UNIWERSYTET ŚLĄSKI NA UKRAINIE

26 grudnia odbyła się trzecia, powtórzona, tura wyborów prezydenckich na Ukrainie. Przyglądało się jej kilka tysięcy międzynarodowych obserwatorów. Wśród nich znaleźli się przedstawiciele Uniwersytetu Śląskiego. Podobnie, jak reszta zagranicznych wysłanników, dbali oni o to, aby proces wyłaniania nowego prezydenta naszego wschodniego sąsiada przebiegł prawidłowo.

Święta poza domem

- Mieliśmy świadomość ogromnego znaczenia wydarzeń, jakie rozgrywały się na Ukrainie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że ich zryw ku niepodległości będzie punktem zwrotnym w historii tego kraju. Chcieliśmy przyglądać się mu z bliska - mówi Daniel Jacent, student prawa. To właśnie dzięki jego staraniom kilkanaście osób związanych z UŚ-em znalazło się w gronie śląskich obserwatorów, którzy przyglądali się grudniowym wyborom. Żadna z nich nie zastanawiała się zbyt długo nad wyjazdem na wschód, mimo że wiązał się on ze spędzeniem świąt Bożego Narodzenia z dala od rodziny. - Mam wielu przyjaciół na Ukrainie. Nie chciałem, aby w tak ważnych dla nich chwilach, byli osamotnieni w walce o demokrację - tłumaczy swoją decyzję o wyjeździe dr Tomasz Pietrzykowski, pracownik Katedry Teorii i Filozofii Prawa na Wydziale Prawa i Administracji. - Na jednym z prowadzonym przeze mnie konserwatoriów tłumaczyłem studentom, że angażując się w działania społeczeństwa obywatelskiego robimy coś dla innych, ale również dla siebie. Pomoc Ukraińcom w demokratycznym wyborze, dawało nam taką szansę - dodaje dr Marek Migalski z Zakładu Systemów Politycznych Państw Europy Środkowej i Wschodniej Wydziału Nauk Społecznych.

Głosowanie ze łzami w oczach

Obserwatorzy z naszego regionu zostali oddelegowani do Kowla, studwudziestotysięcznego miasta, położonego ok. 200 km na północ od Lwowa. Na początku przyjęto ich dość chłodno. Miejscowa ludność podchodziła do zagranicznych gości z dużą rezerwą. Szybko jednak obu stronom udało się przełamać dzielące ich bariery.

- Opowiedzieliśmy o demonstracjach poparcia dla Ukrainy, które odbywały w wielu miastach Polski. Mieszkańcy Kowla nie mogli uwierzyć, że zrezygnowaliśmy ze świąt, aby im pomagać w przeprowadzeniu wyborów. Byli nam za to bardzo wdzięczni. Szybko wszelkie stereotypowe poglądy o Polakach i Ukraińcach odeszły w niepamięć - opowiada Maria Puls, studentka politologii (UŚ).

Dobre kontakty z miejscową ludnością ułatwiły obserwatorem wykonywanie obowiązków. Na szczęście, nie mieli oni zbyt wiele pracy, bowiem Ukraińcy sami pilnowali, aby kolejna tura wyborów prezydenckich odbyła się wreszcie zgodnie z prawem. Duże znaczenie dla spokoju tego wydarzenia miało również położenie Kowla, znajdującego się w zachodniej części Ukrainy, która w przeważającej większości popierała Wiktora Juszczenkę. - W naszym obwodzie uzyskał on dziewięćdziesiąt dwa procent głosów. Cała okolica tonęła w pomarańczowych barwach opozycji - opowiada dr Migalski.

Dla większości Kowlan udział w wyborach był niezwykłym wydarzeniem. Wielu z nich, aby pomagać w ich organizacji zwalniała się z pracy lub zajęć w szkołach i uczelniach. Nikogo nie dziwił widok płaczących ludzi podczas wrzucania głosów do urn. - Wzruszali się zwłaszcza ci starsi. Byli świadomi, że te wybory mogą być pierwszymi, a zarazem ostatnimi w ich życiu - wspomina dr Tomasz Pietrzykowski. Razem z dr. Markiem Migalski towarzyszył on objazdowej urnie dającej możliwość głosowania wszystkim tym, którzy z racji choroby nie byli w stanie dotrzeć do lokali wyborczych. Dzięki obecności w domach przeciętnych Ukraińców wykładowcy Uniwersytetu Śląskiego mogli uświadomić sobie, jak naprawdę żyją nasi wschodni sąsiedzi. - Był to bardzo smutny widok. Warunki, w jakich egzystują są dla nas nie wyobrażalne. Uwłaczają one ludzkiej godności. Stąd tak duże znaczenie miały dla Ukraińców wybory. Dzięki nim poczuli się prawdziwymi obywatelami, którzy mają istotny wpływ na bieg wydarzeń w swoim kraju. Była to dla nich prawdziwa nowość - twierdzi dr Miglaski.

dr Marek Migalski i dr Tomasz Pietrzykowski na placu Niepodległości w Kijowie
dr Marek Migalski i dr Tomasz Pietrzykowski
na placu Niepodległości w Kijowie

Niezapomniana przygoda

Lekcja demokracji może okazać się jednak dla naszych wschodnich sąsiadów bardzo gorzkim doświadczeniem. Oczekują oni bowiem, że wraz ze zmianami władzy, poprawi się ich los i będą mogli wreszcie bez obaw spoglądać w przyszłość. Dla nowego prezydenta takie zadania mogą okazać się trudnymi do zrealizowania w krótkim okresie czasu. - Juszczenko nie może zapomnieć o tym, że wygrał niewielką różnicą głosów. W chwili obecnej ma przeciwko sobie połowę kraju i Rosję. Jego działania muszą zmierzać ku kompromisowi, a to może uniemożliwić przeprowadzenie radykalnych zmian - uważa dr Marek Migalski.

Nie oznacza to jednak, że grudniowe wydarzenia nie miały żadnego znaczenia. Dały one Ukraińcom możliwość suwerennego wyboru człowieka, który będzie kierował ich państwem w najbliższych latach. - Jeżeli nie spodoba im się styl jego rządów to dadzą temu wyraz w następnych wyborach. Gdyby wygrał Janukowicz, mogliby nie mieć takiego przywileju - stwierdza dr Tomasz Pietrzykowski. - Prędzej, czy później na pewno życie Ukraińców ulegnie poprawie. Jestem przekonana, że wydarzenia, których byliśmy świadkami, zostaną docenione przez ich przyszłe pokolenia - dodaje Maria Puls. Już teraz wyjazd na wschód doceniają śląscy obserwatorzy. - Warto było tam pojechać, żeby zobaczyć, jak dobrze jest u nas. Miło było usłyszeć, że w Polsce mamy dobre drogi, a nasz kraj wypracował już pewne demokratyczne standardy, które tam dopiero się tworzą - uważa dr Marek Migalski.

Dla Agnieszki Wosz i Marii Puls, studentek politologii, wyjazd na Ukrainę był niezapomnianą przygodą
Dla Agnieszki Wosz i Marii Puls, studentek politologii,
wyjazd na Ukrainę był niezapomnianą przygodą

Niektórym ukraińska przygoda spodobała się tak bardzo, ze zamierzają ja powtórzyć. - Planujemy w lecie spędzić trochę czasu na Ukrainie. Mamy nadzieję, że uda nam się dotrzeć na wschód tego kraju, aby zaobserwować, jaki tam jest stosunek do nowej władzy. Być może do tego czasu będą już widoczne pierwsze efekty obecnych zmian. Wyjazd na wschód był niezapomnianym przeżyciem. Fajnie będzie jeszcze kiedyś go powtórzyć - zapewnia Agnieszka Wosz, studentka politologii (UŚ).

Michał Wojak

Autorzy: Michał Wojak, Foto: Michał Wojak, Tomasz Pietrzykowski
Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania
Wydawnictwo Uniwersytetu ŚląskiegoNiesklasyfikowaneW sosie własnymNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneZ CieszynaNiesklasyfikowaneZ CieszynaNiesklasyfikowaneZ CieszynaNiesklasyfikowanePre-teXtNiesklasyfikowaneKronika UŚNiesklasyfikowane
Zobacz stronę wydania...