CEJLOŃSKIE PEREGRYNACJE, CZĘŚĆ 2

ZĄB BUDDY I ZAPACH KARDAMONU

Banan z cebulką

Zarówno biedni, jak i zamożni mieszkańcy przygotowują posiłki proste, choć kombinacje potraw bywają - trzeba to przyznać - zastanawiające. Na porządku dziennym jest, bowiem banan obficie wzmocniony ostrym sosem curry, ogórek na ciepło z curry, rzodkiewka z curry, banan z cebulką, a panierowane orzeszki nerkowca często stanowią główne danie obiadowe, podawane również w eleganckich restauracjach. Króluje curry i dziesiątki przypraw o nieznanych nazwach, składzie i proweniencji. Dla zdeklarowanych hinduistów cejlońskie krowy, nota bene wielkości bernardyna, są święte i na stół nie trafiają. Te niskorosłe zwierzęta o brązowym, szarym czy łaciatym umaszczeniu spotkać można prawie wszędzie - w dżungli, na polach, poboczach ruchliwych dróg. Czasem widać je także na cmentarzach, które na Sri Lance są małe, skromne i sprawiają wrażenie zapomnianych i opuszczonych.

Zdumiewa fakt, że w tym biednym i niedożywionym kraju ponad 1 milion obywateli posiada telefony komórkowe, jak głoszą reklamy lokalnego potentata telekomunikacyjnego - firmy Dialog. Warto pamiętać, że instalacja telefonu stacjonarnego to tutaj ogromny wydatek finansowy, przekraczający 20000 lankijskich rupii (200 dolarów). Ambitny rząd zapowiada milion nowych abonentów w ciągu ostatniego kwartału 2004 roku i radykalne obniżenie opłaty instalacyjnej do 5000 rupii. Być może wówczas ułatwiony zostanie dostęp do poczty elektronicznej i internetu, drogiego i zasadniczo ograniczającego krąg użytkowników. Za pół godziny korzystania ze światowej sieci w rzadkich tutaj kawiarenkach internetowych zapłacić trzeba 2 dolary.

Lankijczyków dzielą nie tylko pieniądze i sposób ich zdobywania, ale również etniczne przynależności. Dominują zdecydowanie Syngalezi (74% mieszkańców kraju), co ósmy obywatel wyspy to Tamil lankijski (11,5%), co dwudziesty - Tamil indyjski (5%). Wciąż mieszkają tutaj Maurowie (7%) oraz przedstawiciele wielu innych grup etnicznych (1%). Wśród tych ostatnich uwagę zwracają malowniczy Veddahowie, czyli ludzie lasu, 250 rodzin cejlońskich aborygenów, programowo odrzucających dobra cywilizacyjne. Za parę dolarów, przyjmowanych przez nich bez najmniejszego obrzydzenia i wstrętu, można bez trudu fotografować tę społeczność w jej naturalnym otoczeniu. W rubryce "inni" ulokowano także wpływowych i zamożnych Burghers - potomków lankijskich Portugalczyków, Holendrów czy Brytyjczyków. Wielu ich przodków opuściło wyspę w 1956 roku, po wzroście nastrojów ksenofobicznych i nacjonalistycznych. Jeszcze dzisiaj usłyszeć można baila - tradycyjną muzykę Portugalczyków i zobaczyć kafarinya - ich historyczny taniec. Burghers, lankijscy chrześcijanie, emigrowali w desperacji do Australii i Kanady, ci, którzy zostali wyróżniają się z tubylczego tłumu wzrostem, jasną karnacją i europejskim wyglądem. Giną jednak w społeczności syngalezkiej i tamilskiej, a proces etnicznego rozmywania przyśpiesza wysoki przyrost naturalny notowany w obu społecznościach (1,4%). Na marginesie warto odnotować, że przeciętna długość trwania życia jest na wyspie - mimo biedy, słabej opieki medycznej i codziennej walki o przetrwanie - stosunkowo wysoka: 70 lat dla mężczyzn i 72 lata dla kobiet.

Podziałom społecznym towarzyszy mozaika afiliacji religijnych. Największa grupa lankijczyków to buddyści (69,3%), ich świątynie (dahaby) są zazwyczaj bajecznie kolorowe, kiczowate, wyposażone w plastikowe detale i setki pretensjonalnych, jak mniema Europejczyk, złoceń. Ale nawet malkontent nie może przejść obojętnie wobec zawrotnej liczby ważnych oraz pomniejszych bogów i bóstw buddyjskich. Jest ich wszak 330 milionów i nikt nie jest w stanie sporządzić pełnego panteonu. Niemal co siódmy obywatel Sri Lanki, czyli pięknej wyspy, to hinduista (15,5%), słabo dbający o własne miejsca kultu - kowile, często sprawiające wrażenie niesprzątanych, trochę zaniedbanych i porzuconych. Na wyspie mieszka spora grupa muzułmanów (7%), a wśród nich zapewne niechlubny dla islamskiej wspólnoty Faruk, kompletnie pijany już w południe, budzący zgorszenie także buddystów pielgrzymujących do swojej świątyni ulokowanej 5 metrów od siedziby miłośnika lankijskiego araku. "Dzisiaj - powiada Faruk - wypiłem za dużo toddy", czyli lankijskiej odmiany cydru, pozyskiwanego tutaj ze specjalnej odmiany palmy winnej. "Dla gości specjalnych - zaprasza Faruk - mam prawdziwy i najlepszy arak", czyli sfermentowaną i rafinowaną odmianę toddy. Arak jest tutaj tani, wszak jesteśmy zaledwie parę kilometrów od Kalutara - stołecznego ośrodka tego trunku. Mozaikę etniczną Sri Lanki dopełniają chrześcijanie (7,2%), a dominujące pośród nich grupy wyznaniowe to katolicy, anglikanie, metodyści, baptyści, prezbiterianie oraz wyznawcy holenderskiego kościoła referowanego.

Mało kto wie, że na wyspie przetrwał system kastowy. Mówienie o nim nie jest modne, a wykształceni lankijczycy wyraźnie bagatelizują te podziały. Wystarczy jednak chwila nieoficjalnej rozmowy, aby zrozumieć trwałość tych zamkniętych struktur i ich społeczne usankcjonowanie. Pamiętać przy tym należy, że kasty na północy kraju, w prowincji Jaffna zamieszkałej przez Tamilów, są inne niż na południowych rubieżach wyspy i w jej centrum. Wspierający Tamilskich Tygrysów dzielą się, bowiem na braminów, czyli szanowanych kapłanów, vellalas (właścicieli ziemskich posiadających zróżnicowany areał i różną liczbę stałych robotników rolnych) oraz niedotykalnych, czyli pracowników wędrownych, cejlońskich nomadów XXI stulecia, stale szukających szans pracy i przetrwania. Zupełnie inaczej wygląda stratyfikacja w pozostałej, nietamilskiej, części kraju, ulokowanej na południe od rebelianckiej Jaffny. Tutaj spotykamy govigama (właściciele ziemscy i plantatorzy), karava (rybacy), hakurus (wytwórcy jaggery - naturalnego słodziku uzyskiwanego z soku palmowego, posiadającego duże wartości odżywcze i uchodzącego za cukier leczniczy), beravaya (tragarze), radhu (pracze), rodiya (żebracy, wędrowni artyści). Zupełnie w poprzek tych podziałów kastowych, majątkowych, etnicznych i religijnych biegnie linia demarkacyjna między mieszkańcami świętego miasta Kandy, przekonanymi o swojej unikalnej roli w historycznych losach kraju i arystokratycznym pochodzeniu, a plebejską resztą obywateli.

Mocarny krab i jego właściciel
Mocarny krab i jego właściciel

Socjalistyczna i Demokratyczna

Fundamentalny i krwawy konflikt etniczny między Tamilami i Syngalezami ma wielowiekową historię. Szczególną a zarazem wyjątkowo złą rolę w jego zdynamizowaniu odegrała decyzja premiera S.W.R.D. Bandaranaike z 1958 roku o uznaniu syngalezkiego za oficjalny język państwa (Sinhala Only Law). W dwa lata później, w 1960 roku, władzę na wyspie objęła wdowa po SWRD Bandaranaike - Sirimao, reprezentująca Partię Wolności Sri Lanki (Sri Lankan Freedom Party). Jednak nie uchyliła ona niefortunnej decyzji męża, marginalizującej język i kulturę tamilską. Nna wyspie wiele rzeczy zmieniło się dopiero wtedy, gdy władzę objął w 1977 roku Junius Richard Jayewardene. To on zadecydował o utworzeniu w 1978 roku urzędu prezydenta, traktowanego jako władza wykonawcza, dopełniającego tym samym władzę ustawodawczą lankijskiego parlamentu. W tym samym roku ustanowiono nową i oficjalną nazwę kraju: Demokratyczno-Socjalistyczna Republika Sri Lanki (Democratic Socialist Republic of Sri Lanka). Wybrany ponownie w 1982 roku doprowadził do uznania języka tamilskiego za oficjalny i urzędowy (Tamil as national language). W maju 1993 roku dokonano skrytobójczego zamachu na wybranego w 1990 roku prezydenta Ranasighe Remadasa. W listopadzie 1994 roku - Chandrika, córka Sirimavo, a wdowa po zastrzelonym w 1988 roku V. Kumaratunga, nacjonaliście lankijskim, popularnym niegdyś aktorze, została prezydentem kraju. W grudniu 1999 roku, niewielką przewagą głosów, wygrała wyścig o reelekcję ze swoim kontrkandydatem Ranilem Wickremasinghe. Kolejne wybory prezydenckie odbędą się w demokratycznym i socjalistycznym państwie w 2005 lub 2006 roku. Datę rozstrzygną prawnicy i parlament, ponieważ Chandrika, tuż po ostatnim zwycięstwie wyborczym, tylko cudem uszła z życiem po próbie zamachu i przez cały rok dochodziła do zdrowia. Powstaje konstytucyjne pytanie: czy można uznać ten rok za okres skutecznego wykonywania urzędu, czy też Pani prezydent należy się jakiś rodzaj politycznego L-4?

Ponad dwadzieścia lat temu, w 1983 roku odżył stary i wyniszczający wyspę konflikt etniczny między Tamilami i Syngalezami. W tym tylko roku zginęło od 400 do 2000 Tamilów i nieokreślona, zapewne mniejsza, liczba Syngalezów. Velupillai Prabharakan, bohater Tamilów i zdeklarowany terrorysta dla Syngalezów, po raz kolejny poderwał do wojny domowej partię Tygrysy Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu (Liberation Tigers of Tamil Eelam LTTE). Ugrupowanie to stworzył jeszcze w latach siedemdziesiątych, stawiając jeden tylko cel - suwerenne państwo tamilskie. Dziś, przywódca Prabharakan, a jak powiadają niektórzy - watażka czy terrorysta, żyje na północy kraju, dysponując blisko 6300 żołnierzami. Jeszcze całkiem niedawno żądał utworzenia państwa tamilskiego obejmującego północne i wschodnie prowincje Sri Laniki (Lanka Northern and Eastern Provinces), czyli ponad 1/3 terytorium wyspy. Przypomnijmy, że Tamile stanowią dzisiaj nie więcej niż 15-17% lankijskiej populacji, wspieranej wprost lub pośrednio przez rządy indyjskie. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych władze hinduskie interweniowały bezpośrednio, wysyłając na wyspę korpusy ekspedycyjne. Suwerenność Sri Lanki zawisła wtedy na włosku, zagrożona była ponadto działalnością partii marksistowskiej (w l. 1987-1989). Jej przywódcy pragnęli powtórzyć rewolucję Czerwonych Khmerów, lecz lider, Rohan Wijeweera, stylizujący się na Commandante Che, został wcześniej pojmany i zamordowany (listopad 1989 roku). Rewolta Wijeweery kosztowała ponad 60 tysięcy ofiar ludzkich i dziesiątki tysięcy okaleczonych. Ostatnim wielkim aktem terroru na wyspie był atak Tamilów na międzynarodowe lotnisko Katunayake. Uczestniczyło w nim 17 zdeklarowanych wrogów jedności wyspy, którzy zniszczyli lub uszkodzili w 2001 roku połowę floty powietrznej - narodowego przewoźnika Sri Lankan Airlines. Dzisiaj widać wyraźnie, że flota została odbudowana, na lotniku stoją w rzędach nowe Boeingi, a stewardesy, ubrane w stylizowane stroje ludowe, kokietują pasażerów uroczymi wałeczkami tłuszczu, widocznymi pomiędzy górną i dolną częścią oficjalnego ubioru. Co ciekawe, na pokładzie usłyszeć można wiele języków, czasem nawet łamany język polski. To dawni, bardzo nieliczni rezydenci lankijscy z naszego kraju zapraszają do biesiady, oferując pikantne podpłomyki, czyli powszechne w tej części świata ciapati. Jeden z nich, pytany po co wraca na wyspę, powtarzał jak mantrę, że jest czifem. Dopiero po jakimś czasie okazuje się, że jest szefem potężnej firmy indyjskiej, biznesowo zaangażowanej na Sri Lance.

Podziały społeczne, etniczne, religijne i polityczne na Sri Lance nabrały nowego wymiaru po dramatycznych zamachach na World Trade Center we wrześniu 2001 roku. W pięć miesięcy później, w lutym 2002 roku, wynegocjowano, dzięki pośrednictwu norweskich dyplomatów, rozejm i zawieszenie broni między Tamilami oraz Syngalezami. Utrzymuje się ono do dzisiaj, choć corocznie Tamilowie fetują święto 5 lipca - nazywane tutaj dniem czarnego tygrysa (Black Tiger Day), upamiętniając w ten sposób pierwszy samobójczy atak tamilski z 1987 roku, wymierzony przeciw dominującym demograficznie i politycznie Syngalezom. Pokoju i rozejmu strzeże, na co dzień 150 tysięcy zawodowych żołnierzy lankijskich, okopanych na stałe w newralgicznych punktach państwa, zwłaszcza w pobliżu największych miast i prowadzących do nich dróg.

Herbata i szafiry

Pierwsze plantacje herbaty, z której przyrządza się napar o niepowtarzalnym smaku i aromacie, powstały w XIX wieku. Tę popularną dzisiaj używkę wprowadził na Cejlon w 1867 roku James Taylor. Nostalgiczny Szkot założył pierwszą plantację herbaty w Lodecondera koło Kandy, inicjując tym samym jej skromną produkcję. W roku 2003 na Sri Lance zarejestrowano 188,970 hektarów upraw herbaty, z których uzyskano 280 milionów kilogramów produktu. To główny towar eksportowy wyspy, która zaspokaja 9% światowego exportu i 19% globalnego zapotrzebowania.

Selekcja liści herbacianych
Selekcja liści herbacianych
Mistrzowie parzenia herbaty wiedzą, że używka ta, jak wino, ma wiele tajemnic. W każdej fabryce, także w Glenloch Faktory, w samym sercu Sri Lanki, najwyżej cenione są paczki opatrzone czterema literami: B.O.P.F. - Broken Orange Pekoe Fannings; nieco taniej sprzedaje się tutaj B.O.P., a niemal za bezcen - dobrą przecież - B.P. Wszystko zależy od procesu produkcji, wielkości liści, rodzaju plantacji, jej geograficznego ulokowania, sposobu suszenia, sortowania i renomy fabryki. Świetną reputacją cieszy się Hethersett, czynna fabryka herbaty, nosząca nazwę małej wioski koło Norvich i stanowiąca wyraz nostalgii angielsko-szkockich ich założycieli. Jej pracownicy są szczęśliwi, mają bowiem trwałe i pewne zatrudnienie, a co najważniejsze - stałą studolarową pensję, płaconą za ciężką, wyniszczająca pracę. Co ciekawe, oficjalne enuncjacje lankijskie mówią o 8% odsetku bezrobotnych, ale nikt w te radosne doniesienia nie wierzy. Takiego poglądu nie zmienia powszechny tutaj widok czterech mężczyzn, naklejających jeden plakat, czy taka sama liczba osób w Seylan Bank zaangażowanych przez kwadrans w wymianę 50 dolarów na lankijskie rupie. Państwo toleruje nadzatrudnienie, a wręcz do niego zachęca, wychodząc z założenia, że człowiek pracujący, nawet na śmieciowej posadzie (junk job) i marnie opłacany jest lepszym obywatelem od człowieka pozostającego bez pracy i społecznego przydziału. Wiadomo przy tym, że oficjalne statystyki nie uwzględniają rolników i farmerów, czyli największej grupy zawodowej na wyspie. Są oni właścicielami ziemi, która tutaj jest całkowicie sprywatyzowana, państwo zaś zachowało pełnię władztwa nad dżunglą i jej zasobami. W kraju nie istnieje system emerytalny, a dzieci moralnie zobowiązane są do opieki nad rodzicami zwłaszcza, gdy rodziciele są niedołężni i bez środków do życia.

Wielkim bogactwem kraju są kamienie szlachetne, pamiętające erę prekambryjską. Lankijczycy z emfazą mówią o narodowym dobrze, zwłaszcza o szafirach, akwamarynach, ametystach, aleksandrytach, topazach i rubinach. Pełno tutaj klimatyzowanych i eleganckich sklepów jubilerskich, oferujących wyroby gemmologiczne cieszące oko pań i rujnujące portfele oraz konta ich partnerów. Kamienie szlachetne, eksport herbaty, przekazy od 800 tysięcy Lankijczyków pracujących w krajach arabskich, głównie w Dubaju, Bahrajnie i Kuwejcie oraz turystyka - to źródła dochodów państwa i jego obywateli. Coraz istotniejsze, stanowiące piątą pozycję budżetu Sri Lanki, są dochody z turystyki, mozolnie odbudowywanej po wyniszczającym i krwawym konflikcie tamilsko-syngalezkim.

Geoffrey Bawa na zakończenie

Turystyka wymaga jednak pielęgnowania politycznej ciszy na wyspie. Dobrze wie o tym Geoffrey Bawa, mistrz architektury, dostojny Burgher otaczany tutaj niemal ponadziemską, panteonową czcią, dożywający dzisiaj swoich dni. Zaprojektował on niegdyś w sercu wyspy hotel Kandalama, zbudowany na planie skrzydeł orła i certyfikowany jako Green Building. Z panoramicznych niezwykle licznych okien, widać piękne pejzaże, dżunglę, jeziora i wędrujące zwierzęta. Nieuważnego turystę, zostawiającego otwarte okno pokoju, odwiedzi stado zbójeckich małp poszukujących słodyczy. Jednak nawet najpiękniejsze widoki będą turystycznie martwe, jeśli przerwany zostanie delikatny rozejm między tamilską północą i syngalezkim południem. Napięcie wciąż jest odczuwalne, widoczne zarówno w debacie ulicy, jak i w monumentalnym gmachu nowego Parlamentu w Colombo - elemencie tożsamości Sri Lanki, wzniesionym również przez Bawę.

prof. dr hab. Marek S. Szczepański
Instytut Socjologii,
Wydział Nauk Społecznych

Postscriptum

26 grudnia 2004 roku Azję Południowo-Wschodnią, w tym Sri Lankę, dotknął kataklizm - tsunami. W wyniku niszczycielskiej działalności gigantycznej fali zostało zniszczonych wiele z opisywanych przez Autora miejsc. W Sri Lance, według ostatnich danych, w katastrofie spowodowanej przez trzęsienie ziemi i tsunami zginęło 30,5 tys. osób, prawie 5 tys. uznaje się za zaginione, a 16 tys. zostało rannych. W całym rejonie objętym kataklizmem liczba śmiertelnych ofiar przekroczyła 156 tys. Polską pomoc dla Sri Lanki organizuje Polska Akcja Humanitarna (PAH). Datki dla ofiar tsunami na Cejlonie można wpłacać na konto:
62 1050 1285 1000 0022 8794 4066

Polska Akcja Humanitarna zebrała dotychczas 1,5 mln PLN. Pieniądze będą przeznaczone na odbudowę zniszczonych budynków w Sri Lance, głównie szkół, sierocińców i szpitali.

red.

Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania
Wydawnictwo Uniwersytetu ŚląskiegoNiesklasyfikowaneW sosie własnymNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneZ CieszynaNiesklasyfikowaneZ CieszynaNiesklasyfikowaneZ CieszynaNiesklasyfikowanePre-teXtNiesklasyfikowaneKronika UŚNiesklasyfikowane
Zobacz stronę wydania...