Kwestia Paris is always a good idea dzięki charyzmatycznej aktorce weszła do kanonu skrzydlatych słów o filmowej proweniencji. A niezliczone stylowe i wystylizowane filmy (dla przykładu: O północy w Paryżu, reż. Woody Allen, 2011), lżejsza literatura piękna, romantyczne i urokliwe plakaty, nastrojowe fotografie takich mistrzów, jak Henri Cartier-Bresson, Robert Doisneau, Brassaï, Marc Riboud (a można też dodać nazwiska pionierów, jak Nadar czy Nicéphore Niépce), wyrafinowane piosenki w stylu Paris, Paris (1994) w mistrzowskim wykonaniu Malcolma McLarena i Catherine Deneuve czy poruszający hołd Sous le Ciel de Paris (1950) ekspresyjnie śpiewany przez Edith Piaf utrwalały pozycję stolicy Francji, Ville Lumière w sensie metaforycznym, ale i ville de lumière dosłownie, np. dzięki corocznej bożonarodzeniowej iluminacji miasta (a zwłaszcza Avenue des Champs-Élysées), jako klimatycznego, pełnego magii miejsca spotkań, przygód, miłości, zachwytu. Tak generalizujące opinie nie muszą odpowiadać (całej) prawdzie.
Słowa Sabriny przywołał Guillaume Musso jako motto jednego z rozdziałów powieści Apartament w Paryżu (wyd. polskie 2018), której główni bohaterowie przeżywający swoje kryzysy życiowe – była policjantka po próbie samobójczej i mizantropijny pisarz – przybywają do przedświątecznego Paryża, w którym trwa potężny strajk dezorganizujący życie w mieście (co często tam się zdarza) i grudzień pokazuje swoje najbardziej deprymujące oblicze.
Czy po 70 latach od premiery Sabriny Paryż jest nadal atrakcyjnym celem podróży dla Polaków? Z turystycznego rankingu 10 zagranicznych miast i regionów miejskich najczęściej przez nich wybieranych w 2025 roku wynika, że stolica Francji straciła swoją moc przyciągania. Co więcej, cudzoziemcy przybywający do Paryża – z wyobrażeniami o mieście ukształtowanymi filmami typu Amelia (Le fabuleux destin d'Amélie Poulain, reż. Jean-Pierre Jeunet, 2001) z Audrey Tautou, prototypową Francuzką – doświadczają syndromu paryskiego. Jego objawami są dolegliwości somatyczne, takie jak zawroty i bóle głowy, duszności, przyspieszone bicie serca, nadmierne pocenie się, wymioty, drżenie mięśni, ale też psychiczne, a tu mieści się zwłaszcza rozczarowanie rzeczywistością, codziennością (zupełnie jak u Wyspiańskiego: „a tu pospolitość skrzeczy,/ a tu pospolitość tłoczy,/ włazi w usta, w uszy, oczy”). Zdarza się to zwłaszcza wielbicielom Stolicy Mody pochodzącym z Dalekiego Wschodu. Japończycy trudno znoszą zderzenie obrazu wyidealizowanego Paryża, artystycznie wykreowanej iluzji, z rzeczywistością, nawet jeśli nie jest ona brutalna.
Ale Paryż jest też idealnym miejscem, w którym można doświadczyć syndromu Stendhala (1783–1842). Nagromadzenie w dzisiejszym Paryżu monumentalnych zabytków wszelkiego rodzaju, olśniewających obiektów sztuki, architektury, urbanistyki itd. z różnych epok, także nowoczesnej architektury, technologii, może powodować dolegliwości duchowe podobne do syndromu paryskiego, ale i różne bóle. Pisarz, który napisał przełomową powieść Czerwone i czarne (1830), ze słowami, które na długi czas ukształtowały światową literaturę: „Powieść to zwierciadło przechadzające się po gościńcu”, podczas podziwiania Florencji doświadczył emocji tak gwałtownych, że wywołały silną niedyspozycję i zmusiły go do kilkudniowego odpoczynku.
Może jednak – nawet ryzykując syndrom Stendhala – jako cel wiosennego city breaku wybrać Paryż (piosenkę April in Paris od 1933 roku miały w swoim repertuarze gwiazdy amerykańskie, a Charles Aznavour wyznaje: „J’aime Paris au mois de mai”)? Ale który Paryż? Wyidealizowaną stolicę douce France? Wieś w Polsce położoną w województwie kujawsko- pomorskim, w powiecie żnińskim, w gminie Żnin? „Polski Paryż”, czyli Szczecin? „Osiołkowi w żłoby dano…”.
Niezależnie od wyboru: „Zawsze będziemy mieli Paryż” – jak mówi do ukochanej Rick Blaine, grany przez Humphreya Bogarta, w finałowej scenie Casablanki (reż. Michael Curtiz, 1942).