O rzeźbiarzu, który nie lubi postumentów

Mała Galeria Mimo, że artysta jest absolwentem średniej szkoły plastycznej im. Kenara w Zakopanem - wychowującej przede wszystkim snycerzy - jego droga artystyczna odbiegła od kultu drewna, odsłaniania jego tajemnic, zmagania się z nim jak z żywą istotą. Drewno ma dla niego mało koloru (gdy pracuje w drewnie, używa chętnie polichromii). A przecież znakomicie czuje ten materiał i rozróżnia rozumienie drewna od wykorzystywania go. Przed perfekcją rzemiosła stawia jednak społeczną rolę artysty. Andrzej Szarek (ur. 1958), od dwóch lat pracownik cieszyńskiej Filii UŚ, wierzy, że w lokalnej społeczności artysta ma - obok księdza i nauczyciela - do spełnienia ważną rolę. Jest tu miejsce na poczucie misji; ten trzeci - artysta - ukierunkowuje na prawdę i dobro w nieco inny, ale równie skuteczny sposób. Powiedzieć można, że Szarek nie ustaje w pomysłach na owe "inne sposoby". Urządza akcje z udziałem wielu osób (m.in. licealistów), którzy sami są podmiotem performance, albo występuje sam, w świątecznym hełmie, wykonanym własnoręcznie w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Towarzyszy mu często Dżek, pies znaleziony przed Wigilią na śniegu w dwudziestostopniowym mrozie ("To mój przyjaciel" - powiedział mi artysta, dodając o momencie przygarnięcia go do rodziny: "Nie miał żadnej pokory w oczach").

Miejscem działalności Andrzeja Szarka jest przede wszystkim jego rodzinny Nowy Sącz, a w mieście szczególnie Mała Galeria, mieszcząca się w barokowym dworze - siedzibie związku plastyków. Obok imprez cyklicznych (debiuty, promocje, szkoła rysunku, Mały Festiwal Form Artystycznych) współorganizuje - wraz z Alicją Hebdą - spotkania z artystami. W Małej Galerii gościli m.in. tenor operowy Bogusław Morka, poeci (J. Kornhauser, R. Krynicki, Cz. Miłosz), muzycy (J. Śmietana i Z. Konieczny). Pierwszym zadaniem, jakie sobie stawia Szarek, jest pokazywać świat - czy raczej wielość otaczających nas światów; dopiero drugim zadaniem jest realizowanie się przez własną twórczość.

Wszystko, co nosi piętno działalności Andrzeja Szarka jest kolorowe, poetyckie, radosne, świąteczne. Jeśli chodzi o działania happeningowe, mają one zawsze czytelne przesłanie, często widoczne już w tytule, np. Dekalog czy Cultus terrae. Realizują m.in. - wedle słów twórcy - "przegląd własnego sumienia", nadanie zwykłemu miejscu "wartości moralnej".

Jako rzeźbiarz lubi wykorzystywać przedmioty gotowe. To jego ready made uświadomiły nam, że ryżowa szczotka jest piękna jak łany zbóż, a wnętrze starego garnka służyć może za domostwo. Artysta lubi też dziwne pojazdy: trójkołowy motocykl z boczną przyczepką, aeroplan z kadłubem w formie ulicznej pierzei i ogonem z wlewu czajnika. Niektóre z nich używa w czasie happeningów (np. kombajn z karuzelą), montuje i remontuje, niektóre, te najbardziej fantastyczne, powstają w wersji rysunkowej. Na lutowej wystawie w cieszyńskiej Galerii Uniwersyteckiej pokazał wielki (4,5 m x 3m) zawieszony u sufitu żaglowy statek, na który złożyły się m.in. dwie trąby - jako rufa i dziób - stary kocioł cygański, wielka przykrywka z wojskowego gara. Jednak wyliczanie elementów składowych statku pozbawia ten malowniczy obiekt tajemnicy. Ważny jest bowiem poetycki efekt. Z jednej strony autor uzyskał uczucie lekkiego unoszenia się w przestworzach, z drugiej - piękna połyskliwej blachy miedzianej, zestawionej ze srebrzystościami powierzchni ocynkowanej. Tytuł kompozycji "Głos wołający na puszczy" może oznaczać sumienie, które unosi się, ale nie wciela; jednak tak dosłowne tłumaczenie podawane jest przez autora z zastrzeżeniem, że dosłowność zabija działanie plastyczne formy. Z innych przedmiotów gotowych, Szarek przerobił koło anteny satelitarnej na pełen uroku widok rynku małego miasteczka. Po środku placu "Starego Sącza" - bo taki jest tytuł kompozycji - stoi postument (de facto - tłuczek od moździerza), a na nim rzeźba Matki Boskiej z Dzieciątkiem, albo po prostu - matki z dzieckiem na kolanach. Do kompozycji "Z pamiętnika" wykorzystano z kolei podstawę starej huśtawki, skorodowanej i pokrzywionej oraz dziecięce malowanki. Mimo, że dzieło mówi o przemijaniu (na tej huśtawce bujał się sam artysta jako berbeć), to całość jest pogodna i pełna ciepła. Takie pozytywne oddziaływanie sztuki jest dla artysty fundamentalne. Dobrze charakteryzuje credo Szarka jego stosunek do rdzy, pokrywającej blachę: "Gdyby rdza w moim dziele pozostawałaby rdzą, byłoby to chore; rdza jest dla mnie kolorem".

Pełne uroku są też kompozycje, których rdzeniem są drewniane figury. "Matka Boska Gospodarna" ma na głowie nakrycie ze zwykłego garnka, a w plecach kluczyk. To poruszający hołd dla kobiecej krzątaniny. Z kolei "Wrzątek Frasobliwy" to figura Frasobliwego spoczywająca na garnku; choć w garnku wrze - można by przetłumaczyć prozaicznie dzieło - nic się nie da naprawić; człowiek ma przecież wolną wolę. Garnek wyposażono we wlew czajnika, tzw. "dziubek": "To dobry przedmiot - mówił mi artysta - dobrze by było, gdyby można było takie dobre przedmioty kupować w kioskach "Ruchu". Jest w tej wypowiedzi zawarta wiara w artystyczną magię, która mocą talentu potrafi wyczarować z codzienności inny wymiar, zakorzenić w dobrym, darowanym nam świecie. Wszystkie prace Andrzeja Szarka mają taki ciepły wydźwięk, tworzą pozytywną przestrzeń. Obok różnych prac artysta powiesił w Galerii Uniwersyteckiej także swoją dużą fotografię w stroju odświętnym (z hełmem z dziubkiem) i z psem Dżekiem, również w hełmie. W opowieści o psie, który nie miał pokory i nauczył się być ważny, gdy zabierany jest na wernisaże, jest poruszający rys osobowości Szarka: wszystkiemu wokół można nadać wartość, świat jest święty, a życie jest dobre. Artysta wykonuje swoje dzieła ręcznie, już nawet spawanie wydaje mu się nadmierną ingerencją. Dogrzebuje się do ich prawdziwego znaczenia, które często jest nieużytkowe. Z przedmiotami ma kontakt intymny. Wydaje się żyć w świecie, którego nie stoczyła gangrena zmediatyzowania i zrelatywizowania. Jeśli wystawę chętnie ogląda się po raz wtóry, to jest to właśnie zasługa klimatu prostoty, piękna i dobroci. Skołatane serca i udręczone dusze czują wdzięczność.

Autorzy: Anna Markowska
Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania
NiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneWydawnictwo Uniwersytetu ŚląskiegoOgłoszeniaNiesklasyfikowaneStopnie i tytuły naukoweNiesklasyfikowaneW sosie własnymNiesklasyfikowaneKronika UŚNiesklasyfikowane
Zobacz stronę wydania...