Wystąpienie JM Rektora podczas inauguracji XXXVII roku akademickiego 2004/2005

CHROŃMY UNIWERSYTETY

Szanowni Zgromadzeni

Nowy rok akademicki na Uniwersytecie Śląskim na 94 kierunkach i specjalnościach studiów dziennych, wieczorowych i zaocznych rozpocznie ponad 41 tysięcy studentów, tym około 13 tysięcy nowoprzyjętych. Do tego dodajmy około 3 tysięcy słuchaczy studiów podyplomowych i 1,5 tysiąca słuchaczy studiów doktoranckich. Łącznie około 45 tysięcy osób skorzysta z bogatej oferty edukacyjnej naszego Uniwersytetu. Z jednej strony stanowi to uzasadniony powód do dumy ze znaczącej roli, jaką odgrywamy w systemie szkolnictwa wyższego w Polsce. Z drugiej wszakże jest miarą wyzwań i odpowiedzialności, przed jakimi stoimy.

Dla prawie 3,5 tysiąca pracowników Uniwersytetu nowy rok

JM Rektor Uniwersytetu Śląskiego prof. dr hab. Janusz Janeczek
JM Rektor Uniwersytetu Śląskiego
prof. dr hab. Janusz Janeczek
akademicki rozpoczyna się miłym i oczekiwanym wydarzeniem: podwyżką wynagrodzeń zasadniczych, stanowiącą trzeci i, niestety, ostatni etap regulacji płac w szkolnictwie wyższym. Mechanizm regulacji płac w tym roku na Uniwersytecie Śląskim uświadomił nam w jak dużym stopniu nasze uposażenia zależą od organizacji toku studiów na wydziałach i polityki kadrowej.

Rok akademicki 2004/2005 znamienny będzie tym, że dobiega końca kadencja obecnych zespołów rektorskich i dziekańskich i rozpocznie się nowy cykl kadencyjny. Ważne jest, aby w poruszeniu wywołanym wiosennymi wyborami nie stracić z pola widzenia najważniejszych celów rozwoju Uniwersytetu zapisanych w jego misji.

W obecnej kadencji, kontynuując dzieło naszych poprzedników, skupiliśmy się na ewolucyjnych zmianach w zarządzaniu Uczelnią, tak aby przystosować ją do wymogów współczesności i przyszłości. Między innymi podjęliśmy radykalne działania w celu obniżenia kosztów kształcenia i kosztów administracyjnych.

Wspólnie z Politechniką Warszawską, Uniwersytetem Jagiellońskim i Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej zawiązaliśmy konsorcjum w celu zakupu i wdrożenia zintegrowanego systemu wspomagania zarządzania Uczelni - przedsięwzięcie, któremu patronują i które wspomagają Minister Edukacji i Minister Nauki.

Jesteśmy wśród polskich uniwersytetów liderem w implementacji elektronicznego systemu obsługi studentów. Szczególną rolę przywiązujemy do ułatwienia studiowania osobom niepełnosprawnym, których na Uniwersytecie Śląskim kształci się ponad 200.

W rozpoczynającym się roku akademickim podejmujemy szereg ważnych zmian organizacyjnych, które usprawnią i unowocześnią funkcjonowanie Uczelni, m.in. nastąpi reforma systemu bibliotecznego oraz reorganizacja Filii w Cieszynie. Realizacja tych i innych zadań jest możliwa dzięki znakomitej współpracy z Senatem, Komisjami Senackimi, Władzami Dziekańskimi i Administracją Uczelni. Przez lata wykształciła się na Uniwersytecie liczna grupa osób, która problemy Uczelni zna i rozumie na wylot. Czyni to zarządzanie Uczelnią i jej niezbędne reformowanie łatwiejszym. Jestem pod wrażeniem kompetencji i profesjonalizmu Państwa Senatorów i Dziekanów i mam nadzieję na kolejny rok satysfakcjonującej współpracy.

Wszystko, co powiedziałem, nie oznacza, że jesteśmy organizacją idealną. Niestety, mają miejsce sytuacje i zdarzenia, które rzucają cień na w większości sprawnie funkcjonującą Uczelnię. Owe zdarzenia, które - przyznaję, wywołały u mnie uczucie zażenowania, wynikają z niefrasobliwości i braku odpowiedzialności niektórych koleżanek i kolegów, a także ciągle jeszcze niedostatków organizacyjnych.

Senat Uniwersytetu Śląskiego przyjął dokument określający główne kierunki rozwoju infrastruktury Uczelni na kilka najbliższych lat. Mamy zatem jasno wytyczone kierunki działań w tym zakresie.

Żałować należy, że w kolejny rok akademicki polskie uczelnie wchodzą bez nowego prawa, tak niezbędnego i oczekiwanego od co najmniej 5 lat. Projekt nowej Ustawy o szkolnictwie wyższym stał się przedmiotem gry interesów różnych partykularnych grup, a to nie wróży najlepiej. Nie wiem jaki ostateczny kształt przybierze projekt ustawy nad którym pracuje obecnie komisja sejmowa. Ważne, aby nowa ustawa służyła całej polskiej edukacji wyższej, interesowi wszystkich Polaków, a nie interesowi wąskiej grupy zapobiegliwych lobbystów. Znając krajowe realia optymistą w tym względzie nie jestem.

W dyskusjach nad nową ustawą, a raczej nad przyszłością polskiej nauki i szkolnictwa wyższego pojawia się szereg tematów zastępczych wywołujących emocje, jak choćby sprawa zniesienia habilitacji. Gdyby samo zniesienie habilitacji miało stanowić panaceum na chroniczne dolegliwości polskiej nauki, to, rzecz oczywista, nie należałoby się zastanawiać nad takim krokiem ani chwili. Wszakże sprawa jest bardziej złożona i wymagałaby ważniejszych zmian systemowych, jak choćby mechanizmów i skutków oceny pracowników przez autonomiczne uczelnie wyższe w sprzężeniu ze sposobem zatrudniania pracowników wyższych uczelni. W miejsce mianowania wszystkich nauczycieli akademickich, co w praktyce przekłada się na zatrudnianie na czas nieokreślony, należałoby wprowadzić kontrakty, co zresztą przewidywał prezydencki projekt ustawy, bez tak szeroko jak obecnie otwartego związkowego parasola ochronnego, przedłużane na podstawie rzetelnej oceny dokonań naukowych i dydaktycznych pracowników.

W moim odczuciu problemy z ustanowieniem nowego prawa o szkolnictwie wyższym wynikają z braku przejrzystej wizji kierunku rozwoju szkolnictwa wyższego w Polsce. Innymi słowy, braku właściwie opracowanej strategii rozwoju szkolnictwa wyższego w obliczu zmian i tendencji w rozwoju europejskiego i światowego szkolnictwa wyższego. Śmiem twierdzić, że nie będziemy mieli dobrego prawa o szkolnictwie wyższym dopóty, dopóki nie określimy jasno celów, jakie chcemy osiągnąć, dopóki nie opiszemy polskiego systemu edukacji wyższej w przeciągu najbliższych 10-20 lat.

Na plan pierwszy wysuwają się tutaj kwestie finansowania szkolnictwa wyższego i jego organizacji. Według danych rządowych wydatki na 1 studenta w Polsce w 1999 r. wynosiły niecałe 4 tysiące USD, na Węgrzech 6 tysięcy USD, a średnio w UE 8,5 tysiąca USD. Nic nie wskazuje na to, aby nakłady na szkolnictwo wyższe miały znacząco wzrosnąć, a to oznacza albo osłabienie dużych uczelni, albo wzrost obciążenia społeczeństwa, które i tak poprzez podatki finansuje szkoły publiczne.

Wielu wskazuje na konieczność wprowadzenia opłat za studia na wszystkich ich rodzajach. Nie rozwiąże to problemu, gdyż nigdzie na świecie uniwersytety nie utrzymują się w stu procentach z czesnego. Zatem i tak nie obyłoby się bez subwencji rządowych. Tym bardziej, że w Polsce nie ma regulacji prawnych i rozwiązań podatkowych, które zachęcałyby przemysłowców i biznesmenów do wspierania uczelni publicznych. W roku 2000 wydatki na doskonalenie, dokształcanie i przekwalifikowanie w sektorze prywatnym stanowiły tylko 0,8% kosztów pracy. Nijak się to ma do haseł o gospodarce opartej na wiedzy i konieczności rozwoju kształcenia ustawicznego.

Niezależnie od wymiaru ogólnopolskiego widzę konieczność opracowania strategii regionalnych rozwoju szkolnictwa wyższego, w tym w województwie śląskim. Są ku temu sprzyjające okoliczności. Po pierwsze, współpraca między uczelniami śląskimi układa się bardzo dobrze, o czym zaświadczają wspólne inicjatywy badawcze i edukacyjne. Zaczynamy myśleć o przyszłości śląskich uczelni w kategoriach komplementarności, a nie zbędnej rywalizacji. Przymierzamy się nawet do wspólnych inwestycji.

Po drugie, znajdujemy zrozumienie dla naszych potrzeb u partnerów społecznych, tj. władz samorządowych województwa i miast będących siedzibami Uczelni. To, że na Uniwersytecie Śląskim możemy wizję rozwoju przekształcać w rzeczywistość w dużej mierze zawdzięczamy przychylności władz i samorządów miast uniwersyteckich. Jeszcze do niedawna uczelnie państwowe i miasta, w których się znajdowały stanowiły systemy niezależne, obecnie się przenikają, a korzyści z tego przenikania są obopólne i, jak to określił jeden z prezydentów miast uniwersyteckich, "bezdyskusyjne". W wywiadach udzielonych Gazecie Uniwersyteckiej prezydenci Katowic, Sosnowca i Chorzowa jednomyślnie wyrazili swoje oczekiwania od Uniwersytetu: chcą, aby Uniwersytet jak najlepiej funkcjonował, jak najszybciej rozwijał się i poprzez swoją działalność naukową i edukacyjną przynosił splendor ich miastom. Te oczekiwania są tożsame z naszymi wyobrażeniami o roli Uniwersytetu w Regionie. Wspomnijmy o jeszcze jednej istotnej roli Uniwersytetu, specyficznej dla naszego województwa - roli integrującej miasta oraz Śląsk i Zagłębie. Uniwersytet szanuje i rozumie odrębności kulturowe, etniczne i historyczne regionów, w których osiadł, ale Uniwersytet jest nośnikiem uniwersalnych i ponadczasowych wartości humanistycznych i jako taki dąży do scalania i koegzystencji odmienności, a nie ich atomizacji i polaryzacji.

Nie mogę nie odnieść się do ostatniego raportu "Polityki" anonsowanego na okładce tego tygodnika znamiennym tytułem "Zmierzch uniwersytetów".

Asumpt do napisania raportu zawierającego wiele trafnych ocen i diagnoz dała odległa pozycja dwóch najbardziej renomowanych polskich uniwersytetów na liście rankingowej 500 uczelni z całego świata sporządzonej przez badaczy chińskich. Ranking oparto na czterech kategoriach naukowych, m.in. liczbie laureatów nagrody Nobla, ilości artykułów w najbardziej prestiżowych czasopismach naukowych oraz liczbie cytowań w ważnych pismach naukowych. Przy tak wysoko ustawionej poprzeczce odległa lokata naszych uniwersytetów specjalnie nie dziwi. Na taką, a nie inną pozycję polskich uczelni złożyły się uwarunkowania historyczne, a współcześnie organizacyjno-finansowe. Myślę, że nie do końca uświadamiamy sobie jak na losach polskiej nauki zaważyła fizyczna eksterminacja i diaspora polskich uczonych w latach II wojny światowej. Czterdzieści pięć powojennych lat też trudno uznać za okres renesansu nauki w Polsce, choć ucieczka w badania naukowe była świadomym i bezinteresownym wyborem wielu młodych zdolnych Polaków.

"Rewolucja edukacyjna" po roku 1990 spowodowała zdecydowane przesunięcie środka ciężkości na uczelniach z badań naukowych na masową edukację. O ile w roku 1990 na jednego nauczyciela akademickiego przypadało 6 studentów, to w roku 2003 aż 22. Przeciążenie pracowników naukowych dydaktyką (w tym zjawisko wieloetatowości) w połączeniu z małymi nakładami na badania naukowe i anachronicznym systemem zatrudniania w wyższych uczelniach skutkował spadkiem zainteresowania poważnymi badaniami naukowymi, choć chlubnych wyjątków nie brakuje.

Hasło "Polityki": "zmierzch uniwersytetów" postrzegam jako ostrzeżenie dla decydentów przed czarną przyszłością wiodących polskich uczelni wyższych. Jestem spokojny o to, że na świecie instytucja uniwersytetu przetrwa, choć uniwersytet podlega i podlegać będzie rozmaitym i koniecznym transformacjom dopasowującym go do wymogów współczesności i przyszłości. W Polsce zagrożenie zapaścią uniwersytetów jest realne. Obserwujemy bowiem wyraźne osłabienie polskiego systemu edukacji wyższej poprzez niekontrolowaną erupcję szkół wyższych, obecnie prawie 400. Dzieje się to w dużej mierze kosztem uniwersytetów; w efekcie osłabiamy uczelnie typu uniwersyteckiego, aby tworzyć w większości słabe szkoły wyższe. I tak tworzymy iluzję potęgi edukacyjnej, bo przecież wskaźniki skolaryzacji nam rosną, doganiamy a nawet przeganiamy rozwinięte kraje europejskie i tylko autorzy rankingu zepsuli nam dobre samopoczucie.

Chrońmy uniwersytety! Przy całej ich niedoskonałości i rozlicznych wadach są to jedyne miejsca, gdzie wciąż jeszcze kultywuje się głęboko humanistyczne idee i gdzie młody człowiek znajdzie wszystko to, co potrzebne mu jest do zaspokojenia chłonnego umysłu.

Wierzę, że dopóki na uniwersytecie znajdziemy takich uczonych jak Ci, których dzisiaj uhonorujemy zaszczytnymi wyróżnieniami i że dopóki w jego mury wstępować będą studenci chłonni i żądni poznania nie w celu uzyskania dyplomów, ale w celu samorealizacji, dopóty nie nastąpi zmierzch uniwersytetu.

Nie znajduję lepszych słów na zakończenie moich refleksji jak te, które wypowiedział były rektor Uniwersytetu Michigan, James Duderstadt, w książce "University of the 21st century": "Przez tysiąc lat uniwersytet wzbogacał naszą cywilizację jako uczącą się społeczność. W jego murach zarówno młodzi jak i doświadczeni mogli nie tylko zdobywać wiedzę i umiejętności, ale poznawali wartość wyedukowanego umysłu. Uniwersytet bronił i propagował naszą kulturową i intelektualna spuściznę, a jednocześnie podważał nasze normy i wierzenia. Jego mury opuszczali przywódcy państw i liderzy różnych zawodów. Uniwersytet zarówno tworzył jak i znajdował zastosowania dla nowej wiedzy w służbie społeczeństwa. I wszystko to czynił zachowując wartości i zasady kluczowe dla akademickiego uczenia się: wolności dociekań, otwartości na nowe idee, oddanie się rzetelnemu studiowaniu i miłości do uczenia się. Nie ma wątpliwości, że te role uniwersytetu będą w dalszym ciągu pożądane przez naszą cywilizację.

Uniwersytet w XXI wieku może być inny od tego, który znamy, ale jego nowa forma i ewolucja będą konsekwencją transformacji koniecznych do tego, aby przekazywał ponadczasowe wartości w zmieniającym się świecie".

A zatem, Szanowni Państwo, Chrońmy Uniwersytety.

Prof. dr hab. Janusz Janeczek,
Rektor Uniwersytetu Śląskiego

Ten artykuł pochodzi z wydania: