Chodząc po Katowicach

Wiosną, gdy już przestaną nas dręczyć opady śniegu, zlodowacenia i inne zimowe atrakcje (choć jak zwykle należy się spodziewać „białej Wielkanocy”), wychodzimy na dwór (albo na pole, jeśli akurat wpadniemy do Krakowa) i oddajemy się rozkoszom spacerowania. Zimą spacerować też można, ale jest to nieco utrudnione. Musimy wkładać zimowe buty i uzbrajać je w tzw. raczki, które zapobiegają poślizgowi. Spacerując zimą z przyjacielem, zawsze dziwiliśmy się, widząc osoby biegające w lekkim, zdawałoby się, obuwiu typu „adidas”. Biegają i najwyraźniej nie mają problemów z zachowaniem równowagi (w przeciwieństwie do nas, którzy mimo raczków zaliczyliśmy bolesne upadki). Jak się to dzieje? Zacząłem już podejrzewać, że buty dla biegaczy mają specjalne podeszwy antypoślizgowe. Spytałem o tę sprawę miłą panią, która z wykształcenia jest fizjoterapeutką. Odpowiedziała, że to raczej kwestia samych butów, a dokładniej ich wysokości. Okazuje się, że zwykłe buty zimowe są wyższe i blokują kostkę, a tym samym stopę, która nie ma możliwości szybko zareagować na poślizg. „Adidaski” dają natomiast możliwości „mikroreakcji”, która pozwala zachować równowagę. Tyle zrozumiałem z uczonej odpowiedzi, ale przyjmuję ją chętnie do wiadomości. Sam, gdy to tylko możliwe, zmieniam obuwie zimowe na… (kibice i więźniowie używają skrótu k.m.w.t.w., czyli „kto ma wiedzieć, ten wie”). W każdym razie buty nadają się nie tylko do spacerów, ale w ogóle są wygodne i noszę je praktycznie codziennie.

À propos biegaczy. W katowickim Parku Kościuszki w każdą sobotę o 9 startuje bieg zwany Park Run. Byłem tam ostatnio z okazji Święta Liczby Pi, które dołączyło do Park Runu. Okazało się, że społeczność parkrunowa jest liczna, aczkolwiek rozreklamowanie biegu przez organizatorów Święta Liczby Pi podwoiło cotygodniową liczbę uczestników. Najważniejszą jednak nauką płynącą z obserwacji zaangażowania licznych biegaczy i wolontariuszy była dla mnie informacja, iż parkruny odbywają się na całym świecie. Obecnie biegi pięciokilometrowe odbywają się w 1900 miejscach na kuli ziemskiej, w tym 106 w Polsce. W każdym razie jest to nowa (dwudziestoletnia) świecka tradycja, sprzyjająca zdrowiu (jak mawiała moja nauczycielka francuskiego „w zdrowym ciele zdrowe cielę” – ale umówmy się: nie o to chodzi). Żeby pojawiła się liczba Pi, ktoś z organizatorów obliczył, że owe 5 km to w zaokrągleniu 3,14 mili (dokładniej 3,14 mili byłoby, gdyby przebiec 5053 m).

Chodząc po Katowicach, coraz częściej widuję na chodnikach napisy, najprawdopodobniej rysowane przez młodzież. Można by się spodziewać, że dziś pojawią się jakieś wulgaryzmy, ale nie. Idę i w pewnym momencie spostrzegam strzałki malowane kredą. Najwyraźniej to jakaś gra albo podchody. Nagle napis na chodniku: zrób 10 przysiadów. A kawałek dalej: przybij piątkę nieznajomemu. I tak dalej; w każdym razie napisy świadczące o przyjaznym nastawieniu do każdego, kto podąża śladami gry-spaceru.

Spacery stanowią istotny element naszej kultury. Wystarczy przypomnieć szkołę perypatetyków, którzy pod przewodem Arystotelesa rozważali problemy nauki, przechadzając się po terenie ateńskiego Likejonu, czyli Liceum. Jeden z jego młodszych kolegów, niejaki Archimedes, nie spacerował, a raczej siedział, malując figury geometryczne, lub kąpał się w wannie. O, i w tym momencie wyskoczył z kąpieli i z okrzykiem: Eureka! biegł przez Syrakuzy. Brak ruchu nie wpłynął korzystnie na zdrowie wielkiego uczonego, który wyliczył Pi z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku, ale przede wszystkim uznaje się go za odkrywcę tej stałej. Zginął, siedząc nad rysunkami kół, zabity przez rzymskiego żołnierza.

Znacznie później, w Heidelbergu powstała ścieżka filozofów, czyli Philosophenweg. Kiedyś pisałem w tym miejscu o katowickim Philosophenwegu, czyli ścieżce wzdłuż dawnych terenów kopalni Katowice. Można z niej było obserwować panoramę miasta, jeszcze bez wielu budynków, które powstały później. Przede wszystkim sama ścieżka została zabudowana przez gmachy NOSPR-u, MCK i Muzeum Śląskiego, ale i dziś z przyjemnością można tam spacerować, czego wszystkim czytelnikom życzy Stefan Oślizło.