cz. 3

Astygmatyczne oko patrzy

Przykładając siebie na różne sposoby do

Ilustracja
powierzchni ziemi, zapamiętujemy jej kształty. W dzieciństwie - gotowi położyć się na polu ociekającym rosą - mogliśmy wkleić przyjazne zmarszczki gliny, tupot zbierających się na zbiórkę robaczków, zapach rozdeptanej przez zająca jagody, widok tańczących, mgielnych panien. Stany pamięci zamieszkały na dobre w tak przylegającym do ziemi ciele.

Przyłożone ucho pozyskało melodię glinianą w kolorze nienazwanym. Niczym głos Kochanki będzie się ujawniać w wynajmowanych przestrzeniach tęsknoty, prowokując do wypuszczenia jej przez usta, by objawiła się bez wstydu. Jednak przy każdym akcie takiej ekshibicji potęgować się będzie poczucie niespełnienia, bo zawsze jakiś takt niezbyt wyraźnie zadźwięczy.

... nutka z brzucha utopi się przedwcześnie w oleistej cieczy, a ta z uda zaplącze się w konopi...

Wdech - symfonia niewidoczna.

Wdarł się świat wilgoci, przyjemnie rozrywając płuca.

Ilustracja
Ziemia smakuje pamięcią wszelkich przodków i nie ma potrzeby ustawiania ich w słusznej kolejności. Konwencja porządku uszła wraz z wydechem, a reszta nawyków zanieczyszczających wyleciała podeszwami stóp. Dłonie zagrabiły w skurczu ziemię do wewnątrz, by aż do śmierci tak ją utrzymać. Brzuch splótł się z wnętrzem ziemi, a na drogę dostał w prezencie oleisto śliską błonę.

wędrówka ku śmierci - wsadzanie ściętej trawy do saszetek z wodą
absorbowanie i wydalanie
ożywianie kończące się pleśnią ...

Można powiedzieć, że stany pamięci, to leżące u podstaw ludzkich zachowań takie punkty, które budują sieć myśli symbolicznej wymykającej się racjonalnym sterownikom. Z jednej strony stanowią bazę danych konstruujących nasze działania, a z drugiej słownik pojęć służący odkodowaniu zastanej sytuacji. A wszystko do granic możliwości o pochodzeniu prywatnym, nie spełniającym kulturowo określonego worka konwencji. Wchodząc do galerii, trzeba odnaleźć zbiory punktów drażniących - układy sygnalizacyjne, które stanowią odbicie owych sieci myśli. To w tych "miejscach"- agregatorach - można odczuć irracjonalne pojęcie stanu rzeczy-pamięci, a przy tym przejść sprawdzian na stopień ograniczenia kliszami wytworzonymi w zbiorowej pracy kulturotwórczej.

Zajmowanie galerii przez Tomasza Swobodę

Ilustracja
skupione jest na tworzeniu takich właśnie pól punktów drażniących o różnych potencjałach tak, by stale dochodziło do napięć, które mają utrzymać w całości stworzoną sytuację. Wdech może dzięki temu prześlizgiwać się po wszystkich żyłach wynajętej przestrzeni (galerii) i utrzymywać ją w całości, która ma status utworu pociągającego do zniesienia konwencji interpretacyjnych i wystąpienia przeciwko nawykom kulturowym. To zdaje się odróżnia realizację artysty od instalacji, chociaż wszystko wskazuje na taką właśnie jej tożsamość. Nie jest jednak, tak jak instalacja, związana z miejscem. "Karty pamięci" nie pasożytują, nie karmią się przestrzenią, ale ją zadrapują, by w konsekwencji wzmocnić, zasilić zewnętrzną w stosunku do niej, pamięcią. Pozostałe cechy agregatora Tomasza są instalacyjne.

Wskazane wydaje się tu przywołać nietrwałość zarówno samego materiału, jak i sytuacji. W takim ułożeniu "Karty pamięci" nigdy już nie zostaną ujawnione. Są na pewno kolejnym "wcieleniem" jednej pamięci grudy zaciśniętej w dłoni, ale tym razem molowa tonacja utworu była dominująca, a na durową trzeba poczekać do następnego wykonania. Spełniła się również cecha procesualności. Z jednej strony dzięki powolnemu zanurzaniu się w oleju i odklejaniu z płyt pilśniowych kartek białego papieru, a z drugiej strony dzięki nieustannej pracy artysty nad utworem. Jest to proces dochodzenia do pamięci innej rzeczywistości, w rzeczywistości tymczasowo danej.

Można mówić także o intermedialności, to jest o związku różnych dziedzin, a zatem materiałów aktywności twórczej. Drewno, blacha, drut, płyty pilśniowe, ciecz, papier, farba, zapach, brzęczenie, szelest, szmer, biel, szarość, żółć.

Pozostaje jeszcze cecha prointeraktywności,

Ilustracja
która w przypadku instalacji może się rozciągać od wyłącznie przechadzania się pomiędzy elementami sytuacji, a wejściem w nią i dosłownym poruszeniem. Natomiast agregat Swobody formą realizacji prowokuje do dotknięcia, włożenia dłoni w metalowe szuflady wypełnione papierem, ale w samym artyście nie ma takiego oczekiwania. Jemu wystarczy spacer i wnikliwe spojrzenie odbiorcy. Jest to jeden z Tomaszowych momentów zwracania się przeciwko nawykom kulturowym, które zmieniły się w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat. Dzisiaj oglądający nie ma oporów przed włożeniem palca w zagłębienie płótna. Konwencją stała się oczywista aktywność przybywającego do galerii.

