Święci to także ludzie

Świętość jest bez wątpienia jednym z najważniejszych tematów podejmowanych przez Kościół od początku swego istnienia. Jest to z jednej strony termin używany przez nas powszechnie, czasami bez zastanowienia. Z drugiej jednak strony jest to jeden z najbardziej tajemniczych tematów. Hebrajskie słowo qodesz [rzecz święta, świętość] wywodząc się najprawdopodobniej od rdzenia, który znaczy ciąć, oddzielać, sugeruje myśl o oddzieleniu od tego, co nosi miano profanum. A zatem rzeczy święte - to te, których nie dotyka się lub do których nie wolno się zbliżać inaczej, jak tylko przy zachowaniu warunków czystości rytualnej. W takim rozumieniu "świętość" to cecha nieprzynależna zwykłemu człowiekowi... a jednak są ludzie, których nazywamy świętymi, a przez setki lat Kościół na liście świętych i błogosławionych umieścił tysiące nazwisk. Ponadto, według nauk Kościoła, "świętość" nie jest przywilejem niewielu, przeciwnie, powołanie do świętości ma charakter uniwersalny. "Wszyscy w Kościele, niezależnie od tego, czy należą do hierarchii, czy są przedmiotem jej apostolskiego posługiwania, powołani są do świętości, zgodnie ze słowami Apostoła: "Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie" (1 Tes 4, 3)" (Lumen gentium, 39). O świętości, świętych i naszym oczekiwaniu na ogłoszenie Jana Pawła II świętym z Dziekanem Wydziału Teologicznego ks. prof. dr. hab. Wincentym Myszorem rozmawiała Agnieszka Sikora.

AGNIESZKA SIKORA: W każdej przeciętnej encyklopedii możemy znaleźć definicję świętości, z której dowiadujemy się, że związana jest z takimi cechami jak prawda, dobroć, sprawiedliwość, miłość. Z takiej definicji wynika, że właściwie nie trudno być świętym, bo prawda, dobroć, sprawiedliwość, miłość to takie cechy, które powinny charakteryzować każdego porządnego człowieka.

Ks. prof. dr hab. WINCENTY MYSZOR: Teoretycznie to nie jest trudne, ale przecież my wiemy, że gdybyśmy tę definicję rozłożyli na czynniki pierwsze i przyjrzeli się każdej z tych cech z osobna, to już mielibyśmy inne odczucia. Bo co znaczy "prawda"? Jak wygląda "prawda" w moim życiu codziennym? Okazuje się, że trudność pojawia się już wówczas, gdy mamy pod tym kątem oceniać siebie samych. Trudno jest także, może nawet trudniej, kiedy stoimy wobec drugiego człowieka i mamy ocenić, jak on realizuję tę "prawdę", "dobro", "sprawiedliwość" w swoim życiu. Teoretycznie brzmi łatwo, ale my wiemy, że tak nie jest.

Na beatyfikację (czy kanonizację) Jana Pawła II musimy jeszcze trochę poczekać. Procedury beatyfikacyjne są rygorystyczne, proces wymaga czasu i nie powinno się go przyspieszać, bo przecież nie można "na skróty" badać czyjejś świętości, nawet jeśli powszechnie Jan Paweł II jest już uważany za świętego. Co jednak oznacza dla nas - Polaków, dla zwykłych ludzi i dla Kościoła ta potrzeba oficjalnego wpisania naszego Papieża na listę świętych? Dlaczego tak rozpaczliwie tego potrzebujemy?

Rzeczywiście, w związku z Janem Pawłem II, to ostatnio jest temat numer jeden. Ale ja mam w pewnym stopniu żal. Dlatego, że my chcemy natychmiast postawić Jana Pawła II na postument. "Brązowimy" Go i to jest dla nas wygodne. Niestety, takie stawianie na postumencie wiąże się nierozerwalnie z wyretuszowaniem obrazu Jana Pawła II, a wyretuszowany obraz może jest piękniejszy, ale nie jest przecież prawdziwy! Boję się, że Jego życie będzie cenzurowane, jego żarty, słabości ludzkie (bo przecież był człowiekiem), wszystko będzie "dopasowywane" do pewnego typu świętego, a kanonizacja przyczyni się tylko do zaszufladkowania Jana Pawła II. Wydaje mi się, że Jan Paweł II przez wszystkie kanonizacje i beatyfikacje, których dokonał, chciał zburzyć właśnie ten model, czy stereotyp świętego, do którego przyzwyczailiśmy się od średniowiecza. Przecież to nasz Papież głosił, że święte mogą być matki, ojcowie, urzędnicy, następcy tronów, małżeństwa... Chciał zburzyć ten monument. Boję się, że teraz powrócimy do poprzedniej "normy", czyli do tego kanonu świętego, który od tylu stuleci funkcjonował w naszej świadomości.

