Życie z pasją według Steffena Möllera

Od 17 do 19 marca 2006 roku DAAD, czyli Niemiecka Centrala Wymiany Akademickiej, zorganizowała w Warszawie seminarium Deutsch-Polnisch Zusammenarbeit in Wirtschaft und Recht. Zaproszono byłych stypendystów DAAD oraz absolwentów szkół prawa niemieckiego polskich uniwersytetów, którzy z wielkim entuzjazmem zjechali do stolicy, by podyskutować na temat niemieckiej gospodarki, a po zajęciach wymieniać jakże cenne doświadczenia związane z nauką języka niemieckiego i wyjazdami do Niemiec. Nie zabrakło także Steffena Möllera, który jako honorowy gość udowadniał nam z uśmiechem na twarzy, iż języka polskiego też można się nauczyć. Można się nauczyć pięknie mówić i to wierszem, takim jak ten:

Słyszysz? Szeleści szary szelest,
Szybko po szybach też się ściele,
Skacze jak sprytny chrząszcz po suficie,
Ssszzzzzzzzzzzzz....
Jeszcze chce syczeć.
Szelest nie syczy tylko szeleści ,
Szelest w szeleści musi się zmieścić,
Więc szuka, szuka wzdłuż i wszerz,
Co by tu trzeba jeszcze zjeść.

Autorskie wykonanie Steffena Möllera znajduje się na stronie:
http://image.us.edu.pl/albums/uniwersytet/gazeta/2006.05/
SteffenMoeller.wav.wav

Steffen Möller zgodził się udzielić wywiadu dla czytelników "Gazety Uniwersyteckiej UŚ". Z gościem honorowym warszawskiego seminarium rozmawiała Marlena Jankowska.

Marlena Jankowska i Steffen Möller
Marlena Jankowska i Steffen Möller

MARLENA JANKOWSKA: Jaki kierunek studiów Pan skończył i gdzie?

STEFFEN MÖLLER: Skończyłem filozofię i teologię protestancką na Uniwersytecie Wolnym w Berline, czyli po niemiecku Freie Uniwersität, gdzie uzyskałem tytuł magistra.

Jakie według Pana są różnice pomiędzy studiowaniem w Niemczech a w Polsce?

Moje pierwsze wrażenie jest takie, że w polskim systemie jest więcej ciepła, czyli życie studenckie jest ciekawsze, studenci się znają, nie ma takiej anonimowości jak w Niemczech. Dlaczego? Bo studia są podzielone na lata, 5 lat, i na każdym roku studenci się znają, też dzięki egzaminom wstępnym, które uważam ja osobiście za dobrą rzecz...

...w Niemczech nie ma egzaminów wstępnych?

Właśnie. W Niemczech nie ma egzaminów wstępnych, obowiązują jedynie na medycynę, np. "Geeignungstest", chociaż to kierunek, który nie obejmuje stricte wiedzy medycznej, raczej ogólną. Wiem, że teraz w Polsce po reformie edukacji nie ma już egzaminów wstępnych. Szkoda... żałuję... Teraz podobno są bardzo wątpliwe kryteria maturalne, nowy system punktowy też. Natomiast dla mnie najgorsze w niemieckich studiach było to, że na moich seminariach zawsze byli studenci z wyższych lat, którzy już świetnie się znali, zadawali cały czas pytania, których ja w ogóle nie rozumiałem i w związku z tym odechciało mi się w ogóle mówić. W polskich uczelniach na zajęciach są tylko ludzie z jednego roku i to uważam za lepsze.

Czy w trakcie Pana studiów był Pan na naukowym wyjeździe zagranicznym?

Nie. Wyjechałem dopiero po studiach. Raz w ciągu studiów wyjechałem na trzy tygodnie do Włoch, ponieważ robiłem, oczywiście dobrowolnie, kurs języka włoskiego. We Włoszech jednak nie podobało mi się. Wówczas zauważyłem, że włoska mentalność mi nie odpowiada.Poza tym był wyjazd typowo wakacyjny, więc szybko uciekłem z powrotem do Niemiec.

Wiadomo, że wymiana zagraniczna daje bardzo dużo dobrego młodym ludziom, ale chciałam zapytać co Steffen Möller sądzi o przedsięwzięciach międzynarodowych takich jak wymiany, praktyki, dłuższe pobyty.

Uważam je za świetne. Jest to na pewno jedna z tych rzeczy, których bardzo żałuję. Ja studiowałem filozofię i gdybym dzisiaj jeszcze raz studiował, ze wszystkich sił starałbym się, aby wyjechać na studia do Stanów Zjednoczonych. Ale muszę przyznać, iż wtedy w pierwszych latach mojego studiowania nie miałem tyle odwagi. Były wprawdzie takie możliwości, ale ja jakoś nie starałem się o stypendium dające taką szansę. Dziś tego żałuję.

Wszyscy wiemy, że mieszka Pan już długo w Polsce, mówi Pan rewelacyjnie po polsku. Udało mi się również przeczytać o Pana marzeniach dalszych podróży. I stąd moje kolejne pytanie. Czy w dobie promowania tożsamości europejskiej, pewnego etosu Europejczyka, który oprócz wracania do swoich tradycji i korzeni, kieruje się pewnymi ogólnymi wartościami starego kontynentu, czuje się Pan bardziej Europejczykiem-kosmopolitą, a kultura niemiecka pozostaje w tle, czy może czuje się Pan prawdziwym Niemcem "z krwi i kości"?

Nie czuję się Europejczykiem-kosmopolitą, czyli w tym sensie, że ja mieszkałem tu i tam, i wszędzie czuję się dobrze. Nie. Ja czuję się najlepiej w Polsce. Aczkolwiek nie mogę wypierać się tego, iż pochodzę z Niemiec. I właściwie dobrze znam tylko te dwa kraje. Natomiast rzeczywiście przez jedenaście lat doszło do tego, że czuję się trochę takim bezpaństwowcem. Czyli nie jestem już Niemcem, ale też nie jestem jeszcze Polakiem. Mam dystans do jednego, jak i do drugiego kraju, i w związku z tym bardziej niż kiedyś interesuję się tematami europejskimi. Ale czasami odczuwam pewną odrębność Europy od reszty świata. To właśnie czułem bardzo silnie, będąc w Nowym Jorku. W NYC nie czułem się już ani Niemcem, ani Polakiem, lecz właśnie Europejczykiem. Nikogo ztresztą tam nie zainteresowało czy jestem z Niemiec, czy z Polski, tylko właśnie ze "Starego Kontynentu". To było ciekawe uczucie. I polecam to wszystkim, którzy mają wątpliwości co do swojej europejskiej tożsamości.

Temat tożsamości europejskiej jest teraz bardzo modny. A czy Pan ma już obywatelstwo polskie?

Nie, nie mam... I nie chcę mieć, bo to mnie uwolnia m.in. od obowiązku uczestnictwa w wyborach. Dzięki temu także zachowuję wspomniany dystans.

Podobno marzy Pan o wyjeździe na Syberię. Dlatego właśnie tam?

Byłem już raz na Syberii. W Omsku (zachodnia Syberia). I strasznie mi się tam podobało. Owszem, był lipiec. Było ciepło. Ale język rosyjski jest przepiękny. Rosjanki są najpiękniejszymi kobietami na świecie i ciągnie mnie tam bardzo, ale na razie jest to wszystko jeszcze w "fazie kokieterii", czyli do końca nie jest jeszcze wszystko przemyślane. Aczkolwiek M jak Miłość zostało teraz sprzedane do Rosji...

L kak Lubow?

Tak. L kak Lubow. I może szukają tam Steffena Möllera? Kto wie? Może mógłbym zgłosić się tam na casting?

Mam jednak nadzieję, że Pana nie stracimy. Podobno pisze Pan książkę. Kiedy czytelnicy mogą liczyć na pojawienie się jej w księgarniach?

Mam nadzieję, że pod koniec tego roku.

Czy zdradzi Pan jaki tytuł będzie ona nosić?

Albo Moja polska dusza, albo Z Wuppertalu do realu. Chcę tam opisać to, co podoba mi się w Polsce, ale także to co mi się nie podoba.

A co nie podoba sie Panu w Polsce? Może Pan uchylić odrobinę rąbka tajemnicy?

Na przykład nie lubię kałuż w Warszawie, bo zawsze jestem ochlapany. Nie lubię warszawskiego dworca. Nie lubię liczenia peronów i torów, bo cały czas mi się to miesza.

W Niemczech jest tylko “Gleis", prawda?

Tak i uważam to za lepsze. Natomiast wolę warszawskie lotnisko Okęcie. Wolę polskie jabłko ligol, które uważam za najlepsze na świecie. Tu na Mazowszu jest... Na Śląsku chyba mało znane? Takie twarde, zimowe jabłko... Uwielbiam polski żurek. Wolę niemiecki chleb od polskiego. I tego typu uwag jest chyba ze 200 w mojej książce.

Myślę, że czytelnicy już niecierpliwie czekają na ukazanie się jej w księgarniach. Dziękuję Panu serdecznie za rozmowę.

Również dziękuję.

Ten artykuł pochodzi z wydania: