NIM POWSTANIE POEMAT

Blisko sześć lat temu, miałem zaszczyt przedstawić sosnowieckim studentom (jako że rzecz działa się w dawnym jeszcze klubie Remedium), nowo wybranego Rektora naszej uczelni - J.M. prof. T. Sławka. O ile dobrze pamiętam, przypomniałem wówczas zebranym, starą anegdotę, której bohaterem był słynny archeolog prof. Michałowski. O nim to studenci mówili, że nie tylko ich przeżyje ale i odkopie. Szukając analogii, pozwoliłem sobie wyrazić przypuszczenie, iż prof. Sławek swym młodzieńczym duchem i witalnością zdystansuje nie tylko ówczesnych, lecz i nawet przyszłych studentów. Myślę, że za bardzo nie przesadziłem, prawda ? Cieszę się więc, że po ostatnich wyborach, tego ducha nie zacznie na ulicy Bankowej "u-bywać". Czego Rektorowi-elektowi prof. J. Janeczkowi, i nam wszystkim życzę.

Muszę się pilnować, by nie zamienić tego tekstu w pewien rodzaj "twórczości" uprawianej przez poetę Klemensa Ładziaka... Państwo nie znacie poezji Ładziaka ?? Cóż za fatalne niedopatrzenie: Szlachetny, odpowiedzialny, niezawodny / rzeczowy i konkretny / A przy tym skromny i o wielkiej sile przekonywania (...). Takimi to pięknymi strofy, bosman Klemens Ładziak maluje sylwetkę swojego dyrektora (PŻM) Pawła Brzezickiego. Tomik poezji Ładziaka, z którego pochodzi ów fragment, zdobył sobie ponoć ogromną popularność, i jest to dla mnie cenna wskazówka. Kto wie, może do czasu rozpoczęcia przez profesora Janeczka rektorskiej kadencji, ja też machnę jakiś poemacik. Bieda tylko z moim niewielkim poetyckim talentem. A co gorsza, nie jestem bosmanem.

Przedstawiony wyżej przypadek, jest chlubnym wyjątkiem publicznego okazywania; życzliwości, sympatii czy zwykłej serdeczności. Codzienna lektura prasy skłania nas raczej do smutnej refleksji, iż "serdeczność" stała się "towarem" wielce podejrzanym, a wręcz kryminogennym. Oto profesor-kardiolog, osobliwie pojmując swą powinność, nadzwyczaj s e r d e c z n i e zajmował się niektórymi pacjentami, starając się chronić ich serca przed kontaktami z innymi organami - zwłaszcza śledczymi. Podobną s e r d e c z n o ś ć wykazywała gwiazda wojewódzkiej palestry, umożliwiając (cierpiącym na podobną dolegliwość klientom) zmianę klimatu na bardziej sprzyjający ich rozkołatanym nerwom. Wysoki rangą duchowny, również wykonywał w stosunku do podwładnych (oczywiście źle interpretowane) s e r d e c z n e gesty, z tym że stosowany lingua del corpo akurat z sercem niewiele miał wspólnego.

Te wzruszające przykłady troski o bliźnich, stanowczo przeczą rozpowszechnianym plotkom o niezaradności inteligentów, których myśli krążą gdzieś w rejonach niedostępnych prostaczkom. Budująca to, pełna poświęcenia postawa, oparta na godnej podziwu chęci niesienia pomocy drugiemu człowiekowi. Otrzyjcie państwo łzy wzruszenia, bo mimo jątrzących dziennikarskich pomówień tych zacnych ludzi, nie jest z tą etyką u nas jeszcze tak źle. Kontakty na styku: prosty profesor - zwykły magister mają jeszcze swój ludzki wymiar. To nie to, co odhumanizowany zachód. Kontrowersyjny brytyjski naukowiec prof. Kevin Warwick poddał się dwugodzinnej operacji chirurgicznej, aby podłączyć swój układ nerwowy do komputera. W okolice nadgarstka kazał wszczepić sobie miniaturowy system elektrod. Z ich pomocą monitorować chce impulsy nerwowe odpowiedzialne za ruchy palcami, a także doznania i emocje, takie jak szok, złość i podniecenie(...). Krok w tę stronę Warwick uczynił już cztery lata temu, kiedy w ramię wszczepił sobie pierwszy implant. Dzięki niemu, kiedy wchodzi do gabinetu, zapala się światło, a komputer włącza się i mówi "Hello". (Rzeczpospolita, 25.03.02 ). Wielkie mi cuda. Jest się akurat czym zachwycać. Znam takich profesorów, którzy nic sobie nie wszczepili, a jak tylko wejdą do pokoju, to ten zaraz pustoszeje. Na dodatek nasz profesor nie będzie rozmawiał z jakąś durną maszyną. Ot, najwyżej poklepie ją po twardym dysku, i to wyłącznie po przyjacielsku, bez żadnych podejrzeń o molestowanie.

Na greckiego intelektualistę pracowało 5 tysięcy ludzi, na średniowiecznego 2 tysiące, na dziewiętnastowiecznego tysiąc (Wańkowicz). Dzisiaj na jednego intelektualistę pracuje jedna osoba - jego żona, prowadząc hurtownię, firmę czy sklep. Nic więc dziwnego, że taka sytuacja budzi frustrację i rodzi chęć dowartościowania własnej osoby. Tym bardziej, gdy żyje się w społeczeństwie nieczułym na magię naukowych tytułów i liczbę publikacji. Oczywiście tylko nieliczni szczęściarze mogą do swych naukowych osiągnięć dopisać znajomość z egzekutorem długów czy modnym świadkiem koronnym. Innym pozostają tradycyjne sposoby. Zygmunt Broniarek - pupil PRL-owskiej prasy i telewizji - pisujący obecnie "michałki" do hermetycznego dość pisma "Rynki Zagraniczne" ( nr 1-3/ 2002), przeglądając najnowsze wydanie "Kto jest kim w Polsce", dokonał prostych obliczeń, z których jednoznacznie wynika, że jedną z najbardziej godnych poznania osób w naszym kraju jest Jacek Fisiak. Jak skrzętnie obliczył Broniarek; notka biograficzna Jacka Fisiaka - dyrektora Instytutu Filologii Angielskiej Uniwersytetu im. A. Mickiewicza, ma 96 linijek. Bogactwo dokonań dyrektora przewyższa nawet curriculum vitae Jana Pawła II, który tych linijek ma o 19 mniej od Fisiaka, czyli 77. I teraz czytelnicy "Rynków Zagranicznych" zamiast ratować naszą rachityczną wymianę handlową - siedzą i myślą; co, pisząc to Broniarek miał na myśli ? Dobrze to, czy źle ?

Jeśli już padły tu pewne liczby, to na koniec krótka, prywatna dygresja: W relacji z naszych rektorskich wyborów ( Gazeta Wyborcza Katowice, 9.04.02) zacytowano wypowiedź jaką udzielił Gazecie student IV roku geologii Marcin Fila, który tak komentuje wygraną prof. Janusza Janeczka: Zdawałem u niego egzamin z mineralogii i było super. Mówi się o nim, że jest jednym z trzech ludzi na świecie, który potrafi rozróżnić 2,5 tysiąca minerałów bez specjalistycznego sprzętu. Tuż po ukazaniu się tego artykułu, "korytarzowa opinia publiczna" była okrutnie bezwzględna: Oto profesor Janeczek, musi rozpoznawać minerały "na oko", bo zaopatrzenie - jak zwykle - nie kupiło specjalistycznego sprzętu.

Może więc jednak, dla pewności napiszę ten poemat, albo chociaż ( wiem, wiem; w języku angielskim nie ma takiego słowa ) ściągnę coś od Ładziaka:
Załoga akceptuje swojego [dy]rektora i darzy Go zaufaniem.
Ludzie wierzą w to, że [Dy]rektor
osiągnie cel
i zamierzony sukces !
Wraz z oddaną Mu załogą.

Ten artykuł pochodzi z wydania: