JULIO CORTÁZAR czyli gra wyobraźni

Julio Cortázar
autograf

Kojarzony jest z rozkwitem literatury iberoamerykańskiej, dokonującym się w latach 60-tych i 70-tych, również w Polsce. Zestawiany i wymieniany obok Gabriela Garcii Marqueza, Ernesta Sabato, czy Jorge Louisa Borgesa. Jego droga pisarska i życiowa przebiegały jednak nieco inaczej.

Urodził się w 1914 roku w Brukseli. Jego rodzice byli Argentyńczykami pochodzenia francuskiego, niemieckiego i baskijskiego, ojciec był dyplomatą. Młodość spędził w Buenos Aires, podjęte w Mendozie studia wyższe przerwał i, by uniknąć represji dyktatury Juana Perona, w 1951 roku osiedlił się we Francji. Był m.in. dziennikarzem i tłumaczem w UNESCO, w międzyczasie publikował swoje kolejne opowiadania i powieści. Jego książki uznano za nowy głos literatury hiszpańskiej, objawienie zarówno pod względem formy, jak i języka. Geograficzne (ale nie tylko) oddalenie od własnego kręgu kulturowego pozwoliło mu spojrzeć na literaturę z dystansu, podbudowanego przecież solidnym osadzeniem w europejskiej kulturze. Było konieczne dla kierunku, w jakim podążyła jego twórcza wyobraźnia. A przecież Cortázar doskonale rozumiał, "wyczuwał" to wszystko, co w Ameryce Łacińskiej się działo, nie tylko zresztą w dziedzinie kultury. A z drugiej strony był jakby poza tym, co wyznaczało twórczą drogę innym pisarzom tego kręgu. Pierwodruki jego książek ukazywały się w większości w Buenos Aires, nieliczne wydawane były w Meksyku, Madrycie, czy Barcelonie.

LITERATURA I RZECZYWISTOŚĆ

Zaczynał od form krótkich - opowiadania ukazywały się w tomach Bestiarium (1951), Koniec zabawy (1956) i Tajemna broń (1959). Pierwsza większa całość, książka pt.: Wielkie wygrane - w porównaniu z twórczością późniejszą - była jeszcze przykładem tradycyjnego układu autor - czytelnik. Dopiero najgłośniejsza książka Cortázara Gra w klasy (1963) zrewolucjonizuje myślenie o tej relacji, jej budowa stanie się równie ważna dla całości oglądu dzieła, co treść, a może nawet ważniejsza. Książka została podzielona na dwie części - tę pierwszą czyta się w sposób tradycyjny, drugą - w kolejności stronic, bądź według sprecyzowanego przez autora "klucza" czytania, bez zachowania chronologii, przeskakując zygzakiem po poszczególnych rozdziałach, tytułową "grę w klasy". To swoiste wyjście autora w kierunku czytelnika, "dopuszczenie" go do intymnego dotychczas warsztatu, pokazuje ukryte sensy, nie znane wcześniej, pozwala się w nie zagłębić, bez szczególnego jednak wskazania, bez intencji kierowania czytającym. Pisarz wypowiadający się poprzez formę sugeruje tym samym drugą stronę opisywanej rzeczywistości, ale do niczego nie zmusza, nie stara się przekonywać w sposób autorytatywny. Znakomicie tę sytuację intelektualną określiła tłumaczka Gry w klasy Zofia Chądzyńska w posłowiu do książki: "Powieść Cortázara jest wyznaniem wiary w człowieka, dla którego "to, co jest z założenia sprzeczne, jest samą prawdą", jest walką poezji z filozofią, tego, co proste z tym, co sztuczne (i na odwrót), ironii z autoironią, litości z okrucieństwem, sadyzmu z masochizmem; jest wyznaniem wiary człowieka, który ma wiele do dania, którego stać na szczodrość, który nie zniża się do czytelnika (czym by go w swoim pojęciu obrażał), lecz traktuje go jak równego partnera, i to partnera czynnego, któremu pozostawiona jest inicjatywa takiego czy innego odczytania książki. "Szczęśliwy, kto napotyka swoje dopełnienie, czynnych czytelników" - powie Morelli".

okładka okładka okładka

Także w wydanych rok wcześniej Opowieściach o kronopiach i famach widoczna jest owa tendencja, rozwinięta później w Grze w klasy w sposób bodaj najpełniejszy. Stworzone przez Cortázara famy, nadzieje i kronopie, stały się, również w Polsce, uosobieniem "postaci-bytów", wolnych od niepokojów i trosk, z właściwym dla nich polotem i indywidualną wyobraźnią.

Ale Cortázar jest również autorem kilku książek o wymowie politycznej - wydanej w 1973 roku Książce dla Manuela, czy innej, opisującej przemiany społeczno - polityczne w Nikaragui. Jego komunistyczne poglądy wynikały z autentycznego zafascynowania ideami powszechnej równości, ale już choćby w Polsce, gdzie praktyka mijała się z teorią, jego poglądy (zwłaszcza pod koniec lat siedemdziesiątych, kiedy uległy radykalizacji) były uważane za naiwne i drażniły. Ale nawet w Książce dla Manuela - z widocznym wyraźnie "temperamentem politycznym" bardziej poruszający jest styl, w jakim autor przekazuje nam swoje myśli.

okładka
Awangardowość formy, widoczna nie tylko w Grze w klasy, ale i w wydanej później Książce dla Manuela, czy W osiemdziesiąt światów dookoła dnia, dopełnia jedynie całości dzieła; staje się tak charakterystyczna, że prawie niewidoczna dla zaangażowanych w ów specyficzny układ, ową "grę" Cortázara z czytelnikiem. Wszystko to staje się jakby "nową jakością", nie pasującą nigdzie indziej, nie dającą się powtórzyć, a więc i ocenić przy podobnie zakładanej intencji.

Spotkanie z czytelnikami
Spotkanie Julio Cortázara z polskimi czytelnikami
(klub studencki "Kwant", Warszawa, maj 1975 r.).
Obok pisarza Zofia Chądzyńska - polska tłumaczka jego książek.
Foto: Henryk Kimak - z archiwum Zofii Chądzyńskiej

WYOBRAŹNIA I STYL

Intelektualnym sprawdzianem czytelnika jest podjęcie przez niego wędrówki śladem cortazarowskiej myśli. Tu, niczym w mitycznym labiryncie, Nieoczekiwane przeważa nad przyjazną bliskością Oswojonego. A z drugiej strony szuka raczej porozumienia, niż taniego efektu, czy epatowania kreatywną zdolnością wyobraźni.

Światem Cortázara rządzi zaskoczenie, a w nim coś wymykającego się racjonalnej ocenie sytuacji, niemal zawsze odsłaniającego "drugą stronę" tego, co już zdążyło nas porwać i nami zawładnąć. Nieracjonalna zmiana akcji (któż oczekiwałby tu zresztą innej) oznacza również przemianę nas samych - jesteśmy wciągnięci i uniesieni, niczym w narkotycznym transie, w którym pewna jest chyba jedynie nieprzewidywalność.

To co wyróżnia prozę latynoamerykańską, zwykło się często określać mianem absurdu. Znamienne jest chyba wspomnienie Cortázara z czasów młodości, kiedy kolega ze szkolnej ławy zwrócił mu z niesmakiem Tajemnicę Wilhelma Storitza Juliusza Verne'a, mówiąc, że jest ona "zbyt fantastyczna". Ów późniejszy przewrót w postrzeganiu literackiej fikcji, który zapoczątkował jeszcze Borges, a kontynuował ją m.in. Cortázar, torował sobie drogę uparcie, ale spełnił chyba pokładane w nim nadzieje, odrzucając reguły wyobraźni realistycznej. Ale ów "taniec na linie", balans pomiędzy realnością i fikcją nie oznacza zagubienia literackiej intencji, czy wyalienowania. Cytowane przy omawianiu jednego z tomów opowiadań Cortázara zdanie Antoine'a Artaud: "Nigdy realne, lecz zawsze prawdziwe" najlepiej oddaje intencję argentyńskiego pisarza, zawdzięczającego tak wiele francuskim surrealistom.

Zarówno w opowiadaniach, jak i w Grze w klasy jest coś, co nie pozwala później na pomyłkę z czymkolwiek innym. Język tych książek tworzy przedziwną atmosferę, w której tajemnym blaskiem skrzą się niewidoczne gdzie indziej szczegóły zdarzeń i myśli.

CORTÁZAR NAD WISŁĄ

To, że ta niełatwa twórczość odniosła masowy sukces w Polsce, zawdzięczamy Zofii Chądzyńskiej - pisarce i tłumaczce, obchodzącej niedawno 90-lecie urodzin. Mieszkająca po wojnie przez kilkanaście lat w Argentynie, poznała nie tylko język, ale i w dużej mierze realia kręgu kulturowego, do którego należał Cortázar. Powracając do Europy, czytała na statku Grę w klasy i po przyjeździe do Paryża zatelefonowała do prawie nieznanego wtedy pisarza z pytaniem, czy może książkę tłumaczyć. Wówczas zgodził się tylko na opowiadania. Ale Gra w klasy ujrzała światło dzienne już w 1968 roku, pięć lat po wydaniu oryginału i od razu stała się wielkim wydarzeniem. Dla pokolenia, które lata młodości przeżywało w siermiężnej językowo i mentalnie atmosferze lat 60-tych, tego, któremu wypadki Marca '68 nie pozostawiły zbyt wielu złudzeń, również intelektualnych - dla niego (a przecież nie tylko) Gra w klasy była książką pozwalającą na oderwanie się od wszechwładnej nudy, podążenie w krainę wyobraźni, niezwykłość języka i meandry konstrukcji. "Zielona biblia" (pierwsze wydanie miało zieloną okładkę) była olśnieniem w kraju, gdzie nie znano takiego sposobu pisania, gdzie nie pisało się w taki sposób o rzeczach niedostępnych racjonalnemu oglądowi. Cortazarowski bohater stał się ucieleśnieniem tego, co zdawało się być n i e r e a l n y m właśnie - a teraz - paradoksalnie - stawało się niemal bliskie, prawie na wyciągnięcie ręki.

okładka
Wspomnienia Zofii Chądzyńskiej
obchodzącej 24 lutego 2002 r. 90-tą rocznicę urodzin.
W książce pisała m.in. o swojej przyjaźni z Cortázarem
i okolicznościach, w jakich tłumaczyła "Grę w klasy".

W Grze w klasy Chądzyńska umiała stworzyć odrębny język, wymyśliła go jakby dla tej książki. Zupełnie naturalny, choć przedtem nie było w gruncie rzeczy takich wyrazów i zwrotów. Była zresztą pierwszą jego tłumaczką, co dodatkowo podnosi rangę jej wyobraźni, poruszającej się po nieznanej tłumaczom materii. Ale też we wczesnych nowelach Cortázara, czy Opowieściach o kronopiach i famach - stworzyła klucz pojęć, który właściwie przez długie lata służył do rozpoznawania, czy charakteryzowania postaw i zachowań ludzkich.

Cortázar zalecał się w największym stopniu barwnością, był niezwykły, a równocześnie stosunkowo mało "egzotyczny". Nad częścią wcześniejszej literatury latynoskiej, tej, która dopiero przygotowywała grunt do późniejszego rozkwitu, ciążyła jednak pewna odległość, przedział cywilizacyjny, czy kulturowy. Cortázar był w pełni Europejczykiem, miał ową symbolikę kulturową w małym palcu, a równocześnie wnosił pierwiastek niezwykłości myślenia magicznego - tej niezwykłości, która potem dopiero tak się rozwinęła. Przygotowywał właściwie polskiego czytelnika na tę przygodę, niezwykłość, która umieściła się później w literaturze realizmu magicznego.

To, że Chądzyńska sama była pisarką, dawało jej, jak się zdaje, większą śmiałość, czy rozmach, tak bardzo potrzebny przy tłumaczeniu Cortázara. Temperament pisarski przejawia się w tych tłumaczeniach wyraźnie. Jej stosunek do oryginału Cortázara był bardzo emocjonalny. W swojej własnej twórczości była może większą racjonalistką.

W latach 60-tych istniała (o czym była wcześniej mowa) w Polsce potrzeba innego języka. Dlatego język m.in. Cortázara, ale i Borgesa (którego także zresztą tłumaczyła Chądzyńska), ogarniał te obszary rzeczywistości, które nie znajdowały swojego opisu w rzeczywistości tamtego czasu. Młode pokolenie szukało w tej prozie zarówno inspiracji, jak i zachęty do innego opisu rzeczywistości. Wiadomo, że Borges wpłynął bardzo na piszących tamtego okresu, powstawały opowiadania inspirowane wyraźnie tą literaturą. Cortázara już trudniej byłoby naśladować, bo tego rodzaju książka jak Gra w klasy była jakimś jednorazowym wybuchem, erupcją języka, świadomości, wyobraźni. Potem zresztą był okres, kiedy Cortázara ceniono bardziej za opowiadania.

Wśród intelektualistów wybrzydzano niejednokrotnie nad Cortázarem (niewątpliwie przedkładając nad niego twórczość Borgesa), ale poruszenie, jakie wywołała Gra w klasy, a potem opowiadania, sprawiło, że później "mówiono" często podobnym językiem, w sztuce i w życiu. Co ciekawe, nikogo prawie nie interesowały jego ciągoty polityczne, poza kilkoma późniejszymi już książkami ideologia nie znalazła w nich miejsca. W umyśle tych, którzy go podziwiali za kunszt pisarstwa, ideologiem nie stał się nigdy.

MARIUSZ KUBIK
kmarius@poczta.onet.pl

Julio Cortázar Julio Cortá Julio Cortá

Nagrobek
Nagrobek Cortázara na paryskim cmentarzu
Montparnasse (wrzesień 1997 r.)
Informacje wykorzystane przy pisaniu tego tekstu pochodzą m.in. z książki Zofii Chądzyńskiej pt.: Nie wszystko o moim życiu (Wyd. "Akapit Press", Łódź 2001), oraz ze stenogramów moich rozmów z Małgorzatą Baranowską, Zofią Chądzyńską, Rajmundem Kalickim, Krystyną Rodowską, Wacławem i Danutą Sadkowskimi, przeprowadzonych w lutym 2002 r., na użytek jubileuszowego tekstu o Zofii Chądzyńskiej, który ukazał się w "Tygodniku Powszechnym". M.K.

* * *

CZUWANIE W PRÓŻNI
czyli Cortázar po polsku

Przekład literatury nie należy do rzeczy łatwych. Tłumacz staje często przed zadaniem karkołomnym, wymagającym szczególnej intuicji językowej, wyczucia śliskiej granicy pomiędzy obszarami syntaksy i semantyki. W dużej mierze odnosi się to do prozy artystycznej, zdumiewającej w równym stopniu treścią i formą. Przekłady dzieł pisarzy iberoamerykańskich, takich jak Borges, Marquez czy Cortázar wprowadziły polskiego czytelnika w nieznany dotąd, nieco egzotyczny z naszego punktu widzenia, świat literatury.

Julio Cortázar Julio Cortázar Julio Cortázar

Julio Cortázar pojawił się niespodziewanie. Dzisiaj może wydać się dziwne, że autor głoszący pochwałę socjalizmu, spotkał się z tak gorącym przyjęciem w Polsce. Rozwiązania zagadki szukajmy w jego książkach. Twórczość argentyńskiego pisarza obnaża jałowy, prosto-liniowy świat, w którym "absurdem jest to, że gdy wychodzisz rano i za drzwiami znajdujesz butelkę mleka, uważasz to za naturalne". Powieść cortazarowska staje się jakby furtką, namiastką wolności, intelektualnym azylem młodej inteligencji. Twórca "Gry w klasy" jest w Polsce znany, niemal każdy słyszał chyba to nazwisko: ....Cortázar.... ach tak, wiem, to niebywale zawiły pisarz, wyrafinowany stylista z nowatorską konstrukcją powieści, rewolucyjną jak na czasy, w których powstała....

Cortázar to twórca, którego należy czytać. No dobrze, ale skąd wzięła się ta nieprawdopodobna recepcja dość ekscentrycznej twórczości wśród młodego pokolenia? Czy rzeczywiście dzisiaj Horacio Oliveira może stać się odpowiednikiem niepokornego, poszukującego intelektualisty? Komu to potrzebne? Zadowalającej odpowiedzi raczej nie uda się odnaleźć, każdy musi próbować tego we własnym zakresie.

Zofia Chądzyńska Cortázara nam podarowała. Mieliśmy szansę poznać jego specyficzny, jak sama o tym mówi - "dożylny" sposób pisania, jego obsesję "metafizycznych rzek", potrzebę szukania rzeczywistości wykraczającej poza kartezjański realizm. Chądzyńska tłumacząc powieści i opowiadania argentyńskiego pisarza otworzyła drzwi dotychczas zamknięte. Dokonała tego w czasach sztywno określających styl życia w skomunizowanym społeczeństwie zastygłym w stanie absurdalnego marazmu. I nagle... zdumienie, oto pojawia się to dziwnie lunatyczne pisarstwo i wnika w świat, w którym podejrzane są nawet marzenia - wnika i zaraz porywa umysły ludzi zaczytujących się po nocach; już teraz oni, zupełnie jak cortazarowscy bohaterowie, odnajdują magiczny splot więzi łączących ten świat z czymś, czego wprost nazwać nie sposób, a co czai się u stóp chwili, sięga ponad krawędź oddechu, poza grań bólu.

To już metafizyka. Czy w dobie elektronicznych mediów, przesyłających informacje z prędkością światła coś zdolne jest nas powstrzymać, wyhamować? I czy może to być trudna, skomplikowana anty-powieść? Kiedy w latach 70-tych młodzi wczytywali się w Cortázara, pewnie powodowało nimi poczucie utraty nie tyle zdolności, co możliwości, szansy na spojrzenie z innej strony. Gra w klasy była błyskiem, rozbiciem muru, buntem, wyzwaniem rzuconym obskurantyzmowi elit politycznych.

Ale zdaje się, że znów pociąga młodych czytelników cortazarowska niezgoda na świat dany w zmysłowej naoczności, powieściowa konkluzja niejasności, nieostrości losów, planów, programowanych karier, umów, przypadkowych i nieprzypadkowych spotkań, a nawet rzeczy i relacji pomiędzy tym wszystkim. Chądzyńska bardzo niepokoiła się o to, jak młodzi ludzie przyjmą dziś twórczość argentyńskiego pisarza; niepokój ten rodził się z chęci podzielenia się czymś wyjątkowym, ale był niepotrzebny. Cortázar jest dziś czytany, i to się słyszy... Ludziom, zwłaszcza młodym, z trudem przychodzi żyć w zrutynizowanym układzie, poszukują wartości trwałych, trwalszych niż choćby monotonna muzyka sprowadzona do głuchego rytmu. Z pewnością wielu z nich odnajduje te wartości w książkach przetłumaczonych przez Zofię Chądzyńską. Przepełnia je to, za czym się tęskni - ogromna siła wyobraźni, odwrócenie naczelnych zasad logicznej oceny zjawisk, próba alternatywnego sposobu widzenia rzeczywistości - jak gdyby pisarz za wszelką cenę chciał przewiercić się na "drugą stronę", gardząc pozorem intelektualnego posiadania, nie dając zresztą jednoznacznej odpowiedzi, co jest progiem, który należałoby przekroczyć; jaka jest ścieżka do intuicyjnego widzenia: czy to miłość?, wspomnienie?, wieloznaczna kombinatoryka słów?, niejasna fabuła?, rezygnacja z działania? Nie wiadomo. Pozostaje milczenie, niekiedy szaleńcza tęsknota, bezruch - niekończące się czuwanie w próżni.

MARCIN PILIS
pil@go2.pl

Autorzy: Mariusz Kubik
Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania