UNIWEREK WEDŁUG ADAMA SMITHA

Zakłady, w których kształci się młodzież, mogą przynieść dochód. Nawet tam, gdzie wynagrodzenie nauczyciela nie pochodzi w całości z tego naturalnego źródła dochodu, nie jest konieczne, aby uzyskiwano je z ogólnego dochodu społeczeństwa. Czy te publiczne dotacje przyczyniły się do osiągnięcia celu, na który zostały przeznaczone? Tam, gdzie konkurencja jest wolna, rywalizacja konkurentów, zmusza każdego z nich, by starał się wykonać pracę z pewną dozą dokładności.

Dotacje zmniejszyły gorliwość nauczycieli

Jeśli nauczyciel utrzymuje się z poborów, to płyną one oczywiście ze źródła, które jest całkowicie niezależne od jego osiągnięć, reputacji i specjalności. W tym przypadku jego osobisty interes jest tak diametralnie sprzeczny z obowiązkami, jak to tylko możliwe. Jeżeli wynagrodzenie ma być dokładnie takie samo niezależnie od tego, czy wykonuje się jakiś uciążliwy obowiązek, czy też go nie wykonuje, to oczywiście będzie leżało w jego interesie, by swe obowiązki zaniedbał zupełnie. Albo, by wywiązywał się z nich w tak lekceważący sposób, na jaki mu władza zezwoli.

Jeżeli jego władzą nadrzędną jest jakieś ciało kolegialne, którego jest członkiem, to jest prawdopodobne, że w ich wspólnym interesie będą okazywać sobie wzajemną pobłażliwość. Każdy z nich zgodzi się chętnie, aby sąsiad zaniedbywał swoje obowiązki, byleby jemu wolno było czynić to samo.

Jeżeli przywileje absolwentów wydziału można uzyskać jedynie dzięki temu, że przebywało się pewną ilość lat na określonych uniwersytetach, to studenci siłą rzeczy napływać będą do nich niezależnie od zasług i reputacji nauczycieli, którzy tam wykładają. Gdyby zostawić studentom swobodę wyboru kolegium, mogłoby się to przyczynić do wzbudzenia rywalizacji pomiędzy poszczególnymi kolegiami. Jeżeli nauczyciel jest człowiekiem rozumnym, przykro musi mu być, gdy uświadamia sobie w czasie wykładów, że to, co mówi lub czyta, jest pozbawione sensu lub posiada go bardzo niewiele. Nie musi mu być także przyjemnie obserwować, jak większa część studentów ucieka z jego wykładów lub, być może, uczęszcza na nie z wyraźnymi oznakami lekceważenia, pogardy i szyderstwa.

Mit szkoły dla ucznia

Dyscyplina uniwersytetów jest na ogół obmyślona nie dla pożytku studentów, lecz dla wygody nauczycieli. Ma ona zawsze na celu utrzymać autorytet nauczyciela i niezależnie od tego, czy zaniedbuje on czy też wypełnia swe obowiązki, zmusić studentów do zachowania się wobec niego tak, jakby wykonywał ten obowiązek z największą gorliwością i umiejętnością. Nie trzeba uciekać się do dyscypliny, aby studenci uczęszczali na wykłady, których istotnie warto posłuchać.

Należy stwierdzić, że najlepiej prowadzi się te działy nauczania, w których nie istnieją żadne instytucje publiczne. Na uniwersytetach młodzież nie jest ani nauczana, ani też nie kształci się w tych dziedzinach wiedzy, których nauczanie jest obowiązkiem tych instytucji.

Gdyby nie było żadnych publicznych instytucji dla kształcenia młodzieży, nie wykładano by żadnego systemu ani przedmiotu, które nie były by poszukiwane, to jest takich, których opanowanie nie byłoby konieczne, korzystne lub przynajmniej modne. Prywatny nauczyciel nie mógłby nigdy wyjść na swoim nauczając przedmioty uważane ogólnie za bezużyteczne nagromadzenie sofizmatów i nonsensów. Tego rodzaju systemy i nauki mogą utrzymać się jedynie w tych oficjalnych instytucjach naukowych, których rozwój i dochody są całkowicie niezależne od wkładu pracy. Ponieważ nie ma żadnych publicznych instytucji dla edukacji kobiet, w programie ich wykształcenia nie ma nic bezużytecznego, absurdalnego lub fantastycznego. Naucza się tego, co ich rodzice uznają za konieczne lub pożyteczne i niczego poza tym.

Wyjazdy na zgniły Zachód

Coraz szerzej rozpowszechnia się zwyczaj wysyłania młodych ludzi w podróż za granicę bezpośrednio po ukończeniu szkół bez skierowania ich na uniwersytet. Podobno nasza młodzież powraca zazwyczaj do domu wiele zyskawszy. Młody człowiek powraca o trzy albo cztery lata starszy niż w chwili, gdy wyjeżdżał. W czasie samych podróży nabywa zazwyczaj pewnej ogólnej znajomości jednego lub dwóch obcych języków, która rzadko kiedy wystarcza, by władał tymi językami poprawnie w mowie i w piśmie. Pod innymi względami wraca zazwyczaj bardziej zarozumiały, pozbawiony zasad, rozproszony i niezdolny do poważnego poświęcania się czy to studiom czy interesom. Podróżując w tak młodym wieku i spędzając w najbardziej lekkomyślnej rozwiązłości najcenniejsze lata, zamiast utrwalić i umocnić wszystkie pożyteczne przyzwyczajenia, które początkowe wychowanie mogło w nim rozwinąć, prawie nieuchronnie albo je osłabia, albo niweczy. Wysyłając syna za granicę ojciec uwalnia się od nieprzyjemnego widoku, jakim jest syn bez zajęcia, zaniedbany i marnujący się w oczach.

Tekst pochodzi z książki Adama Smitha, Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, tom 2, przekł. A. Prejbisz [i in.], Warszawa 1954, s. 493-529.

Wybór, skróty i śródtytuły: Kamil Pietrala

Pre-text
Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania
NiesklasyfikowanePre-teXtNiesklasyfikowaneKronika UŚNiesklasyfikowaneWydawnictwo Uniwersytetu ŚląskiegoNiesklasyfikowaneW sosie własnymNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneZ CieszynaNiesklasyfikowaneZ CieszynaNiesklasyfikowaneZ CieszynaNiesklasyfikowane
Zobacz stronę wydania...