Rozmowa z prof. zw. dr hab. Iwoną Szarejko, dziekanem Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska i prof. UŚ dr hab. Ewą Kurczyńską, prodziekanem ds. rozwoju

Chcemy pokazać, czym jest nowoczesna biologia

- Tłoczno było na Jubileuszowej Sesji Naukowej rozpoczynającej obchody 40-lecia Wydziału, a teraz tłumy świeżo upieczonych studentów wypełniają korytarze wydziałowych budynków przy Jagiellońskiej i Bankowej.

IWONA SZAREJKO: Faktycznie jest tłoczno. W roku akademickim 2009/2010 mamy prawie 1400 studentów. Na kierunku biologia uczy się 407 studentów, na biotechnologii 496, a na ochronie środowiska 464.

 

- Kto w dzisiejszych czasach decyduje się studiować biologię?

I. Sz.: Nie tylko pasjonaci, przyrodnicy, którzy widzą, że jest tu miejsce na kontynuowanie swoich hobby. Są też uczniowie zainteresowani ochroną środowiska, którzy mogą realizować różne zainteresowania, nie tylko ściśle biologiczne, bo kierunek ochrona środowiska to studia międzywydziałowe. Jest też wielka grupa zainteresowanych współczesną biotechnologią, biologią molekularną i jej przełożeniem na praktykę np. w ochronie środowiska czy w hodowli roślin.

 

- Czy znajdą tu miejsce ci, których interesuje człowiek?

I. Sz.: Tak. Oni interesują się zdobyczami biologii molekularnej w medycynie. Sami nie prowadzimy związanych z tym badań, ale współpracujemy ściśle z Instytutem Onkologii w Gliwicach i corocznie grupa studentów biotechnologii może tam realizować prace magisterskie z genetyki molekularnej i biochemii człowieka. To inspiruje nas do tego, żeby uruchamiać nowe specjalności. Pracujemy nad tym, żeby w następnym roku akademickim otworzyć np. biologię w medycynie.

 

- Są też kierunki zamawiane...

I. Sz.: Robimy wszystko, żeby ułatwić i uatrakcyjnić studiowanie. Mamy na biotechnologii pilotażowy projekt na kierunek zamawiany, gdzie najlepsi studenci otrzymują stypendia w wysokości 1000 zł. Status kierunku zamawianego ma specjalność bioetchnologia roślin użytkowych. Stawiamy na specjalności, które odpowiadają na potrzeby rynku i wiążą się z większymi szansami na znalezienie pracy w przyszłości.

 

- Gdzie mogą znaleźć zatrudnienie absolwenci WBiOŚ?

EWA KURCZYŃSKA: Mogą pracować w różnych jednostkach, od administracji po laboratoria, w szkołach, agencjach ekologicznych, ochronie środowiska, w gminach, gdzie przygotowuje się waloryzację środowiska przyrodniczego, sanepidach i stacjach diagnostycznych, no i oczywiście w instytucjach naukowych w kraju i zagranicą. Nasi absolwenci zasilają też kadry Centrum Onkologii w Gliwicach, Wydziału Farmacji i Zakładu Biologii Wydziału Lekarskiego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

 

- Czy studenci biologii chętnie kontynuują naukę na studiach doktoranckich?

I. Sz.: Tak. W tej chwili mamy 70 osób na studiach doktoranckich, w tym 12 podjęło studia doktoranckie „Advanced methods in biotechnology and biodiversity”, które będą prowadzone w języku angielskim. Studia te są nastawione na zajęcia praktyczne, laboratoryjne, na to, żeby studenci zapoznali się z najnowszymi technikami i metodami stosowanymi w biotechnologii, biologii molekularnej i w badaniach bioróżnorodności organizmów, żeby opanowali najnowsze technologie niezbędne w przyszłej pracy.

 

- Wydział stawia też na wymianę naukową.

I. Sz.: Korzystamy z programu UPGOW wysyłając studentów na staże naukowe. W ramach programu ERASMUS na okresy od trzech miesięcy do roku wyjeżdżają na zagraniczne praktyki i studia nasi doktoranci, magistranci także licencjaci. Do nas z kolei przyjeżdżają wykładowcy z zagranicznych uniwersytetów. Już od kilku lat organizujemy tydzień wykładów specjalistów, wygłaszanych po angielsku, cieszą się one wielkim zainteresowaniem.

 

- Jesteście też bardzo aktywni w staraniach o granty.

I. Sz..: W ubiegłym roku realizowaliśmy 34 granty m.in. z Ministerstwa Edukacji, Ministerstwa Rolnictwa, z Fundacji Nauki Polskiej, Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. W tym roku realizujemy 20 nowych grantów - jak na Wydział, który nie zalicza się do wielkich wydziałów Uniwersytetu, to są bardzo dobre rezultaty. Badania, które wykonujemy są bardzo kosztowne. Bywa, że miligram jednego odczynnika kosztuje kilka tys. zł. Gdybyśmy nie uzyskiwali tych środków, nie moglibyśmy pracować. Finanse, które zdobywamy w konkursach, są ponad dwa razy większe niż środki przyznawane Wydziałowi na działalność statutową.

E. K.: Warto podkreślić, że nie jest łatwo je dostać. Nauczyliśmy się jednak, że nawet jeśli nie dostaniemy finansowania jakiegoś projektu od razu, to przychodzące recenzje zawsze coś podpowiedzą, siadamy więc i piszemy jeszcze raz. Ta skrupulatność i wytrwałość, która jest potrzebna w pracy biologa, przekłada się w tym przypadku na efektywność w pozyskiwaniu środków na finansowanie badań.

 

- Wydział to placówki terenowe: dwie szklarnie, zielnik, pole doświadczalne w Boguchwałowicach koło Siewierza oraz dwa główne budynki: przy ul. Bankowej 9 oraz Jagiellońskiej - zabytkowy, który choć piękny, to już ciasny, bez szans na rozbudowę.

I. Sz.: Jeśli chodzi o potencjał lokalowy, to osiągnęliśmy kres naszych możliwości. W 2002 r. dostaliśmy grant KBN na dobudowanie do zabytkowego budynku segmentu laboratoriów naukowych. Powstały ogólnowydziałowe laboratoria, czyli takie, które nie są przypisane do poszczególnych katedr. Mogą

z nich korzystać wszyscy pracownicy Wydziału, kilka zespołów badawczych.

 

- Zabytkowy budynek jest zwieńczony szklarnią.

E. K.: Szklarnia powstała również w ramach tej jednorazowej rozbudowy. Podobnie jak z laboratoriów, korzystają z niej pracownicy i studenci wielu katedr. Biologia to jak najbardziej studia praktyczne. Student sam potrafi przeczytać podręczniki, ale to my uczymy, jak działa sprzęt i co można z nim zrobić. Wykorzystujemy każdy metr kwadratowy powierzchni na Wydziale. Mimo tego, że się staramy, doszliśmy do kresu możliwości.

I. Sz.: Posiadamy np. tylko jedną aulę przy ul. Bankowej, która mieści 220 osób. Aula przy ul. Jagiellońskiej jest zabytkowa, więc konserwator zabytków godzi się, by była jedynie przywrócona do stanu oryginalnego, a nie zmieniona w nowoczesne audytorium. Poza tym, ze względów przeciwpożarowych nie może w niej przebywać więcej niż 50 studentów. To są przeszkody nie do rozwiązania. Nasza energia nie idzie w rozwój, a w utrzymanie stanu posiadania. Po jednorazowej rozbudowie zostały nam tylko remonty.

 

- Stąd między innymi idea budowy naukowo-dydaktycznego Centrum Biotechnologii i Bioróżnorodności Uniwersytetu Śląskiego?

I. Sz.: Wszystkie wydziały poszły do przodu, a my mimo wielkiego potencjału zmagamy się z materią. Myślimy, że teraz jest czas na biologię na Uniwersytecie.

E. K: Nawet zachowując obecną liczbę studentów, jeśli chcemy dalej unowocześniać kształcenie, musimy inwestować, zdobywać granty na nową aparaturę stosowaną w biologii molekularnej czy biotechnologii. I to robimy, ale potem musimy znaleźć miejsce, gdzie można ją umieścić. Często nasze badania i laboratoria wymagają pomieszczeń z dodatkowymi usprawnieniami np. zaciemnieniem czy klimatyzacją. W obecnym budynku nie ma na to warunków.

 

- Z nowych pomieszczeń skorzystają nie tylko studenci.

E. K.: Ich praca byłaby na pewno efektywniejsza. Student biologii spędza dużo czasu na uczelni, najczęściej jest to cały dzień. Ułożenie planu zajęć w jednym budynku z dostateczną liczbą sal, odpowiadającą liczbie studentów pozwoli skrócić czas, jaki spędza na Wydziale. Zajęcia - co warto podkreślić - prowadzone są w małych 10-12–osobowych grupach. Dziś przygotowanie układu zajęć to prawdziwa ekwilibrystyka.

I. Sz.: Zależy nam też na tym, żeby wyjść do środowiska. Centrum byłoby fantastycznym miejscem, gdzie można by edukować społeczeństwo. Mogłoby zmienić wizytówkę miasta. Pokazałoby, że Śląsk jest otwarty na nauki biologiczne, że kształci kadry ochrony środowiska i biotechnologii. Nie chcemy tylko rozbudowania siedziby Wydziału. Marzymy o tym, żeby było to centrum popularyzujące wiedzę. Żeby odbywałyby się tam wystawy, wykłady i warsztaty dla dzieci, młodzieży i starszych. Chcemy, żeby dużo się działo. Chcemy pokazać, czym jest nowoczesna biologia.


 

 

Autorzy: Katarzyna Rożko
Fotografie: Katarzyna Rożko