Na przykład utrwaliło się w zamierzchłej przeszłości, że świętym może być tylko zakonnik, taki, który wyrzeka się świata. Przypomina mi się tu historia Joanny de Chantal (1572-1641), matki wielu dzieci, która dopiero, gdy owdowiała została świętą. Można powiedzieć "na szczęście" owdowiała, bo w małżeństwie to byłoby niemożliwe i nie mogłaby być świętą. Czyli, jest to negatywne spojrzenie na małżeństwo, na życie w związku, na wychowywanie dzieci, na zdobywanie majątku dla zabezpieczenia rodziny. Szczególnie na punkcie tego ostatniego jesteśmy przewrażliwieni, że człowiek, który ma majątek grzeszy. Mamy przykład z naszego własnego "podwórka" - bł. ks. Emil Szramek, który zbierał dzieła sztuki. Wielu ludzi zarzucało później, że nie powinien być świętym. Bo jeżeli przeznaczał swoje dochody na dzieła sztuki i nie wydawał na "byle co", to nie pasował do wizerunku świętego. Czyli oznacza to, że powinien być nędzny ...? Czy tylko biedni mogą być świętymi..? Historia Kościoła pokazuje, że tak nie było, a kanonizacje świętych dokonane przez Jana Pawła II, ukazują, że tak nie jest.

Wadowice, 2 kwietnia 2006 roku
Wadowice, 2 kwietnia 2006 roku

Procedury beatyfikacyjne są rygorystyczne (chociaż trzeba pamiętać, że do końca XI w. nie było procesu kanonizacyjnego). Reforma prawa kanonizacyjnego, dokonana przez samego Jana Pawła II zacznie uprościła te procedury, a jednak, mimo tych uproszczeń ludzie nie chcą czekać na zakończenie procesu. Wołają "santo subito". Dlaczego?

Bo ludzie są już pewni Jego świętości. Dlatego domagają się ogłoszenia Go świętym natychmiast. I rzeczywiście w przypadku Jana Pawła II możemy uznać Vox populi, vox Dei [łac. głos ludu (to) głos Boga]. Ale z drugiej strony, wierni są pewni Jego świętości i sam akt ogłoszenia Jana Pawła II świętym niczego nie zmieni w ich odczuciach, w ich wierze. To zrozumiałe, że dla nich nie jest potrzebna ta "urzędnicza machina". Jednak Kościół, jako instytucja, musi przestrzegać pewnych zasad, tradycji, prawa. W ten sposób broni się także przed pewnymi błędami.

Świętość, o której mówi Sobór Watykański II nie jest rozumiana jako ideał czysto teoretyczny, wprawdzie piękny, lecz nieosiągalny. A zatem dążenie do niej nie powinno być czymś abstrakcyjnym. Jan Paweł II powiedział: "Szukajcie świętości w codziennym życiu". Można powiedzieć, że nie polega ona na dokonywaniu rzeczy niezwykłych, lecz na niezwykłym podejściu do rzeczy zwykłych i codziennych. A więc jakiej świętości potrzebujemy dzisiaj?

Ja uważam, że potrzebujemy dzisiaj świętości niekonwencjonalnej, na pewno nie "koturnowej", oderwanej od życia. I ta świętość jest jeszcze do odkrycia. Co więcej, ludzie bardzo się cieszą z takiego spojrzenia na świętość, z odkrywania "nowych" świętych. Przykładem takim może być Matka Teresa z Kalkuty. Jej działalność i stosunek do niej ludzi świadczą o tym, że była świętą już za życia.

Na pewno do odkrywania takiej świętości przyczyniają się w dużym stopniu media. Przecież to właśnie one często pokazują te niezwykłe osoby. Wieści o ich działalności, męczeńskiej śmierci, poświęceniu itd. szybko rozchodzą się po świecie, a co za tym idzie szybciej wzruszają, a może raczej poruszają, nas ich historie, pobudzają do myślenia. A im bardziej te historie są nam bliskie, tym lepiej. I w takim przypadku media mają ogromną rolę - pozytywną - do spełnienia. Ale niestety, także kreują, mogą przez to wpływać negatywnie. I w tym ostatnim byłbym podejrzliwy, nie wierzyłbym do końca w taki wykreowany przez media obraz. Bo jeśli ktoś coś kreuje, to robi to według jakiegoś modelu, stereotypu. Nie wiem, czy jest on zawsze zgodny z tym, czego naprawdę oczekujemy. Generalnie jednak, to dobrze, że ludzie potrzebują tej zwykłej, codziennej świętości.

Jan Paweł II powiedział także, że aby zrozumieć Kościół trzeba patrzeć przez świętych, bo to oni pokazują, jaki jest Kościół...

...i cel Kościoła. Oczywiście to stwierdzenie jest słuszne, szczególnie w kontekście zadania, bo Kościół to społeczność, która ma dążyć do świętości zarówno w całości, jak i w poszczególnych jednostkach, ale przede wszystkim w ludziach wierzących. Jako instytucja ma swoje elementy święte, ale ma także ludzkie. To takie niezwykłe połączenie sfery ludzkiej z Boską. Nie możemy dzielić, że winni są ludzie, a sama instytucja nie. Nie, mogą być struktury w Kościele takie, które z punktu widzenia historycznego czy współczesnego mogą być wadliwe. Najlepszy dowód, że sam Kościół je zmienia w dążeniu do samooczyszczenia, naprawienia czy zreformowania. To znaczy, że one wymagają tego. I to jest właśnie cel - świętość. Ale jest też druga bardzo ważna prawda - do Kościoła należą grzesznicy. Gdybyśmy akcentowali jedną stronę, że to jest Kościół świętych, wówczas wylądowalibyśmy w najbardziej skrajnej, radykalnej schizmie donatystów, czy skrajnym kalwinizmie, gdzie wyklucza się wszystkich, dekretuje się z góry, że jeden jest święty i należy do Kościoła, a drugi nie. Przeciwnie! Raczej bym powiedział, że ostatnie dzieje Kościoła pokazują, iż jest on nie tyle pobłażliwy dla grzechu, jak raczej bardzo przyjaźnie nastawiony do grzeszników. Nie można grzeszników wyrzucić z Kościoła i potępić. Musimy się nimi interesować i moim zdaniem to nie jest słabość Kościoła, to jest jego siła wewnętrzna, bo zauważa ludzi błądzących, szukających, o skomplikowanych losach życiowych. Społeczeństwo chrześcijańskie nie jest i nigdy nie było jednolite, to mit, w który chyba nikt nigdy nie wierzył.

Zegar na ścianie wadowickiego kościoła, to właśnie tę inskrypcje widział Jan Paweł II z okien swojego pokoju i wielokrotnie nad nią rozmyślał (o czym sam wspominał). Po Jego śmierci na zegarze pojawiła się data 2 kwietnia 2005 roku
Zegar na ścianie wadowickiego kościoła, to właśnie
tę inskrypcje widział Jan Paweł II z okien swojego
pokoju i wielokrotnie nad nią rozmyślał (o czym sam
wspominał). Po Jego śmierci na zegarze pojawiła się
data 2 kwietnia 2005 roku

Po śmierci Jana Pawła II obserwowaliśmy niesamowite zjawisko, które nie miało chyba dotąd miejsca w historii Kościoła, a na pewno nie na taką skalę - tłumy ludzi, nie tylko Polaków, niezwykle mocno przeżywających odejście naszego Papieża. Wielu zarzucało, szczególnie nam - Polakom, że wpadliśmy w narodową histerię, że to powierzchowne, że tak naprawdę nie ma w tym głębokiej wiary... Jak ksiądz profesor może ocenić nasze przeżywanie żałoby po śmierci Jana Pawła II dziś, z perspektywy roku?

Dużą rolę w tamtych chwilach spełniały media, pokazywano miejsca, gdzie gromadziły się tłumy. Ale nie można uogólniać, że padało hasło "idziemy" i ludzie szli. Na pewno było wielu takich, którzy ulegli tzw. owczemu pędowi, widzieli, że inni idą, więc i oni szli. Jednak przecież te wszystkie spotkania, marsze, czuwania wymagały podjęcia pewnego trudu, poświęcenia czasu i przede wszystkim wewnętrznego zaangażowania, a zatem słabo umotywowany tam nie szedł. A jeżeli nawet ktoś taki znalazł się w takim miejscu przypadkowo, to i tak miał dużo czasu na refleksję. Bo przecież podczas tych spotkań padały pewne słowa, może czasami trochę uproszczone (jak to bywa w tłumach), ale trudno było pozostać wobec nich obojętnym. Myślę, że to nie był głód sensacji, jak w przypadku jakiejś supergwiazdy, oczywiście umarł człowiek znany, ale przecież odczuwano Jego odejście jako kogoś bliskiego. Poza tym było coś więcej - to, co Jan Paweł II mówił w swoim życiu. Może te refleksje spowodują, że ludzie zaczną zastanawiać się, podejmą Jego spuściznę i postanowią zachować nie tylko pamięć "uczuciową", ale także tę intelektualną. Przez ten rok często w mediach przypominane były (i są w dalszym ciągu) różne wypowiedzi Jana Pawła II, także te dotyczące naszego kraju, które są szczególnie wymowne teraz, gdy przeżywamy problemy w naszym życiu narodowym, politycznym. To dobrze, chociaż szkoda, że nie przypomina się Jego wypowiedzi głęboko teologicznych. Jest pamięć, są uczucia, ale powinny być także głębsze refleksje i podjęte konkretne czyny.

Jak będą wyglądały następne rocznice?

Będą stonowane. Wszystko zależy od tego, co teraz będzie się działo, jak trwałe okażą się zmiany, które w nas zaszły. Nie wierzę w instytucje, że powoływanie nowych struktur miałoby coś wnieść. Być może ludzie będą przychodzili pod pomniki, być może jeszcze powstanie kilka nowych. Natomiast jest taka potrzeba i to jest moje życzenie, abyśmy mieli większy dostęp do pism i wypowiedzi Jana Pawła II, w różnych formach, niekoniecznie wszystkich dzieł zebranych. Gdyby do tego przyczyniły się te rocznice to byłoby dobrze. Ale może zdarzyć się też tak, że im bardziej będzie nam doskwierała codzienność, im bardziej będzie naród skłócony, im większe będziemy mieli trudności życia społecznego, tym bardziej "oddalający się" się Papież będzie coraz bardziej świetlany, coraz bardziej idealny i nikt nie będzie wtedy przypominał tych słów, które On groźnie wypowiadał w Polsce. Być może te kolejne rocznice będą Go odsuwały w tę daleką, piękną, świetlaną, nostalgiczną przeszłość, która nie zobowiązuje. Tego się obawiam.

Bardzo dziękuje za rozmowę.


Święci to także ludzie a nie żadne gąsienice dziwaczki
nie rosną krzywo jak ogórki
nie rodzą się ani za późno ani za wcześnie
świeci bo nie udają świętych
na przystankach marznąc przestępują z nogi na nogę
śpią czasem na jedno oko
wierzą w miłość większą od przykazań
w to że są cierpienia ale nie ma nieszczęść
wolą klękać przed Bogiem niż płaszczyć się przed człowiekiem
nie lubią deklamowanej prawdy
ani klimatyzowanego sumienia
nie przypuszczają żeby z jednej strony było wszystko a z drugiej guzik z pętelką
stale spieszą kochać
znajdując samotność oddalając się od siebie a nie od świata
tę samotność bez której świat dostaje bzika
są tak bardzo obecni że ich nie widać
nie lękają się nowych czasów które przewracają wszystko do góry nogami
nie chca być równeż umęczeni w słodki sposób jak na nabożnych obrazakach
niekiedy nie potrafią się modlić ale modlą się zawsze
chętnie wzięliby na indeks niejedną dobrą książkę żeby bronić jej przed głupim czytelnikiem
nie noszą zegarków po to żeby wiedzieć ile się spóźnić
mają sympatyczne wady i niesympatyczne zalety
boją się grzechu jak fotela z fałszywą sprężyna
uważają że tylko pies jest dobry kiedy jest zły
nie mają i dlatego rozdają
tak słabi że przenoszą góry
potrafią żyć i nie dziwić się odchodzącym
potrafią umierać i nie odchodzić
można o nich o wiele mądrzej pisać ale po co
trzymają się przyjaźni jak gawron gawrona
poznają późne lato po niebieskiej goryczce
słyszą na pamięć wilgi gwiżdżące przed deszczem
bawią ich jeszcze grzyby nieprawdziwe

Jan Twardowski
trochę plotek o świętych

Autorzy: Agnieszka Sikora
Fotografie: Agnieszka Sikora
Ten artykuł pochodzi z wydania: