Samotność Antygony

Redakcja "Gazety Uniwersyteckiej" wciąż dowodzi swej młodzieńczości, czego dowodem może być chęć do podejmowania takich eksperymentów, jak propozycja zrecenzowania książki Tadeusza Sławka (Antygona w świecie korporacji. Rozważania o uniwersytecie i czasach obecnych, Wyd. Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2002) niżej podpisanemu, z wykształcenia i zawodu matematykowi.

Tadeusz Sławek: Antygona w świecie korporacji.
Tadeusz Sławek: Antygona w świecie korporacji.
Rozważania o uniwersytecie i czasach obecnych (Wydanie drugie uzupełnione).
Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego. Katowice 2002).

Zamiast jednak tracić miejsce na egocentryczne opowieści o skutkach naruszenia niepisanego dogmatu, zakładającego immanentne nieporozumienie między humanistami a matematykami (choć osobiście sądzę, że matematyka jest par excellence nauką humanistyczną), od razu napiszę, że decyzja redakcji trafia w ducha rozważań Profesora Sławka. Autor prawdopodobnie byłby zgorszony, gdyby na temat jego przemyśleń wypowiadali się tylko najbliżsi naukowo koledzy. Ta niewielka objętościowo (134 strony), lecz niezwykle bogata treściowo pozycja jest skierowana do wszystkich ludzi uniwersytetu: uczonych (nie ,,naukowców" - Autor dziękuje za zwrócenie uwagi na niefortunność tej drugiej formy nie humaniście, lecz prof. Jackowi Jani, glacjologowi), studentów, absolwentów, a także wszystkich, którzy stanowiąc ,,otulinę" uczelni, są także jej częścią, choć formalnie do środowiska akademickiego nie należą.

Przyznam otwarcie, że zawsze lubiłem słuchać byłego Rektora, miewałem natomiast kłopoty z czytaniem Jego tekstów, gdzie myśl przyobleczona w szatę erudycji nie dawała się łatwo śledzić, wymagała skupienia i sięgania do dawno nieużywanych zasobów ogólnego wykształcenia, nieubłaganie zasypywanych przez lata szczegółową wiedzą niezbędną we własnej dziedzinie. Z tego powodu, otwierając ,,Antygonę", najpierw skupiłem się na ilustracjach, odkładając lekturę. Pierwsza wkładka zawiera reprodukcje obrazów i grafik, co mnie nie zdziwiło, bo Profesor Sławek dał się poznać jako orędownik symbiozy nauki i sztuki. Ale druga seria składa się ze starych zdjęć Katowic, co już wydało mi się niezwykłe. Cóż mogą mieć wspólnego te pola z kopalnianymi szybami w tle, albo te widoczki nadrawskich promenad z uniwersytetem? Przyjrzałem się uważniej: głównym tematem obrazów i grafik też są widoki naszej industrialnej czy postindustrialnej okolicy. A zdjęcia ukazują tereny, na których dziś stoją budynki naszego ,,kampusu". Zacząłem czytać: okazało się to łatwiejsze niż myślałem, może dlatego, że czytałem o miejscach codziennie oglądanych i o sprawach, które muszą być przedmiotem refleksji każdego członka uniwersyteckiej społeczności, jeśli tylko na jakąkolwiek refleksję znajdzie czas. Ta książka mówi o fizycznym otoczeniu uniwersytetu, ,,wyspie nieregularnej zieleni pośród kamienno-asfaltowych płaszczyzn, pociętych w uporządkowane wzory", niby w centrum, ale równocześnie w cieniu ,,antyuniwersyteckiej architektury" wieżowców i centrum biurowo-rozrywkowego. To fizyczne położenie odzwierciedla trudność współistnienia uniwersytetu - z natury wymagającego skupienia i prowincjonalnego spokoju, sprzyjającego powstawaniu związków między ludźmi - i miasta, ,,w którym ludzie spotykają się w miejscach gromadzących ich po to, aby ich natychmiast rozdzielić". Uniwersytet domaga się uznania swej roli przez miasto, ale bez zrozumienia miasta nie będzie mógł w nim żadnej roli odgrywać. Dlatego spacer Autora, pełnego ,,ciepłego uczucia dla Katowic", po ulicach otaczających tereny uczelni, jest tak ważną częścią książki. Warszawska, Bankowa, Uniwersytecka, Teatralna, Rynek - to nasza ,,Philosophenweg", zazwyczaj przebiegana; może warto kiedyś ją przemierzyć powoli, konfrontując własne obserwacje z konstatacjami Autora ,,Antygony".

Sam chętnie byłbym świadkiem takiej konfrontacji, dotyczącej również głównej części książki, w której Tadeusz Sławek mówi o tym, o czym niejednokrotnie słyszeliśmy z jego ust: o swojej wizji uniwersytetu już nie tylko Śląskiego, ale uniwersytetu w ogóle. Obawiam się jednak, że jestem jak ten młody Żyd, który liczył na dyskusję spotkanych w przedziale dwóch wszystkowiedzących rabinów; oni jednak milczeli, bo obaj wiedzieli wszystko, więc o czym mieliby jeszcze dyskutować? Ewentualni przeciwnicy poglądów Autora, jeśli nawet nie wiedzą wszystkiego, to wiedzą swoje i polemizować nie będą. A szkoda, bo prezentowana idealistyczna wizja uniwersytetu, który tak bardzo według Autora oddalił się w czasach wolności od swej misji i powinności, zakopując powierzone sobie talenty, aż się prosi o dyskusję. Pomijając właściwe dla III Rzeczypospolitej odstępstwa od tradycji (rozmienianie się na drobne, wieloetatowość, firmowanie edukacyjnej fikcji niektórych powiatowych ,,oksfordów"), niejeden zarzut Autora pod adresem współczesnego uniwersytetu dotyczy kondycji tej ponadosiemsetletniej instytucji w całym świecie. Zresztą prof. Sławek, ilustrując niepokojące go zjawiska, cytuje przeważnie dzieła obcych myślicieli: czyż więc kryzys nie jest dużo poważniejszy niż chwilowe rozchwianie moralno-ideowe w kraju nadrabiającym zaległości w konsumpcji? Komercjalizację nauki obserwujemy wszędzie, dostosowywanie wniosków do oczekiwań sponsorów badań nie jest wyłącznie polską specjalnością. Nie nad Wisłą powstał też kult wskaźników scholaryzacji, z jednej strony realizującej oświeceniowe idee upodmiotowienia społeczeństwa, ale z drugiej nieuchronnie likwidującej tak drogą uniwersytetowi elitarność. Być może - aż się wzdragam pisząc te słowa - uczestniczymy w bólach narodzin nowego Uniwersytetu, który tylko nazwą będzie przypominał następny. Że ten nowy przypomina w tej chwili larwę, która się wylęga z motyla? Niestety, nie jest to jedyny przykład zastępowania piękna przez brzydotę we współczesnym świecie, zaś uniwersytet, przy całej swej nadzwyczajności, był i jest z tego świata.

Zgłaszając te pytania, nie ukrywam, że w ewentualnej dyskusji stanąłbym po stronie Autora ,,Rozważań o uniwersytecie i czasach współczesnych", któremu zazdroszczę, iż tak celnie sformułował poglądy, które rad bym uznać za moje własne. Ale pewnie podobnie jak Antygona, jesteśmy samotni, choć ,,samotność ta nie jest ograniczeniem, przeciwnie - otwiera horyzont wolności". Odyseusz, przeciwstawiany przez Tadeusza Sławka bohaterce tragedii Sofoklesa, ten, ,,którego heroizm polega w gruncie rzeczy na odreagowywaniu i dopasowywaniu się do okoliczności", podróżował w towarzystwie i w końcu dotarł do wiernej Penelopy. Jeśli ten nowy uniwersytet nie roztrzaska się gdzieś między Scyllą a Charybdą, to może też wypłynie na spokojne wody, a z czasem powróci do Itaki. Będzie mu łatwiej, gdy skorzysta z itinerarium zawartego w książce Tadeusza Sławka.

Autorzy: Maciej Sablik
Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania
W sosie własnymNiesklasyfikowaneZ CieszynaNiesklasyfikowaneZ CieszynaNiesklasyfikowaneKronika UŚOgłoszeniaNiesklasyfikowaneZ CieszynaNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNowe książkiOgłoszeniaNiesklasyfikowaneStopnie i tytuły naukowe
Zobacz stronę wydania...