Przy całym, tak subtelnym bogactwie, nie chodzi o spełnianie funkcji przedstawiającej, tak jak i trudno jest (ze względu na postulowaną całość, a nie sumę części) mówić o semantyce ELEMENTÓW. One nie są autoteliczne, bo nie ma oddzielenia, separacji rzeczy od rzeczy. W przypadku instalacji każda składowa jest semiotycznie aktywna, lecz w przypadku "Kart pamięci" mamy do czynienia z hiperaktywnością memoriałową. Skłonna jestem nazwać realizacje Tomasza palimpsestami. Przepisuje bowiem zapisaną wcześniej przestrzeń wynajętą pamięcią wywoływaną ze skurczonej dłoni.

"Karty pamięci" są intuicyjnym, bezpośrednim

Ilustracja
niemalże i irracjonalnym zaglądaniem przez wklejoną błonę w istotę świata zamieszkiwanego, są wysysaniem wszelkiej pamięci z trzymanej w dłoni grudy ziemi. Nie odwołują się zatem do jakiejś zewnętrznej symboliki, ale do wydarzeń z pola, to jest z życia, które jest punktem wyjścia i dojścia każdej realizacji artysty. Nie oznacza to zerwania z zasobami kultury, jednak akcent położony jest na naturalne powody tworzenia. Mamy więc do czynienia z przedmiotami w ich niepowtarzalności, bez estetycznego komentarza, który artysta świadomie odrzuca traktując jako zbyteczną kokieterię, odsuwającą rozpoznanie na dalszy plan, jako "świat tępej materii, pstrej mieszaniny znikomych rozkoszy i nieuniknionych zmartwień" (H. D. Thoreau: "Walden").

A wchodząc doświadczasz obrazu z wanny, kiedy dopuściłeś do wniknięcia w oko odprysku mydła...
Zamazane kształty.
Nie troszczysz się jednak o widzenie... zapominasz , że koniecznie trzeba widzieć, bo czujesz... zmysł powonienia przejął rolę pierwszych skrzypiec.
Zadowalasz się przyjemnym, choć dziwnie nieznajomym zapachem.
Olej mechaniczny, który w tej przestrzeni traci swoją tożsamość ulepszacza mechanizmu.
Żółta ciecz jest ością w gardle pojemnika. Na nią zostaną nadziane kartki.
Ściany kłamią wysokością korespondującą ze wspomnieniem domu dziadka, ich prawdą jest sztuczna lamperia. Przyklejone kartki dają fałszywe świadectwo obrazowi domowej, zakafelkowanej łaźni, bo przecież tutaj podpisały pakt z olejem i zakłamaną powierzchnią. Nawet sztuczny pastuch w postaci drutu jest bratem opadających kartek i wsysającego oleju i nic nie znaczy bez nich.
Twój wzrok zorientował się w stawie szarości i bieli. Drut, brat Reszty, jak struna napięty pomiędzy ścianami wygrywa swoją melodię...

"Karty pamięci" - utwór agregacyjny o niejednorodnym

Ilustracja
choć spójnym charakterze, niemonumentalny, acz anektujący całą powierzchnię, zasadzony na nieprzewidywalnym procesie, a nie na skończonym modelu rzeczywistości. Oto pozyskany w galerii stan będący nałożeniem pozornie niespójnych, różnych rzeczywistości. Jedna to prawda procesualnego materiału. Zmienny fundament całej sytuacji, to zespół rzeczy znalezionych na miejscu, wsysających przyniesiony olej z zewnątrz, w plastycznie (u)formowanej przestrzeni. Druga, nakładająca się, to język, który w galerii ma odpowiednie warunki do popisu, to jest ujawnienia kultury jako nazbyt sztucznego środowiska i jako nawyku interpretacji. Sytuacja jest jednak na tyle otwarta, że nakarmi i tego kto nie przejdzie sprawdzianu z powodu zadyszki z biegania za estetyczną wartością każdego z elementów. Metalowa linka rozciągnięta na wysokości ud, co prawda chroni przed wkroczeniem w zewnętrzne - umarłą fabrykę, w której nie schowa się zagubiony zając czy strudzona zbieraniem pyłku pszczoła, nie zaśpiewa jednak uwertury do "Kart pamięci". Zając znajdzie schronienie w innym miejscu, lecz głuchy odbiorca nie pozbędzie się tiku interpretacyjnego.

Nieprzewidywalność połączona została ze

Ilustracja
stałością i trwaniem, jak wtedy, kiedy brzuch splatał się z wnętrzem ziemi. Z jednej strony stany rzeczy w procesie, subtelne kwitnienie, osmoza i parowanie, aż do zmiany koloru, struktury, a z drugiej strony zimne, metalowe naczynia, jakby wyjęte z krematorium istnienia. "Karty pamięci" dają nam równocześnie możliwość przywołania początku, a także zaśnięcia i pomyślenia o śmierci. Bo gdy wyjdziemy z wystawy będziemy słyszeć szum kwitnących płynów i szelest opadających kartek nad naszymi snami...

TOMASZ SWOBODA ur. się w 1972 r. W 1999 r ukończył Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu, Wydział Rzeźby. Wystawiał w Polsce (Warszawa, Wrocław, Lubiąż, Orońsko, Toruń, Poznań) i za granicą (Stany Zjednoczone, Japonia, Szkocja). Wystawę "Karty pamięci" można było podziwiać od 7 do 30 kwietnia w cieszyńskiej Galerii "Szara".

Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania
NiesklasyfikowaneKronika UŚNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneWydawnictwo Uniwersytetu ŚląskiegoOgłoszeniaNiesklasyfikowaneStopnie i tytuły naukoweNiesklasyfikowaneW sosie własnymNiesklasyfikowane
Zobacz stronę wydania...