Tęsknoty za wrześniem...

Za oknem zimno i nieciekawie – wieczorami pojawiają się zatem wspomnienia wrześniowych dni, co prawda: nie upalnych, ale jednak takich, w których słońce zachodziło dużo później niż teraz...

Matematyk lubi czasami wypisywać na tablicy założenia o pewnym tworze, a następnie na podstawie tychże tego ostatniego próbuje znaleźć: rozwiązuje równanie funkcyjne. Do rozważań tego rodzaju nie mobilizuje go jedynie chęć abstrakcyjnego folgowania swoim zainteresowaniom, ale bardzo często tę zagadkę do rozwiązania dyktuje mu otaczający go świat. Odpowiedzią na zadany problem staje się funkcja – w rzeczywistości opisuje ona np. zachowanie mostu, czy ruch gazu...

Co to wszystko ma wspólnego z wrześniem? Otóż w tymże właśnie miesiącu (dokładniej: między trzecim i szesnastym września) odbył się dwutygodniowy Obóz Naukowy zorganizowany (przy współpracy Ministerstwa Edukacji Narodowej) przez Koło Naukowe Matematyków Uniwersytetu Śląskiego, poświęcony równaniom funkcyjnym. Wzięli w nim udział nie tylko studenci naszej Alma Mater, ale także świeżo upieczeni jej absolwenci, pracownicy naukowi (odczyt wygłosił Kierownik Zakładu Równań Funkcyjnych: prof. dr hab. Roman Ger), a także osoby, które swoją studencką drogę dopiero rozpoczynają – mianowicie: tegoroczni maturzyści. Oprócz wymienionych pojawili się także żacy krakowscy... Ta mieszanka osób i poglądów sprawiła, że dyskusje przy klasycznej czarnej tablicy, zawieszonej w domu wypoczynkowym Uniwersytetu Śląskiego w Zarzeczu, były gorące: nie dotyczyły tylko matematyki – było przecież ognisko, parę grilli (także takich w strugach deszczu), odrobinę żeglarstwa (wykorzystano bliskość Jeziora Żywieckiego), trochę pieszych wycieczek (czyżby to ,, trochę” wymuszone było wspomnianymi grillami?), wizyta w elektrowni w Porąbce...

Przede wszystkim był to jednak czas zderzania się osobowości pełnych pasji, a na nadmiar tej ostatniej nasze zszarzałe (jesienno-zimowy pesymizm) społeczeństwo narzekać nie może. Agnieszka Osiecka w ,,Okularnikach” przedstawiła obraz ludzi nauki, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić – media zainteresowane są właściwie jedynie pseudonaukowcami, a jeżeli już (np. z okazji wręczenia Nagrody Nobla) kamera zajrzy do któregoś z Instytutów, to jej oko spoczywa najczęściej na uzbrojonych w grube szkła oczach naukowca: w białym kitlu, przy mikroskopie, w pełni ascetycznym świetle melancholijnych neonówek... A tutaj nagle: ludzie młodzi, pełni energii potrafią o trzeciej nad ranem dyskutować o twierdzeniu Brouwera, pierścieniach euklidesowych, zasadzie szufladkowej Dirichleta, zbiorach wypukłych, mierze Hausdorffa, fraktalach, równaniu Cauchy’ego. Nie dość tego: robią to wszystko w czasie wakacji, które przecież są po to, aby wypoczywać.

Czy można odpocząć, dyskutując o matematyce? Czy można z niej czerpać zadowolenie? Tak. Przynajmniej próbujmy, choć pani Ł. mówi ostatnio, że to za trudne. Szkoda...

Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania