ZABAWY Z FOLKLOREM

Zanim rozpoczął się XVII. Międzynarodowy Studencki Festiwal Folklorystyczny wszyscy byliśmy pełni obaw, jak w tym roku wszystko zostanie zorganizowane i czy wszystko będzie w porządku. Przecież cały czas w głowach mieliśmy zeszłoroczne szaleństwo, będące wydarzeniem jedynym w swoim rodzaju i raczej nie do powtórzenia. Zaproszono wówczas rekordową liczbę zespołów - 11 - reprezentujących przeróżne kraje i kultury, co dało niesamowitą mieszankę, z którą nawet przez chwilę nie było problemów. Co więcej, wiele zeszłorocznych znajomości i romansów trwa do dziś, po drodze przeradzając się w wielkie przyjaźnie i poważne związki. Organizatorzy mieli zatem twardy orzech do zgryzienia. Na szczęście, znaleziono wyjście z tej sytuacji - trzeba było zaprosić zespoły reprezentujące kultury, których jeszcze nie poznaliśmy na festiwalu.

Nie umniejszając innym zespołom, muszę przyznać,

XVII Międzynarodowy Studencki Festiwal Folklorystyczny
że absolutnym tegorocznym faworytem była grupa reprezentująca Wyspy Wielkanocne. Myślę, iż jeszcze nigdy podczas występu jakiegokolwiek innego zespołu folklorystycznego, nie gromadziło się pod sceną tylu widzów. Byli to zarówno panowie, jak i panie rozkoszujący się widokiem tańców brzucha i innych egzotycznych form eksponowania swojego folkloru.

Ale czas zejść na ziemię, bo przecież nie samą egzotyką festiwal żyje.

XVII Międzynarodowy Studencki Festiwal Folklorystyczny
Do naszego regionu zawitały także grupy z Włoch, Macedonii, Serbii i Czarnogóry, Rumunii oraz z wielkopolski zespół "Cepelia". Gospodarzem imprezy był jak zwykle Studencki Zespół Pieśni i Tańca "KATOWICE". A wszystko zaczęło się w sobotę 21 sierpnia br., kiedy to przeszedł pierwszy korowód w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie. Niestety, mało kto mógł go dostrzec ze względu na wybraną trasę, ale kiedy wszystkie zespoły dotarły do miejsca, gdzie miał rozpocząć się koncert plenerowy, publiczność nie mogła oderwać oczu od artystów. Chyba najszczęśliwszymi osobami tego dnia była para wychowanków zespołu "Katowice", na której cześć był zorganizowany ten koncert-wesele. Na tym specyficznym weselu mógł bawić się każdy, kto tylko przybył tego pięknego dnia do parku. Zaraz po tym wydarzeniu zagraniczne zespoły wybrały się na kameralny koncert do kościoła Marii Magdaleny w Chorzowie Starym, gdzie panowała już całkiem inna, bardziej stonowana atmosfera.

Następnego dnia, czyli w niedzielę, oficjalnie otwarto

XVII Międzynarodowy Studencki Festiwal Folklorystyczny
festiwal na koncercie inauguracyjnym w katowickim Parku Kościuszki. Mimo że był to kolejny bardzo chłodny dzień tego lata, publiczność dopisała i bardzo gorąco przyjęła wszystkie zespoły. A to przecież był dopiero początek... Ostatni tydzień sierpnia rozpoczął się bardzo aktywnie. Najpierw odbył się korowód ulicą Wolności w Chorzowie, a potem pierwsza część koncertów przeglądowych w Pałacu Kultury Zagłębia w Dąbrowie Górniczej. We wtorek festiwal na dobre rozkręcił się i już z samego rana artyści ruszyli na paradę, tym razem w Świętochłowicach - mieście, które po raz pierwszy patronowało tej imprezie. Po południu odbyła się druga część koncertu przeglądowego w Dąbrowie Górniczej.

W środę byliśmy już wielką i bardzo zżytą międzynarodową grupą.

XVII Międzynarodowy Studencki Festiwal Folklorystyczny
Wyruszyliśmy wszyscy razem na korowód w centrum Sosnowca, gdzie po drodze, na tzw. "Patelni", odbył się mały pokaz umiejętności zespołów. Następnie udaliśmy się pod Urząd Miasta, gdzie na dziedzińcu czekały już na nas władze Sosnowca. Po części oficjalnej, artyści jeszcze raz dali namówić się na mały występ. Zaraz potem ruszyliśmy do Hali Sportowej w Sosnowcu Zagórzu, bo tam właśnie miał odbyć się kolejny koncert. Dla niektórych był to bardzo specjalny moment festiwalu. Nie tylko dla tych, którzy mieli okazję być na widowni, ale także dla tych znajdujących się za kulisami, gdyż w trakcie występów, niektórzy zostali obdarowani przez reprezentantów Wysp Wielkanocnych malunkami na różnych częściach swojego ciała. Oczywiście wszystko było zmywalne, a wieczorem pojawił się dylemat, czy już go zmyć, czy jeszcze dalej chwalić się "prezentem". Ja miałam szczęście otrzymać darmowe lekcje rumuńskiego. Myślę, że te najbardziej przydatne zwroty zapamiętam na całe życie, bo przecież powinno się znać zwrot "kocham cię" w jak największej liczbie języków.

Czwartek był dniem całkowicie poświęconym koncertowi

XVII Międzynarodowy Studencki Festiwal Folklorystyczny
"Muzyki Świata". Od rana odbywały się próby, a wieczorem miał miejsce właściwy koncert. W tym jednak wypadku nie jest to odpowiednie słowo, gdyż jest on zawsze bardzo szczególnym momentem festiwalu. Nazwa spektakl będzie tutaj bardziej odpowiednia. Wydarzenie to miało miejsce na dziedzińcu Zamku Sieleckiego w Sosnowcu. Przybyło wielu obserwatorów i nikt nie zraził się deszczem, który próbował wszystkim przeszkodzić w dobrej zabawie. My, jakby mu na złość, odśpiewaliśmy piosenkę finałową, czyli "O sole mio" i w znakomitych nastrojach wróciliśmy do domów akademickich w Sosnowcu, gdzie mieszkaliśmy. W piątek zaczynaliśmy odczuwać, że koniec festiwalu zbliża się nieuchronnie, bo nadszedł czas na próby i sam koncert finałowy, który, jak co roku, odbywał się w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Jak zwykle, publiczność dopisała, a organizatorzy mogli wręczyć nagrody zespołom i szczególnie zasłużonym organizatorom tej imprezy. Zapewne przez przypadek zapomniano podziękować o wolontariuszom i ekipie technicznej, wiadomo w amoku tak wielkiej imprezy ma prawo wypaść z głowy coś takiego. Dlatego w tym miejscu pozwolę sobie na małą prywatę i podziękuję w imieniu wszystkich, którzy tego nie zrobili, a powinni, tym, którzy naprawdę na to zasłużyli. Bez was nie byłoby tego święta folkloru. Wielkie Dzięki!

Ale wracając do koncertu finałowego, było to miłe oficjalne

XVII Międzynarodowy Studencki Festiwal Folklorystyczny
zakończenie tegorocznego festiwalu. To jednak jeszcze nie był koniec, bo już następnego dnia, w sobotę, odbył się ostatni korowód i pokaz umiejętności artystów w Nikiszowcu, a po południu wielki koncert plenerowy w Ogrodzieńcu (przy ruinach zamku). Po raz ostatni szerokiej publiczności zaprezentowały się wszystkie zespoły. Podczas występu grupy z Wysp Wielkanocnych o mało nie doszło do bijatyki, kiedy artyści wybierali sobie z publiczności partnerów do tańca na scenie. Każdy pan i pani chcieli być przebrani w "pareo", udekorowani kwiatami i zatańczyć taniec brzucha. Pod koniec występów odbyło się wielkie ognisko, któremu towarzyszyło wspólnie śpiewanie. Niedziela była już prawdziwym końcem, odbył się kameralny koncert dla mieszkańców Rybnika w lokalnym domu kultury. Zaraz po nim pożegnaliśmy kolejno zespoły. A my wolontariusze pożegnaliśmy się z panią Mirosławą Frąckowiak, która w tym roku była dyrektorem całego festiwalu, i z jej współpracownikami, paniami Aleksandrą Kielak, Barbarą Uracz i Ewą Piasecką oraz panem Dariuszem Majchrowiczem. I nic nam więcej nie pozostało, jak wrócić do domu.

Ale nie będę nikogo łudzić. Jeżeli chodzi o nas organizatorów i artystów, ten festiwal to nie tylko folklor. Wieczorami byliśmy zwykłymi ludźmi, którzy bawili się w klubie (w tym roku gościło nas "Antidotum" w Sosnowcu), grali w karty na pieniądze, rozmawiali godzinami w różnych językach, nawiązywali nowe znajomości czy romanse oraz starali się pozostawić po sobie jak najlepsze wrażenie.

W podsumowaniu oczywiście zaczynam porównywać wszystko z tym, co było rok temu. Tegoroczny festiwal nie był gorszy czy lepszy od ubiegłorocznego, był po prostu inny. Zawsze te następne będą inne. Dzięki nim zapominamy o rzeczywistości i choć na krótko przenosimy się w najdalsze części świata. Nie potrzebujemy do tego ani mapy, ani pieniędzy, tylko otwartego serca.

Autorzy: Magdalena Moś, Foto: Paweł Jurek
Ten artykuł pochodzi z wydania: