TADEUSZ KONWICKI czyli o nostalgii

Rzeczywistość w objęciach snu, wyobraźnia przenikająca realność - to najbardziej charakterystyczne skojarzenia dotyczące tej twórczości. Ale próba definicji tego pisarstwa jest skazana na niepowodzenie. Styl Konwickiego wymyka się określeniom, niezależnie od tego, że jest rozpoznawalny na pierwszy rzut oka.

Badacze, opisujący twórczość autora "Małej apokalipsy" zwracają uwagę na charakterystyczne toposy, kojarzone ściśle z biografią Konwickiego. Bohaterowie tych książek obdarzeni są "pamięcią konieczną", która nieustannie daje o sobie znać w podświadomości, ale też w działaniach i podejmowanych decyzjach. Stają się zakładnikami własnego (a bywa, że i cudzego) doświadczenia, od którego nie sposób się uwolnić.

Z prozaikiem i poetą Arturem Międzyrzeckim
Z prozaikiem i poetą Arturem Międzyrzeckim,
lata 70-te.

Dzieciństwo Konwickiego (urodzonego 22 czerwca 1926 roku w Nowej Wilejce) upłynęło pośród malowniczej doliny z płynącą pośrodku Wilenką. To miejsce stało się niezatartym w pamięci wspomnieniem, ale też urastającym do rangi symbolu motywem, obecnym w pisarskiej wyobraźni ("Dolina nie tylko chroniła przed wiatrem, ale także przed niepożądanym okiem wroga bądź przechodnia o złych zamiarach" - powie pisarz w filmie dokumentalnym Andrzeja Titkowa pt.: "Przechodzień"). To zatem nie tylko punkt geograficzny, ale też chroniące tożsamość miejsce, którego nie sposób zatrzymać, ale też nie sposób zapomnieć. Pamięć nie oznacza zresztą idealizacji. W, sfilmowanej później przez Andrzeja Wajdę, Kronice wypadków miłosnych (wyd. 1974), której akcja rozgrywa się w Kolonii Wileńskiej i okolicach tak bliskich Konwickiemu, owa idealizacja krainy dzieciństwa jest, jak się zdaje, tylko pozorna. Młodzieńczej miłości głównego bohatera, niedoszłego studenta medycyny Witka, towarzyszy przeczucie nadchodzącej katastrofy (rzecz dzieje się w 1939 roku), a więc utraty tego, co zdaje się być niewzruszone, nie podlegające zatem prawu zmienności. Co więcej, czas tej (i nie tylko) powieści Konwickiego faluje, nierzeczywistość wkracza w wymiar realny, zdaje się z nim współgrać w sposób niemalże harmonijny. Nieznajomy - postać "znikąd" pojawiająca się na kartach Kroniki, staje się pomostem między przeszłością, a teraźniejszością, próbując "wmieszać się między ludzi, którzy nie znają jeszcze swego przeznaczenia, przebrać się w skórę młodości". Sen to, czy jawa? Nie ma potrzeby, by o tym przesądzać.

Rysunki
Rysunki Tadeusza Konwickiego
(z tomu pt:"Nowy Świat i okolice")

W innej powieści Konwickiego, Zwierzoczłekoupiorze (powstałym w pamiętnym 1968 roku), główny bohater żyje równocześnie w dwóch epokach - realnej i wyobraźniowej, gdzie jednak podejrzanie wiele wydarzeń przypomina rzeczywistość dziejącą się tuż obok, "pozostawioną" przez Piotra - małego chłopca, tylko pozornie. Wbrew konwencji, nie jest to książka dla młodzieży - sam pisarz określił Zwierzoczłekoupiora, jako utwór mający pocieszać "w niedobrych czasach", nie odżegnujący się zresztą od "ogólniejszych przeczuć". Bohater nie jest zresztą typowym dzieckiem, jego przemyślenia ocierają się o dorosłość, są jakby jej naturalną konsekwencją.

Z Gustawem Holoubkiem
Z Gustawem Holoubkiem w kawiarni
wyd. "Czytelnik"

Z kolei w Senniku współczesnym (wyd. 1963) rzeczywistość bohatera staje się przedłużeniem jego wspomnień z czasów okupacji, dokonywanych wtedy wyborów (również moralnych) i konsekwencji swoich decyzji. I nie jest to niestety sen spokojny, raczej dręczący, z którego nie sposób się obudzić.

autoportret

Retrospekcja dotyka zatem nie tylko okresu dzieciństwa, ale też tego, co bezpowrotnie je zakończyło. Okres II Wojny Światowej, to dla Konwickiego nauka i matura odbyte na tajnych kompletach, ale przede wszystkim walka w partyzantce Armii Krajowej na Wileńszczyźnie, udział w wojskowej akcji "Burza", której zadaniem było uderzenie na wycofujące się oddziały niemieckie jeszcze przed wkroczeniem Armii Czerwonej, swoiste "reprezentowanie" rządu polskiego w Londynie wobec Rosjan. Przejęcie przez partyzantów Wilna zakończyło się niepowodzeniem, wojska radzieckie przejęły miasto niemal automatycznie. Jeszcze blisko pół roku Konwicki walczył w partyzantce antyradzieckiej. W 1945 roku przedostaje się na Śląsk - pracuje w Gliwicach i Bytomiu (w Tymczasowym Zarządzie Państwowym), likwidując mienie poniemieckie. Potem mieszka w Krakowie, studiuje polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, podejmuje pracę w tygodniku "Odrodzenie", z którym przenosi się do Warszawy (mieszka tu do tej pory). W redagowanym przez Tadeusza Borowskiego piśmie "Nurt" ukazuje się jego opowiadanie pt.: Kapral Koziołek i ja, w tym czasie powstaje również powieść o przeżyciach partyzanckich pt.: Rojsty, która jednak, ze względów cenzuralnych, mogła się ukazać dopiero po przełomie 1956 roku.

okładka

Właśnie Rojsty stały się przykładem stosunku Konwickiego do czasu okupacji, wchodzenia w dorosłość, kształtowania się charakteru w sytuacjach ekstremalnych, odpowiedzialności za siebie i towarzyszy broni. Podobnie jak Jan Józef Szczepański, piętnuje on "kombatanctwo", które tak często obrasta mitem - swoje przeżycia kreśli w sposób pozbawiony patosu i fałszywej idealizacji. To zresztą styl nie do akceptacji przez pielęgnujących swoje doświadczenia w sposób zamierzony. ("Nie lubię celebrowania wojny w literaturze i sztuce. Mówiąc brutalnie: nie znoszę typów, którzy w sztuce żyją z wojny" -mówi Konwicki w filmie Titkowa). Wojna w oczach pisarza zyskuje wymiar "ludzki" - to przecież nie tylko walka, ale i towarzyszące jej przeżycia, niekoniecznie natury wojskowo - militarnej. (" [...] wojna była przecież zarazem naszą młodością. Miała ona wszak swoje kolory, barwy i radości. Był to czas, kiedy kochaliśmy się, kiedy namiętnie uprawialiśmy sport" - z filmu A. Titkowa). Rojsty to także świadectwo tego, że walka w podziemiu, to nie tylko przemyślane decyzje i plany walki. To również zwątpienie, brak wiary w siebie i swoją misję, często młodzieńcza nieporadność. Sam pisarz nadaje tej opowieści raczej cechy "pamfletu niż gloryfikacji". To w gruncie rzeczy rozstawanie się z ideałami młodości, poczucie istotnej straty, rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami a skutkiem swoich działań.

okładka okładka okładka okładka

O ile pokolenie Konwickiego stosunkowo łatwiej niż inne ulegało atmosferze "nowej rzeczywistości", to w tym akurat przypadku przyczyny należy szukać właśnie w rozczarowaniu sytuacją, jaką stworzyła wojna. Sześć lat okupacji oznaczało odcięcie zarówno od sfery materialnej, jak i duchowej. Po 1945 roku, niezależnie od sytuacji politycznej, nowa Polska oznaczała szansę na lepsze życie ("Radość życia była jednak silniejsza od zaciekłości politycznej. Dlatego też pokolenia AK-owskie wciąż jeszcze się ujawniały i włączały się w nurt życia. Biologia! Sama siła witalna!" - z filmu A. Titkowa).

okładka okładka
Pierwsze wydanie
"Małej Apokalipsy" (nakładem
"Zapis - index of Censorship",
London, lipiec 1979"
Kolejna książka Konwickiego
wydana za granicą
(nakładem emigracyjnego
wydawnictwa "Aneks"
w Londynie, 1985r.)"

Ale ten wybór oznaczał w gruncie rzeczy okres twórczości nieudanej. Jako robotnik budujący krakowską Nową Hutę, Konwicki pisze reportaż pt.: Przy budowie, w 1954 roku ukazuje się powieść Władza. Pierwsze próby zmierzenia się z okresem socrealizmu widoczne są w powieści Godzina smutku (wyd. 1954), czy Z oblężonego miasta (wyd. 1956, równolegle z faktycznym debiutem, Rojstami).

Kolejne powieści Konwickiego to Dziura w niebie (1959), wspomniany już Sennik współczesny (1963), czy wreszcie Wniebowstąpienie (1967). Dziura w niebie rozpoczyna kolejny zwrot w karierze pisarskiej Konwickiego, będąc zarazem powrotem do korzeni pisarskiej wyobraźni. Charakterystyczne dla tej i kilku późniejszych książek motywy, są właściwie podobne: bohater wykorzystuje własną pamięć dla samookreślenia się w świecie rzeczywistym. Wspomnienia pełnią tu więc rolę niejako terapeutyczną, są również oderwaniem się od rzeczywistości, którą bardzo trudno nazwać, w której życie często staje się koszmarem. Poczucie obcości prowadzi do pytań o własną tożsamość, prób rozpoczęcia życia na nowo, co oczywiście możliwe jest tylko w wyobraźni. Ów "początek" wyznaczony jest przez dolinę, ze znaną linią kolejową, lasem, rzeką. Tam właśnie dokonuje się rozrachunku ze sobą, następuje weryfikacja marzeń, wtajemniczenia i doświadczenia bohaterów. Nad lasem i rzeką spełnia się misterium codzienności, linia kolejowa oznacza możliwość wyjścia "na zewnątrz", odkrycia nowego świata.

okładka okładka
Rozmowy z Konwickim,
które przeprowadził Stanisław Bereś
(ps. Stanisław Nowicki)
- wyd. "Aneks", Londyn 1986
Ostatnia książka
Konwickiego (wyd. 1995)

okładka
Cykl rozmów o tematyce filmowej,
przeprowadzonych przez dziennikarzy
"Gazety Wyborczej" (wyd. 2001r.)

Konwicki jest także scenarzystą i reżyserem filmowym. O jego związkach z filmem mówi wywiad - rzeka z pisarzem pt.: Pamiętam, że było gorąco (wyd. 2001). Owe związki, to nie tylko szereg wyreżyserowanych filmów (Kolejno: Ostatni dzień lata 1958, Zaduszki 1961, Salto 1965, Matura 1965, Jak daleko stąd, jak blisko 1972), ale też scenariusze do filmów "cudzych": Matki Joanny od Aniołów (1960), i Faraona (1965) J. Kawalerowicza, ale też Jowity J. Morgensterna (wg Disneylandu S. Dygata). Lata 80-te przyniosły scenariusz do Austerii Kawalerowicza (wg J. Stryjkowskiego), Kroniki wypadków miłosnych (1985, wespół z A. Wajdą), reżyserię Doliny Issy (wg Cz. Miłosza), czy Lawy (wg Dziadów Mickiewicza).

rysunek
Rys. T.Konwicki

Poruszane w filmach tematy są dopełnieniem i naturalnym uzupełnieniem tego, co znajdziemy w książkach Konwickiego. Np. w Salcie, ten sam Zbigniew Cybulski, który zagrał Maćka Chełmickiego w Popiele i diamencie wg J. Andrzejewskiego, odgrywa rolę mitomana, poddającego w wątpliwość zastaną rzeczywistość. Bohater "znikąd", wyskakujący z pędzącego pociągu, osiada w małej wiosce. Jest postacią tajemniczą, postrzeganą jako nosiciel bliżej niezidentyfikowanych idei. On sam w sposób mistyczny przyciąga do siebie mieszkańców miasteczka (twierdzi, że niektórych zapamiętał z czasów niedawnej wojny). Analogia z Sennikiem współczesnym (kłopoty z rzeczywistością, ucieczka w przeszłość) jest tu bardzo wyraźna. Z kolei zrealizowana w RFN Matura, opowiadająca o egzaminie w najtrudniejszych warunkach oblężenia, aczkolwiek z ironicznym i żartobliwym dystansem reżysera do tego czasu, pokazana została w Polsce dopiero we wrześniu 2001 roku w Warszawie, podczas retrospektywnego przeglądu filmów Konwickiego.

W Kronice wypadków miłosnych, czy Dolinie Issy, topografię akcji (co w obu przypadkach oczywiste) wyznacza mityczna kraina dzieciństwa Konwickiego. Co ważne - i w tych przypadkach widziana z dystansu, charakterystycznego dla osoby dorosłej. Mowa tu o wspomnianej już postaci Nieznajomego (czyli głównego bohatera po latach), czy - w przypadku adaptacji dzieła Miłosza - wplecionych w motyw filmu wierszach poety (np. W mojej ojczyźnie).

W latach 60-tych Konwicki po odejściu z redakcji ideologizującej się po 1956 roku "Nowej Kultury" i oddaniu legitymacji PZPR (w wyniku usunięcia z partii prof. Leszka Kołakowskiego), dystansował się od bieżącej sytuacji politycznej. II połowa lat 70-tych, kiedy został objęty zakazem druku, przynosi szereg książek drukowanych w wydawnictwach podziemnych i emigracyjnych. Były to kolejno: Kompleks polski (1977), Mała apokalipsa (1979) Wschody i zachody księżyca (1982) i Rzeka podziemna, podziemne ptaki (1985). Zawarł w nich groteskowy obraz zniewolonego państwa i mieszkających w nim obywateli. To z kolei rzeczywistość pełna groteski i absurdu, w której nie potrafią odnaleźć się ludzie (tym samym także ją współtworzą), często zastraszeni, ale i często pozbawieni wyobraźni. Sporo tu znanej już u Konwickiego ironii, która przybiera szczególny wymiar, kiedy dotyka spraw dramatycznych: braku identyfikacji z miejscem, w którym się żyje, lęku egzystencjalnego, czy katastroficznej wizji państwa totalitarnego. Bohater Małej apokalipsy, znany pisarz, nakłaniany jest przez działaczy podziemnej opozycji do śmierci przez samospalenie, podczas wizyty I sekretarza partii "zaprzyjaźnionego kraju". Ostatnie 24 godziny życia spędza na samotnej włóczędze po Warszawie z kanistrem benzyny w ręku. Ale nic nie jest tu jednoznaczne: ani czas akcji, ani jej postaci. Ludzie uważani za aparatczyków władzy stają się opozycjonistami, działacze "podziemia" - kolaborują z systemem. Nie wiadomo również, kiedy dokładnie dzieje się akcja - czy to na pewno 40-lecie PRL-u - magiczny "orwellowski" rok 1984? Może kiedy indziej, jak sugeruje ciąg dalszy? Opowieść o "rozkładzie" (państwa? umysłu?) nie może być realistyczna...

Należy wspomnieć także o wydanym tryptyku quasi-pamiętnikarskim, obejmującym tomy: Kalendarz i klepsydra (1976), wspomniane już Wschody i zachody księżyca, czy Nowy Świat i okolice (1986), częściowo również wydane w latach 90-tych Zorze wieczorne (1991) i Pamflet na siebie (1995). Znacznie więcej w nich odniesień do biografii pisarza, co nie znaczy, że brakuje tam elementów fikcyjnych. W rozmowach ze S. Beresiem pisarz stwierdził, że fikcja, to dla niego rodzaj ucieczki od autokreacji i wynikających z tego pułapek. To zdaje się tłumaczyć niezwykłość tej prozy, czerpiącej z doświadczenia, a równocześnie potrafiącej owo doświadczenie ujarzmić.

MARIUSZ KUBIK
kmarius@poczta.onet.pl
http://free.art.pl/mkubik

Fotografie Tadeusza Konwickiego pochodzą z książki pt.: Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim [przeprowadził Stanisław Nowicki], Wyd. "Aneks", Londyn 1986.

* * *

OPINIE:

Czy Warszawa z "Małej Apokalipsy" będzie miała siłę Petersburga Gogola, Swiftowskich utopii? Chyba nie, gdyż zasada tej książki jest chyba inna, niż tamtych. Tutaj to co ważne i autentyczne, dzieje się we wnętrzu bohatera idącego przez kręgi swego piekła, gdzie tylko Eros i Śmierć są prawdziwe, wkraczające w nieznaną jawę. Reszta to Sen. [o Małej apokalipsie]

Jacek Łukasiewicz: Rytm, czyli powinność. Szkice o książkach i ludziach po roku 1980, Wrocław 1993, str. 31.

Tematem powieści jest nie tylko Wielki Bezsens, ale i ludzkie nadzieje, ludzkie próby wyrwania się z cęgów absurdu, ludzkie oczekiwanie cudu i ludzkie usiłowanie zwalczenia bezsensu własnymi siłami. [o Kompleksie Polskim]

Stanisław Barańczak, Zapis nr 2 [drugi obieg], 1978 r.

Konwickiemu udało się [...] w twórczości literackiej pogodzić dwie żywotne tradycje polskiej prozy: tradycję Żeromskiego i Witkacego. Temu pierwszemu zawdzięcza Konwicki łatwość w przechodzeniu od liryzmu do patosu, skłonność do introspekcji i ukazywania przemian społeczeństwa poprzez dzieje jego świadomości oraz przeświadczenie o konieczności podejmowania przez literaturę funkcji mediacyjnej i ostrzegawczej w życiu społecznym. Z kolei od Witkacego zaczerpnął Konwicki - i twórczo wykorzystał - niewiarę w sztukę, szydercze kompromitowanie iluzji powieściowej i tendencję do przekształcania narracji w rozpisany na epickie głosy spór światopoglądowy oraz problem naczelny: ocalanie indywidualności wbrew regułom stanowionym przez zbiorowość.

Przemysław Czapliński: Tadeusz Konwicki, Poznań 1994, str. 7

Autorzy: Mariusz Kubik
Ten artykuł pochodzi z wydania: