Benjamin R. Barber - Przyszłość McŚwiata. A może Dżihadu?

W chwili obecnej równowaga w funkcjonowaniu życia społecznego jest zagrożona i najwyższy czas, aby obywatele zaczęli aktywnie działać – uważa Benjamin R. Barber, jeden z wybitnych futurologów, którego książka “Dżihad kontra McŚwiat” wzbudziła i nadal budzi duże zainteresowanie. Barber, pełniący swego czasu rolę doradcy prezydenta Stanów Zjednoczonych, wpłynął swoją koncepcją rzeczywistości nie tylko na niektórych wybitnych polityków, ale i na myślenie wielu innych ludzi.

W skali globu widoczne są obecnie dwie, pozornie sprzeczne ze sobą tendencje. Z jednej strony świat ujednolica się. Niezależnie od szerokości geograficznej ludzie upodobniają się do siebie – mają podobne potrzeby i coraz bardziej ujednolicone przekonanie co do tego, w jaki sposób je zaspokoić. Podobnie chcą się ubierać, jeździć samochodem będącym “na topie”, coraz częściej sięgają po takie “smakołyki” jak hamburger (koniecznie w McDonaldzie) i podobają im się podobne filmy czy też utwory muzyczne. Wspólną ich cechą jest stawianie na pierwszym miejscu siebie i własnych potrzeb – życie ma składać się z zaspokajania coraz to nowych zachcianek, a brak takiego zaspokojenia sprawia, iż czują się nieszczęśliwi. Nieszczęśliwi czują się jednak również wtedy, gdy zachcianek nie mają, gdyż to one stają się treścią ich życia i nadają mu sens. Pod tym względem ludzkość upodobnia się coraz bardziej, staje się zbiorowiskiem konsumentów.

Jednak to ujednolicenie potrzeb i sposobu ich zaspokajania nie pociąga za sobą powstawania globalnej wspólnoty, społeczeństwa ogólnoludzkiego, do którego wszyscy czuliby się przynależni i na rzecz którego podejmowaliby działania, ograniczając realizację prywatnych interesów. To druga, pozornie sprzeczna z pierwszą, tendencja we współczesnym świecie. W globalizującym się ekonomicznie świecie pojawia się coraz więcej grup ludzkich, związanych wspólną religią, rasą, kulturą – cechami, które nie mają i nigdy mieć nie będą wymiaru globalnego. Te grupy nabierają coraz większego znaczenia dla jednostkowych ludzi i uniemożliwiają ludzkości globalną współpracę - są zaprzeczeniem kulturowej globalizacji (choć zasięg tego zjawiska jest globalny) i przyczyniają się do wybuchów międzyludzkich konfliktów. Wartości, będące ich podstawą, są partykularne i trudno nie tylko pogodzić je ze sobą, ale i przyjmować je na zasadzie równoważności. Często jedne z nich wykluczają pozostałe, ponieważ zachodzą pomiędzy nimi tak zasadnicze sprzeczności jak przyznawanie naczelnego znaczenia w ramach funkcjonowania społecznego jednostce lub – przeciwnie – grupie, przypisywanie wyjątkowej wartości osobom posiadającym takie partykularne cechy jak kolor skóry czy wyznanie, stawianie na pierwszym miejscu człowieka lub też bóstwa. To pociąga za sobą zupełnie inne formy społecznego funkcjonowania, które coraz częściej nie mogą współistnieć na zasadach wzajemnej tolerancji.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego społeczeństwa, coraz bardziej jednolite pod względem ekonomicznym i, co za tym idzie, politycznym (siła globalnej gospodarki rozbija dawne polityczne struktury i odbiera im znaczenie, prowadząc do pojawienia się politycznej bierności obywateli i zastępowania polityki kulturą), nie ujednolicają się kulturowo? Otóż zdziwienie nie jest tu na miejscu. To właśnie konsekwencją globalizacji gospodarczej i spadku roli organizmów politycznych muszą być jeszcze głębsze podziały w jakiejś innej płaszczyźnie. W świecie, w którym zanikają dotychczasowe różnice ekonomiczne i polityczne, ludzie tracą możliwość odróżniania się od siebie w dotychczasowy sposób i poszukiwać muszą różnic nowych celem określenia swojej tożsamości grupowej, wspólnotowej. A przy zaniku różnic gospodarczych i politycznych najbardziej rzucają się w oczy różnice kulturowe. Dlatego nie tracą one na znaczeniu, ale wręcz przeciwnie, zyskują. Do określenia swojej tożsamości każdy musi dokonać rozróżnienia ja/ inni, a może raczej my/ inni. Musi poczuć się przynależnym do pewnej nie nazbyt wielkiej, nie anonimowej wspólnoty ludzi jemu podobnych i odróżnić się przez to od innych ludzi, poczuć się kimś określonym. Gdy różnice ekonomiczne i polityczne zanikają, nie stanowiąc podstawy do określenia swojego „ja”, naczelnego znaczenia nabiera kultura i jej partykularne wartości, będące podstawą procesów separatystycznych – dzielenia się ludzkości.

Siłę dzielącą ludzi na nowe, pozapolityczne grupy, Barber określa mianem Dżihad. Nie ma on tutaj na myśli świętej wojny Islamu z resztą świata, która od momentu ataku terrorystycznego na Stany Zjednoczone i przez to na cały Zachodni świat nabrała krwawego wymiaru. Dla autora Dżihad to sprzeciwianie się globalizacji poprzez działalność wewnątrz grup połączonych partykularnymi wartościami – Barber jednak chyba nie przypuszczał, że opisywane przez niego formy sprzeciwu przyjąć mogą tak drastyczne formy. Paradoksem Dżihadu jest fakt, iż grupy antyglobalistyczne w swoich działaniach wykorzystują środki wytworzone w ramach globalnego rynku, z którym walczą, przez co przyczyniają się do jego zwyciężania. Chodzi tu zwłaszcza o nowoczesne technologie produkcyjne i komunikacyjne, takie jak Internet, których powszechne stosowanie przez zróżnicowane między sobą grupy ludzkie przyczynia się do postępującego procesu globalizacji ludzkości. Dlatego zdaniem Barbera siła Dżihadu przegra ostatecznie z drugą siłą.

Tą drugą siłą jest McŚwiat, globalny rynek, który podporządkowuje ludzkość swojemu funkcjonowaniu. Nie może być on ograniczany przez partykularne grupy ludzkie, do których powstania prowadzi, gdyż następnie sam je niszczy. Nie może on też być ograniczany przez dawne społeczeństwa obywatelskie i politykę, gdyż czyniąc z jednostek konsumentów zabija w nich poczucie obywatelskości, przez co odbiera stopniowo znaczenie i uniemożliwia funkcjonowanie dawnym strukturom politycznym. Siła McŚwiata uniemożliwia też powstanie nowej, globalnej wspólnoty obywatelskiej i globalnych struktur władzy, równoważnych z globalnym rynkiem, które mogłyby go ograniczyć. Nie rodzi bowiem pomiędzy ludźmi nowego poczucia wspólnoty i co za tym idzie, poczucia społecznej odpowiedzialności. Tworzy globalne zbiorowisko podobnych do siebie, ale odizolowanych partykularnymi potrzebami konsumentów.

Czy rynek ma prawo, by podporządkowywać sobie ludzi i wszystkie sfery społecznego życia? Czy my, istoty obdarzone (jakoby) rozumem nie możemy sprzeciwić się tendencji rynku do zmieniania nas z obywateli w egoistycznych konsumentów, ograniczonych pogonią za zaspokajaniem coraz to nowych potrzeb? Czym w ogóle jest rynek i jakie jest jego miejsce w systemach społecznych? Czy to my jemu mamy podporządkować swoje życie, czy to raczej on służyć ma nam jako narzędzie do ulepszania swojego życia?

Tradycyjny rynek kapitalistyczny państw narodowych kierował się tymi samymi zasadami co obecny rynek globalny, postkapitalistyczny – jego celem było maksymalizowanie zysku. Jednak wraz z nim współistniało silne społeczeństwo obywatelskie i wybierane przez niego władze polityczne, mogące ów rynek ograniczać i rozwiązywać problemy przezeń generowane. Wraz z uwolnieniem rynku spod kontroli politycznej, czego przyczyną było przyjęcie ideologii liberalizmu gospodarczego przez państwa narodowe, wzrósł on w siłę i podporządkowuje sobie społeczeństwa i politykę - tę samą, która go uczyniła wolnym. W związku z tym obecnie równowaga funkcjonowania ludzi i społeczeństw jest naruszona. Aby świat funkcjonował w zrównoważony sposób, współistnieć muszą gospodarka, polityka i społeczeństwo obywatelskie, tworząc “trzy nogi” liberalnej demokracji, najlepszego z możliwych systemu społecznego. Rynek obecny staje się systemem globalnym, z jednej strony ujednolicając ludzi na całym świecie, z drugiej zabijając w nich poczucie wspólnoty z innymi, prowadzi przez to do pojawienia się zupełnie nowych, regionalnych i globalnych problemów. Systemy polityczne funkcjonujące w ramach istniejących jeszcze państw są zbyt słabe, by rynek kontrolować lub ograniczać pod kątem rzeczywistych ludzkich potrzeb i by rozwiązywać pozarynkowe problemy społeczne. Wprawdzie powstają obecnie globalne instytucje na pozór demokratyczne, ale właściwie nie mają niczyjej legitymizacji. Wynika to z faktu, iż nie powstają one w wyniku demokratycznego głosowania globalnego społeczeństwa, które nie istnieje, zaś istniejące społeczeństwa obywatelskie w skali narodów są coraz słabsze. Sam rynek też nie potrafi rozwiązać problemów, które generuje, nie mają one bowiem pozornie wymiaru ekonomicznego. Pozornie, ponieważ w wyniku takich zjawisk jak bezrobocie czy bieda coraz więcej ludzi wypada z ram funkcjonowania globalnego rynku, co uniemożliwia jego dalszy rozwój. Globalny rynek, który najpierw pokonuje siły Dżihadu, zmuszając go do korzystania z rynkowych środków, a następnie rozwija się, pozbawiony kontroli społeczeństwa i polityki, musi ostatecznie zabić sam siebie. Dlaczego? Jest mechanizmem, którego nieograniczone działanie prowadzi do powstania świata pełnego problemów pozaekonomicznych, które to problemy uniemożliwiają następnie uczestnictwo w rynku coraz większym rzeszom ludzi – to blokuje jego dalszy rozwój, a wręcz prowadzić może do rynkowej regresji.

Całe szczęście, że społeczeństwa obywatelskie jednak jeszcze nie znikły, są one podstawą dla nadziei na przyszłość. Jeśli obywatele, których nie zdążyła jeszcze zniszczyć logika rynku, oddolnie zbudują nowe wspólnoty obywatelskie, wykorzystując przy tym środki wytwarzane przez rynek, takie jak Internet czy inne systemy międzyludzkiej komunikacji, możliwe będzie zbudowanie globalnego społeczeństwa obywatelskiego, a następnie globalnych struktur demokratycznej władzy politycznej, która ograniczy ponownie rynek i stworzy mu takie ramy działania, by służył ludziom, a nie odwrotnie. Ludzie muszą tylko uzmysłowić sobie, iż rynek wprowadza w ich życie “aksamitną tyranię” i wytwarza w nich potrzeby po to, by czuli się nieszczęśliwi, a następnie w ładnych opakowaniach sprzedaje im zupełnie niepotrzebne rupiecie. Muszą odnajdywać w życiu inne, pozaindywidualne wartości, związane z przynależnością do grup ludzkich i poczuć wspólnotę z innymi, a następnie dążyć do uwolnienia się spod rynkowej hegemonii. Jest to trudne zadanie, gdyż rynek sprawia wrażenie sojusznika ludzi, a jego rzeczywista ideologia jest zamaskowana. Jednak mimo swojej rosnącej siły nie potrafi zniszczyć wszystkiego, co ludzkie i pozarynkowe zarazem, dlatego ludzie podejmując działania dążące do jego ograniczania będą zdolni ponownie podporządkować go sobie. Muszą tylko zacząć aktywnie działać!

Z opisem zjawisk w przedstawionej przez Barbera formie można się zgadzać lub nie. Zwłaszcza w obliczu wydarzeń z 11 września, kiedy to z całą mocą świat dostrzec mógł potęgę antyzachodnich sił, pod znakiem zapytania staje przewidywane przez Barbera zwycięstwo McŚwiata nad Dżihadem. Również problematyka którą autor dokładnie analizuje – czyli „łapania” McŚwiata w ryzy – w obliczu tak wielkiej tragedii i zagrożenia wojną światową wydaje się schodzić na dalszy plan. Po co zastanawiać się, jak poskromić globalny rynek, gdy tak naprawdę nie możemy być pewni, że świat Zachodu wraz ze swoją globalną gospodarką, przetrwa i nie dojdzie do niewyobrażalnych jeszcze w tej chwili zmian w układach naszego świata? Ale powracając do problematyki podejmowanej przez Barbera w kontekście innych futurologów. Niektórzy z nich w swoich koncepcjach podkreślają ujemny wpływ rynku na życie społeczne, inni z kolei przeciwnie – nie widzą w globalnym rynku negatywów dostrzeganych przez Barbera. Do drugiej grupy należy Francis Fukuyama, którego koncepcję przedstawię w następnym odcinku tych rozważań – futurolog, dla którego przyszłość ludzkości jest zdeterminowana i osiągnie najlepszy z możliwych kształtów, tzn. powszechnie zapanują systemy liberalnej demokracji i kapitalizmu (Fukuyama odchodzi ostatnio trochę od swojej pierwotnej koncepcji, ale jej pierwsza wersja była najbardziej wyrazista). W jego koncepcji kapitalizm nie szkodzi, a przeciwnie – sprzyja wprowadzaniu wolności politycznej i władzy obywatelskiej, mimo iż nie jest bezpośrednim źródłem tego politycznego systemu. Czy zgodzić się z jego poglądem, czy też raczej przyjąć postawę podobną do Barbera, czy też może znaleźć swoją własną koncepcję związaną z relacją kapitalizmu i demokracji, zadecydować musi samodzielnie każdy z nas. Zapraszam do lektury za miesiąc!

Ten artykuł pochodzi z wydania:
Spis treści wydania
NiesklasyfikowaneW sosie własnymOgłoszeniaNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneNowe książkiNiesklasyfikowaneOgłoszeniaNiesklasyfikowaneStopnie i tytuły naukowe
Zobacz stronę wydania...