŃSKI

Wykład wygłoszony podczas pierwszej uroczystej inauguracji roku akademickiego w Zespole Szkół Wyższych w Rybniku (23 października 2001 r.)

Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania
NiesklasyfikowaneKronika UŚNiesklasyfikowaneStopnie i tytuły naukoweNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneNowe książkiNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneW sosie własnymNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowane
Zobacz stronę wydania...